piątek, 24 stycznia 2014
Przeczytane

Mariusz Urbanek Wylękniony bluźnierca

Trzecia przeczytana przeze mnie biografia Mariusza Urbanka (po Broniewskim i Waldorfie) i najsłabsza. Tym razem według mnie Urbanek swojego bohatera nie "rozgryzł". Inna sprawa, trudno by mogło być inaczej, skoro poświęcił mu tylko niewiele ponad 300 stron, w dodatku bogato upstrzonych cytatami.

Nawet się przez chwilę zastanawiałam, czy to może ze mną coś się stało i tak się "zpudelkowałam", że przeszkadza mi gdy o życiu osobistym jest mało, chłodno i z dystansem. Ale chyba jednak nie tak. Bo Tuwim - poeta, Tuwim - bohater życia kulturalnego stolicy, i Tuwim - Żyd to trochę mało: gdzie Tuwim - człowiek uwikłany w emocjonalne rozdrapy? Biografia poety, w której o jego żonie z którą przeżył całe życie dowiadujemy się tylko tyle, że była piękna i Czajka uważała ją za "zimną sukę" (niewiele więcej jest też i o jego małżeństwie). To, że po wojnie zaadoptował dziecko zrelacjonowane jest tak, jakby wszedł do sklepu i pod wpływem chwili zamiast z kapeluszem, wyszedł z niego z małą dziewczynką. A i tamte poprzednie role, w których Tuwim jest przynajmniej opisany, też przypominają podręcznik i nie ociekają anegdotą, a zważywszy na opisywaną postać, powinny.

 Słowem jeden wielki niedosyt. Ciekawe dlaczego tak. brak źródeł?

Ale też nie tak, że nie jest to warte przeczytania. Na bezrybiu i rak ryba. A Tuwim wielkim poetą był (nawet z tej okazji przypomniałam sobie Bal w Operze).  No i nie tylko poetą:

Życie wieczne zapewniły Tuwimowi także aforyzmy: „„Symetria: estetyka idiotów". „W mowie pewnych ludzi słychać błędy ortogra­ficzne". „Mężczyzna pozostaje zazwyczaj bardzo długo pod wraże­niem, jakie zrobił na kobiecie". „Jak mądre byłyby kobiety, gdyby miały te rozumy, które dla nich potracili mężczyźni". „Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy uwierzytelniają­ce". „Filantrop to człowiek, który publicznie zwraca bliźniemu drobną cząstkę tego, co mu ukradł prywatnie". „Żyj tak, aby Twoim znajo­mym zrobiło się nudno, gdy umrzesz". 

Mam nadzieję, że kolejne biografie Urbanka, które mam zamiar przeczytać, będą przypominały poprzednie, a nie tę o Tuwimie.

niedziela, 19 stycznia 2014

Śledzę uważnie program kinowy, bo chcę ułowić Życie Adeli H, w powszedni dzień i nie o 21.25 (film trwa 3 godziny). Dlatego w czwartek zauważyłam pokaz przedpremierowy Pod Mocnym Aniołem. Nabrałam ochoty, zadzwoniłam i zszokowało mnie to, że już w południe wszystkie bilety były wykupione. Na sobotnim seansie w Kinotece też tylko pojedyncze fotele były wolne. 

Film pozytywnie mnie zaskoczył. Bałam się tego, jak Smarzowski pokaże alkoholową "nieestetykę". Ale o dziwo, za bardzo ją nie epatuje, jest tego trochę, ale się w tym nie nurza.

Duch Pilcha zachowany. Aktorsko nie najgorzej, czyli dobra średnia plus kolejna wielka rola Więckiewicza i w zasadzie tylko jedna porażka - Julia Kijowska, grająca dziewczynę głównego bohatera. Fajne zdjęcia. Słowem nie najgorszy film. Tylko temat trochę odrzucający ...

Weszłam do kina w czapce, podeszłam do kasy i po kupieniu biletów postanowiłam jeszcze pójść na dworzec zobaczyć o której mam powrotny pociąg. Jak tylko wyszłam na dwór, zrobiło mi się tak zimno w uszki, że zrozumiałam że musiałam zostawić przy kasie czapkę. Wróciłam - trwało to góra minutę ... a czapki nie było. Chlip, chlip ... mam jeszcze wełnę i mogę zrobić następną. Ale niezależnie od tego co zrobię, pierwsza rzecz na liście zgubionych rzeczy już jest. I jak znam siebie, pod koniec roku, będzie na tej liście nie tylko ta cholerna czapka.

To ta czapka:


 

Jedno mnie dziwi - ona wcale nie była aż tak ładna.  Nawet w sieciówkach są ładniejsze.

Dokończyłam następną. Nazwałam ją Kilimek, jest brzydsza od tamtej (chodzi mi o nieudany czubek), ale ma przynajmniej tę zaletę, że jeszcze jej nie zgubiłam.


Niedawno Pimposhka na swoim blogu ogłosiła konkurs na kącik do dziergania, odzew był spory i tak jak się można było tego spodziewać, królowały kanapy i fotele. Nie wzięłam udziału z dwóch powodów, raz że nie lubię blogowych konkursów, dwa, że kącik do dziergania to rozwiązanie kadłubkowe, tymczasem ja wolę kompleksowe. 

Moja weekendowa czasoprzestrzeń szczęśliwości przewiduje oczywiście dziergactwo ale obok koszyczka z robótką, jest też stojący na podgrzewaczu dzbanek z gorącą herbatą, radio, laptopik, głośniczki do słuchania audiobooka (od wczoraj słucham W komnatach Wolf), aktualnie czytana książka (teraz jest to biografia Tuwima M. Urbanka), opasłe tomiszcze o Beatlesach, które czytam po kawałeczku i w tym tempie to nie wiem czy skończę przed wakacjami) oraz pilot do telewizora.

Piszę o moim uwielbieniu lenistwa otwarcie, niestety aktywność fizyczna stoi u mnie na tej samej półce co dentysta. Teraz mam jeszcze cudowną wymówkę: zanim nie zdiagnozuję do końca mojego kręgosłupa, nawet nie chodzę raz w tygodniu na jogę, bo a nuż sobie zrobię krzywdę?

sobota, 18 stycznia 2014
Przeczytane

Cnym rozkoszom John Lanchester


Powieść w formie gawędy o życiu i  żarciu.

Narrator snuje swoją opowieść o kolejnych potrawach, przepisach, ingrediencjach z taką miłością, że myśl o diecie wydaje się barbarzyństwem, czynem porównywalnym z włożeniem włosiennicy. Zanim zaprosi do stołu, wspomina wydarzenia które kojarzą się z ta potrawą, droga swobodnych skojarzeń idzie dalej, często kreśląc tło historyczne, i tak od jednej dygresji do następnej …

Z tym, że nie jest to kolejna książka o radości życia, narrator niby taki smakosz i hedonista, nie jest tak sympatyczny jak się na początku wydaje i - o czym warto pamiętać, a o czym łatwo przez to jak jest to jest napisane zapomnieć  - nie są to wspomnienia, a powieść. 

Książka trudna do przeczytania "na raz"  …  tak jak trudno by było zjeść naraz wszystkie potrawy o których pisze, tak i uważnie przeczytać tego za jednym zamachem nie sposób. Po części dlatego, że jest napisane w bardzo 'skondensowany" sposób. Z tym, że ma i ciekawe momenty, więc nie warto się łatwo zrażać, można czytać zrywami, tak po kilkanaście kartek -  nie jest to trudne, bo poszczególne rozdziały stanowią odrębne całości. 

 

Wiele demonów Jerzy Pilch

 

 

Książka wzbudziła powszechny zachwyt, więc mój niezachwyt i tak utonie w morzu tamtych zachwytów. Początkowo myślałam, że nie zachwycam się, bo zamiast czytać, słucham audiobooka. Przerzuciłam się więc na tradycyjne czytanie, ale nie pomogło.

Lata 50-te ubiegłego wieku. Mała, słabo skomunikowana ze światem zewnętrznym miejscowość, gdzieś na Śląsku Cieszyńskim. Galeria ciekawych postaci, natłok wciągających anegdot, co jakiś czas w formie przerywnika ogólna refleksja o życiu i jego sensie, a raczej bezsensie. Do kompletu jest nawet i wątek kryminalny.

Napisane, dowcipnie i żwawo i tak jak to zwykle u Pilcha, czyta się z dużą przyjemnością. Tyle, że to wszystko nie trzyma się kupy. Przypominało mi to wypchaną ciuchami pralkę. Co z tego, że każdy ciuch z osobna ładny, jak zwinięte w jeden kłębek, żadnej nowej ciekawej kompozycji nie tworzą.   

 

W Paryżu dzieci nie grymaszą Pamela Druckerman

 

Chociaż nie jestem targetem tej książki, przeczytałam i myślę, że warto mieć jej kilka egzemplarzy i dawać w prezencie każdej przyszłej mamie. 

Autorka to mieszkająca w Paryżu Amerykanka. W swojej książce opisuje dlaczego francuskie dzieci najpóźniej gdy mają 4 miesiące przesypiają całe noce, nie grymaszą przy jedzeniu i nie przeszkadzają, gdy matka rozmawia z przyjaciółką. Stara się też zrozumieć dlaczego amerykańskie matki nie wysypiają się po nocach, lista tego czego nie jedzą ich dzieci jest dłuższa od tej co jedzą, a one na nic nie mają czasu  (z tym, że jak zastrzega na wstępie, mówi o dzieciach z tzw. wyższej klasy średniej).

Swoje spostrzeżenia skonfrontowała z fachowcami i sformułowała czytelne, proste do stosowania rady i triki. Przy okazji oberwało się Spockowi, dla którego według autorki, najważniejsi byli rodzice i to by pewnie czuli się w swojej roli.Tymczasem we Francji Spock nie był tak popularny, mieli swoją Francois Dolto i to co ona głosiła, przyniosło dużo lepsze efekty. 

Książka jest wprawdzie mocno przegadana, ale warto ją propagować, zwłaszcza wśród ciężarnych, bo jak łatwo można się domyśleć, decydujące są pierwsze miesiące życia.

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli