Blog > Komentarze do wpisu
intensywnie

W tym tygodniu Warszawskie Spotkania Teatralne

A na nich Wesele Klaty

Gumiś od dawna bez powodzenia polował na bilety w Teatrze Starym, wydzwaniał do kasy teatru, usiłował przekonać bileterkę, że kto jak kto, ale ona to naprawdę musi. itp. Tymczasem po tym, jak w gazecie napisali, że na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych będzie Wesele, jeszcze przez kilka następnych dni bez problemu można było kupić bilety. Z tym że na koniec Teatr Dramatyczny był wypchany po brzegi i nie wiem czy wszystkim chętnym udało się wejść na wejściówki, bo miejsca w przejściach były szczelnie wypełnione.

Było warto. Z jednej strony jest to Wesele Wyspiańskiego, nie Klaty. Trzy akty, tekst ten sam co w szkole, tyle że z pewnymi skrótami. Z drugiej strony dzięki muzyce, tańcom i interpretacji jest to bardzo aktualna sztuka o nas samych. Do tego jak zagrana. Rewelacja!

Może zostało to nagrane i kiedyś będzie to pokazane w kinie, w ostateczności w telewizji? 

Poszłam też niestety na K


Dawno temu byłam na Jakubie S Strzępki i Demirskiego. Więc jak potem mówili, że są w tym co robią dobrzy, wierzyłam. Wprawdzie ich sztuka w Teatrze Żydowskim Dobrze żyjcie, to najlepsza zemsta dobry miała jedynie tytuł, ale zwaliłam to na kiepskich aktorów.

Tym razem nie ma wytłumaczenia. Jedyne czego żałuję, to tego że śladem wielu osób nie wyszłam (wszystko przez to, że nie byłam sama). Żenua, to mało powiedziane. Teatr polityczny na poziomie naszej polityki. Tego się nie da oglądać, po prostu dramat.

Jak wracałam do domu dostałam sms z takim zdjęciem. Więcej mówi o rzeczywistości niż ta 2,5 godzinna sztuka.

 

Na Festiwal Żydowskie Motywy nie ma biletów, są tylko wejściówki. Pojechałam po pracy w pierwszy dzień wydawania wejściówek i na żaden z wybranych przeze mnie filmów ich już nie było. Miały być w środę zwroty, ale jak pojechałam, też ich nie było. Tak na wszelki wypadek poszłam sprawdzić sytuację w piątkowe popołudnie i dobrze, bo  wszyscy zainteresowani zostali wpuszczeni na salę. Muszę pamiętać, by na przyszłość nie przejmować się brakiem wejściówek.

Spokojne serce (A quiet heart)

Jerozolima. Samotna kobieta wynajmuje mieszkanie na osiedlu, którego większość mieszkańców stanowią ortodoksi. Z ich strony spotyka się z wrogością, na różne sposoby usiłują się jej pozbyć.

O tym jak religia stanowi narzędzie do antagonizowania, siania nienawiści a na co dzień zatruwania ludziom życia. Nawet walczący z ortodoksami anarchiści, odwracają się od bohaterki, gdy okazuje się, że uczy się gry na organach w pobliskim klasztorze, a przecież organy są takie nieżydowskie, bo chrześcijańskie.

Niestety reżyser postanowił na koniec pokazać światełko nadziei, na czym całkiem dobry (mimo tego że momentami mocno schematyczny) film, mocno w moich oczach stracił.

Pomiędzy (In between)

Tel Aviw. Trzy palestyńskie dziewczyny razem wynajmują mieszkanie. Dwie wyzwolone, jedna w hidżabie. Łatwo im nie jest. Ani jako Arabkom w Izraelu, ani jako kobietom w patriarchalnym arabskim świecie. Na samym początku słuchamy rad, jakie doświadczona kobieta daje młodej, w stylu "nie podnoś głosu, mężczyźni tego nie lubią".  Dobrze wprowadza to w nastrój filmu. Na szczęście film ucieka od prostych klisz i schematów. Dzięki czemu, mimo że momentami jest nie dopracowany, jest tak ciekawy, że aż dobry

90 minut


Pod auspicjami ONZ pomiędzy Izraelczykami a Palestyńczykami ma się odbyć mecz piłki nożnej o wszystko (czyli o sporne terytoria). Siły są wyrównane, bo i jedni i drudzy nie sa potęgą w futbolu, a przyjęte reguły nie pozwalają na "wypożyczenie" graczy światowej klasy. Film opowiada o przygotowaniach do meczy od strony działaczy i polityków, piłkarze stanowią jedynie tło.

Siłą filmu jest fajny i ciekawy pomysł, świetne gagi sytuacyjne.   

Prosto po obejrzeniu tego filmu pojechałam do Otwocka na finał Ligii Mistrzów.

Było bardzo stereotypowo. Chłopcy gapili się w ekran telewizora, a dziewczynki siedziały w drugim pokoju.

Ostro trenowana od poniedziałku dieta poszła na zieloną trawkę. Dobiło ją tradycyjnie wydawane na otwockim tarasie niedzielne śniadanie z  obowiązującą w roli głównej jajecznicą na boczku.


Poszłam też raz kina "pozafestiwalowo"   

 120 uderzeń na minutę

Francja lata 90-tych. Epidemia AIDS. Skupieni w organizacji Act Up nosiciele wirusa HIV usiłują wymóc na koncernach farmaceutycznych udostępnienie testowanych w laboratoriach nowych leków.

Nie wiem za co te nagrody? Może to dlatego, że ma czele jury w Cannes stał Almodovar, który sam działał w organizacji Act Up, o której ten film opowiada? Nie rozumiem dlaczego ten film trwa 2,5 godziny, jeżeli reżyser  nie miał pomysły czym ten czas wypełnić. 

To co jest w tym filmie przyciąga uwagę, to relacje ze spotkań aktywistów Act Up, na których uzgadniają jakie akcje podejmą w najbliższym czasie. Kłócą się zażarcie, ale przestrzegają ustalonych reguł gry, dzięki czemu są w stanie wypracować wspólne stanowisko. Tylko pozazdrościć.

Byłam na Szarotkach i zamarzyłam o jedwabnym szalu

Coraz bardziej nabieram przekonania, że tego na co mam ochotę nie da się pogodzić z pracą

poniedziałek, 28 maja 2018, ninga

Polecane wpisy

  • Przeczytane 2018

    Z roku na rok nie tylko coraz mniej przeczytanych książek, ale i przeczytanych stron, W tym roku nie przeczytałam nawet jednej książki więcej, niż wstępnie zade

  • Czy to już Alzheimer?

    Na urodziny dostałam fajny, bo trochę inny, naszyjnik I kulki do kąpieli w kształcie róż. Pławię się w wannie, palę świeczki i urządzam sobie brwinowskie Spa. W

  • Rok na walizkach

    Patrząc wstecz, widzę jak koncertowo zmarnowałam ten rok. Mieszkając kątem u mamy, w zasadzie cały czas miałam dla siebie. Mogłam przenieść góry, ale wyszło, ta

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/05/28 01:59:05
Obecnie mam marathon drugiego sezonu serialu Fauda, wciagajacy :)
-
2018/05/28 09:47:51
Jestem teatromaniakiem, ale najczęściej odwiedzam Teatr imienia Juliusza Słowackiego w Krakowie, pozdrawiam !
Spis moli