sobota, 27 sierpnia 2016
Przeczytane (35)

Fajne doświadczenie. Dwie książki - czytana jedna po drugiej -  o tej samej rodzinie. Te same historie, te same anegdoty. Ale jednak trochę inaczej opowiedziane, więc i inaczej brzmiące. 

Kisielewscy  Mariusz Urbanek

Pierwsza woda po Kisielu Jerzy Kisielewski

Jerzy Kisielewski pisze w swojej książce w zasadzie tylko o Kisielu i Wacku, o sobie i o siostrze niewiele. Ale - co oczywiste - w porównaniu do książki Mariusza Urbanka - jest bardziej ciepła i osobista. 

W książce Urbanka jest za to więcej o protoplastach rodu i jego opowieść w zasadzie kończy się na Kisielu, o jego dzieciach, w tym i karierze Wacka, niewiele. Nie czytałam książki Urbanka o Stefanie z 1997 roku (Kisiel), więc być może autor uznał, że nie będzie się aż tak powtarzał. A postać Kisiela bardzo na czasie - może dlatego Iskry wznowiły tę książkę (pierwsze wydanie było w 2006 roku, teraz drugie i ebook)? Prawie codziennie tłumaczymy rzeczywistość, odwołując się do jego najsłynniejszego określenia. 

Trzeba przyznać, że Kisiel miał po kim odziedziczyć gen "oryginała", pierwszy Kisielewski, jaki pojawił się na kartach historii (legiony itp), pradziadek Stefana, Daniela, miał dość oryginalny pomysł na życie rodzinne.

Po ukoń­cze­niu stu­diów zo­stał ad­wo­ka­tem i oże­nił się z pan­ną Wa­le­rią Ro­ści­szew­ską, przy­rod­nią sio­strą księ­cia Au­gu­sta Wo­ro­niec­kie­go, któ­re­go od cza­sów re­wo­lu­cji wę­gier­skiej na­zy­wa­no „czer­wo­nym księ­ciem”. Księż­nicz­ka Wa­le­ria mo­gła so­bie po­zwo­lić na ewi­dent­ny me­za­lians, bo nie li­czy­ła się z ni­kim i z ni­czym, co jed­nak w wy­pad­ku pan­ny z ary­sto­kra­tycz­ne­go rodu na­zy­wa­no eks­cen­trycz­no­ścią (...) Nie­spo­dzie­wa­nie dla wszyst­kich rzu­cił pa­le­strę i prze­niósł się z żoną naj­pierw do Tar­no­wa, a po­tem do ma­łe­go fol­warcz­ku pod mia­stem. (...) Licz­ne swe po­tom­stwo schło­pił, nie da­jąc dzie­ciom żad­ne­go wy­kształ­ce­nia. Do­cho­dów z ubo­gie­go fol­war­ku szyb­ko jed­nak za­czę­ło bra­ko­wać. By za­ro­bić na chleb, Da­niel za­czął da­wać lek­cje kon­tre­dan­sa i lan­sje­ra w Tar­no­wie i oko­li­cach . 

Ale bez uciekania się do takich skrajności, jego życie pokazuje, że da się ciekawie w nieciekawych czasach. Bo najciekawsze fragmenty są o czasach socjalizmu. Cały czas czytając coraz bardziej uświadamiałam sobie do jakiego stopnia zatoczyliśmy koło.

Rozmowa, która miała miejsce po zamknięciu Tygodnika Powszechnego:

Uczci­wych lu­dzi, jak Tu­ro­wicz czy Go­łu­biew, li­kwi­du­je­cie, a od­po­wia­da­ją wam ter­ro­ry­ści z PAX-u.– Wła­ści­wie ma pan ra­cję – od­parł Pu­tra­ment – lecz co na po­rząd­nych lu­dziach moż­na w po­li­ty­ce zbu­do­wać? 

Z kolei ten pogląd Kisiela może stanowić uzasadnienie oglądania TVP Info - do mnie nie przemawia, bo jestem w tym punkcie nieprzejednania, ale jak ktoś chce.

Zapytany, dlaczego ogląda telewizję, z której sączą się najgorsze kłamstwa, odpowiedział, że Wolna Europa mówi to, co on wie. Natomiast telewizja polska opowiada mu rzeczy, których nie rozumie, więc to go ciekawi.-

Obie książki się dobrze czyta. i w obu przypadkach, opisywane postacie tak ciekawe, że po przeczytaniu pozostaje spory niedosyt. 

Przeczytałam jeszcze jedną książkę Urbanka: Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie

O Wieniawie przypomniała sobie przy okazji wspomnień Moniki Żeromskiej, często o nim wspominała. Jasno z nich wynikało, że etykietka birbanta i hulaki, z jaką przeszedł do historii, nie jest sprawiedliwa. Potwierdzenie tej opinii łatwo można znaleźć w książce Urbanka.

Jest nie tylko o kopalnią anegdot - z tym, że albo Wieniawa był tak dyskretny, że o jego podbojach miłosnych wiadomo niewiele, ponad to że były, albo Urbanek postanowił nie bawić się w Pudelka, bo o tym kawałku jego życia niewiele. Ale i bez tego postać więcej niż barwna. Pewnie nie raz - wobec powstałego podziału - co odważniejsi będą się powoływać na jego zdanie Dla mnie wszystko jedno z kim wódkę pić, byleby tylko zimna była (wypowiedział je, gdy zarzucano mu, że pije z Broniewskim). Ale nie tylko z tego powodu nie nadaje się na dzisiejsze ołtarze. Nie wiedziałam o tym jak skończył ulubieniec Piłsudskiego. Tzn. o tym, że popełnił samobójstwo wiedziałam. Ale do jakiego stopnia był zaszczuty nie. Pytanie czy to na pewno było samobójstwo, też jest otwarte.

