Blog > Komentarze do wpisu

Rzutem na taśmę, po nieprzespanej nocy w autobusie, zamiast do pracy, po powrocie z sanatorium wzięłam do ręki kosiarkę i wyszłam na pole.

IMG_20171008_231621

I dobrze. teraz deszcze mi nie straszne.

To nie jedyne jesienne porządki, za jakie się wzięłam. Powyrzucałam sporo ciuchów i w szafie zrobiło się miejsce na następne. Ale kurtek zimowych brak. Niby jest sporo parek, ale nie mają w sobie tego "cuś". Ta po prawej z Asosa kosztuje 85  £. funtów, ta po prawej z Johna Lewisa  za 380 £. Wiec pewnie przechodzę kolejną zimę w mojej mocno już zdartej z H&M, kupionej lata temu na wyprzedaży za 5 £. 


Gorzej z butami. W starych się już nie da, a żadne z przymierzanych nie wchodzą na moją łydkę. Może jestem gruba, ale znowu nie jakoś strasznie. W dodatku, siłą rzeczy w tym przypadku odpada net. Ale przeglądałam wystarczająco długo, by zachorować na martensy w kwiatki i jak mi do przyszłego tygodnia nie przejdzie, kupię

Jedyne ale, to to, że kwiatki które mi się podobają występują tylko w wersji płóciennej (kosztuje tyle samo co skórzana, czyli dużo.

Poza kurtką i butami szukam jeszcze sztruksów - klasycznych, bez elastycznej nici. Nie do końca rozumiem, dlaczego niczego z tego czego szukam, nie ma. O ile jeszcze jakoś ogarniam to, ze że nie ma tego w naszych sklepach (gospodarka planowa ma swoje ograniczenia), to dlaczego nie ma tego też i w necie, już nie. 

Btw. świadomie używam słowa milicja. Ale ostatnio w jakieś dyskusji powiedziałam "rada narodowa" i w przeciwieństwie do mojego rozmówcy, nie rozumiałam gdzie popełniłam błąd. 

Poszłam na spotkanie do kawiarni Kontynenty, bo zgodnie z zapowiedzią:

Podczas spotkania o nieco przewrotnym tytule „Dwie słowie, czyli ile słów potrzeba, by opisać świat” prof. Jerzy Bralczyk oraz prowadzący spotkanie dziennikarz i satyryk, Michał Ogórek, spróbują znaleźć odpowiedź na pytanie, czy przewodniki pisane i literatura podróżnicza w ogóle mają sens w czasach dominacji obrazów i przekazów na żywo.

Tymczasem była to promocja książki 1000 słów. Bralczyk z Ogórkiem dobrze się bawili, zgromadzona publiczność chyba trochę gorzej. Gdy przyszedł czas na zadawanie pytań, próbowano nawiązać do zapowiedzianego tematu rozmowy, ale dziewczyna która zadała to pytanie została koncertowo zmyta. 

Wydarzenie otworzyło cykl jesiennych spotkań promujących literaturę podróżniczą .W ramach cyklu odbędą się także spotkania ze znanymi polskimi podróżnikami: Arunem Milcarzem (8.11), Łukaszem Wierzbickim (7.12) oraz Elżbietą Dzikowską (14.12). Ciekawa jestem ile osób poczuło się na tyle nabitymi w butelkę, że następne spotkania już nie przyjdzie.

Z kolei w sobotę byłam na pierwszym spotkaniu Kawiarenki Klubu „Tygodnika Powszechnego”. Gościem tego spotkania był Paweł Bravo. Ton zdecydowanie mniej nerwowy niż dziennikarzy z TOKFM, OKO Press  czy Newsweeka. Siła rzeczy czują się zdecydowanie bardziej bezpieczni - prawdopodobnie zostanie im wyznaczona rola koncesjonowanej opozycji. Z takiej pozycji łatwiej mówić "warto rozmawiać" Moim zdaniem nie warto. 

Jeszcze trwało spotkanie, gdy na stronie Stacji Muranów pojawiło się moje zdjęcie.


A w niedzielę, zamiast na Szarotkach, robiłam na drutach w ławach sali audytoryjnej Muzeum Polin. 

Było ciekawie. Lubię od czasu do czasu posłuchać mądrych i ciekawych ludzi. Np. nie wiedziałam, że termin ludobójstwo został zdefiniowany dopiero po II wojnie i dlatego, w Norymberdze jeszcze nie był zastosowany i że zgodnie z obowiązującą definicją, Wołyń to nie ludobójstwo, bo nie zamknięto przestrzeni (ofiary mogły ratować się ucieczką). 

A na deser usłyszana historyjka, rozmowa  kwalifikacyjna na przewodnika po obozie w Oświęcimiu.

- w Auschwitz-Birkenau najliczniejsza grupa ofiar to ....

 - Żydzi

- A skąd byli przewożeni?

-z Izraela

- Izrael uchodzi za państwo, które bardzo chroni swoich obywateli. Ma sprawne służby, wojsko. Jak to się stało, ze do tego dopuścili?

- Sama się nad tym głęboko zastanawiam.

dobry film

W ramach konferencji w kinie Muranów obejrzałam węgierski film 1945.

 

Sierpień 1945 roku. Na węgierskiej wsi już nie ma wojny, ale jeszcze nie wiadomo jak będzie wyglądał pokój. Na razie wszyscy czekają na rozwój wypadków. Ten pozornie spokojny czas wyczekiwania nagle się kończy gdy na oddaloną o kilka kilometrów kolejową stację przyjeżdża dwóch Żydów. Mają ze sobą dwie drewniane skrzynie, które ładują na drabiniasty wóz i w milczeniu udają się w kierunku wsi. Zanim tam dojdą, we wsi obudzą się wojenne upiory, wyjdą na wierzch tajemnice. Czarno-białe zdjęcia przywołują z pamięci Idę. Troszeczkę to wszystko unurzane w patosie, ale warte polecenia. Nawet Węgrzy są w stanie kręcić o tym filmy, tylko nie my.

poniedziałek, 09 października 2017, ninga
Tagi: dobry film

Polecane wpisy

  • Patataj

    Jak zawsze po zwolnieniu, tzw. okoliczności zewnętrzne zmusiły mnie do przejścia z kłusu w galop. Stąd wszystko robię - również i ten wpis - w rytmie patataj. T

  • Znacie to?

    Znamy! Nawet udało mi się schudnąć 2 kilo. W święta nie szalałam: na obiedzie u Joanny zjadłam tylko to, co na zdjęciach. Cel - zapiąć się w Lewisach 501 rozmia

  • Ciotka zepsute kopytko

    Z nostalgią wspominam nie tak w końcu dawne czasy, gdy wszystko było u mnie w miarę przewidywalne, a ja na większość rzeczy potrafiłam znaleźć czas. Nie wiem co

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/10/10 10:43:33
Ciekawa jestem, czy kandydatka na przewodniczkę rozumie właściwie słowo "zastanawiać się":)))
Próbowałaś kupować buty na born2be.pl? Ja kiedyś bałaś się zamawiać przez internet, ale odważyłam się, bo cena naprawdę czyni cuda.
-
2017/10/13 14:49:38
Przyznam, że nie czytałam w ogóle przed wyjazdem literatury podróżniczej. Owszem, gwoli rozrywki można sobie poczytać beletrystykę na przykład jak babka ze Szwajcarii poślubiła Masaja a po kilku latach musiała uciekać gdzie pieprz rośnie do domu ,bo różnice kulturowe okazały się nie do przejścia. Gdy realnie się wyjeżdża, zwykle ma się zbyt mało czasu na czytanie i chce się szybko zobaczyć co i jak, aby nie być zaskoczonym... I tutaj nieoceniony jest youtube , wszelkie przewodniki są dość abstrakcyjne, częściowo też zdezaktualizowane ( ceny się zmieniają i warunki też, na przykład nie przewidywałam, że w Nairobi żyje się jak w stanie wojennym). Ponadto literatura koloryzuje, w realu odmitologizowałam safari ( aby dobry film nakręcić trzeba siedzieć godzinami a może i dniami i wcale to nie jest fascynujące, mnie udało się średnio), Zanzibar okazał się zapleśniałą i zaniedbaną dziurą, Seszele są urocze ale tak jak są prezentowane to tak dokładnie nie do końca wygląda. Nie ma takiej niebieszczyzny i zieleni jak na folderach.
Podziwiam podróżników, ale z daleka, życia bym nie narażała aby mnie jakieś plemię nie skonsumowało...
Spis moli