Blog > Komentarze do wpisu


Propozycja

Wszystko się może zdarzyć - również dostanie propozycji, o której nawet nie wiadomo, czy jest propozycją. W każdym razie, po raz pierwszy od 1,5 roku, delikatnie rozważam możliwość wyniesienia się z Kaliningradu.

Jak na razie, jedyny skutek to morze słów - był to główny temat omawiany na wtorkowym spotkaniu w witrażowni i dodzwonienie się do mnie po godzinie 20.00 (czyli w czasie darmowych weekendów i wieczorów) było w tym tygodniu jeszcze trudniejsze niż zwykle - ale jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, mądrzejsza od tego się nie stałam.

Bo reasumując:
rację ma Kaśka, gdy powołując się na przykład swoich rodziców, mówi że ta codzienna krzątanina wokół domu konserwuje. Ale rację ma też i Gośka, że jak się ma taki dom, to cały czas trzeba coś w nim robić, a tu robić nie ma komu. Ja raczej już silniejsza nie będę, a na dzieci nie ma co liczyć - poszły swoją drogą i nawet jak coś może i potrafią, to są na tyle sprytne że się do tego nigdy nie przyznają. Nie widzę też siebie za bardzo w roli mamy Kaśki (czyli słynnej Pani Basi). W tym roku nie wyczyściłam wszystkich rynien, bo z duszą na ramieniu potrafiłam się co najwyżej wdrapać na pierwszą część składanej drabiny. W tym czasie, trzydzieści lat starsza ode mnie Pani Basia, której ruchliwość jest dla mnie dowodem, że istnieje też i starcza odmiana ADHD, dziarsko łatała papą dach na dwupiętrowej kamienicy
.

Nie tylko dach jest dla mnie za wysoki. Może i marudzę, ale nie czuję się najlepiej z tym, że jak zawsze o tej porze roku, pierwsze noworoczno-urodzinowe postanowienia zdążyły już pójść na tzw. frytki. Najlepszym komentarzem do tej sytuacji są słowa kota Garfielda - nie pamiętam tego dokładnie, ale brzmiało to mniej więcej tak: jedyne co straciłem na tej diecie, to dwa tygodnie. I co z tego, że na blogu http://www.nienawidze-gotowac.blog.pl przeczytałam, że: "od ilości kilogramów, którą wskazuje wam waga, odejmijcie jedną dziesiątą. Ta jedna dziesiąta nie jest waszym ciałem. To mikroby, które zamieszkują na i w waszym ciele. Podobno gdyby nie one, raz dwa wyciągnęlibyśmy kopyta. Ale co je szkodzi odliczyć, no nie". Tak naprawdę to ja powinnam być autorką jednego z zamieszczonych pod tym wpisem komentarzy: a nie może być jedna piąta? Jedna dziesiąta mnie nie zbawi!

O tym "jak jest naprawdę" powinnam przynajmniej pamiętać przy robieniu swetrów. Cały czas jak z doskoku dłubałam sweter z owczej wełny czułam, że coś jest z nim nie tak. A co jest nie tak, odkryłam dopiero po zrobieniu tyłu, dwóch rękawów i 1/2 połówki przodu:



Ten sweter jest po prostu za wąski i jak się w nim dopnę-opnę, to do kompletu będzie mi brakować tylko garsonki z krempliny.

 

Dzięki temu, że ostatnio kupiłam wagę w kolorze fluorescencyjnej seledynowości (miała być ładniejsza - na pudełku była w kolorze dystyngowanej szarości):



- wiem, że wełny starczy i na sweter w rozmiarze XXL - tylko mi się chwilowo odechciało. Obok wagi widać umierającą difenbachię (pewnie to już jej ostatnie zdjęcie).

