niedziela, 19 sierpnia 2018

Przerwa od remontu. Pełny reset.


Dzięki Gumisiowi, który powiedział mi o tym miejscu spędziłam tydzień w Zakątku Mazurskim GIM.  Bardzo fajne miejsce. W pierwszej chwili miejsce nie rzuca na kolana, zwykłe zatopione w lesie domki.

Ale nie tylko dlatego, że cieszą oko takie dyskretne "znaki", jest to miejsce w którym można się dobrze poczuć. 

W lecie są nastawieni na rodziny z dziećmi, innych tam nie było. Sporo fajnych zajęć dla dzieci, dobrze wyposażone boiska place zabaw, siłownia itp. Nie miałam najmniejszego problemu czym zająć wnukowi czas. 

Tylko jeden dzień spędziliśmy poza ośrodkiem - poszliśmy do oddalonego o 5 km Parku rozrywki Bartbo. Mnie zaciekawił labirynt w kukurydzy. 

Na miejscu okazało się, park linowy, to jest coś co mój wnuk lubi najbardziej. Zero lęku wysokości. Tam gdzie nie dosięgał do karabińczyków szedł z instruktorem, ale o tym by zrezygnować, nie było nawet mowy.

Z tym, że nie ma róży bez kolców. Utyłam i to nie mało. Trzy posiłki dziennie w formie szwedzkiego stołu. Wybór porażał. Samo skosztowanie tego co najsmaczniejsze było równoznaczne z ostrym przekroczeniem dziennej normy kalorii. I tak przez tydzień, dzień w dzień ...
Przed nami zwiedzanie Krakowa i Wieliczki. Na razie "zaliczyliśmy zamek w Olsztynie".

Zanim wyjechałam, byłam na wernisażu.

Poszłam, bo kuratorem wystawy jest Tess. Zaskoczyła mnie liczba osób. Może nie tłum, ale naprawdę sporo ludzi. Zdjęcia z lat 60-tych i sprzed kilku lat. Te pierwsze zrobiły na mnie spore wrażenie, te współczesne już nie.

Z jednym wyjątkiem:

Ale to też pewnie i dlatego, że przypomniał mi się pogrzeb Zosi.  I wiem jakie to robi wrażenie w realu.

Z pamiętnika wk ... konsumentki

Na konsumenckim polu odniosłam dwa zwycięstwa. 

W jednym przypadku o mały włos otarłam się o przegraną. Zapomniałam, że w sklepach naziemnych, jeżeli sami z własnej woli nie podarują klientom takiej możliwości, nie przysługuje prawo do zwrotu towarów. A ja kupiłam szczoteczkę do zębów Panasonica, która miała ładowarkę nie sygnalizującą stanu "naładowania". Zorientowałam się o tym po powrocie do domu i jak jeszcze przeczytałam, że jeżeli sprzęt będzie właściwie użytkowany ładowarka "powinna" wystarczyć na trzy lata". poczułam do tej szczoteczki autentyczna wrogość. Na moje szczęście jej nie rozpakowałam i w drodze wyjątku uznano moją reklamację.  

W drugim przypadku, wieczorem napisałam taki mail:  


W tym tygodniu dostałam dwie faktury (mam w Orange komórkę, telefon stacjonarny, Neostradę i kartę). Ale wcześniej ktoś  udzielając przez telefon nie do końca prawdziwych informacji namówił mnie na taryfę Love. Gdy zorientowałam się, że dałam się oszukać i że nie o wszystkim zostałam poinformowana, skorzystałam z prawa do odstąpienia od warunków umowy. Wszystko miało wrócić do poprzedniego stanu, uspokoił mnie powrót Spotify i w tym błogim - i jak się okazało błędnym przeświadczeniu - trwałam do momentu otrzymania faktur. Za lipiec za komórkę policzono mi dwa razy: w fakturze Love i w fakturze za komórkę, ale to podobno zostanie skorygowane w następnej fakturze. Reklamuję, że niejako za karę za to, że nie dałam się skutecznie oszukać przez kogoś kto działał w imieniu firmy Orange i zdążyłam w porę odstąpić od umowy Love, przywrócono mi wprawdzie wszystkie usługi, ale pozbawiano przypisanych do umowy promocji. Ten manewr pozwolił na istotne podwyższenie wysokości abonamentu (o 50%). Na infolinii dowiedziałam się, że to dlatego, że dziś już tych promocji nie ma. Nie przemawia do mnie ta argumentacja:  w moim przypadku nie chodzi o zawarcie nowej umowy, tylko o kontynuowanie starej. W obecnych abonamentach nie ma też Spotify. Podwyższenie abonamentu jest jednostronną zmianą przez Orange zawartej na jesieni 2016 roku umowy. I dzieje się to miesiąc po tym, gdy na własnej skórze przekonałam się, że wielka firma telekomunikacyjna naciąga na usługi w stylu, który do tej pory kojarzył mi się ze sprzedawcami "cudownych garnków". Bardzo podważa to wizerunek firmy. Czy naprawdę za 100 zł, bo tyle więcej zarobi na mnie Orange do listopada 2018 roku, warto tracić wieloletniego klienta.

I z samego rana dostałam sms, że uznali moją reklamację!


A z ciekawostek. Mój synek zrobił właśnie azjatyckie prawo jazdy. Dał zdjęcie od paszportu i został, bez swojej wiedzy, "odpowiednio ubrany".




niedziela, 05 sierpnia 2018

Dzięki popołudniu z Bojarem w końcu skończyłam osiołkować i wybrałam płytki na podłogę do kuchni i wiatrołapu. 
A stało się to tak:
Pojechaliśmy do sklepu, gdzie są te drzwi co to je będę miała, położyłam obok nich wybraną przez Joluśkę podłogę i poprosiłam Bojara by się dokładnie przyjrzał i zapamiętał kolor.
Następnie pojechaliśmy do Leroy-Merlin i Bojar wybrał podłogowy gres. Ten szary kwadracik na zdjęciu to kolor blatu z korianu, jaki będę miała w kuchni. A te szaro-beżowe maziaki, to płytki w kuchni.Trochę to mdłe, ale do tego dojdą ciemne schody i w takim samym kolorze belki sufitowe.



Plan miałam taki, by wybrane w Leroy Merlin płytki kupić w necie. Ale gdy wieczorem weszłam na stronę sklepu zobaczyłam, że wybrana przez Bojara płytka ma zupełnie inny kolor. 
Pojechałam do Leroy Merlin w Arkadii, ale tam tej płytki nie było i musiałam znów jechać do Ursusa by upewnić się, że nie zaszła żadna pomyłka. 




Był to ostatni zakup w tej serii - mam już cała armaturę i wszystkie płytki. Niedługo kolejne zakupy: oświetlenie. Ale to już nie będą schody, raczej schodki.

Cały czas dopisuję kolejne pozycje, do listy rzeczy, za które jeszcze będę musiała dopłacić. Mam już przerobiony dolot, tak by pasował do kozy. Teraz trzeba jeszcze przerobić rurę od komina:  te do kóz wychodzą ze ściany pod kątem prostym 

180805111

To remontowe coś, co się pasie na Mazowieckich Kolejach regionalnych jest niezawodne. Tak wygląda dworzec w Ursusie na 1,5 miesiąc przed planowanym zakończeniem remontu. 

180805121

Na poprzednim spotkaniu z tego cyklu była paskudna pogoda i przyszły tylko trzy osoby. Teraz na Łące Leśmiana zebrało się sporo osób. Tematem było Dziedzictwo Philipa Rotha.

Książkę mam na Kindlu. Ale przez ten cały remont od 1,5 miesiąca nie przeczytałam ani jednej ksiażki, tej też. Musze się poprawić, bo przede mną wakacyjny czas  z mężczyzną mojego życia.  A on, tak jak to bywa w jego wieku, połyka jedną książkę za druga. Dawniej trzeba było książki ze sobą dźwigać, czy liczyć na lokalne biblioteki itp. Teraz mój wnuk ma do dyspozycji bibliotekę całego świata i tylko paluszkiem wskazuje w Amazonie co chce przeczytać.  

Na Bagateli obok Placu Unii jest bardzo klimatyczna knajpka Worek kości. Poszłam tam z Zulką na koncert balladowej kapeli WOWA Band. Takie granie w ogniskowym klimacie. Ale w knajpie, przy piwie też się ich miło słuchało. 

180805031


14 września jest kolejny koncert na który się wybieram. Tym razem ma grać Bolewski & Tubis. Nic mi te nazwiska nie mówią. Może i nie muszą?


Mamia Mia 2


Bosz ...

Nie wyszłam, bo mnie zamurowało. Chyba najgorszy film na jakim byłam w kinie.

Z pamiętnika wk ... konsumentki

No nazbierało się. Kurierzy ... książkę by można o nich pisać.

W czas bez remontu, większe sprzęty kupuję w Ole, Ole, czyli przybudówce Euro-Agd, gdzie z z góry się wybiera dzień i godzinę dostawy. Więc ciśnienie mi nie skacze. Tym razem musiałam zejść z utartych ścieżek.

Zamówiłam wannę, ponieważ miała jechać z Niemiec, uprzedzono mnie że będę czekać około trzech tygodni. Więc gdy kilka dni później w tym samym sklepie kupiłam umywalki, umówiłam się, że przyjadą już razem z wanną. Dwa dni później poranna niespodzianka: mail, że tego mam czekać na kuriera. Dzwonię i krzyczę, że nie tak byliśmy umówieni. W odpowiedzi słyszę, że gdy się umawialiśmy oni myśleli że na wannę trzeba będzie czekać trzy tygodnie. Ale wanna przyjechała wcześniej i chcieli mi zrobić przyjemność. Nawet nie poczekali aż przyjadą umywalki. Pierwszy raz spotykają się z sytuacją, że klient jest niezadowolony, bo coś przyjechało wcześniej. Na szczęście tego dnia był w Brwi hydraulik i odebrał.

W innym sklepie kupiłam zestaw WC. Kupując napisałam w uwagach, by odezwali się przed wysyłką, tak by uzgodnić warunki dostawy. Za kilka dni odbieram rano mail, że tego dnia mam czekać na kuriera. Dzwonię i przekładam na następny dzień z zastrzeżeniem, ze rano potwierdzę. Następnego dnia o siódmej rano nie zdążyłam odebrać telefonu, gdy chwilę później oddzwoniłam już nikt nie odebrał. Dodzwoniłam się dopiero koło 10 i dowiedziałam się, że skoro nie odebrałam telefonu, kurier tego nie zabrał. Tyle że tego dnia był w Brwi, ktoś kto mógł to odebrać, a następnego dnia dom miał stać pusty. Udało mi się wypertraktować dostawę jeszcze tego samego dnia.

Jeszcze kilka dostaw przede mną .... 

To nie koniec moich konsumenckich przygód. Po kupieniu płytek podłogowych w Leroy - Merlinie pojechałam do Factory w Ursusie i w jednym ze sklepów odeszłam od kasy, bez zabrania towaru. Zorientowałam się dopiero po powrocie do domu. Tego dnia byłam umówiona z Zulką na koncert, więc nie chciało mi się sprintem jechać jeszcze raz do Ursusa. Postanowiłam tam zadzwonić, ale nie działał żaden z telefonów na stronie. Trochę po to by "upuścić krwi"  napisałam co o tym myślę na ich Messengerze.  Odezwali się jak dojeżdżałam do Ursusa. Ale telefony dalej nie działają .... obiecali sprawdzić o co chodzi.  Jestem więcej niż pewna, ze telefon sklepu do którego dzwoniłam, nie został uaktualniony.

poniedziałek, 30 lipca 2018

Powrót do życia się przeciąga, ale z tygodnia na tydzień jest jaśniej. Słowem widać światełko w tunelu. W domu pojawił się zalążek dawno oczekiwanych schodów. 

Dzięki Joluśce, która poświęciła na to cały boży dzień, udało się znaleźć coś, co w ostateczności pasuje do wybranych wcześniej drzwi. Kolejna "mądrość po szkodzie" zanim powiesz "ok", zobacz to na co się zgadzasz w realu, nie na monitorze. Na zdjęciu, drzwi  mniej więcej w kolorze, w jakim występują w realu, obok to co jest na stronie producenta.

Zamówiłam już całą armaturę. Starałam się omijać najtańsze i najdroższe rozwiązania, ale prawie za każdym razem było tak, że to co uważałam, że być musi, już na stracie kosztowało więcej niż to, co z góry wykluczałam. Najdrożej było przy kabinie prysznicowej, gdzie za swoją niechęć do suwanych drzwi zapłaciłam prawie 1,5 tysiąca więcej. 

Musiałam też zmienić wcześniej przygotowaną listę zakupów, bo dowiedziałam się, że miska musi mieć kształt "kubełka".  

Po tym wszystkim uznałam, że należy mi się nagroda i pojechałam do mojej świątyni resetu.

Za każdym razem czeka tam na mnie coś nowego

Wprawdzie fajniej było kąpać się w rzece, ale zagrodzili i ostał się jeno basenik. W dodatku padał deszcz i dużo tego kąpania nie było. 

Jest tam też teraz dziki kot, który zachowuje się jak pies i rzucił się na mnie, gdy niczego nieświadoma przeszłam obok jego miski.

Dzięki temu, że nie ma tam sieci, przez te dwa dni nie myślałam o remoncie. 

Jak zawsze, tak i tu nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Remont stanowi doskonałe wytłumaczenie, dlaczego nie mogę w tej chwili "zabrać się z siebie"  i bez napinki przypatrywałam się z boku, co wyprawia jedna z moich ciotek. 

O tej diecie, czytałam w książce "Zakonnice odchodzą po cichu" jedna z byłych sióstr wspominała, jak w klasztorze była zmuszana do jej stosowania i ta dieta była traktowana jako narzędzie umartwiania. Im więcej się na niej było, tym lepiej. 

Z drugiej strony, ta sama instytucja, a tak zupełnie inne podejście do tematu:

W poniedziałek rano czekało mnie twarde lądowanie. Dziesiątki telefonów i kołacząca się z tyłu głowy myśl: przestań wypierać kozo/kominek, zanim położy się podłogę, trzeba przerobić dolot. Brr...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 330
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli