sobota, 31 stycznia 2015
Podsumowanie stycznia

Przeczytałam książkę z analogowego stosiku (Kobiety dyktatorów) i parę reportaży z Antologii Szczygła (jestem teraz mniej więcej w 1/4 pierwszego tomu, w 1926 roku).  Ominęłam tylko jeden - Stefana Żeromskiego, mimo upływu lat, nadal jestem uczulona na bełkot jego napuszonej mowy. 

Reportaże są niesamowite. 

O emigrantach polskich w USA (1902 rok, Teodor Tomasz Jeż)

Opowiadano mi o nieprzyjemnościach, na jakie się przybysze narażają, zanim nabiorą nawyku do stosowania się do praw i porządków miejscowych, zwłaszcza we względzie stosunków pomiędzy mężczyzną a kobietą. W Polsce, we wszystkich trzech zaborach, przewaga znajduje się po stronie męskiej – przewaga łagodzona zwyczajem w sferach towarzyskich wyższych, prawie nieograniczona w niższych. Bijanie, vulgo „pranie”, bab przez mężów uważa się za rzecz zwyczajną. Mężowie nie przypuszczają, ażeby im nie wolno być miało kobiet ich wygrzmocić od czasu do czasu. Z wyobrażeniem tym przybywają do Ameryki i doświadczenie – niekiedy gorzkie – naucza ich, że wolność w Ameryce jest we względzie tym niewolą. Mąż nie tylko ręki na żonę podnieść nie ma prawa, ale żona do odpowiedzialności pociągnąć go może nie tylko za bicie, ale nawet za stosowanie do niej wyrazów obelżywych. W ogóle w stanach, wchodzących do składu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, mężowie za przekroczenia tego rodzaju karani bywają grzywną i dłuższym lub krótszym więzieniem. Istnieje jednak stan jeden – Delaware czy Maryland – w którym kara cielesna nie została jeszcze zniesiona. Zamieszkały w stanie owym Polak pewien żonę swoją, nie z potrzeby, ale z przyzwyczajenia, bijał często. Znosiła to biedna kobieta, żaliła się przed kumoszkami, i te doradziły jej, ażeby na męża swego wzięła warrant, to jest ażeby na niego wniosła skargę, pociągającą areszt za sobą. Posłuchała rady tej. Mąż aresztowany – oddany został pod sąd i skazany na tyle a tyle miesięcy więzienia, przeplatanego w każdym tygodniu rózgami, wymierzanymi mu w ilości oznaczonej, i wystawianiem go raz na tydzień pod pręgierzem na środku miasta. Gdy się o wyroku takim dowiedziała, babę rozpacz ogarnęła. Chciała męża od kary wyprosić, gubernatorowi u nóg się włóczyła. Nie pomogły płacze, prośby. Mąż karę w całości odcierpiał. […]

Dowód na to, że na kolei bez zmian (1903 Wacław Sieroszewski o podróży koleją transsyberyjską) 

Po kilkunastu godzinach takiej pracy zaspy zostały przebite; odkopany pociąg pod ochroną wciąż poruszających się łopat, stał w głębokim przekopie jak w tunelu. Ale dwie lokomotywy jeszcze nie mogły go stamtąd wydobyć. Dopiero gdy przybył drugi ratunkowy pociąg, pociągnięto nas z jego pomocą na powrót na stację. Podróżni, pełni radości, rzucili się do bufetu po żywność, gdyż ta odrobina, jakiej dostarczały ratunkowe pociągi, nie mogła nas zadowolić i głód dawał się już we znaki (...) Herbatę i cukier sprzedawano za grubą gotówkę, choć, jak się okazało, według przepisów kolejowych każdy podróżny miał prawo w trzeciej klasie na rubla strawnego, w drugiej klasie na dwa, a w pierwszej na trzy ruble dziennie. Nikt z nas jednak o tym prawie nie wiedział i każdy płacił chętnie, byle coś dostać. Urzędnicy kolejowi uciekali od podróżnych jak od morowej zarazy i kryli się gdzieś po dziurach, że znaleźć ich było bardzo trudno. Nagabywani twierdzili, że to nie ich rzecz, że oni są „od ruchu”, wreszcie od kół, wagonów, biletów, i odsyłali głodnych do kogoś, kogo właśnie nie było.

O tym, że ostatnie namaszczenie bywało ważniejsze niż życie własnego dziecka (1910 Władysław Reymont, reportaż o ziemi chełmińskiej)

Dopraszam się tylko o księdza! Doktór nie pomoże! Co tam te doktory. Obejrzy, opuka, zapisze lekarstwo, pieniądze weźmie, a chorobę zostawi. Pan Jezus prędzej odmieni na lepsze. (...) – Ja zdrowa jestem, chwała Bogu! (...) . Ale tylko do mnie można wezwać księdza, bo tylko ja jedna z dwórek jestem prawna katoliczka. – A któż chory? – zaczynałem rozumieć ten podstęp. – Na wsi leży czworo prawie konających. Przecież nie mogą umrzeć bez świętej spowiedzi, a zapisane w prawosławne, to księdzu nie wolno do nich przyjechać! Mają te cztery niewinne dusze pozostać bez świętych sakramentów? Od tygodnia się męczą, od tygodnia skonać nie mogą, a tylko skamlą i skamlą o księdza! Aż strach patrzeć i słuchać. To umyśliłam sobie: udam chorą. Pan Jezus daruje mi to cygaństwo, ksiądz przyjedzie do mnie, a tamtych przyniesą na ten czas do izby i wyspowiadają się. Strażniki ani się domyślą. – Chcecie ospę przywlec do chałupy (...)  Ksiądz przygotował chorych na śmierć i odjechał. Wszyscy ci chorzy pomarli tej samej nocy. A w parę dni potem, umarło na ospę dwoje dzieci kowalowej.

I o  tym, że jak chcą się napić, to nawet wymieszanie alkoholu z g ... nie pomoże (1915 Maria Rodziewiczówna o wojnie spędzonej w majątku na wschodnich rubieżach )

Przy spirytusie była już wojskowa władza – tłum pomimo to rzucał się do rowu, kędy ciekł strumień ognisty. Pod groźbą kul chłeptał i czerpał. Zaczęto zarzucać gnojem i ludzkimi ekskrementami – bezskutecznie – jeszcze był pożądany i smaczny. Kto nie docisnął się, by pić, ten przesiąkłą płynem ziemię ssał i połykał.

Natomiast z wyzwaniem dziewiarskim kiepsko. Od biedy mogę skreślić szósty punkt - w dzierganym obecnie Swetrze Pani Ani wymyśliłam nowy sposób na boczną plisę. Chcę nauczyć się nauczyć w tym roku plastra miodu, ale w razie czego punkt szósty i bez nauczenia się tego ściegu będę miała "zaliczony".

Ten mój myk wygląda tak: z każdej strony na dodatkowy drut nabrałam kilkanaście oczek, tak jak się nabiera do dwustronnego dziergactwa. Potem przez moment robiłam tył poły na dodatkowych drutach, bardzo uważając by ściśle robić oczko na styku Po kilku rzędach wszystko już teraz robię na jednym drucie.



czwartek, 29 stycznia 2015
Przeczytane

dobra książka

Ryszard Horowitz Życie niebywałe. wspomnienia fotokompozytora

Dokładnie tak jak w tytule. Życie Ryszarda Horowitza to życie niebywałe. Pełne szczęśliwych splotów okoliczności (prawdopodobnie mniej szczęśliwych też, ale o tym w tej książce niewiele). Hymn szczęśliwego życia - o tym, że nie zaczęło się szczęśliwe (był najmłodszym więźniem Oświęcimia) zaczął myśleć dopiero jako człowiek już bardzo "dojrzały, temat wywołała Lista Schindlera Spielberga.

Książka pełna smaczków i anegdot (ten Wojtek, o którym poniżej to Wojciech Karolak):

Obaj z Wojtkiem przywiązywaliśmy wielką wagę do ubioru, a przy tym wzorowaliśmy się, jak już wspomniałem, na strojach fin de siecle'owych. Zdobycie odpowiednich akcesoriów nie było łatwe - nie pamiętam, abym kiedykolwiek kupił ubranie w zwykłym sklepie odzieżowym. (...) jazzmani amerykańscy z końca lat pięćdziesiątych wydawali nam się szalenie eleganccy. Wojtek do dziś wspomina, jak straszliwe przeżył rozczarowanie, kiedy muzycy koncertującego w Polsce we wczesnych latach sześćdziesiątych New York Jazz Quartet po nowe garnitury poszli do pedetu. W dodatku założyli je na występ i byli szczęśliwi, że ubrania się nie gniotą!

Trochę też zrozumiałam, o co chodziło z tą jego fotografią. Już przed Photoshopem, bez narzędzi, jakie wszystkim dał ten program do ręki, osiągał podobne efekty. Po przeczytaniu o  sesji z gołębiami, inaczej patrzy się na takie zdjęcie:


Sporo można się też dowiedzieć o kulisach sesji zdjęciowych.

Gdy oświetla się twarz, nie ma nic wspanialszego od skoncentrowanego światła z góry. Dzięki niemu oczy są zawsze żywe, a pod nosem, pod wargami i policzkami powstaje malutki cień. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę Marlena Dietrich, która miała swojego fachowca od światła i bez niego nie pokazywała się przed obiektywem aparatu czy kamery W zbliżeniach wiedział, jak ustawić światło, by optymalnie wydobyć piękno jej twarzy To ujęcie ma profesjonalny termin - beauty shot. W branży fotograficznej za fachowców mogą się uważać tylko ci, którzy naprawdę rozumieją różnicę między metodami oświetlenia twarzy pięknej kobiety, szlachetnego kamienia czy wody.

Bardzo fajna książka. Może czasem za dużo wyliczanki nazwisk, ale gdy opisuje się życie, w którym co chwila warte uwiecznienia spotkanie,  jest to chyba nieuniknione.

 

dobra książka

Mikołaj Grynberg Oskarżam Auschwitz


Kilkanaście wywiadów z drugim pokoleniem Holocaustu.

Wszystkie zamieszczone w tej książce wywiady to, jeżeli chodzi o sztukę konwersacji, perełki. Wywiadów było dużo więcej i na ile dokonany przez autora wybór był podyktowany tym, by pasowały pod z góry ustawioną tezę, trudno powiedzieć. W każdym razie wszystkie domy miały spore wspólnego (kult jedzenia, milczenie na temat wojennych przeżyć, wyrozumiałość dzieci, wobec różnych, często mocno odstających od średniej zachowań rodziców.

Tyle, że dla mnie jest to książka o wychowywaniu się z w rodzinie naznaczonej wojenną traumą. I jakkolwiek jest to w poprzek często przywoływanemu na kartach tej książki przekonaniu o wyjątkowości żydowskiego wojennego losu, trudno tą tezę obronić gdy mówi się o konkretnej rodzinie (ostatnio przeczytałam Szum Tulli, porusza ten sam problem, w opisywanej przez nią rodzinie bardzo podobnie to wygląda, a doświadczyli 'zwykłej" traumy wojennej, nie żydowskiej).

Co ważne, Grynberg tak to napisał, że chociaż temat smutny i poruszający, czytanie sprawia dużą przyjemność.

 

Diane Ducret Kobiety Dyktatorów

Przeczytałam w ramach tegorocznego wyzwania "miesięcznie przynajmniej jedna książka z analogowego stosiku".

Temat ciekawy, ale o książce tego powiedzieć nie można. Kiepsko napisana, bez pomysłu. Pierwsze rozdziały były  o Leninie, Stalinie, Mussolinim. Nie rzuciłam jej w kąt, bo następne rozdziały były o Salazarze, Mao i Bokassie. A o nich mało wiedziałam .  

niedziela, 25 stycznia 2015

Jak coś się nie układa, warto pamiętać o fraszce Sztaudyngera, że nawet jak się jest na dnie, zawsze znajdzie się ktoś kto zapuka od dołu. Narzekałam, chociaż na żadnym dnie nie byłam to i mam za swoje, to co się dzieje z frankiem, w świetle tego że parę lat temu wzięłam kredyt na mieszkanie nie cieszy.

Paradoksalnie, stało się to gdy zaczął mi się poprawiać humor. A wszystko zaczęło się od tego maila:

Z przyjemnością informuje, że zostali Państwo wybrani do udziału w projekcie Scope50. Po dokonaniu rejestracji, będą Państwo mogli zacząć niezwłocznie oglądać 10 filmy na przygotowanej przez nas platformie VOD. Umieściliśmy na niej także zwiastuny i opisy filmów, aby je Państwu przedstawić.  Filmy będą dostępne do 28 lutego 2015 roku (...).

 

Na początek wybrałam film, na który nigdy nie poszłabym do kina, bo pachniał horrorem. Zupełnie nie potrzebnie nastroszyłam się jak pies do jeża - zamiast horroru obejrzałam  thriller rodzinny.

 

Wakacje, ładna dacza na malowniczej austriackiej wsi. Plan jest taki, że bliźniaki (ok. 12 lat) zajmą się sobą, a ich matka dojdzie do siebie po przebytej operacji twarzy. Ale z zabandażowaną twarzą jest kimś obcym, a sposób w jaki usiłuje sobie wywalczyć upragniony spokój, tylko eskaluje napięcie pomiędzy nimi.

Bardzo mocną stroną tego filmu są przepiękne zdjęcia (niestety, na laptopie mogłam się tylko domyślać, jak fajnie byłoby to oglądać w kinie). Świetna jest też gra tych dzieciaków - w zasadzie prawie cały czas są na ekranie (czasami jest jeszcze matka, sceny z innymi osobami można policzyć na palach jednej ręki).

W zasadzie najsłabsza jest fabuła. Jak na film psychologiczny, za dużo niedomówień. W każdym razie przeszkadzało mi to, że od początku do końca wszystko obserwuje się od strony chłopców - dlaczego ta matka się tak zachowuje, do końca nie wiadomo, wypowiada jedno zdanie i też nie wiele ono tłumaczy. Z kolei nie jest to też horror - ani razu nie musiałam zamknąć oczu. Typowe dla tego typu filmów rozwiązania pojawiają się tylko w fantazjach (snach?) tych dzieciaków, ale jak to w snach, bez muzyki, nastroju grozy, nie budzą lęku.

 

Odbyły się moje zaległe urodziny - miały być wróżby, ale ciotki za szybko wyszły,  ... ostatnie tuż po 22.

Było dużo jedzenia:


Snucia anegdot:

Staśka przyszła z psem


A ja dostałam parę fajnych prezentów, w tym kolejny kapelutek:

 

Mam już kupioną w Zagrodzie Marty wełnę na Sweter Pani Ani.


Co mi wyjdzie zobaczę. Ale tym razem nie tylko zrobiłam próbkę, ale ją i wyprałam.

 

Ostatnie "wzmożenie" drutowe zaowocowało odsłuchaniem kolejnego audiobooka.


Dzienniki Mrożka, są o Mrożku i tylko o Mrożku. Strasznie marudzi, nie ma nawet przebłysku humoru z jego opowiadań czy dramatów. Audiobook zawiera tylko fragmenty jego dzienników, można założyć, że te ciekawsze. Gdyby nie czytał tego Gosztyła, to bym chyba nie dała rady.

A tymczasem skacząc po stronach natknęłam się na Garland Sweter (wolę w wersji poncza, niż w przeróbce na sweter). Opis jak to zrobić jest tutaj.

Cudo. Uwag, że jestem gruba i niska, więc to nie dla mnie, nie przyjmuję.

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli