niedziela, 04 grudnia 2016
Patrzę z boku na to jak wygląda opieka nad chorym dzieckiem i cieszę się, ze mój wnuk jest daleko. Tak wygląda wejście do warszawskiej kliniki dla dzieci.

 W pokoju, w którym są cztery łózka, mieszka osiem osób: obok chorego dziecka na materacu mieszka pełniący dyżur opiekun, szpital oczekuje, że rodzina zapewni 24-godzinną opiekę i mało kto się z tego wyłamuje.
Zdrowe dzieci też nie mają lekko. Tak jak i dorośli. Z tym, że wszystko jest względne. W tym tygodniu nawymyślałam jednej ciotce, że konsekwentnie zachowuje spokój tonącej krowy - jej zdaniem szkoda zdrowia na bezsilnie przejmowanie się tym, na co nie ma się wpływu, jest jeszcze kilka miejsc, gdzie nie dotarła fala zmian i póki jeszcze istnieją,  warto się tam schować.  Dwa dni później inna ciotka mnie zapytała, jak udaje mi się zachować taki spokój, podczas gdy ona budzi się w nocy i z przerażenia nie może do rana zasnąć. 
Chcąc się spozycjonować spędziłam wieczór z rocznikiem Przekroju z 1953 roku. Jasne, że różnice widoczne są na pierwszy rzut oka, ale też nie jest tak, że nie widać części wspólnych. Język kultu, wskazywanie wroga, ma bardzo podobne klisze.  

   
Na marginesie: wtedy lustrowano pola, nie życiorysy.

Spotkanie z cyklu Między religiami
Jakiś czas temu, kiedy nikt jeszcze poważnie nie traktował mojego gadania o nieuchronnie nadchodzącym mroku, wychodząc z Gumisiem z Polin przepowiedziałam, że już niedługo będzie to jedno z nielicznych miejsc, w których będzie można pooddychać wolną kulturą.  
Teraz w poniedziałek poszłam do Polinu na spotkanie Tron i ołtarz, obok prowadzących ten cykl: Stanisława Krajewskiego i  Andrzeja Saramowicza (to nie ten pisarz, tylko twórca Szkoły Nauk Sufich), dyskutowali: Adam Michnik i Stanisław Obirek. Ludzi sporo, nie zmieścili się na jednej sali i część siedziała na sali obok, oglądając prelegentów na telebimie. Myślałam, że spotkanie będzie na głównej sali, ale gdy do niej zajrzałam, zobaczyłam Maję Komorowską przygotowującej się do wieczoru poetyckiego.

Taki zestaw prelegentów gwarantuje ciekawy wieczór. A że czasy nie wesołe, to i nic wesołego nie mieli do powiedzenia.
Wychodząc z sali (byłam z Ańcką), zobaczyłam dawno nie widzianych znajomych, chwilę zdążyłam z nimi pogadać, gdy zderzyłam się z moją mamą. Powiedziałam, że wrócę z nią do domu, ale zobaczyłam jeszcze innych znajomych, z którymi - zostawiwszy mamę pod opieką Ańćki - poszłam do knajpy, na dalsze pogaduchy. Mam wrażenie, ze życie towarzyskie kwitnie bardziej niż rok temu, ludzie lgną do siebie, szukając potwierdzenia, że to świat zwariował, nie oni.

Wielki Pokaz Trzech Armando
W zaproszeniu można było przeczytać:  Armando jest długą formą improwizacji pochodzącą z USA. Spektakl składa się z osobistych monologów, które inspirują serie szybko montowanych i rozwijających się w zaskakujące ścieżki fabularne scen improwizowanych. Przekładając to na nasze, to jest to wersja modnego obecnie nurtu teatru improwizacyjnego - widownia podsuwa temat, a aktorzy grają na ten temat wariacje.

W wypełnionej po brzegi, dusznej piwnicy na Chłodnej 25 byłam jedyną osobą z siwymi włosami. Uszanowano mój wiek: stałam tylko przez chwilę, od razu ustąpiono mi miejsca. A wszystko to po to, by zobaczyć na scenie debiutującego Łosia. Fajnie się dzieciaki bawią. Inna sprawa, że my w ich wieku dawno czuliśmy się dorośli, a w ich  głowach dalej maj.

Każdy dostanie w to co wierzy – Teatr Powszechny
Myśl przewodnia jest taka, że do współczesnej Wwy przyjechali bohaterowie Mistrza i Małgorzaty. To, że chodzi o tę powieść domyśliłam się, gdy padło imię Woland, bo Woland jest tylko jeden. A musiałam się dopiero domyślić, bo bilety kupił Gumiś i jak to ma w zwyczaju, poinformował mnie jedynie, że danego dnia wyprowadza mnie do teatru.
Przedstawienie interaktywne.
Widzowie siadają przy okrągłym stole, który pełni rolę sceny, dostają do ręki przyrząd do głosowania i co jakiś czas odbywa się głosowanie na zadane przez aktorów pytanie (chwilę później mogą obejrzeć wyniki  na zawieszonych na ścianach ekranach). Prawdopodobnie taka otwarta formuła sprawia, że różnie to wychodzi, może czasami nawet nie najgorzej, ale na spektaklu na  którym byłam, zupełnie to nie wyszło. Po części może dlatego, że  prawie całą widownię stanowiła młodzież licealna, obok siedzieli ich nauczyciele, więc ani nie mogli skorzystać z nietypowej jak na teatr oferty - cały czas jeździł barek z alkoholem, ani nie  sądzę by w tej sytuacji byli gotowi do szczerych zachowań. Wprawdzie po pewnym czasie, zaczyna się bardziej  "prawdziwy" teatr, ale stało się to gdy już miałam tego już tak serdecznie dosyć, że tylko myślałam o tym kiedy to się skończy i nie byłam w stanie skupić się na sztuce.
Przy okazji zobaczyłam. jak ogranicza bycie rozpoznawanym. W naszej grupie była też osoba łatwo przez wszystkich rozpoznawana, działająca na tzw. "polu kultury".  Gdybym ja wyszła, nikt by tego nie zauważył. Gdyby to ona zrobiła, zauważyła by nie tylko widownia, ale i aktorzy. I w takich sytuacjach to ogranicza. 
niedziela, 27 listopada 2016

Po 2,5 tygodniach zwolnienia, wyszłam na pole. Przede wszystkim Festiwal Filmów Żydowskich.



Festiwal otworzył  japoński film Persona non grata.


Opowieść o japońskim dyplomacie Chiune Sugiharze, który w czasie drugiej wojny światowej, jako konsul na Litwie, uratował kilka tysięcy Żydów, wydając im wizy tranzytowe. Na ich podstawie mogli przekroczyć granicę z ZSRR i koleją transsyberyjską jechać na Wschód (Sugihara jest jedynym Japończykiem, który otrzymał tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata). Świetnie zagrana główna rola rola (europejczyków grają w tym filmie Polacy, m.in. Borys Szyc i Agnieszka Grochowska). Film opowiada bardzo ciekawą historię, ale:

  • jak dla mnie był za długi;
  • nie wiem czemu miały służyć "drobne" retusze historii (np. przed wojną Sugihara wyjechał z Mandżurii nie zgadzając się z tym jak Japończycy traktują Chińczyków, a nie jak Chińczycy traktują Rosjan, miał tam żonę, a nie kochankę, w "dniach próby" jego druga żona nie dodawała mu otuchy, tylko razem z nim po kilkanaście godzin dziennie wypisywała wizy itd.;
  • Agnieszka Grochowska nie jest Ingrid (było Ingmar, poprawiłam) Bergman i nie przemawiały do mnie sceny-klisze z Casablanki.

Po powrocie do domu poczytałam trochę o Chiune Sugiharze i doszłam do wniosku, że jego życiorys nadaje się na wieloodcinkowy serial, tu został wprawdzie mocno okrojony, ale trzeba było jeszcze dużo "bardziej". 

Przesłuchanie 


Dziwny film. W zasadzie wszystko dzieje się pomiędzy dwoma osobami - młody sędzia śledczy przesłuchuje Rudolfa Hössa, komendanta obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Czasami sędzia (bardzo dobry w tej roli Maciej Marczewski) odbiera telefon, jedzie samochodem, przygląda się jak Rudolf Hess pracuje w ogrodzie. W kilku scenach widzimy Rudolfa Hossa nie w pokoju przesłuchań, ale pod prysznicem, czy siedzącego na pryczy. Są to jednak jedynie zimne przerywniki - to co ważne dzieje się tylko podczas przesłuchania. Ale mimo tak statycznego przekazu, nie przypomina to teatru - jeżeli już, to reportaż. Film z tych świdrujących. Świetnie pokazana banalność złą.To co mi przeszkadzało, to zbyt dużo niedopowiedzeń. Nie zrozumiałam, dlaczego Hoss zaczął mówić. Bo zmienili mu śledczego, na takiego co świetnie zna niemiecki? Bo zwrócono mu obrączkę? Wyszłam z kina i nie dostałam na to odpowiedzi. A bardzo mi jej brakowało.

Fritz Bauer kontra Państwo.


Powojenne Niemcy. Opowieść o tym dlaczego kiedy prokurator generalny Fritz Bauer dowiedział się gdzie ukrywa się Adolf Eichmann - mimo że groziło mu oskarżenie o zdradę stanu i ujawnienie ukrywanej przez niego orientacji seksualnej - przekazał tę informację Mosadowi (zrobił to, by doszło do procesu, na czym ani Niemcom, ani USA nie zależało).

Ale nie samym Festiwalem Filmów Żydowskich żyłam. We wtorek umówiłam się z ciotką Szybka Kaśka w Kinotece - dałam jej do wyboru Zwierzęta Nocy i Trójkę (ten ostatni film był wyświetlany w ramach festiwalu Pięć Smaków, który mi przez to zwolnienie przepadł).  Ale nie wiedzieć czemu, okazało się, że czeka na mnie w Muranowie, wiec wylądowałam na rumuńskim Egzaminie.


Kolejny (po 4 miesiące, 3 tygodnie dwa dni) film Mungiu na naszych ekranach.Tym razem rumuński Kluż. Córka znanego lekarza zdaje maturę, od wyniku zależy to, czy otrzyma stypendium w Anglii. W przeddzień egzaminu zostaje napadnięta i traci egzaminacyjną formę. Tatuś postanawia pomóc losowi i wkraczając na grząską ścieżkę lokalnych układów (do tej pory trzymał się z daleka), grzęźnie. Dobry film. O zwykłych ludziach, zwykłych, codziennych sytuacjach, w których nastawieni na cel często się nie sprawdzają.


W ramach Czwartków na Tłomackiej, poszłam na spotkanie Żydowskie dylematy Andrzeja Wajdy. Już na początku spotkania urzekł mnie Wojciech Pszoniak, który gdy otrzymał mikrofon od zapowiadającej go pani, dał ręką znać, że go nie potrzebuje. I jako jedyny mówił bez mikrofonu. Lekko, wyraźnie, bez wysiłku i pogłosu słychać go było w najdalszym kątku sali. Stara szkoła .... 


Generalnie chodziło o to, dlaczego Wajda tak uparcie krążył wokół żydowskich wątków, chociaż dostawał za to bęcki od obu stron, czasami dość bolesne. Odbiór Ziemi Obiecanej w USA uniemożliwił międzynarodową karierę, Z Korczakiem we Francji też wesoło nie było. Jak zwykle na takich spotkaniach, parę bardzo rzeczy się ciekawych dowiedziałam. Ponieważ spieszyłam się na film, nie zadałam pytania, które chodziło mi po głowie (inna sprawa że  nie jestem pewna, czy bym go zadała, gdybym została). Dotyczy sprawy, w której wszyscy nabrali wody w usta: usunięcia przez Wajdę w obecnie rozpowszechnianej wersji Ziemi Obiecanej sceny w pociągu. Na spotkaniu wspomniano, że jednym z dowodów na antysemicką wymowę tego filmu był kontrast pomiędzy dobrą i cnotliwą Polką graną przez Annę Nehrebecką i złą, rozpustną Żydówką, graną przez Kalinę Jędrusik? Może o to chodziło? 

Tydzień dziwnych oświadczeń

Dawno temu Staniszkis uczyła mnie jak zdobywać informację czytają Trybunę Ludu, lab materiały z posiedzeń KC. Wykorzystując tamtą wiedzę w tym tygodniu zwróciłam uwagę na to, że:

  • Wicepremier Gowin powiedział, że gdy wybuchła afera Amber Gold był Ministrem Sprawiedliwości i czeka jak go wezwą by zeznawał, dając jasno do zrozumienia, że nie tylko nie będzie topił Donalda Tuska, a wręcz przeciwnie.
  • Drugi wicepremier, Gliński oświadczył, że będzie bronił niektórych z działaczy NGO, na których teraz organizowana jest nagonka, wskazując konkretne osoby, które już zostały odznaczone "do odstrzelenia z życia publicznego".
  • Wypowiedź wicepremiera Gliński, skomentował wicepremier Gowin, sens był tego taki, ze jest dumny że jest w rządzie z takim prawym i odważnym człowiekiem.

Pomijając to, że odwaga dramatycznie staniała, coś to pewnie znaczy. Ale też nie aż tyle by coś na tym budować.

Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję bytność na Szarotkach. Tym razem obyły w mateczniku. Jak byłam na zwolnieniu odwiedziła mnie Łada - pokazała sweter, który zaczęła robić. Na Szarotki przyniosła pokazać już skończony.

Nie miałam się czym pochwalić ... A byłam na zwolnieniu ...

Z pamiętnika wk .... konsumentki 

Tym razem PaypalPaypal, sam z siebie podjął decyzję o wylogowaniu mnie z prenumeraty Polityki.Pobierał z konta zawsze pod koniec miesiąca - tym razem podjął próbę zapłaty wcześniej niż zwykle, a ponieważ tego dnia miałam wykorzystany limit transakcji internetowych, transakcja została odrzucona. Takie rzeczy się zdarzają, ale to że nie podjęto kolejnej próby, tylko anulowano prenumeratę, zdarzyć się nie powinno.Napisałam do Politykę czy jest możliwość prenumeraty bez Paypala, bo się na nich obraziłam.

niedziela, 20 listopada 2016

Jak byłam na zwolnieniu, przegłosowano ustawę emerytalną, zgodnie z którą za rok idę na emeryturę. 


Dziś jeszcze nie wiem, czy będę wtedy tego chciała i czy będę  miała wybór. Może będę musiała. 

Jak wykorzystam czas na emeryturze? Zastanawiający jest dla mnie bilans mojego 2,5 tygodniowego zwolnienia: przeczytałam 1,5 książki i zrobiłam 10 cm na drutach. Patrząc wstecz, nie wiem co robiłam  z czasem - chyba głównie patrzyłam w sufit. No i kupiłam kilka rzeczy.

Monitor, bo w tym co miałam wysiadł jakiś tranzystor i chociaż prawdopodobnie, koszt naprawy nie przekroczyłby 30 zł, nikt już dziś ich nie naprawia. Wprawdzie dostałam od Joanny zastępczy, ale odzwyczaiłam się od małych, 17 calowych ekranów. 


Plan był taki, że poskanuję trochę zdjęć, ale tak jak i pozostałe plany nie został zrealizowany. Zniechęciło mnie to, że mój tata robił bardzo niewyraźne zdjęcia i nie umiałam zdecydować, które, mimo ich bardzo złej jakości, warto zachować Bo na przykład dzisiaj, zdjęcie huśtającej się w londyńskim parku Anki ma swoją wartość sentymentalną, bo jest na tym zdjęciu mniej więcej w tym samym wieku co Tomek. Ale za kilka lat ta "wartość" zniknie, i pozostanie tylko bardzo nie wyraźne zdjęcie.  


Na Allegro znalazłam szlafrok, który wprawdzie nie jest z prawdziwego frotte, ale przynajmniej czegoś mięsistego, co  co te frotte przypomina.  

O ile szlafrok był bardzo udanym zakupem, coś do czyszczenia rynien już nie. Kijek jest tak wiotki, że można tym smyrać po pustych rynnach, Rynien, nawet trochę zapchanych tym się nie przeczyści. 


Mam też nowy plecaczek. Cały myk polega na zewnętrznych, dających się wymienić kółkach. Mam dosyć toreb, z wbudowanymi kółkami, które pękają na nierównych powierzchniach i które wyrzucałam, mimo że poza kółkami wszystko było jeszcze w całkiem dobrym stanie. Zaczęłam szukać torby na Wietnam z takimi kółkami, ale niczego dużego nie znalazłam. 

1611120031

No i największy sukces - waga, Ta z którą do tej pory używałam pokazywała wagę z dokładnością do 3 kg, więc nawet jak wyglądało na to, ze nie jest dobrze, mogłam się pocieszać, ze może aż tak źle nie jest, Teraz, jednak trochę schudłam, więc zaprzyjaźniłam się z bardziej dokładną wagą i mam zamiar chudnąc dalej.


Plan mam taki, by omijać stołówkę i wozić w plecaczku do pracy pudełka z żarciem, Łatwo nie będzie, bo przez te 2,5 tygodnia dogadzałam sobie, Od jednej z ciotek zapożyczyłam pomysł na poranną jajecznicę - turecką szakszukę (masło, cebula, potem pokrojony w kostkę pomidor i po kolejnej chwili jajka). .

Jak się nie je chleba i cukru można jeść to i wiele więcej.
Przez to zwolnienie, ominęły mnie dwa festiwale: Pięć smaków i Sputnik, załapie się jedynie na Festiwal Filmów Żydowskich.
Nadrabiając braki, poszłam na Ja, Daniel Blake.


Angielski wyciskacz łez. Tytułowy Daniel Blake, po zawale stracił zasiłek i im bardziej usiłuje go odzyskać, tym bardziej wikła się w konflikt z opieką społeczną, która działa ściśle według procedur, przypominających  paragraf 22. Ale ponieważ jest dobrym człowiekiem i wszystko co robi, budzi do niego tylko ciepłe uczucia, nie myśli tylko o sobie i chociaż ma bardzo mało, stara się pomóc młodej matce, dzieląc się z nią tym co mu jeszcze zostało.Świetnie zagrane (zwłaszcza tytułowa rola), ale jak na mój gust, trochę za bardzo schematyczne.


Nie wiem czy nie warto założyć dzienniczka - wydarzenie dnia. Bo tyle się dzieje i tak wiele spraw umyka ... Na przykład ten tydzień:

Poniedziałek - Córka generała Włodzimierza Potasińskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej, zażądała od Ministerstwa Obrony Narodowej ponad 160 tys. zł odszkodowania na spłatę kredytu.

Z kolei z najnowszego, corocznego monitoringu rzecznika praw dziecka wynika, ze 46 proc. Polaków akceptuje klapsy, a 17 proc. uważa, że tzw. lanie dziecku nie szkodzi. W ocenie RPD są to najlepsze wyniki od początku prowadzenia tych badań.

Wtorek - Zdaniem posłanki PIS, Beaty Mateusiak Pieluchy: powinniśmy wymagać od ateistów, prawosławnych czy muzułmanów oświadczeń, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Niespełnianie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji.

Środa - Powrót korytarzy pionowych i poziomych: Jerzy Szmit, wiceminister infrastruktury, oświadczył, że autostrady A2 i A4 są złe, bo są w poprzek, a nie wzdłuż.

Czwartek - Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego: przedsiębiorcy związani z partiami opozycyjnymi nie podejmują się zyskownych przedsięwzięć. I to właśnie jest powodem spowolnienia gospodarczego w rok od objęcia rządów przez PiS.

Piątek - Uroczyste obchody XIV rocznicy zaprzysiężenia Lecha Kaczyńskiego na prezydenta stolicy

Sobota -  to co w 2008 roku było niezgodne z ewangelią, według tego samego episkopatu w 2016 roku stało się z nią zgodne i Jezus Chrystus został intronizowany na Króla Polski, Nawiązując to tego wydarzenia tego samego dnia wieczorem, ks. Dariusz Oko powiedział:  Polacy wygrali 10 proc. najważniejszych bitew świata. (...) jesteśmy najbardziej wierzącym narodem Europy. I dlatego też u nas ideologie były zawsze słabe. Nasi tak mądrzy sąsiedzi dali się ogłupić zbrodniczym ideologiom, a u nas i komunizm, i nazizm trzeba było wprowadzać bagnetami, w katowniach UB, Gestapo. Dlaczego? Bo u nas jest największa wiara, a gdzie największa wiara, to największy rozum.  


Nie mam złudzeń, wiem że następny tydzień może być jeszcze ciekawszy od poprzedniego ...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 293
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli