niedziela, 31 stycznia 2016

Wiosna !!!


Nie tylko Fitbit mnie dopinguje (gra. w jaką gram sama ze sobą polega na tym, by te słupki były jak najwyższe) 


Zapisywanie ile jem na stronie tabele-kalorii.pl, spowodowało, że ani na pożegnalnym poczęstunku odchodzącego z pracy kolegi:

ani na sobotnim ciotkowaniu u Joanny, która postawiła na stole faworki, nie brałąm takich kalorycznych bomb do ust.

Bo z tyłu głowy mam cały czas świadomość, że mam mieć ujemny bilans kalorii.

 

Prawdopodobnie mój fitbitowy świr będzie się powiększał: wynik z tego tygodnia przełożył się na 1 kilogram mniej.

Świat na zewnątrz nieustannie dziwi. Codziennie po obudzeniu muszę sobie przypominać w jakiej rzeczywistości żyję. Obserwuję powrót nie tylko do języka, ale i estetyki mojej młodości (to zdjęcie zrobiłam na poczcie w Brwi). 

Patrząc krytycznie na to jak ostatnio funkcjonowałam, rozpoznałam u siebie depresję obywatelską. Staram się wyjść z tego dołka - bardzo pomogło mi zaprzestanie surfowania w necie.

Zawsze mam też swoje ciotki. Nasze spotkania tocza się wokól dwóch tematów: polityki i emerytury, na którą wszystkie chcemy iść i na której żadna nie ma pomysłu jak przeżyć, za to, co dostanie.  

Zrobiłam kolejny Kilimek. Jest dużo ładniejszy niż na zdjęciu, ma bardzo ładne kolory. Musze popraować nad techniką pomponów.  

 

Zabrałam się za kolejny Miosiokocyk. Będzie to ostatnia moja robota z bawełny Dropsa. Przerobię te kłębki, które mam to co mam i będę każdemu odradzać tę włóczkę.   

z pamiętnika wkurwionej konsumentki  

Sąd w Lublinie zawiadomił moją mamę, że uznał jej sprzeciw i przekazał sprawę do sądu rejonowego. Tyle, że mama poszła do banku dowiedziała się, że komornik zabrał nie 900 zł, ale 1800 zł - jedno 900 z konta, drugie z emerytury.

Sąd rejonowy prawdopodobnie zawiesi sprawę do czasu rozpatrzenia sprawy wytoczonej przez miejskiego rzecznika konsumentów - będzie to trwało lata i jak zapadnie wyrok dawno tej firmy-oszusta na rynku nie będzie. 

A moja mama będzie stratna 900 zł - bo nie wyobrażam sobie by komornik jak się go poprosi, nie oddał tych  "dodatkowych" 900 zł. Nie będzie się upierał że należy mu się 1 800 zł, skoro wyrok opiewał na 900 zł. I też dużo się na odsetkach przez tę chwilę nie obłowi. A może nie mam racji? Bo jak "przez pomyłkę" oddał tej firmie zamiast 500, 1000 zł, to raczej na pewno z własnych mamie nie zwróci. 

Ale ja mam pytanie, czy to jest tak, że jak komuś się coś ukradnie i potem odda, to się nie liczy? Bo ja nie rozumiem jakim prawem komornik zabrał mojej mamie 1 800, jak miał tytuł by zabrać 900.  

Oczywiście to nie tak, że teraz będzie inaczej, ludzie się nie zmienią, prawa też nie ruszą - tzn, pewnie wprowadzą kontrolę urzędnicza, bo w tym sezonie to się nosi. Ale odpowiedzialności za swoje czyny na pewno nie - coś takiego przekracza wyobraźnię wszystkich, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. I boją się tego jak diabeł święconej wody. 