Czyta się tę książkę Urbanka, jak jego wszystkie książki, wszystkie dobrze. Ale jak zawsze, tak i w przypadku tej książki, jak coś zaciekawi, odpowiedzi trzeba już szukać gdzie indziej. Tyle, że przestało mi to przeszkadzać - jest to jednak literatura skierowana do tzw. szerokiego odbiorcy. 

niedziela, 21 sierpnia 2016
Wróciłam

Wróciłam. Zrobiłam zapasy mojej ulubionej herbaty PG (co z tego, że to najniższa półka, kiedy mam wrażenie, że przez to jest stosunkowo mało naszprycowana dodatkami). Moja ukochana Ceylon Supreme Hedley'sa zniknęła z półek, została mi się ino puszka. 


Ale ani herbata, ani kupione na lotnisku ukochane perfumy nie zmienią tego, że nie przypominam sobie, bym aż z taką niechęcią wracała do mojej rzeczywistości. 

I - jak łatwo można się domyślić -  nie dlatego, że trudno się rozstawać z mężczyzną swojego życia.


To dla niego poszłam (o co nigdy bym się wcześniej nie podejrzewała), zwiedzić statek  HMS Belfast.


W dodatku - ponieważ zafascynowała go gra w statki na interaktywnej tablicy - spędziłam tam bite cztery godziny.

W każdym razie HMS Belfast był lepszym wyborem niż National History Museum. Stojąc w kolejce opowiadałam mu o dużym dinozaurze, gdy przed nim stanęliśmy, zapytał: kiedy pójdziemy zobaczyć tego dużego dinozaura?

Przed całkowitą klęską uratowała mnie ruchoma kopia T-rexa, Tomek długo nie przyjmował do wiadomości, że nie jest to prawdziwy dinozaur. 

A wnuk rośnie. Ścianki na placu zabaw to za mało, poszedł i na większą. 

Gugiel jest na wszytko: puściłam sobie i jemu filmik Lear how to ride a bike in 5 minuteposzłam do sklepu by opuścili siodełko i potem było tak jak na tym filmie. 

W National Museum spotkała mnie przykrość znikł mój ulubiony pejzaż zimowy Avercampa - jak byłam 36 lat temu zachwyciły nie obrazy Steen'a i Ostade, od tej pory nigdy już nie trafiłam na moment, by wisiało ich tak dużo jak wtedy. Teraz wprawdzie kilka wyjęli, ale tylko kilka. Wtedy, 36 lat temu, kupiłam w muzealnym sklepie pocztówki-reprodukcje, dzięki temu pamiętam co mi się tak spodobało.  

Natomiast w galerii obok, czyli w National Portrait Galery dalej straszy David Beckham - nie przemawia do mnie dzieło sztuki w postaci filmiku ze śpiącym celebrytą. 

W sali obok zdjęcie Dame Vivienne Westwood - ma na nim 68 lat i jej ciało przypomina na tym zdjęciu pastelową akwarelę, tyle użyto filtrów, a potem pewnie i Photoshopa. 

A w Brwi, jak tylko otworzę drzwi lub okno, przychodzi do mnie mój mały rudy przyjaciel. Domaga się pieszczot i małego co nieco. Czasami mam wrażenie, ze nie miałby nic przeciwko temu by zostać na dłużej. Najwyraźniej nie rozumie, że za dużo nie ma mnie w domu, by mieć zwierzaka.

Za tydzień Szarotki (w sobotę nie wybrałam się do Torunia na Drutozlot i trochę teraz tego żałuję). W kinach wysyp dobrych filmów. Czytam świetną powieść - Szczygła Tartt, słucham dobrego dobrego audiobooka - Vernon Subutex, dziergam kolejnego Kilimka:

Słowem staram się wpasować w stare koleiny. 

Ale też zamierzam wprowadzić zmiany. Na początku w moim drutowaniu. Teraz - zanim zacznę robotę - zastanowię się do czego to będę nosić. Bo jak na razie, do tej kamizelki w ptaszki nic mi nie pasuje. Ta czapka też tego nie zmieni.   

poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Znów jestem tam gdzie zawsze.

Z tym, że tym razem po raz pierwszy lecieliśmy tylko we dwoje samolotem. Do tej pory nawet nie zauważyłam na Okęciu tego miejsca - bardzo się przydaje.  

Wyparty przez smartfony, na co dzień bezużyteczny, tablet dalej jest nieoceniony w samolocie - czytanie dziecku kiepsko wychodzi,  jest za głośno.

Do zabawek, którymi bawi się mój wnuk nie dorastam. W czasach mojego matkowania, było już Lego Technic, ale skomplikowanych klocków moje dzieci nie miały. Inna sprawa, że tamto Lego, z możliwością budowania pojazdów nakręcanych na klucz było według mnie bardziej pomysłowe, niż to  dzisiejsze. 

A to akwarium, w którym mój wnuk hoduje robaki.  Zgodnie z instrukcją obsługi, po 4 tygodniach powinno się wymienić "załogę". Tyle, że w parku trudno je znaleźć. Po przeczytaniu Preparatora wiem, że najlepiej poszukać na cmentarzu. Ale jakoś niechętnie myślę o takim rozwiązaniu.   

W każdym razie rzuciłam się w wir babciowania i na nic innego nie mam czasu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 287
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli