Blog > Komentarze do wpisu

Skończyłam mój pierwszy szal techniką robiony techniką mosaic knitting. Wzór to Laurielle. Robiłam z szetlandu BC Yarn.

 

Co bym zmieniła?

 Niepotrzebnie wiernie poszłam w narzuconym we wzorze kierunku – lepiej by wyglądało odwrócenie kolorów, tzn. na górze biały ścieg francuski, na dole zielony ażur. Ale kolorystycznie idealnie pasuje mi do zielonego prochowca, więc jak najbardziej może być.

 W Muzeum Azji i Pacyfiku byłam na czymś, o czym nawet w polskiej Wikipedii nie ma - przedstawieniu tradycyjnego teatru irańskiej. W materiałach Muzeum ten teatr nazywał się t'azie i głupi Pan Gugiel usuwał apostrof i wychodziła mu wspólnota taize. Ale tak poprawna nazwa to Ta'zieh (Tazieh).

 

Generalnie chodzi o to, ze islam w Iranie wchłonął starą perską tradycje i wyjątkowo jak na niego toleruje teatr. Wg. angielskiej Wikipedii wspólnym tematem jest perski epos narodowy Shahname. Zapowiadający przedstawienie powiedział, że opowieści krążą wokół losów wnuk Mahometa, Alego i jego krewnych (znak czasu?).

 Pod wieloma względami przypomina to operę. Ale tam w Iranie gdzie jest wielka scena, wspaniałe dekoracje, dziesiątki (czasami i tysiące) aktorów. Tu było trzech mężczyzn mówiących i zawodzących w nieznanym dla mnie, obco brzmiącym języku. I tak naprawdę najlepszy z tego był poczęstunek.

 A i tak nie przebił tego, który był dostępny w niedzielę pod Muzeum Polin – na konferencji karmili „konferencyjnie” więc razem z Anitą zerwałyśmy się na przepyszny poczęstunek serwowany przez chasydów z okazji Święta Szałasów.

 

 Z butami w kwiatki dalej czekam. Karzę się w ten sposób za mój trudny do opanowania apetyt. Zamiast chudnąć, jesiennie się zaokrąglam i przestałam dobrze wyglądać w kupionych w TXK markowych dżinsach Ralp Laurenta (to pierwszy przypadek w moim życiu by mi się coś takiego udało). Ostatnia przyjemność jaką sobie w tym tygodniu zrobiłam to pierścionek kupiony na Giełdzie Minerałów. Poszłam tam, bo pozazdrościłam jednej z moich ciotek „artystycznego pierścionka” - srebro, kamień i prostota (zdjęcie nie do końca oddaje jego urodę). Niestety na giełdzie były głównie imitacje pierścionków zaręczynowych księżnej Diany i z ponieważ bardzo nie chciałam wychodzić z pustymi rękami, kupiłam ten z niebieskim oczkiem:

 

W tym roku musiałam zredukować liczbę dni festiwalowych do pięciu.

 

Pierwsze dwa filmy celnie ustrzelone

Nie wracaj z księżyca to opowieść o miasteczku na amerykańskim południu. Lata pięćdziesiąte, właśnie upadła tam fabryka, będąca głównym pracodawcą dla tamtejszych mężczyzn. Ci, nie mogąc sobie znaleźć pracy, opuszczają swoje rodziny, często potajemnie i z zaskoczenia – co jest nazywane tytułowym „wyjazdem na księżyc”. Opowiedziane jest to z perspektywy nastolatków, których ojcowie porzucili ich i ich matki. Gdyby nie brak komórek i mediów społecznościowych, opowieść jak najbardziej współczesna.

 

Nie przegadana, ładnie sfilmowana, dobrze zagrana. Ale nawet jak ktoś ją kupi, to będzie chyba klapa. Patrząc na sukces botoksu, kino artystyczne chyba tez zejdzie u nas do festiwalowego podziemia.

dobry film

Podobnie z kolejnym filmem, Wyznanie.

 

Do malowniczo położonej, jak to w Gruzji leżącej na uboczu wsi, przyjeżdża nowy batiuszka, razem (trochę tak jak u Cervantesa) z jowialnym, w typie „chłopek-roztropek”, służącym.

Od początku jest jasne, że nowy pop nie szedł prosta drogą do seminarium, ma za sobą studia reżyserskie, potem dowiadujemy się na czym polegało, wyczuwalne już od pierwszych kadrów jego poplątane, poprzednie życie.

By nawiązać kontakt z nieufnie do niego nastawionymi mieszkańcami zaczyna wyświetlać filmy. Zaczyna od „Pół żartem, pół serio”. Wieś łatwo podchwytuje, ze jedna z mieszkanek jest bardzo podobna do Marlin Monrore. Przecudowny snuj, na tle przecudownej gruzińskiej przyrody.

 

Jestem Rosa

 

Jeszcze przed rozpoczęciem WFF byłam na rodzinnym snuju, mającym coś z telenoweli, ale dużo lepiej zagranym. Moim zdaniem zarówno tytuł, jak i oryginalny plakat dużo lepiej oddawał charakter filmu i zachęcał do pójścia do kina.

Tytułowa Rosa, to trzydziestokilkulatka na zakręcie. Niby wszystko w życiu płynie spokojnym, leniwym przewidywalnym torem, Gdy nagle dowiaduje się od matki, że jest owocem pozamałżeńskiego romansu jej matki. Ta informacja siła rzeczy robi na niej wrażenie, ale powoli zaczyna się też chwiać piramidka stabilnych do tej pory jej życiowych klocków.

poniedziałek, 16 października 2017, ninga
Tagi: dobry film

Polecane wpisy

  • Patataj

    Jak zawsze po zwolnieniu, tzw. okoliczności zewnętrzne zmusiły mnie do przejścia z kłusu w galop. Stąd wszystko robię - również i ten wpis - w rytmie patataj. T

  • Znacie to?

    Znamy! Nawet udało mi się schudnąć 2 kilo. W święta nie szalałam: na obiedzie u Joanny zjadłam tylko to, co na zdjęciach. Cel - zapiąć się w Lewisach 501 rozmia

  • Ciotka zepsute kopytko

    Z nostalgią wspominam nie tak w końcu dawne czasy, gdy wszystko było u mnie w miarę przewidywalne, a ja na większość rzeczy potrafiłam znaleźć czas. Nie wiem co

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Spis moli