Ale widząc jak bezradna jest moja mama, która ma pełny suport prawny i która z tego powodu że została okradziona, nie musi zrezygnować z leków czy martwić się z czego zapłaci za prąd, mogę sobie wyobrazić jak czuje się samotny stary człowiek z 1000 zł rentą.I jak z tej frustracji rodzi się gniew.  

komentarz do atakującej  mnie rzeczywistości 

Fragment tekstu Hołdysa w ostatnim Newsweeku

Na Stadion Dziesięciolecia wpadł polski peleton, a jeden z kolarzy, bodajże Staszek Gazda, na finiszu stracił prowadzenie. Słynny polski dziennikarz Bogdan Tuszyński podszedł wówczas do najważniejszej osoby w państwie – Edwarda Ochaba, przewodniczącego Rady Państwa – i zapytał go: „Panie przewodniczący, co Pan sądzi o dzisiejszym finiszu?”. To było transmitowane na żywo, więc wszyscy w całej Polsce usłyszeli jego odpowiedź: „Ja jestem komunistą i proszę do mnie nie mówić per pan, proszę do mnie mówić 'towarzyszu'. Tuszyński się przestraszył, i słusznie, bo wtedy za taki „wybryk” można było bardzo ucierpieć. Powtórzył więc pytanie, tym razem zwracając się per „towarzyszu”. Ten odpowiedział wtedy: „No mój Boże!”

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Wróciłam (tu fotka z Regent Parku)

Wylądowałam w sobotę, ale do domu dotarłam dopiero w niedzielę. Z lotniska pojechałam do Joanny - zaplanowana na emeryturze emigracja wewnętrzna z moimi ciotkami, zapowiada się cudownie! Muszę tylko do tej emerytury dożyć.

Joanna spojrzała na mój "dorodny" wygląd i dała tę książkę:

 

Przeczytałam - podobno jakbym przez 40 dni jadła tylko owoce i warzywa to bym się na maxa zrewitalizowała. Nawet jestem gotowa w to uwierzyć, ale jednak chyba nie jestem zdolna aż do takich wyrzeczeń.

Na razie zaczynam kolejne dwa tygodnie kriokomory. 

W niedzielę były pierwsze w tym roku Szarotki. Przez 2 tygodnia Agata zrobiła tyle kocyka:

Ja od kilku miesięcy nie mogę skończyć dwóch szali. I wpadłam na pomysł: Reset! Nowe włóczki, nowe projekty. Do tamtych kiedyś może wrócę!

A po Szarotkach poszłam do Klubu Komediowego na wieczór Jacka Federowicza

Wieczór sentymentalny. Ma 79 lat. Można go podziwiać za to, jak dalej sobie daje radę - jeżeli chodzi o profesjonalizm bije na głowę tandeciarstwo i prowizorkę Pożaru w Burdelu. Wydaje mi się że jest potrzeba świeżej satyrycznej krwi - ciekawe czy coś w odpowiedzi na tę potrzebę powstanie.  

z pamiętnika wkurwionej konsumentki  

Zastanawia mnie po co komornik wysłał zawiadomienie do mamy o wydanym postanowieniu - w dniu wysłania tego pisma, pobrał jej z konta tysiąc złotych. mama nigdy tych pieniędzy nie odzyska. To nie jest tak że mama została okradziona przez złodzieja. Stworzony został system do okradania ludzi - prowadzenie postępowań sądowych bez zawiadamiania ludzi o tym, ze w ich sprawach toczy się  postępowanie (nigdy nie doręczone awiza, księguje się jako doręczone i sprawa się toczy),w tych sprawach wydaje się wyroki o których nie wiedzą zainteresowani i na tej podstawie komornik zabiera co sąd orzekł. 

I tak to się od dłuższego czasu kręci. Dziesiątki artykułów, programów interwencyjnych. Wszyscy o tym wiedzieli, nikt z tym nic nie robił.  Moim zdaniem komornicy, to drugi po imigrantach, powód wygranej PIS.   

 

komentarz do atakującej  mnie rzeczywistości 

Fragment wspomnień przedwojennego prezesa Sądu Najwyższego  Aleksandra Mogilnickiego, został odsunięty przez sanację- za artykułem prof. Ewy Łętowskiej w Dzienniku  

Wysłany m.in. do Belgii nasz ówczesny minister skarbu już był się ułożył z konsorcjum banków belgijskich o dość znaczną pożyczkę na nie najgorszych warunkach - wszystko: suma, procent, terminy spłaty itd. było już ustalone. Chodziło tylko o zabezpieczenie, które Belgowie uznawali za niewystarczające i żądali lepszego. - Damy panom - powiedział minister - zabezpieczenie na pierwszym numerze hipoteki nieruchomości prywatnych, których wartość będzie wielokrotnie przewyższała sumę pożyczki. - W zasadzie moglibyśmy to przyjąć - odezwał się jeden z głównych bankierów - ale to będzie bardzo utrudnione, gdyż trzeba będzie uzyskać zgodę większej liczby osób, zrobić z nimi akty notarialne itp. - To jest zupełnie niepotrzebne; wydamy ustawę i na jej mocy hipoteka zrobi odpowiednie wpisy do ksiąg hipotecznych. - Jak to, bez zgody osób zainteresowanych? A przecież tam już muszą figurować jacyś dotychczasowi wierzyciele hipoteczni, którzy również musieliby wyrazić zgodę na ustąpienie pierwszeństwa. - Nic nie szkodzi. W ustawie umieścimy przepis, że istniejące obecnie wierzytelności przesuwa się na niższy numer, a panów pożyczka będzie na pierwszym numerze. Usłyszawszy to bankierzy skłonili się i wyszli bez słowa odpowiedzi. Minister zatrzymał jednego z nich i zapytał, co się stało. - Panie - odpowiedział zirytowany Belg - zajął nam pan mnóstwo czasu i w końcu zakpił sobie z nas. - Jak to? - Czyż pan nie rozumie, że jeżeli możecie wydać ustawę, przesuwającą wierzycieli na niższy numer hipoteki, to jutro nas tak samo, w drodze nowej ustawy przesuniecie na niższy numer. Pożyczka nie doszła do skutku.

 

ps. tym razem Blox wykasował we wpisach wszystkie słowa zapisane Italicą. Robią co mogą, by się stąd wynieść.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Jestem znowu w Londynie - problem zużytych choinek, jak widać na poniższym zdjęciu,  jest ogólnoświatowy.


 

W samym centrum byłam raz - przytaszczyłam do domu stację parową. Tego dnia (piątek) zrobiłam 24 953 kroki!

Bo ja teraz wszystko o sobie wiem:

Zamarzyłam o tym gadżecie po  przeczytaniu wpisu Pimposhki, córka uhonorowała moje urodziny. I mam!

A babciuję tradycyjnie:

I mniej "tradycyjnie". Byłam w kościele przerobionym na pocztę i klub dla dzieci.

Z drugiej strony - jest taki obraz mam go przed oczami (ale nie mam jak zapytać Gumisia, ona by wiedziała kto go namalował i kiedy): wnętrze katedry, a w niej tętniące życie miasta, na pierwszym planie pies, obok kupcy.  

Zakończył się tegoroczny konkurs Scope100. W porównaniu do zeszłorocznej edycji, w tym roku -  poza jednym filmem - wszystkie były warte obejrzenia. Nie wiem jaki film zostanie wybrany - gdyby to ode mnie zależało, nie wskazałabym zwycięzcy.  Każdy z nich miał "cuś", ale żaden nie miał tego "cusia" więcej. 

Tyle, że się w tym roku nie popisałam. Wszystko przez to, że z niczym się czasowo nie wyrabiam i zostawiam na ostatnią chwilę. Czasami nie udaje mi się wyrobić na zakręcie - w przypadku Scope nie zdążyłam wkleić oceny jednego filmu (The Apostate). Słusznie założyłam, że z powodu awarii (ostatniego dnia, przez ponad godzinę strona nie działała), będzie wszystko o tę chwilę przedłużone, ale zapomniałam, że w Londynie mam godzinę mniej.


Chevalier

Ze wszystkich filmów w tegorocznej edycji Scope ten film ma chyba największy "potencjał dystrybucyjny", Kilku mężczyzn spędzających urlop na łódce na Morzu Śródziemnym postanawia urządzić zawody, który z nich jest najlepszy (łącznie z mierzeniem siusiaków) Tylko zabrakło pomysłu - kilka fajnych scen to za mało, by wypełnić cały film. Najbliżej mu do komedii, ale jak na komedię, zbyt toporne. Dramat też nie. Pokazanie na obrazkach że chłopcy emocjonalnie zatrzymują się na poziomie 12-14 latków jest mało odkrywcze. Można powiedzieć o tym w dużo ciekawszy sposób.   

Peur de Rien 

Film o dojrzewaniu, ambitnej dziewczyny z Libanu, której z powodzeniem udaje się znaleźć swoje miejsce w Paryżu. Główna bohaterka stara się "zalegalizować" swój pobyt studiując, od pierwszego dnia w Paryżu nie ma żadnych problemów adaptacyjnych - porównywanie z obecną falą imigracyjną nie ma sensu Ładna bajka o życiu, w której nawet gdy po drodze zdarzają się przykre sytuacje, wszystko dobrze się kończy. Morał z tej bajki jest taki, jak we wszystkich bajkach o księżniczkach, że trzeba być ładną i ładnie się uśmiechać. A ładne bajki ogląda się z przyjemnością. Inna sprawa, że szybko się je też zapomina.

Mediterranea

Trudno powiedzieć, na ile film jest dobry, a na ile sam temat - nielegalna imigracja z Afryki do Europy - ciekawy, Na pewno na tle innych, obejrzanych filmów niebanalny. Film niby udaje,że film przedstawia racje "obu" stron (może na poziomie faktów dałoby się to jeszcze obronić, ale na poziomie emocji już raczej nie), Z tym że nie jest to dokument więc trudno czynić z tego zarzut. Reżyser chyba chciał za dużo opowiedzieć - stąd zbyt wiele jest w tym filmie porwanych wątków, nie zakończonych scen. Ale równoważy to bardzo dobre aktorstwo I tempo. Film bardzo dobrze się ogląda. Zważywszy na temat, film jak najbardziej na czasie. Prawdopodobnie filmów na ten temat będzie coraz więcej, ale chyba nie w tak w sumie sielsko-łagodnym klimacie. I to co jest jego zaletą,może stać się wadą. Dynamika tego zjawiska jest tak duża,że za kilka miesięcy - a wtedy by był wprowadzany na ekrany -mógłby trącić myszką I w swojej wymowie całkowicie rozmijać się z nastrojami widowni. A znowu nie jest takim arcydziełem, by "mimo wszystko" się obronić.

El Apostate

Wygląda na to, że dwa topowe tematy filmowe to nielegalna imigracja i niedojrzałość mężczyzn. Tu patrzymy jak boryka się z życiem trzydziestokilkuletni wieczny student, który czując potrzebę "samookreślenia" postanawia dokonać aktu apostazji. Tyle, że jest to jeszcze jedna rzecz, która mu nie wychodzi. Ci którzy pójdą na film zwabieni tytułem, mogą poczuć się rozczarowani - nie jest on w żadnym wypadku obrazoburczy. Film-fotografia problemu wiecznych chłopców ładnie o tym opowiada, nie siląc się na analizę tego zjawiska. Adresowany do wszystkich, bo obok każdego z nas żyje nie jeden wieczny chłopiec. A że miło się ogląda, będzie się podobać.

 

komentarz do atakującej  mnie rzeczywistości 

Anegdota ze wspomnień Szymona Kobylińskiego

Występują: jego kilkuletni syn  Maciek i żona Danka 

Maciek pochwalił się mamie, że uwolnił muchę z pajęczyny. Na co matka opowiedziała mu jak to pajączek cały dzień plótł tę sieć, wiatr mu ją zrywał, a on słaniając się z głodu poprawiał nitki, A gdy już  wreszcie skończył robotę i w sieć złapała się mucha, nie zdążył jej zjeść, bo przybiegł chłopiec i ją z tej sieci uwolnił.

Zasępił się Maciek i zawołał: to ja mu teraz dziesięć much złapię!

Na co matka opowiedziała mu o muszce, jak to gdy gdy zaplątała się w pajęczą sieć, z przerażeniem myślała o czekających  na nią w domu dzieciach, jak sobie bez niej dadzą radę ...  i dalej w tym klimacie snuła swoją opowieść o muszce...

Maciek zadumał się i po dłuższym namyślę zakrzyknął: Wiem co zrobię. Zapomnę tym!  

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli