niedziela, 18 września 2016

Jesień, czas pożegnań. Po tym jak rudy, mały kociak sąsiadów, pognał mi bażanta, więcej już chyba do mnie nie przyleci.

Moim zdaniem, bażant robił sobie międzylądowanie w moim ogrodzie, bo miał pewność, że żaden pies, czy kot, mu nie będzie przeszkadzał.  

dobry film

Szkoda, że tak dobry film może przejść niezauważony. To na niego powinni pójść uczniowie polskich szkół.

Już poprzedni, wyświetlany w Polsce film Zelenki, Bracia Karamazow, zapadał  głęboko w pamięć. Tym razem, nie Dostojewski, a wydarzenie historyczne - rocznica układu w Monachium.

A może to jak piszą o tym historii to nieprawda, bo wszystko przesłoniły czeskie kompleksy? Może Benesz widział więcej i dalej?

Aktualne do bólu. No i Zelenka, więc fajnie się to ogląda. Głównym bohaterem jest papuga żako (która, jak łatwo można się domyśleć, często zabiera głos).

Może jestem przeczulona, ale to chyba nie przypadek, że tak został przerobiony plakat Boskiej Florence.  

Kolejny popis gry Maryl Streep.

Jeżeli chodzi o fabułę - cały czas porównywałam ten film z niedawno obejrzaną Niesamowitą Marguerite. Chyba historia opowiedziana w tym ostatnim - Francja, lat 20-te, bogata arystokratka, podpuszczona przez dwóch dziennikarzy, zaczyna wierzyć w moc swojego głosu - bardziej mi się podobała. Ale to była fikcja, historia Florence Foster była w nim jedynie inspiracją. Boska Florence odwołuje się do rzeczywistej historii. Ostatni z głównych bohaterów zmarł w 1980 roku. Ale z kolei w tym filmie gra Maryl Streep. I czego chcieć więcej?

Nie trzeba słuchać radia (o TVP nie wspominając), by przekonać się, ze żyjemy w domu wariatów. Wystarczy pójść na pocztę. 

Wprawdzie ja bym wolała, by zamiast tak epatować przywiązaniem do wiary, zadbali o to, by dochodziły kartki z wakacji i zwykłe listy, ale chyba za dużo wymagam.

Na szczęście wokół mnie sami normalsi.

Łada kupiła psa, przepięknej urody seterzycę. Poszłam ją popodziwiać, a przy okazji wzięłam do ręki książkę o estońskim rękodziele.

Nigdy bym nie pomyślała, że w archeologicznych wykopaliskach dokumentują swoją sztukę dziewiarską. 

Z kolei u Joluślki popatrzyłam na to, co udało jej się złożyć z pozbieranych na ulicy kawałków wyrzuconych mebli. 

Ta turkusowa tapicerka to też jej robota. 

Gumisiowi wyrosły w doniczkach pomidory jak bulwy - byłam przekonana, że w doniczkach rosną tylko koktajlowe. 

A ja w nie tak dalekiej przyszłości jadę do Wietnamu - lądujemy w Sajgonie, wylatujemy z Hanoi. Lot zajmie nam dobę (można i w 13 godzin, ale kosztuje to dwa razy drożej). 36 lat temu, na progu dorosłego życia, zwiedziłyśmy z Ańćką stopem Europem. Teraz, na progu starości, udajemy się w kolejną wędrówkę, tym razem z Joluśką.


Ahoj przygodo.

Ale to jeszcze chwila. Po skończeniu kamizelki


zrobiłam czapkę (w przyszłości będzie jeszcze pompon) i zaczęłam rękawiczki


piątek, 16 września 2016
Przeczytane (39)

dobra książka 

Vernon Subutex cz.I Virgine Despentes 

Książka okrzyknięta najlepszą powieścią francuską 2015 roku.

Bezrobotny Vernon Subutex, ma 50 lat i właśnie eksmitowali go z mieszkania. Wcześniej prowadził dość znany sklep z płytami. Dalej ma sporo znajomych, niektórzy nawet sobie dobrze radzą. Dzięki tym znajomościom, lepiej lub gorzej, ale dość rozpaczliwie, próbuje się utrzymać na powierzchni i nie wylądować na ulicy. 

Współczesny Paryż widziany jego oczami. Ale to nie jest kolejny Houellebecq. Nie tylko dlatego, że nie epatuje seksem. W porównaniu do Houellebecq'a mniej w tej książce egzystencjalnej zadumy, za to dużo więcej ciekawych, barwnych postaci Ale ten sam bezduszny świat, w którym na półkach stoją ładne rzeczy, a w którym trudno jest żyć. Optymizmem nie wieje. 

dobra książka 

Szczygieł Donna Tartt

Tak po prostu dobra powieść

Głównego bohatera, Theo Deckera poznajemy w wieku 13 lat gdy w nowojorskim muzeum, w zamachu terrorystycznym ginie jego matka. On sam wychodzi z tego bez szwanku, nie zauważony przez nikogo wychodzi z muzeum zabierając ze sobą ukochany obraz matki, tytułowego Szczygła. 

Po śmierci matki Theo zostałał zupełnie sam  - mieszkał tylko z nią, nie utrzymywali kontaktów z rodziną.  Skazany na pomoc obcych ludzi, usiłuje sobie dać radę ze stratą. Wiele komplikuje, wyniesiony przez niego z muzeum obraz. Rozstajemy się z nim, gdy jest już dorosłym mężczyzną. 

Książka jest przede wszystkim świetnie napisana. Jest w niech wszystko: galeria ciekawych postaci, wciągająca warstwa przygodowa, wątek kryminalny. W tle obraz współczesnej Ameryki.

Dawno mnie tak coś nie wciągnęło. I długo trzymało - książka ma 900 stron. 


Jedenasta powieść, osiemnasta książka Dag Solstad 

Podobała mi się książka Solstada  Noc profesora Andersena, więc z apetytem zabrałam się za kolejną książkę tego autora. Ale to nie to.

Znudzony bezpieczną i monotonną egzystencją bohater, zostawia rodzinę i przenosi się z Oslo do mniejszej miejscowości. Tam prowadzi z zewnątrz wyglądające na udane życie, które też go po pewnym czasie go nuży. Tym razem, zamiast do kolejnej kochanki, ucieka na wózek inwalidzki, fingując - w porozumieniu z lekarzem - wypadek. 

Przeczytałam do końca i nie wiem po co to zrobił. Bo poza chwilową nagrodą, że udało mu się wykiwać otoczenie, żadnych profitów mu to nie przyniosło. Może czegoś nie zrozumiałam.

niedziela, 11 września 2016

Ostatni Almodovar mnie nie zachwycił

Ale i nie zniesmaczył, jak jego poprzedni film: Przelotni kochankowie.

Nawet myślę, ze Julieta by mi się podobała, gdybym nie widziała jego poprzednich filmów, bo oglądając ten film  miałam wrażenie, że oglądam kolaż zrobiony z jego starych filmów. Julietta ma około pięćdziesiątki i wygląda na to, że ułożyła sobie wreszcie ponownie życie, ale zamiast kroku do przodu, robi krok w tył. Przypadkowe spotkanie z przyjaciółką córki otwiera nie zagojoną ranę - 10 lat temu, jej córka jak tylko osiągnęła pełnoletność  bez uprzedzenia zerwała z nią kontakt i zapadła się gdzieś ziemię. Po tym przypadkowym spotkaniu, Julietta zamiast układać sobie przyszłość, wraca do przeszłości ...

Jest czerwień, dobra gra aktorska, sprawnie snuta intryga. Tyle że ten film jest przeraźliwie poprawny. A nie tego oczekuje się idąc na Almodovara. 

Miles Davis in ja

Lubię sobie posłuchać czasami jego trąbki, więc poszłam zobaczyć jakim nieciekawym był człowiekiem. To co jest fajne w tym filmie, to że nie opowiada o życiu Milesa Davisa, tylko pokazuje ważny moment w jego życiu, po pięciu latach milczenia i odcięcia się od świata, Miles Davis powoli wynurza się na powierzchnię. Retrospekcje, pomagają zrozumieć to co widzimy na ekranie. Prawdopodobnie całą ta historia jest bardzo luźno oparta na faktach i więcej tu wyobraźni scenarzysty, niż życia Milesa Davisa. To akurat nie byłby żaden zarzut, gdyby skoro i tak zrezygnowano z wiernego odtwarzania historii, większy nacisk był położony na to by opowiadana na ekranie historia wciągała w swój nurt. A tymczasem momentami niemiłosiernie "haczy". Przez są w tym filmie kawałki świetne, są beznadziejne. Ale muzyka w tle - cały czas tak samo dobra.

Z poradnika babci trendsetterki 

Nie wiedziałam że robienie dzwonków do telefonu jest takie proste. Nie trzeba niczego instalować. Wszystko można zrobić on-line.

  1. Na Youtube wyszukuje się swoją ulubioną piosenkę, wciska się  "udostępnij", pojawia się link, który trzeba skopiować.
  2. W przeglądarce Googla po wpisaniu  "youtube to mp3", wchodzi się na stronę http://www.youtube-mp3.org/pl,. Na stronie pojawia się okno w które wkleja się skopiowany link, wciska "konwertuj" wideo i za chwilę  mp3 jest gotowe.  
  3. Teraz tylko trzeba wejsć na stronę http://ringer.org/pl, gdzie po wgraniu pliku, można go dowolnie przyciąć i z głowy.
  4. Niektóre telefony nie widzą mp3 i żądają np 4mr. W takicch przypadkach trzeba jeszcze przekonwertować np. tu  

Kolejny, ale i ostatni,  mój mail do admina bloxa

Adminie

Nie chcę już mi się pisać na forum. Wiem, że się nie rozumiemy, ale postanowiłam tak łatwo nie odpuszczać. Żeby było jasne, nie zależy mi, ani nie zależało na przyjęciu do Syndykatu. Tak jak napisałam: moje zgłoszenie było testem, czy coś się zmieniło, czy dalej tak lekceważąco traktuje się ludzi. I tak jak nie zależy mi na Syndykacie, tak nie ukrywam, że zirytowało mnie to, w jaki sposób zostałam potraktowana. To, że inni zostali tak samo potraktowani, jest bez znaczenia. Tyle tylko, że teraz lepiej rozumiem ich oburzenie. Blox umiera i prawie na pewno nic by nie zmieniło to, gdyby było tu miło i uprzejmie. Ale jest jeszcze coś takiego jak marka. Naprawdę Agoro jesteś aż na tak wznoszącej fali popularności, że możesz zrażać do siebie ludzi?

Z pamiętnika wk ... konsumentki

W pracy od człowieka, który jest kobietą oczekuje się, że będzie chodzić w butach, które mają „odpowiednio wygląd”. A ponieważ w takich butach trudno potem poruszać się po mieście, więc mam osobne buty do chodzenia, i do „pracy”. Te ostatnie to trzymane w pracowej szafie baleriny Vagabonda.

Takie:


Stare mi się popsuły, w sklepie już takich nie ma, poszukałam w sieci i znalazłam w sieci tylko kilka miejsc gdzie jeszcze je sprzedają. O moim faworytnym modelu w szpic musiałam zapomnieć, ale z półokrągłym noskiem jeszcze gdzieniegdzie były. Coś mi na Amazonie, nie poszło z płatnością, w międzyczasie znalazłam w Schaffie, więc kupiłam tam, a zamówienie w Amazonie skasowałam. Upewniłam się w banku, że płatność nie została zrealizowana, na wszelki wypadek zmieniłam limity karty i spokojnie czekałam na moje butki z Schaffy.

Przyszedł wrzesień, zajrzałam do banku, a tam jako płatność zrealizowana, zakup w Amazonie. Okazało się (mój błąd!), że jak za pierwszym razem mi nie wyszło, to spróbowałam jeszcze raz i Amazon zapisał to jako zamówienie. zamówienie. Ponieważ chwilę później mnie poinformował, że ten sklep nie wysyła do Polski, uznałam, że sprawy nie ma i nie weszłam do zamówień, by je wykasować. A sprawa była. Gdy przyszedł wrzesień, w nowym miesiącu, nowy limit transakcji, zapukali i dostali …

Wpienia mnie to, że ta transakcja odbyła się za moimi plecami. Zawsze wprawdzie mogę zwrócić, tyle że o ile przy zakupie policzyli mi za funty jak za zboże, to przy zwrocie policzą mi jak zboże za złotówki. Do tego jeszcze trzeba doliczyć koszty wysyłki. Tak że z tych 300 zł, mogę liczyć na 200 zwrotu. Więc doszłam do wniosku, że je zatrzymam. Do trumny jak znalazł!

Olka mi poleciła mi tzw. wirtualne karty kredytowe. Sprawdziłam w necie – mój bank tego nie ma. Te które mają, powoli się z tego wycofują. Więc nie widzę sensownej alternatywy.

Z radością też donoszę, że jeszcze nie wszyscy wokół zwariowali. Na przykład wiewiórki, tak jak co roku, buszują na moim orzechu szykując się do zimy. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 289
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli