Blog > Komentarze do wpisu
Za chwilę podsumowanie

Ale zanim podsumuje 2014 rok ...

Na święta przyjechał mężczyzna mojego życia. Wzięłam dzień wolny, poszłam z nim do Hulakuli w  podziemiach BUW-u, na dworze zacinał deszcz. myślałam że będzie sporo osób które wpadną na ten sam pomysł - nikogo poza nami nie było. Skończyło się na tym, ze siedziałam z nim w kulkach i czytałam mu książki. Nie tylko na ulicy nie widać dzieci. W miejscach dla nich stworzonych, też ich nie ma.   

W domu postawiłam sporą jodłę, dokupiłam ozdób by była kolorowa i święcąca. Do wigilijnego stołu siadło 11 osób (było co jeść).

Między innymi w menu był barszcz z uszkami. Opowiadając Gumisiowi o przygotowywaniu Wigilii, pochwaliłam się "sposobem" na uszka (zamówiła je teściowa Anki u sąsiadki) i zapowiedziałam, że naśladując Joannę, kupię do nich barszcz Hortex'u. Tego biedny Gumiś już nie był w stanie przeżyć i chcąc mnie zmotywować do nastawienia zakwasu, stwierdził, że jak nie z niej, to niech wezmę przykład z Ańćki, która na pewno sama robi barszcz i nie kupuje Hortex'u. Następnego dnia, po rozmowie z Aćką wysłałam do Gumisia mail: Miałaś rację, Ańćka nie kupuje barszczyku Hortex'u, woli Krakusa. Chwilę później Gumiś odpowiedział: Jest jeszcze barszcz Winiary.

Ale to wszystko nie było ważne, Tomek oszalał na punkcie otrzymanego prezentu - tylko dziecko potrafi się tak cieszyć.   

No i by tradycji było zadość, udaliśmy się rodzinnie na cmentarz. 

Idąc na grób ojca rzucił mi się w oczy udany pomysł na współczesny nagrobek. W czarny, udający marmur kamień, został wbudowany brzozowy krzyż.

Wracając przeszliśmy obok kwater ofiar Powstania, na wymienionych cztery miesiące temu tablicach, napisy powoli już przestają być czytelne. Poprzednie słupki może i były stare (mnie osobiście bardziej się podobały), ale po kilkudziesięciu latach dalej wszystko można na nich było odczytać.

 

Byłam w kinie - na czymś co jest reklamowane jako polska komedia.

Spuśćmy zasłonę milczenia, radzę unikać kontaktu z tym "dziełem". Reklama w tym przypadku nie kłamie, rzeczywiście takiej komedii jeszcze nie było.

dobry film

Aby nie kończyć roku takim gniotem, poszłam w ten mróz na jeszcze jeden film: Whiplash.

19-latek marzy o karierze jazzowego perkusisty. Dostaje się do najlepszej szkoły muzycznej, tam "zauważa" go dyrygent szkolnej orkiestry, chwilę później spełnia się jego marzenie, zaczyna grać w jego orkiestrze. 

Zamiast kolejnej bajki o brzydkim kaczątku, świetny film pokazujący cenę jaką się płaci za dążenie do doskonałości w sztuce.

"Przeczytałam" kolejny audiobook (teraz będzie dłuższa przerwa, bo wgrałam Dzienniki Mrożka). 

Jedwabnik, to dalszy ciąg przygód detektywa Strika i jego asystentki Robin z Wołania kukułki. Rowling potrafi pisać, ale według mnie wydany pod własnym nazwiskiem Trafny wybór był dużo lepszy, niż taśmowe kryminały, które jak widać postanowiła wydawać pod nazwiskiem Galbraith.

Tym razem jej bohater rozwiązuje zagadkę morderstwa pisarza: został okrutnie zamordowany, a własnie miał wydać książkę w której demaskował pisarski światek Londynu.

Nie lubię kryminałów, w których prowadzący śledztwo gdzieś wyjeżdżają, czegoś szukają, a czytelnik zostaje z tym wszystkim sami i musi poczekać do ostatniego rozdziału, w którym zagadka zostanie rozwiązana. Ale może się czepiam, bo jak tylko Rowling wyda następny tom przygód detektywa Strika, na pewno przeczytam.

A Stuhr jako czytający audiobooki, "może być". Głosu Gosztyły nie ma, ale nie wpadł w aktorska pułapkę: dużo "czyta", mało "interpretuje".

 

Odpowiadając na zawartą w komentarzu prośbę o polecenie dobrej książki na "potrzymanie ducha".

Tak przypominając sobie książki, które przeczytałam w tym roku:

Czesałam nawet ciepłe króliki, Dariusz Zaborek - nie jest to najlepsza jego książka, osoba z która przeprowadza wywiad budzi mieszane uczucia, ale  to o czym mówi, jej strategia życiowa, "pionizuje" i sprawia, że w własne problemy widzi się w zmienionych proporcjach.

Podobne refleksje wywołuje Pensjonat pamięci, Tony Judt - z tym, że ta książka jest również świetnie napisana. 

Wciąga, ale bez melancholijnych klimatów Baronowa jazzu Hananh Rotschild. Temat to wielu okołogenderowych przemyśleń. No i ma budujące przesłanie. Jak to ktoś kiedyś zauważył:  Ludzie bogaci, mogą co najwyżej wybrać sposób w jaki mogą być nieszczęśliwi. 

Natomiast dawno nie przeczytałam powieści, która mnie naprawdę "wciągnęła". Nawet najnowsza książka Adichie lekko mnie rozczarowała - jej Amerykanaa nie dorasta do pięt Fioletowemu hibiskusowi, czy dwóm następnym powieściom jakie po tym swoim debiucie wydała. Więc jak polecać, to tamte, poprzednie jej książki.


niedziela, 28 grudnia 2014, ninga
Tagi: dobry film

Polecane wpisy

  • Falstart

    Ostatnio usłyszałam sporo komplementów, że jak na swój wiek świetnie wyglądam i takie tam ... Dopiero waga powiedziała mi prawdę. To co mi miała do powiedzenia,

  • Patataj

    Jak zawsze po zwolnieniu, tzw. okoliczności zewnętrzne zmusiły mnie do przejścia z kłusu w galop. Stąd wszystko robię - również i ten wpis - w rytmie patataj. T

  • Znacie to?

    Znamy! Nawet udało mi się schudnąć 2 kilo. W święta nie szalałam: na obiedzie u Joanny zjadłam tylko to, co na zdjęciach. Cel - zapiąć się w Lewisach 501 rozmia

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Spis moli