O mały włos, a z zimna umarłaby i Sralucha. Wszystko przez to, że chociaż przestałam już liczyć na to, że jeszcze kiedykolwiek skorzysta z kuwety, nie mam zamiaru zrezygnować z działań odwetowych i w ramach retorsji wywalam ją na dwór. Tym razem, ponieważ był spory mróz, na pozałatwianie swoich spraw dałam jej pięć minut. Potem do wieczora wychodziłam co pół godziny przed dom i ją wołałam - bez skutku, za to coraz bardziej nerwowo, bo w nocy zapowiadali spadek temperatury poniżej 20 stopni, a starszej pani (Srala ma ponad 10 lat) w taki mróz, to żadne futerko nie pomoże. Było już naprawdę późno, gdy Heniutek zaczął domagać się wypuszczenia na dwór. Ale im bardziej starałam się temu kretynowi wytłumaczyć, że jest za zimno na to, by wychodzić na spacer, tym bardziej się upierał. W końcu się poddałam i otworzyłam drzwi - okazało się, że Heniek nigdzie się nie wybierał, tylko za drzwiami siedziała zziębnięta Sralucha, która nawet nie miała siły miauczeć.
Teraz odsypia na parapecie śniąc o zielonej wiośnie:



Dostałam od Balbiny taki obrazek:



Fajnie byłoby w ten sposób zilustrować proces stawania się cioteczką. Nawet się za to zabrałam, ale taki dziwny czas, że za cokolwiek się nie zabiorę, to porażka - jak puściłam sobie kretyński film Wspaniali bracia Baker, śledząc ckliwą, miłosną historyjkę, nie umiałam sobie poradzić z przeszywającą całe moje ciało wielką tęsknotą, bo oni na tym filmie odpalali jednego papierosa za drugim ...
niedziela, 22 stycznia 2006, ninga

Polecane wpisy

  • Przeczytane

    Cztery przygody z tzw. literaturą piękną. Dwie pierwsze przeczytałam bo były na listach "polecanych" Zero K D on DeLillo Miała być to " najzabawniejsza, najbar

  • Przeczytane 2018

    Opowieść podręcznej Margaret Atwood Władzę w Ameryce przejmują chrześcijańscy fundamentaliści. Dzięki Atwood można sobie wyobrazić jakby (będzie?) wyglądała P

  • Indonezja cz. III

     Na Jawie już nie było takiego obozu przetrwania (przynajmniej do czasu). Zatrzymałyśmy się Yogyakarcie, w znajdującym się niedaleko centrum hostelu pro

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: tomek, *.edu.pl
2006/01/22 19:20:44
brrrrr. ja wogole nie wiem jak ty jestes w stanie w obecnych warunkach pogodowych zyc na tym odludziu dalekim. jest STRASZNIE. strasznie. potwornie.
jest zimno. a nawet bardzo zimno. jest chlodno. bardzo chlodno. jest inaczej mowiac: zle.


a ja raczej wydaje sie jestem wyizolowany solidnie od otoczenia, nei? wydawaloby sie ze jakas korzysc z tych wszystkich snikersow byc powinna. a tu dupa.

brrrrrr.

