niedziela, 26 lutego 2012
Albo rybki, albo akwarium

Za dużo możliwości

I jeszcze ci zakichani eksperci udawadniający na każdym kroku, że im dłużej człowiek pracuje, tym jest szczęśliwszy. Skoro nie ma pieniędzy na wypłacanie emerytur, to przynajmniej niech po 60-tce pracuje się krócej (z dwojga złego wolę 60% pensji za trzy dni pracy, niż 15% za bycie na emeryturze). Z każdym rokiem, przy tej samej rutynie dnia, wszystko zajmuje więcej czasu, tak że w subiektywnym odczuciu, tego czasu ma się coraz mniej. Gdy w wieku 67-lat będzie się pracować na pełny etat, można nie móc już znaleźć czasu na przeczytanie artykułu, a co dopiero książki. Czy na wzięcie do ręki drutów. 

Na coś tak czasochłonnego jak Funchal moboius to już teraz jestem za stara, ale zanim sobie to uświadomiłam, miałam już to na drutach. Nie do końca też wiem, z czym ja to będę nosić?

Robię z kupionej u Marty Scrumptious 4-ply. Wełna cudna.

. 

Zaczęłam na drutach 2.5 -  zrobiłam 5 cm i sprułam bo wychodził sztywny dywanik.

Wzięłam 3.5, wychodziło ślicznie, ale nie wiem jakim cudem dopiero po 15 cm zauważyłam, że źle zaczęłam i powstawała mobiousowo skręcona wstążeczka.

Do trzech razy sztuka:



Całość ma mieć 392 rzędy. Oczami wyobrażni nie umiem zobaczyć końca tej dłubaniny.

A życie i bez tego chłoszcze. Miałam w tym tygodniu nurzać się w krakowskiej kulturze wysokiej, ale w ostatniej chwili, gdy byłam już na dworcu, zadzwonił Moniek z hiobową wieścią o anginie ropnej Kalinki. I tak zamiast do Krakowa, pojechałam do Otwocka.

A tam oprócz brydża, inwazja myszy.

Podobno ten dziwny pies, to nie efekt  zaćpanej fantazji współczesnych psich demiurgów i już w średniowieczu był hodowany jako łapacz myszy.

 Kolejny oskarowy faworyt "zaliczony".

I kolejne phi. Bajeczka o przystojnym bogatym tatusiu, który nagle zostaje wyrwany ze słodkiej roli nieobecnego w domu pracoholika: żona ulega wypadkowi i musi się zająć dwoma nastoletnimi córkami. Wszystko zgodnie ze schematem: na początku nie daje sobie z niczym rady, w końcowej scenie cała trójka tworzy zgodną rodzinę.

W tle Hawaje - zdegustował mnie ten turystyczny betonowy przeludniony turystyczny "raj". Piękne to Hawaje były. Dziś można to powiedzieć jedynie o prywatnych terenach, enklawach na które i tak nie można wchodzić.

To samo i o filmie. Jeżeli nawet można mówić o urodzie G. Clooney'a, to też w czasie przeszłym. 

Róża

 

1945 rok na Mazurach. Jest jeszcze trochę rdzennych mieszkańców, ale powoli już napływają przesiedleńcy ze Wschodu. Dla tytułowej Róży, wdowy, której mąż walczył po niemieckiej stronie, wojna i jej okrucieństwa zaczęły się dopiero wraz z nadejściem Armii Czerwonej. I tak jak dla innych Mazurów, nie skończyły się z końcem walk.

Trochę zbyt łopatologicznie. 1945 rok: Niemcy to budzące wspólczucie ofiary, Rosjanie to zwycięzka dzicz. Chociaż i tak trzeba docenić, że jak na polski film historyczny, nie wszystko jest biało-czarno, a tylko prawie wszystko.

Ale pomijajac tę historyczną otoczkę, dobry film o losie cywilów, zwłaszcza kobiet w czasie wojny.  

Z frontu konsumenckiej porażki

2:0 dla Mediamarketu,  mają moje pieniądze i monitor. Próbując zdobyć kontaktową bramkę zwróciłam się o pomoc do Powiatowego rzecznika konsumentów.  Odpowiedział już następnego dnia;

... żeby więc przygotować sprawę do sądu należy listem poleconym do sprzedawcy wysłać odstąpienie od umowy: w związku z nienaprawieniem lub wymianą wadliwego monitora zakupionego dnia .... odstępuję od umowy i żądam zwrotu ceny monitotra w kwocie ......... do dnia ............. przekazem na adres .............. lub przelewem na konto................................................ Po dacie wskazanej w piśmie proszę o kontakt, przygotuję Pani pozew (jeśli sklep nie odda pieniędzy).

Krzyknęłam Do boju  i poszłam na pocztę,

Ceneo.pl też jest niezłe. Napisałam do nich taki mail:

Jakiś czas temu kupiłam kiepskie żelazko. Napisałam o nim kilka gorzkich słów. Nie pasowały do zachwytów - mój komentarz nigdy się nie ukazał.
Teraz chciałam uprzedzić o złych doświadczeniach z jednym ze sklepów. Ale ponieważ sklep ma być "OK", negatywny komentarz na jego temat się nie pokazał.
Gratuluję pomysłu na wiarygodność portalu!

 Nie muszę chyba mówić, że mój mail pozostał bez odpowiedzi.

piątek, 24 lutego 2012
Przeczytane (6)

Edward Carrey Dom z obserwatorium

Na okładce przeczytałam, że Brytyjczycy ogłosili Dom z obserwatorium najlepszą książka roku 2000 r. W jaki sposób się tak wypowiedzieli nie udało mi się ustalić, bo w Wikipedii o żadnej nagrodzie dla tej debiutanckiej książki E. Carey’a nie wspomina.

Co nie znaczy, że mu się nie należało. Bo książka świetna.



„Observatory Mansions” to stary, wielki. popadajacy w ruinę dom, który lata świetności ma już dawno za sobą. Kiedyś mieszkała w nim tylko jedna rodzina, która potem podzieliła dom na apartamenty i żyła z ich wynajmowania. Gdy rozpoczyna się ta opowieść w domu mieszka już tylko kilka osób. Jedna dziwniejsza od drugiej. Dziwne, że  niektórzy mieszkańcy chodzą jeszcze do pracy i utrzymują kontakt ze światem zewnętrznym.

Ten świat pajęczyn, odrapanych poręczy, strzępiących się tapet, rozwalających się mebli i nieczynnych urządzeń, poznajemy oczami Francisa – kustosza osobliwego muzeum. Tylko on wie o jego istnieniu. Gdy tylko spostrzeże, że jakiś przedmiot jest dla kogoś ważny,  kradnie go – to jak będzie się czuł jego dotychczasowy właściciel jest mu obojętne, obowiązuje bowiem zasada:

Wymaga się, żeby od teraz wszystkie eksponaty były dodawane do kolekcji tylko i wyłącznie dlatego, że są obiektami miłości; dlatego, że poprzedni właściciele cenili je nadewszystko; dlatego, że są niepowtarzalne i niezastąpione.

Pewnego dnia niespodziewanie w domu pojawia się nowa mieszkanka Anna Tap. Wprowadzi szereg zmian w życiu lokatorów. Ale tak jak i pozostali mieszkańcy tego domu, jest równie osobliwa, jak eksponaty w muzeum Francisa.

Więc nie jest to żaden Harlequin, tylko ciekawa, klimatyczna książka i zarówno mroczna historia wybranych eksponatów z kolekcji Francisa, jak i mieszkańców Observatory Mansions naprawdę warta jest poznania. Z tym, że bez przesady, podmuch wielkiej literatury to nie jest



poniedziałek, 20 lutego 2012
Kliencie, unikaj Mediamarketu

Dałam się nabić w butelkę. Już nawet nie chodzi o 500 zł, chociaż, "na ulicy nie leżało", ale o całą tzw. otoczkę. Sklep zakończył reklamację tak, że aż mnie zatrzęsło:

W załączonym zdjęciu widać, że monitor ewidentnie został uszkodzony podczas otwierania. Wskazuje na to rozcięta w tym miejscu folia ochronna. Po zamknięciu opakowania miejsce rozcięcia pokrywa się z miejscem rysy na monitorze. Dodatkowo dla niepoznania monitor został włożony do opakowania odwrotnie niż jest fabrycznie. Reasumując jest to uszkodzenie mechaniczne nie podlegające gwarancji.

 Odpowiedziałam im tak:

W związku z otrzymanym w dniu mailem, informuję, że nie zgadzam się zarówno z tym że odmówiono mi uznania reklamacji jak i z trybem w zostało to załatwione.

Niezależnie od tego, że teza, iż 30-letni informatyk nie potrafi rozpakować monitora tak by go nie uszkodzić, jest dość karkołomna, to oczekuję - skoro złożyłam oficjalną reklamację – udokumentowania przeprowadzonego, w związku z moją reklamacją  postępowania.

Przede wszystkim jeżeli pierwsze zdanie maila zawiadamiającego o zakończeniu reklamacji, zaczyna się od zdania „W załączonym zdjęciu widać, że monitor ewidentnie został uszkodzony podczas otwierania", poproszę o przedstawienie tego zdjęcia. W załączeniu „zrzut z ekranu”,  potwierdzający, że w do ww. maila nie był załączone żadne zdjęcie.

Oczekuję również, że w dalszej korespondencji pracownicy firmy powstrzymają się od insynuacji i obrażania klientów – zarzut że monitor został celowo zapakowany tak, by zatuszować to, że został uszkodzony, dużo mówi, ale o osobie która go sformułowała. Ani przez chwilę nie ukrywałam, ze monitor został wyjęty z opakowania i nie było niczyją ambicją odtworzenie fabrycznego sposobu zapakowania.

Zwram sie również o to, by w dokumentacji przeprowadzonego w związku z moją reklamacją postępowania, uwzględniony został fakt, że w sporządzonym w moim domu przez kuriera UPS protokole zaznaczono, że  opakowanie nie ma widocznych uszkodzeń.

Teraz czekam na odpowiedź. Na za wiele nie liczę. Dziś wiem jakie popełniłam błędy, tyle że kosztowało mnie to 500 zł. Przede wszystkim konieczne jest bardzo dokładne sprawdzenie towaru przy kurierze. Wprawdzie kurierzy zazwyczaj nie chcą czekać, ale trzeba to na nich wymuszać.  Z kolei zwracając towar warto założyć, że sklep będzie chciał nam udowodnić, że to my uszkodziliśmy towar i bardzo dokładne opisać nie tylko samo uszkodzenie, ale i stan opakowania.  A najprościej to chyba nie kupować przez Internet. Ja w każdym razie rezygnuję - kurierzy rozwożą towar pomiędzy 9 a 17, więc na dzień dobry jestem na straconej pozycji. Z tego co wiem, to tylko w EuroAgd można umówić się na wieczór.

 

Rulonik już po blokowaniu:



Chwalę się, bo coraz bardziej zwracam uwagę na wykończenia:



Kolejne wełny u Myszopticy kupione, wzór na Raverly kupiony i teraz ruszam z Funchal Mobious.  Czekając na wełny od Marty, podgoniłam trochę z kapą:

 

Gumiś znów nas wyprowadził do teatru. Tym razem uznała, że trzeba koniecznie zobaczyć Opowieści Afrykańskie Warlikowskiego.



Uff.

Początek spektaklu 17.00

Koniec 22.45

Czyli prawie 6 godzin. Poprzednie spektakle K. Warlikowskiego na których byłam (Apolonia, czy Anioły w Ameryce) trwały niewiele ponad 4 godziny.

Razem podane wątki z Otella, Kupca Weneckiego i Króla Leara z małym dodatkiem współczesnych tekstów. Wszystko to bardzo dobrze splecione przez K. Warlikowskiego (przy pomocy Piotra Gruszczyńskiego) w jedną całość. No i rewelacyjnie zagrane.

Wielka hala zaadaptowana na potrzeby studia telewizyjnego. Ale dobrze nagłośniona, mimo że aktorzy mieli przyklejone mikrofony, głos brzmiał naturalnie, bez mechanicznego pogłosu. A że to Warlikowski, to wyraźnie mówili swoje kwestie. Nie cierpieli też na sceniczne ADHD. Sam miód.

Tylko szkoda, że nie mogę polecić tego mojej mamie. Za dużo nagości. I to nie takiej ładnej, ale zwykłej naszej codziennej Nawet 60-letnia Dałkowska lata nago po scenie.



Zobaczyłam dwa, podobno oskarowe pewniaki. I phi.

Artysta

Miły filmik. Rzeczywiście trochę inny. Prawie w nim nie gadają.  Kończy się kariera amanta kina niemego,  zaczyna amantki kina mówionego. Ale że wschodząca gwiazda, kocha i to bardzo, gwiazdę od której odwrócila się publicznośc, wszystko - co było łatwe do przewidzenia - dobrze się koczy.

Naprawdę dobrze zagrane. Ale żeby aż tak piać z zachwytu i robić z tego aż takie aj waj?

Żelazna Dama

Słabiutki ten film. Obserwujemy jak chora na zaburzenia pamięci Margaret Thacher (jak na Alzheimera, na którego w rzeczywistości naprawdę cierpi M. Thacher, grająca ją w filmie Maryl Streep zachowuje się wyjątkowo przytomnie i przewidywalnie)  żyje przeszłością, nie odstępuje jej na krok jej dawno zmarły maż ... Ale poszczególne wspomnienia z jej życia, nie kleją się w jedną całośc. Po obejrzeniu tego filmu dalej nie wiem, dlaczego M. Thacher zaszła tak daleko. Nie była jedyną ambitną i wyszczekaną absolwentką Oxfordu.

Maryl Streep ma taki warsztat, że nawet kiepski film staje się znośny. Ale też bez przesady, widziałam jej większe kreacje.

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli