Blog > Komentarze do wpisu
Przeczytane 2017

dobra książka  

 Mam na imię Lucy Elisabeth Strout


Przeurocze powieścidło. Z tym „cuś” co sprawia że nie jest to jeszcze jedne kobiece czytadełko.

Tytułowa Lucy z powodu powikłań po wycięciu wyrostka robaczkowego leży tygodniami w nowojorskim szpitalu. Mąż jej nie odwiedza, bo zajmuje się dwójką małych dzieci. Z innymi pacjentami nie ma kontaktu, bo jest w izolatce. Nie wie też do końca co jej jest i czy z tego wyjdzie. 

Na pięć dni przyjeżdża do niej z głębi kraju, z ubogiej amerykańskiej prowincji, dawno nie widziana matka. Zawsze ich kontakty opierały się na przerywających milczenie półsłówkach i niedopowiedzeniach., teraz też daleko poza tę linię nie wychodzą.

Ta pełna milczenia, chwilami sztuczna i wymuszona rozmowa oraz kłębiące się w głowie Lucy przemyślenia, składają się na opowieść o dzieciństwie. Nawet nie tyle opowieść, ile jej szkic, bo wszystko zamyka się na niewielu ponad 200 stronach.

Ale jak ktoś lubi nie przegadane książki, takie bez nadmiaru słów, polecam.

Gdyby nie doroczne zestawienia wskazujące najlepsze książki wydane w mijającym roku, nie wiedziałabym ani o tej książce ani o Elisabeth Strout. Tymczasem  za powieść Olive Kitteridge dostała w 2009 roku Pulitzera. W Polsce wydano cztery jej książki. Jedną nawet tak dawno, że nie ma ebooka.

 

Król Szczepan Twardoch

 


W podsumowaniu 2016 roku Kinga Dunin napisała: Twardoch kolejny raz udaje, ze napisał arcydzieło. Coś w tym jest.

Tak jak kryminały Krajewskiego śmierdzą piwem i golonka, tak u Twardocha występują te same postacie pokręconych facetów, tańczących w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku pełen przemocy i seksu chocholi taniec „mocnych mężczyzn”. Przedwojenna Warszawa przypomina w tej książce Chicago lat dwudziestych, a tytułowy król rządzi jej żydowską dzielnicą niczym Al Capone.

Jest to dobrze napisane, ale już nie miało już dla mnie tej świeżości co Morfina. Nie dlatego że Król jest od tamtej książki gorszy, ale na tyle podobny, że tak tą golonką u Krajewskiego: to co za pierwszym razem jest do zniesienia, za drugim zaczyna przeszkadzać.

Słodka przynęta Ian McEwan


Powieść z życia agencji angielskiego wywiadu

Londyn, początek lat 70-tych. W agencji M5 rozpoczyna pracę młoda piękna dziewczyna. Jej zadaniem jest „opieka” nad początkującym pisarzem - ona ma udawać przed nim pracownika zachwyconej jego talentem fundacji, gotowej płacić mu za to by cały czas przeznaczył na pisanie książek. On ma w tych książkach wychwalać zachodni świat i krytykować, ten po drugiej stronie muru. Tyle, że ona się zakochuje i wszystko się komplikuje.

Nie jest to najlepsza książka Iana McEwana. Tak jak i inne, dobrze się ją czyta, ale w porównaniu z nimi, w tej z intrygą aż tak bardzo się nie wysilił. Chociaż, co trzeba mu przyznać, zakończenie zaskakuje.

Skandalu nie będzie Krzysztof Piesiewicz


Smuta książka – wywiad.

Dzieciństwo, młodość  w socjalizmie. Proces Popiełuszki. Przywrócenie praw Kuklińskiemu. Przyjaźń z Kieślowskim.

Potem kilka zdań o tej ostatniej sprawie, która zmiotła go ze sceny.

Kawał historii. Ale w świecie narzuconych przez tabloidy standardów, powiedział za mało by zaciekawić. 

 

 

 

 

piątek, 27 stycznia 2017, ninga

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: moniek, *.logitus.pl
2017/01/27 13:22:38
czytam teraz to:
lubimyczytac.pl/ksiazka/153597/tove-jansson-mama-muminkow
"pińcet" stron, przepiękne wydanie - rysunki, szkice, (Jansson była przede wszystkim.... malarką, graficzką i rysowniczką!) ale treść - nie do wytrzymania. "Boel, ty mnie nie pisz na kolanach, tylko ty mnie napisz dobrze"!!!!!
-
2017/01/27 14:59:47
"Króla" mam właśnie w planach. Bardzo jestem ciekawa, zwłaszcza, że wszyscy chwalą.
A Piesiewicz... Strasznie mi żal, że został zmieciony ze sceny politycznej i to w taki niefajny sposób. Mamy teraz wyjątkowo bezwzględne czasy.
Spis moli