desperacja spowodowana zimne spowodowala ze az sie z teresa zmobilizowalismy i okna uszczelnilismy. bo gdy pewnego ranka znalezlismy na parapecie (po NASZE J stronie) sympatyczna kupke sniegu bylo nam malo do smiechu.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/01/22 19:29:57
Rzutem na taśmę!
Dzisiaj jest dzień wypieków, zaczełyśmy z Balbisią od maślanych /przepis Muni/, potem makaroniki i drożdżówka, duża i puchata, kakaowe i kokosowe ciasteczka takie dietetyczne, mało słodkie i na końcu dwa chleby z cebulą i dynią, bo od dwóch dni w sklepie pod domem brak pieczywa, mleka drożdży i panika w narodzie straszna, nawet wodę w dużych bańkach wykupują. Fajowo, wreszcie kawałek prawdziwej zimy i paraliż miasta. Te mrozy to prawdziwe zbawienie dla polityki:)
Ciociu nie panikuj, już niebawem wakacje i znowu zima. Trzeba coś ustalić z wakacjami i ogólnie z różnymi wyjazdami, musi się wreszcie coś dziać!!!
Ja też mam problem z noworocznymi obietnicami, ale jak przestanę się kilku rzeczy bać to ruszę sprawy z miejsca. Teraz to marzę żeby mieć zawsze co piec i gotować bo to sprawia największą radochę.
Swoją drogą to taka kawiarenka, miejsce pracy i schadzek to byłoby wyjście, co?
Gośka
-
Gość: Tereska, *.edu.pl
2006/01/22 19:31:26
O tak, uszczelnienie zdecydowanie pomogło, zasłona już się tak na wietrze nie buja no i śnieg stopniał. Niestety Waldek i Bożenka nie chcą przyjść i zobaczyć jak dbamy o mieszkanie. Zdaje się że wczoraj Waldek rozgrzewał się herbatą z prądem i niestety zaspał.
-
Gość: moniek, *.chello.pl
2006/01/23 12:03:24
Dobrze Kalina, że nie przymarzłaś gdzieś do bocznej rynny, bo jest podobno tak, że jak się rękę przyłoży albo język do metalu (na mrozie) to się bardzo szybko przykleja i można tak już zostać do wiosny. I nawet nie miałabyś jak zadzwonić, tak więc uważaj, po co masz później straszyć w nocy nowych mieszkańców. Biała Dama z drutami.
Ja też nieco przymarzłam, tzn. cierpię na typowy syndrom przeziębienia, ale nic prawie mi nie wolno łykać i herbata z sokiem malinowym też zakazana, więc się kuruję homeopatią, czyli po naukowemu - wodą z cukrem za 50 zł (100 tabletek).
Kupiłam sobie za to dywan, bo stwierdziłam, ze muszę sobie kupić coś ciepłego. Jest rzeczywiście ciepły, tylko ciężko w nim będzie wsiadać do tramwaju.
Mam za to nowe DVD i jest to moje pierwsze DVD, coż mogę napisać, jest srebrne i kupiłam go pod kolor dywanu. Harmonię kolorystyczną zakłócała tylko mała czerwona lampka po prawej stronie, więc ją wydłubałam i teraz DVD jest całe srebrne.
Muszę wracać do pracy, korekta książki (ostatnia) mnie czeka, czyli 120 stron drobnym maczkiem a tu gorączka - i jak ja mam zobaczyć te wszystkie małe literki i przecinki? :-(
Nie lubię korekt :-(
Gosia, jakbyś mi coś upiekła, to byłoby super, bo mi w chałupie został tylko kawałek suchej strucli z imitacją maku.
A strona Kaliningradu do niedawna otwierała mi się w starej wersji, czyli znów mamy awarię na złączach.
Idę się napić herbaty.
Pozdrawiam wszytkich
PS - mam nadzieję, że jak już wpuściłaś Sraluchę, to nie zapomniałaś z kolei o Heńku.
-
Gość: , *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
2006/01/28 18:49:09
Słuchaj Kalinka bo czas zimy - ogólnie rzecz biorąc - jest czasem sporej tęsknoty - za czymkolwiek. Człowiek się tak trochę rozłazi w szwach, ślimaczy z dnia na dzień, rozgląda po świecie nie wiadomo w jakim celu. Że niby o wiosne chodzi i żeby było trochę cieplej, i żyby dni były dłuższe, kot milszy, łóżko cieplejsze, pociągi punktualniej i puste - rozumiesz - żeby cokolwiek...
Taki czas kochana, taki czas. Pozdrawiam z drugiej strony torów - Stacha.
-
Gość: , *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
2006/01/28 18:54:47
I jeszcze chciałam Ci powiedzieć, że moja siostra ujechała dziś w godzinach popołudniowych za pośrednictwem Kolei Mazowieckich w kierunku Małkini. Po siostrze została mi tylko zupa ogórkowa, sałatka z różnych warzyw oraz galaretka z kurczaka więc gdybyś miała ochotę to jutro zapraszam. Kupiłam też herbatę taką jak należy.

Stacha - z drugiej strony torów ma się rozumieć.

PS. A tak w ogóle to szukam kurwa pracy!!!
-
Gość: Ela, *.internetdsl.tpnet.pl
2006/01/28 22:10:04
Od pierwszego zdania ZAKOCHAŁAM się w Twoim blogu. Czytałam go razem z moją siostrą i po prostu płakałyśmy ze śmiechu! Mam nadzieję, że Sralucha nie przeziębiła pęcherza, bo kuweta to bedzie za mało.
knitowana olimpiada? Czemu nie!! Mam teraz ferie, więc zdradzę Ci tajemnicę, że zacznę wcześniej... Może mnie nie zdyskfalifikują... Jakby co, powiem, że blefowałam, hehehehe.
Będę tu stałym bywalcem. Przewidziałaś karte stałego klienta??
U mnie posty wyświetla się w całości, ale po "drugim kliknięciu" pierwszego wiersza... Nie potrafię tego zmienić...
yarnblog.blog.onet.pl
Spis moli