Blog > Komentarze do wpisu
przepis na podróż po Wietnamie

Wróciłam i teraz przechodzę powolną readaptację. Było więcej niż cudownie, dawno nie byłam tak szczęśliwa i zadowolona z życia. Aby tylko zdrowie i fundusze pozwoliły na kolejne takie wyjazdy. 

Poniżej mój autorski przepis na podróż po Wietnamie (przemknęła mi myśl, by już nie wracać do bloga, ale znając siebie wiem, że jeżeli tu przestanę tu pisać, to niezależnie od tego co sobie obiecam, żadnych innych zapisów systematycznie nie będzię. A niejednokrotnie się przekonałam, że warto coś na kształt pamiętnika nawet w tak okrojonej formie jak ten blog, prowadzić).

Na początek przepis na podróż do Wietnamu. Nasz plan był dobry i się sprawdził. ale dziś wiem, że mógłby być jeszcze lepszy( na czerwono to, czego nie udało nam się zobaczyć).     

1 dzień

Sajgon

Aklimatyzacja, Sajgon  + wycieczka po delcie Mekongu. Nocny autobus do Mui ne. Jak dzień dłużej, wycieczka do tuneli z czasów wojny

2 dzień

3 dzień

4 dzień

+ 1 dzień

 

5 dzień

Mui ne

Plaża w Mui ne + wycieczki. Jedna może być i na skuterze:  wydmy, czerwona rzeczka, port rybacki, wieże Czamów. Trochę dalej jest świątynia śpiącego Buddy, tam trzeba pojechać samochodem

6 dzień

7 dzień

+ 1 dzień

8 dzień

Dalat

Autobusem z Muine do Dalat. Dalat. Wieczorem autobusem do Hoi an

+ 1 dzień

9 dzień

Hoi an

Hoi an. Wieczorem autobusem z Hoi an do Hue

10 dzień

Hue

Na Hue trzeba mieć dwa dni, bo porozrzucane wokół miasta grobowce warto zwiedzić na skuterze. Z Hue do Hanoi można jechać zarówno pociągiem jak i autobusem

11 dzień

Hanoi

2 dni w Hanoi +  3  wycieczki: rejs po Zatoce Ha Long, jaskinie, góry Sepa (ta ostatnia wycieczka jest dwudniowa).

12 dzień

13 dzień

14 dzień

15 dzień

16 dzień

+ 1 dzień

 

1. Przede wszystkim synek miał rację – bez komórki z dostępem do Internetu się nie da. Nie wyobrażam sobie poruszania się po mieście bez nawigacji. Nie wiem też, jak w inny sposób można wytłumaczyć taksówkarzowi gdzie ma jechać. Rezerwacja hoteli, informacja na temat zwiedzanych miejsc – też tylko w necie.   

2. Polecam bilet lotniczy multicity (my przyleciałyśmy do |Sajgonu, a odleciałyśmy z Hanoi). Miejsca, które warto zobaczyć są od siebie sporo oddalone, a ponieważ Wietnam jest długi i wąski, krążyć w kółko się nie da.

3. Najtrudniejszym do zaplanowania punktem jest sposób poruszania się po Wietnamie. Najwygodniejszym rozwiązaniem jest motor i znam takich, którzy zwiedzili Wietnam na kupionym motorze, który przed wyjazdem sprzedali, ale trudno to rozwiązanie polecać tym, którzy planują 2-3 tygodniowy urlop.

Pozostaje:

1)  Autobus „turystyczny”. w którym podróżuje się na piętrowo ułożonych leżankach (bilety kupuje się w punktach sprzedających wycieczki, są na każdym kroku). Tak jechałyśmy z |Sajgonu do Mui ne. Ale można się przejechać i kupić bilet na taki autobus, a wylądować w zatłoczonym do granic możliwości busiku (tak wracałyśmy z Ha long do Hanoi). Jest możliwość wykupienia biletu "open" - jak nie motor, chyba jest to najsensowniejsze rozwiązanie, 

2) Jest też pociąg Hanoi-Sajgon. Da się przeżyć, ale jedzie wolno i nie jest w nim najczyściej (to jedyne miejsce, gdzie toalety pozostawiały dużo do życzenia). Nie da się też pociągiem dojechać do wszystkich, wartych odwiedzenia miejsc.

My jechałyśmy pociągiem dwa razy. Raz nocnym z Mui ne do Danang: wystrój kuszetki przypominał pociągi mojej młodości, po nerach dawała klimatyzacja i nie było jak się przed nią schować, bo do przykrycia było tylko cienkie prześcieradło. W sąsiednim przedziale jechał z nami kogut, więc świtem obudziło nas jego pianie. Za drugim spędziłyśmy pół dnia w pociągu na jednodniowej wycieczce Danang-Hue-Danang (z Danangu do Hue jest 100 km i pociąg pokonuje ten dystans w 4 godziny). Wprawdzie w dzień można podziwiać za oknem widoki, ale o 22 w zbiorczym wagonie gaszone jest światło i jak się nie ma latarki-czołówki, jedyne co pozostaje to czytanie Kindla

     Autobus „turystyczny”. w którym podróżuje się na piętrowo ułożonych leżankach (bilety kupuje się w punktach sprzedających wycieczki, są na każdym kroku). Tak jechałyśmy z |Sajgonu do Mui ne. Ale można się przejechać i kupić bilet na taki autobus, a wylądować w zatłoczonym do granic możliwości busiku - tak wracałyśmy z Ha long do Hanoi. Jest możliwość wykupienia biletu "open" - chyba po motorze, jest to najsensowniejsze rozwiązanie, 

3)  Autobus „PKS”. Takie autobusy są ale nie wiem jak dowiedzieć się o tym jak kursują. Nam w Hanoi udało się dotrzeć na dworzec autobusowy i wsiąść w taki autobus do Ha long tyle, że jako „białasy” zapłaciłyśmy za podróż tyle samo ile płaci się na tej trasie za autobus turystyczny.

4. Nie stanowi za to żadnego problemu poruszanie się po najbliższej okolicy. Można skorzystać z taksówki, wypożyczyć skuter (albo rower) czy wykupić wycieczkę – przy czym często taka wycieczka to samochód z kierowcą, który obwiezie po okolicy (do ceny takiej wycieczki, należy doliczyć bilety wstępu). 

My tradycyjnie (czyli zbiorowo z przewodnikiem) pływałyśmy po delcie Mekongu i zatoce Ha long, przez dwa dni kierowca obwoził nas po okolicy Mui ne, a na wypożyczonych skuterach pojechałyśmy na wycieczkę z Danang do Hoi an.

5.   Noclegi rezerwowałyśmy na booking.com. Wybór jest duży, tak jak wszędzie standard zależy od ceny, ale ciepła woda jest zawsze (leci umieszczonych na dachach, nagrzewających się w ciągu dnia zbiorników).

Dobrze, że wzięłyśmy

  • cienką dużą chustę, jest niezbędna: jako okrycie gdy wchodzi się do klimatyzowanych pomieszczeń, jako ochrona przed słońcem, pod kask itp. 

Czego nie wzięłyśmy, a szkoda:

  • grzałki - (nie zawsze w pokoju jest czajnik), a jak grzałka to i kubek by się przydał i coś, w czym można by potem było pić też
  • śpiworków – bez włączonej klimatyzacji duszno, z kolei gdy klimatyzacja jest włączona, pod prześcieradłem wieje chłodem

Jak zobaczyłam po powrocie  swoje przypominające skórę jaszczurki dłonie, żałowałam, że nie wzięłam rękawiczek (moim zdaniem łatwiej chodzić w rękawiczkach, niż za każdym razem, gdy myje się ręce pamiętać o posmarowaniu filtrem).   

No i mnie brakowało herbaty, bo tam niestety króluje Lipton (na północ jest trochę z tym lepiej i udało mi się upolować Achmed Tea),

Niepotrzebnie wzięłyśmy:

  • baterię leków, w tym płyn antybakteryjny
  • drobiazgi do rozdawania dzieciom
czwartek, 02 marca 2017, ninga

Polecane wpisy

  • Kaprun

    Tam gdzie byłam, w dolinach była już wiosna: Było nawet i kilka rzeczy do zobaczenia, na przykład romański zamek (na dziedzińcu jest amfiteatr i odbywają się ta

  • zdjęcia z Gruzji

    Zdjęcia z Gruzji są tu

  • Do Gruzji biegiem lot!

    Dziś wróciłam z rodzinnego wyjazdu do Gruzji. Teraz każdemu będę polecać polowanie na promocyjne ceny biletów Wizzair-u do Kutaisi. I to im szybciej tym lepiej.

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/03/03 09:10:34
Cudowna podróż. Nawet pomijając fakt egzotyki, urokliwości miejsca, poznawania nieznanego, to fakt oderwania się od codzienności się liczy. Bardzo chciałabym kiedyś dotrzeć do Azji. Może uda mi się coś zorganizować na 60. urodziny? Ale chciałabym też zobaczyć Amerykę Południową... Bez Lotto się nie da:))))
Mam nadzieję, że będzie jeszcze więcej o wyjeździe?
Co do bloga to ja regularnie podejmuję decyzję o końcu zabawy, ale potem znów coś piszę. W końcu jednak chyba zrobię to. Blogi stają się przeżytkiem. A może nawet już są. Widzę coraz mniejszy sens w dalszym pisaniu.
-
2017/03/03 15:58:48
Dobrze, że nie ma tam komarów malarycznych, Al Shaabab ani innych organizacji i takich co rękę ucinają tym, którzy mają kamerę.
Naprawdę fajna wycieczka. Azja chyba bezpieczniejsza niż Afryka.
Co do bloga. Mam jakieś też refleksje, że to zdycha. Piszę właściwie dla siebie ale przyjemnie czuć, że ktoś tam zagląda.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/03/09 21:08:51
Hej, nie wiem czy mnie pamietasz, Agnieszka Osińska (żona Marka) co tam u ciebie słychać? Odezwij się-martyna7772@gmail.com -mail córki. Przepraszam, że na blogu, ale chciałam spytać co u Ciebie ;))
Spis moli