Blog > Komentarze do wpisu

Kochany Panie Ionesco. Wpadłbyś na taki pomysł?


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Taka wyobraźnię to ma jedynie Marek Raczkowski.

 

Ktoś zachorował, ktoś umarł. Zaplątana w remont, przyjmowałam to do wiadomości, nie wyciągając z tego dalej idących wniosków. Do czasu. Pewnego dnia jedna z moich ciotek wywarła na mnie presję, że wprawdzie: jeszcze w zielone w gramy, jeszcze nie umieramy, ale w naszym wieku każdego dnia warto sobie powtórzyć, że czasu coraz mniej.

 

Ale to pieśń przyszłości. Na tyle dalekiej, że jeszcze nie zaczęłam się bać latania lokalnymi liniami azjatyckimi (z tym, że nie najgorzej wspominam już odbyte loty). Plan podróży też może ulec zmianie, bo niektórzy zamiast Malezji przekonują do Angkor w Kambodży

Teraz wszystkie ręce na pokład: remont! Łatwo nie jest, bo ze wszystkim mam pod górkę, nawet z tak prozaicznymi rzeczami jak lampeczki w kuchni. Podłoga podniosła się o 25 cm (ocieplenie + ogrzewanie podłogowe) i musiałam się pożegnać z dużymi zwisającymi z kuchennych belek lampami Ikea. Joluśka wymyśliła gliniane lampeczki, które po pomalowaniu na ten sam kolor co belki, miały się od nich nie odróżniać. Podobno jakiś czas temu były do kupienia w Leroy  Merlin za 55 złoty, ale jak się chwilę później okazało, takie ceny to na początku roku, teraz ta sama lampeczka, tyle że nie w Leroy Merlin, bo tam już nie występuje, kosztuje 133 zł. Kupiłam, bo czego nie robi się dla designu.

Lampeczki przyjechały i dopiero wtedy okazało się, że ładne to może one i są, ale po zamontowaniu "odstają" od sufitu odsłaniając obrzydliwy blaszany mechanizm. Z jednej strony kupiłam w Internecie, wiec mogę odesłać. Z drugiej, teraz prawie wszystkie lampy są przystosowane do "wpuszczenia" w podwieszany sufit i nikt się takimi drobiazgami, jak wykończenie, które można przecież "schować", nie przejmuje. Więc skończyło się tym co zawsze: "Bojar, wymyśl coś" Tyle że czas Michała z gumy nie jest, a remontowy deadline coraz bliżej. 

Przez ten remont zanikło moje życie druciarskie.

Na wykończenie czekają dwa projekty:


Funczal zszyć trzeba kitchenerem, a tego bardzo nie lubię. Niebieski we worze miał ściagacz patentowy, zrobiłam z oczek przekręcanych, bo ten pierwszy z tak sztywnej wełny brzydko wychodził i teraz wzór się nie zgadza i trzeba by go przeliczyć. W dodatku ładnie wygląda na wieszaku, ale już wiem że wygodny w noszeniu nie będzie ("ciągną" rękawy").

Gdy odkryłam, że na jednym spotkaniu przeglądałam komórkę, bo nie wiedziałam co zrobić z rękoma, postanowiłam pomyśleć o turystycznej robótce. Będzie kolejny szal. Na Szarotkach mi się spodobał, miałam się zapytać jak się go robi, ale popatrzyłam na zdjęcie na Raverly i już wiem (wełna Inga, Włóczki Warmii).

Przez chwilę byłam nawet gotowa kupić wzór, ale kosztuje 12,5 dolarów kanadyjskich. Wzory na Raverly są zazwyczaj po 20-30 zł, płacenie 40 zł za wzór o finezji konstrukcji cepa, uznałam za grubą przesadę. Pamiętam jednak, że za głoszenie takiej filozofii Agata dostała w sieci niezłe bęcki.

Remontowe zmagania przerywane są życiem towarzyskim. Nastrój ulicy jak przed laty skłania do picia wina w miłym towarzystwie.  Z tym, że w porównaniu do tamtych lat widzę istotna zmianę - ja z pokoleniem moich rodziców jak równy z równym się nie bawiłam. Teraz znajomi znajomych moich dzieci, są moimi znajomymi ... Bez różnicy czy solenizant obchodzi swoje trzydzieste któreś, czy sześćdziesiąte któreś urodziny. Ten sam miły nastrój, wzmacniany świadomością, że wszyscy oddychamy tą samą bańką. 

Urodziny Kodzia. Żeberka + burzliwa dyskusja w drodze powrotnej do Wwy, czy NN miał prawo wpier ... wszystkie żeberka, jakie zostały po poczęstowaniu gości (pół brytfanki), wykorzystując sytuację, że obok niego stoi równie wielki miłośnik żeberek Franka Underwooda, ale do czasu aż imprezy nie opuści jeden z gości, nie może się przyznać do tego, że jest mięsożerny.

Doroczne spotkanie, tyle że knajpie obok, bo w tamtej spóźniliśmy się z rezerwacją. I buuu ...Nie wszędzie obowiązuje zasada: "do ostatniego gościa". Punkt 23 nas wyprosili.

Na koniec stadna ucieczka z Wwy. Pogoda taka, że w połowie listopada życie na podwarszawskich daczach kwitnie. A wątrobę mam tylko jedną

 

 dobry serial 

Kroniki Times Squere

Dwa sezony. Klasyczny serialowy snuj. Nowy Jork lat 70-tych, początki przemysłu pornograficznego. Brzydcy ludzie, brzydkie dekoracje. Na początku ulica: prostytutki, alfonsi, bar. Potem patrzymy jak powoli ta ulica jest "czyszczona", mnożą się burdele, powstają peepshopy, kino. Rozstajemy się z bohaterami gdy na rynek ma wejść kaseta VHS. Pornos bez mięsnego wsadu, ale wciągający, a przecież o to w serialu chodzi.

Po obejrzeniu drugiego sezonu zapytałam Gugla kiedy trzeci, a ten dopiero odnotował odpalenie drugiego i trzecim sezonie nikt na razie nie mówi. A szkoda.

 Trust


Kolejny film o porwaniu Paula Getty III. Scenariusz na film rozpisany na 10-odcinkowy serial, przez co momentami mocno się dłuży. Najlepsze kawałki są poświęcone nestorowi rodu - gra go Donald Sutherland. W zasadzie to on i postać, którą odtwarza, trzyma ten serial.

Bohemian Rhapsody

 

Ładna bajeczka.

I nie chodzi mi o to, że pominięto "mroczne"  fragmenty życia Mercurego, wystarczyło mi to co jest: jak patrzy lubieżnie na mężczyznę na stacji benzynowej, wiadomo że pójdzie za nim do toalety, jak stoi przed drzwiami klubu sadomacho to do niego wejdzie itd. Tym bardziej, że po obejrzeniu Kronik Times Squere  mam przesyt "obsceniczności".

Moim zdaniem reżyser skoncentrował się na najmniej ciekawym fragmencie jego kariery: opowieści o wspinaniu się na szczyt. Przedstawione to jest jako sekwencja nudnych przypadkowych sytuacji, przeplatanych nieprawdopodobnymi łutami szczęścia, Może było inaczej i bardziej ciekawie, ale tego w tym filmie nie ma.

Urywa się to wszystko w chwili gdy są na szczycie i grają na Wembley na World Aid. Dla potrzeb filmu Mercury wie już że ma Aids. Ale w sumie to akurat jest nieistotne. Wszystko wskazuje na to, że to że wtedy postanowił dokonać jako artysta rzeczy wielkich, jest prawdą. Jak dla mnie opowieść o tym okresie jego życia byłaby dużo ciekawsza - koncert w Barcelonie, prawie do końca na scenie. 

Ale jest w tym filmie taki kawal dobrej muzyki i nieprawdopodobny, odtwarzający główna rolę Rami Malek, że warto iść.

 Z pamiętnika wk ... konsumentki 

Przez osiem lat ... a tak naprawę przez 14 lat miałam konto w Deutche Banku. Fajerwerków nie było. Ale w necie śmigało, teleserwis bez czekania, zawsze jak poszłam do oddziału byłam załatwiana od ręki.

DB kupił Santander. Kojarzy się paskudnie, więc postanowiłam się przenieść. ING Śląski ma tak dobre opinie, że zdobyłam się na dwa podejścia. Za każdym razem czułam się tam jak na poczcie: były wolne okienka, byli wolni pracownicy, ale wszyscy czekali aż zwolni się ta jedna, którą tego dnia rzucili na odcinek "interesanci". Doszłam do wniosku, że w Sandanderze chyba nie może być gorzej.  

poniedziałek, 12 listopada 2018, ninga
Tagi: dobry serial

Polecane wpisy

  • Od porażki do porażki

    Wolałabym, aby dzieci nie mieszkały na święta w hotelu... Ale kto wie. Pewności nie mam. Gdym to ja rok temu wiedziała to, co wiem teraz ... Wybrałam fajny zost

  • Przeczytane

    Cień Monika Rakusa Na Monikę Rakusę zwróciłam uwagę po tym, jak zupełnie przez przypadek wpadła mi w ręce jej książka 39,5 . Typowe babskie czytadło, ale była

  • Lampy, lampeczki, lampusie

    Przede wszystkim lampy dzielą się na: Prawdziwe lampy, które składają się z obudowy i z wymienialnej żarówki. Grupę można dalej dzielić na podgrupy (żarówki, op

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/11/13 07:57:05
ING się otwiera przez internet w 5 minut ;-) naprawdę nie trzeba stać przy okienkach. Wiem, bo praktykowałem niespełna rok temu.
Ubawiło mnie do łez: "ale do czasu aż imprezy nie opuści jeden z gości, nie może się przyznać do tego, że jest mięsożerny", hehehe...
-
Gość: Zulka, *.budimex.pl
2018/11/13 11:31:34
Może to jest tak, że projekty Brooklyn Tweed tylko oni są w stanie zrobić wzrocowo...
Spis moli