niedziela, 22 lutego 2015
Szukajac wiosny

W niedzielę pojechałam z Gabrysią szukać w lesie wiosny.

Wiosny nie znalazłyśmy, w lesie było ponuro i błotno, więc zaproponowałyśmy psu alejki parku Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach.

Ładnie tam


Ale tylko pod warunkiem, ze patrzy się na odległość parku. Zza drzew, zza płotu widać budowlane koszmarki, hangary magazynów, niszczejące budynki

Po spacerze pojechałyśmy do Grodziska Mazowieckiego na obiad. Spora knajpa pełna rodzin które przyszły na niedzielny obiad. Fajna atmosfera, czuć że to miejsce żyje. Podobne wrażenie robi Grodzisk, zadbane miasto, sporo ludzi na niedzielnym spacerze, 

Przy obiedzie roztrząsałam z Gabrysią - dlaczego prawie zawsze dotrzymuję słowa danemu komuś innemu, a prawie nigdy sobie?  

Ale chyba wiosnę czuć już trochę w kościach. Przypomniałam sobie, że mieszkam rzut beretem od Stawiska i po spacerze zamiast snuć się po domu, poszłam na recital piosenek żydowskich Beaty Czerneckiej. Nie przewidziałam, że będzie taki tłum, że nie będę miała najmniejszych szans, by się wcisnąć. Ale to Podkowa Leśna. Tam też widocznie ludziom chce się jeszcze wychodzić z domu.

Bo Brwi umiera. Był moment, że coś w nim drgnęło, ale z powrotem zapadł w sen. Jedyne gminne inwestycje dla  to kościelne domy pomocy społecznej. 

Kolejny audiobook za mną.


Taki trochę inny - tym razem tekst przeplatany jest muzyką. Opowieść o bardzo zdolnym, bardzo niedojrzałym egocentryku,  holowanym z życiu przez kolejne kobiety. Lepiej słuchać jego muzyki, niż o tym jakim jest człowiekiem. 

Zakończyłam projekt Scope50.

Na koniec zostawiłam sobie dwa dobre filmy.

Hipocrates - w publicznym szpitalu rozpoczyna pracę syn dyrektora. Jeszcze niewiele wie o medycynie, ale to nie on, ma głowę pełna ideałów, tylko starszy od niego, lekarz imigrant.

Dość ponury obraz francuskiego szpitala dość ponury. W sumie może warto pokazać ten film szerszej publiczności, Nie tylko u nas nie ma pomysłu jak zapewnić wszystkim godną opiekę medyczną.

Party girl to opowieść o starzejącej się tancerce erotycznej, której oświadcza się były klient. A ona się zgadza. Tyle ze to nie koniec bajki, a początek opowieści, której daleko do bajki.

W tym tygodniu były dwa pogrzeby. Jedną z osób która zmarła, kiedyś pokazała mi stronę gamelo.net. Przypomniałam sobie o tym i trzaskam kolejne układanki (jest ich tam ponad 1500, robię 182), traktując to jako wirtualne świeczki. Taki znak czasu. 

A na koniec pochwalę się wnukiem. Utknął w pociągu (chyba ciąży nad nami jakaś rodzinna kolejowa klątwa). Pociąg był maksymalnie zatłoczony,psy dzieci,straszny zaduch.

-Tomek, nie mamy zabawek,picia,jedzenia. Jedyne co możesz zrobić to iść spać.

-Ale ja nie chcę iść spać ..

-Nie ma nic innego do roboty

-Okeeej...

I mój wnuk zwinął się w kłębek i zasnął. Przez następne kilka godzin, co jakiś czas się budził, pytał czy awaria nadal trwa i wracał do spania.

sobota, 21 lutego 2015
Przeczytane

Genialni. Lwowska Szkoła Matematyczna Mariusz Urbanek

Na dzień dobry w kilku zdaniach poznajemy głównych bohaterów tej opowieści:

STE­FAN BA­NACH był nieślub­nym dziec­kiem nie­piśmien­nej służącej i re­kru­ta c.k. ar­mii, wy­cho­wan­kiem pracz­ki. Zo­stał pro­fe­so­rem, choć za­li­czył tyl­ko dwa lata stu­diów. Nie przej­mo­wał się kon­we­nan­sa­mi, pa­sjo­no­wał ple­bejską piłką nożną, wy­da­wał więcej, niż za­ra­biał. Za kołnierz nie wy­le­wał, od uni­wer­sy­tec­kiej ka­te­dry wolał dwor­co­wy bar, a niektórzy uważali go wręcz za al­ko­ho­li­ka.

HUGO STE­IN­HAUS, je­dy­ny syn zamożnego dy­rek­to­ra to­wa­rzy­stwa Kre­dy­to­we­go, kształcony w Ge­tyn­dze, w PRL w ru­bry­ce po­cho­dze­nie pisał „ary­sto­kra­cja plus burżuazja”. Nie pił i nie lubił, kie­dy inni pili. Z kra­wa­tem się nie roz­sta­wał, w ra­chun­kach był więcej niż skru­pu­lat­ny. Języ­ko­wy pu­ry­sta, uważał, że słowo „pro­blem” nie ist­nie­je, są wyłącznie „pro­blematy”. A dok­to­ran­to­wi, który, przed­sta­wiając się, podał na­zwi­sko przed imie­niem, gotów był złamać ka­rierę.

STA­NISŁAW ULAM miał zo­stać ad­wo­ka­tem jak oj­ciec albo ar­chi­tek­tem jak dzia­dek. Ale wolał pa­trzeć w gwiaz­dy i czy­tać fan­ta­stycz­no-na­uko­we po­wieści Ju­liu­sza Ver­ne’a. Był chodzącym w chmu­rach ma­rzy­cie­lem, któremu przyszło bu­do­wać w Los Ala­mos bom­by ato­mo­we zrzu­co­ne na Hi­ro­szimę i Na­ga­sa­ki. A po­tem roz­począł pra­ce nad skon­stru­owa­niem jesz­cze strasz­niej­szej bom­by wo­do­ro­wej, którą chciał za­pew­nić świa­tu pokój.

STA­NISŁAW MA­ZUR, po­to­mek sta­tecz­ne­go właści­cie­la cu­kier­ni, był ko­mu­nistą, który wie­rzył, że ko­mu­nizm to naj­lep­szy na świe­cie ustrój, ale nie chciał ko­rzy­stać z przy­wi­lejów, ja­kie mu ofe­ro­wał. Słynął z po­czu­cia hu­mo­ru, błyska­wicz­ne­go re­flek­su i niechęci do pu­bli­ko­wa­nia na­wet naj­bar­dziej od­kryw­czych prac. Poza tym szyb­ko się nu­dził i nie ra­dził so­bie na­wet z pro­sty­mi ra­chun­ka­mi pod­czas za­kupów w kio­sku Ru­chu.ale na koniec wylądowałam na kilkudniowym zwolnieniu.

Taka charakterystyka zaciekawia - i potem z przyjemnością dalej czytałam 

Tyle, że jest to bardziej szkic niż opowieść o lwoskiej szkole matematycznej. Ciekawie napisane, ale na to co było do opisania, przeznaczone zostało zbyt mało powierzchni. Stąd skróty, niedopowiedzenia i ogólne wrażenie niedosytu. Brakowało mi w tej opowieści kobiet (partnerek naszych bohaterów) i matematyki. 

 

Pani Tomaszowa Mann Inge Jens

 

Jak na biografię, książka jest zbyt dyskretna. O tym jak znosiła biseksualizm męża jedno zdanie. Niewiele więcej o kłopotach z  z dorosłymi dziećmi tylko tyle, że były, ale na czym polegały, nie jest już wyjaśnione. Podane są często fakty, które aż się proszą o próbę wyjaśnienia - np. nie pojechała na pogrzeb dziecka, tylko dalej towarzyszyła mężowi w objazdowych odczytach.  Trzy lata przed nią umarło kolejne jej dziecko - nikt jej o tym nie powiedział, ale tona nie pytała, skoro dało się to przed nią ukryć.

Słowem już wiem, że postać ciekawa, ale poszukam pełniejszej biografii. 

Rozczulił mnie fragment o tym jak jest zdaniem, była szykanowana przez szwajcarską policję, która miała dosyć osiemdziesięcioletniej staruszki w roli  pirata drogowego

Spór ze szwajcarską policją, która w końcu przestała przyglądać się w milczeniu nieustannym wykroczeniom osiemdziesięcioletniej pani przeciwko wykroczeniom drogowym. Lecz mimo to odebranie jej prawa jazdy urosło do rangi akcji państwowej, której przebieg doprowadzał do szału panią Tomaszową Mann: „miejscowy policjant kantonalny, niejaki Shmittlin (…) żąda wydania absolutnego wydania zakazu prowadzenia samochodu przeze mnie samochodu i sporządził tak ewidentnie kłamliwy raport na temat mojej (złej?) jazdy, przeciwko mnie, że muszę teraz się poddać całemu szeregowi się badań, od wyniku których zależy pozostawienie mi prawa jazdy. A wszystko to z powodu niewinnej kolizji! To naprawdę obrzydliwe.

 

W pogoni za sztuką Edward Dolnick

 

Opowieść o tym, jak dzielny policjant Scotland Yardu odzyskał skradziony z muzeum obraz Mucha Krzyk. Sztuką jest tak nudnie opowiedzieć tak ciekawą historię. Podziwiam siebie, że dobrnęłam do końca.

niedziela, 15 lutego 2015

Dwa tygodnie komory kriogenicznej oznacza, że do ośmiu godzin pracy (+ dojazdy) dochodzą kolejne 2 godziny na krio (w komorze spędza się wprawdzie  tylko 2-3 minuty, ale też tam trzeba dojechać, a potem jest rehabilitacja).

Teraz do tych dwóch tygodni ten tydzień muszę poświęcić na "nadrabianie zaległości".

W weekend byłam wyjechana. 


Wiosna.

Zapachu jeszcze nie ma, ale to słońce nie ma nic wspólnego z zimą.

Graliśmy w brydża, pokazałam Sweterek Pani Ani, przymierzyłam po obwodzie, "brakowało" mu 20 cm, zostało ustalone, że aż tak się nie rozciągnie i zapadła decyzja o pruciu.

Zaczęłam wątpić w to czy dobrze zrobiłam próbkę, ale po spruciu tyłu Joannę coś tknęło i odechciało się jej prucia. mnie z kolei zaczynanie od nowo szło jak po grudzie i na koniec dowiozłam sweter do domu.  Wyprałam:

i sam z siebie wyciągnął się o te brakujące 20 cm, gdyby chciała go naciągnąć - można byłoby i więcej.

Słowem warto wierzyć w zrobione przez siebie próbki.

Za chwilę wrócę do swetra. ale teraz muszę powrócić do robienia czapek. Wszystkie zgubiłam (to przez to, że jest tak ciepło, po zdjęciu czapki nie jest mi zimno i to, że ją zgubiłam, uświadamiam sobie dopiero w domu). Tymczasem w marcu znowu jadę w Alpy, więc coś na łeb mieć muszę.

W tym tygodniu nawet na Scope50 nie miałam za bardzo czasu. Obejrzałam tylko jeden film - niestety kiepski (a nie wyglądał na taki)

Postanowiłam nie dać się i obejrzeć do końca. Dotrwałam tylko dlatego, że wzięłam do rąk robótkę na drutach. Po obejrzeniu 7 filmów, w moim rankingu film jest wyprzedził Out of Nature i zajmuje pierwsze miejsce od końca. Wykłady o architekturze na przemian z widokami szwajcarskich Alp, na tle których czwórka aktorów (małżeństwo oraz poznane w miejscowości do której przyjechali rodzeństwo) z kamiennymi twarzami wygłasza górnolotne zdania. Nie wyłapałam o co w tym chodzi.

Mam pomysł na Oscara - zamiast wybierać pomiędzy Idą a Lewiatanem, wskażą Dzikie Historie.

niedziela, 08 lutego 2015
Motylem bylam

Sweter Pani Ani robię zgodnie z wypraną próbką, ale im dalej w las, tym większe mam wątpliwości - kolejny raz robiony przeze mnie sweter może być za ciasny. Tu nie trzeba psychoanalityka: skoro można mieć bóle fantomowe, to można mieć i fantomową pamięć dawnej sylwetki.

 

Sam sweter wychodzi całkiem, całkiem - kupiona w  Zagrodzie Marty wełna Eco wymiata, po raz pierwszy od bardzo dawna jestem zachwycona - polecam każdemu. 

Zima

Nawet nie próbuję dojeżdżać koleją do pracy. Śledzę co się dzieje z oddali, na fejsie i czasami aż zatyka mnie ogrom otaczającej nas empatii i życzliwości. Na grupie Łódź-Warszawa-Ciężka przeprawa licytacja ochów i achów, po tym jak dojeżdżający ze Skierniewic i Łodzi osiągnęli sukces i ich pociągi nawet jakoś tam jeżdżą. (jest chyba jakiś cichy układ i PKP PLK puszcza pociągi TLK "kosztem" KM). Pasażerowie KM zostali na lodzie i jak się jakiś wychylił i opowiedział o swojej gehennie, usłyszał Kolego, nie chcesz, nie jeździj. 

Po pracy chodzę na kriokomorę, Plan był taki, że skoro chodzę z Ańćką,  to ona będzie mnie  dopingowała do ćwiczeń. Niestety jest przeziębiona, ledwo dycha i nieoczekiwanie na sali ćwiczeń mam od niej więcej werwy.

Przez tę kriokomorę w tym tygodniu czasu starczyło mi tylko na kolejne filmy z projektu Scope50.

Atlantic

 

Maroko. Bohater żyje z surfingu - pomaga turystom. Deska jest dla niego wszystkim. Marzy o tym by popłynąć nią za horyzont.

Przepiękne zdjęcia. Ale sam film jak dla mnie zbyt kontemplacyjny.

 

Free Fall

Nawet nie wiedziałam, że jest taki węgierski reżyser György Pálfi i że kręci tak ciekawe filmy.

Czarna komedia. W kilkunastu scenkach absurd goni absurd, Niektóre ze scenek pomysłem przypominały mi Widma Wolności Bunuela. Pomysły na niektóre z nich ocierają się o geniusz. Niestety sam film zrobiony jest niestarannie - tak jakby reżyser za bardzo skoncentrował się na tym, o czym opowiada, zapominając, że film to nie tylko narracja. Ale i bez tego perełka.  Z dyskusji o filmie dowiedziałam się, ze to najsłabszy film tego reżysera. Chyba żadnego nie było u nas w kinie.


Projekt Scope50 zakłada, że jeden film zostanie wybrany i skierowany do dystrybucji. Możliwe, że  zostanie wskazany Magic Girl.

 

Bezrobotny nauczyciel opiekuje się chorą na białaczkę córką. Postanawia spełnić jej marzenie i kupić bardzo drogi kostium anime. Wyprzedaż księgozbioru to za mało. Nieoczekiwanie nadarza się możliwość szantażu.

Tak zaczyna się ta bardzo przewrotna opowieść. Kilka równolegle, co jakiś czas się przeplatających historii. Co chwilę epizod, który pozostawia niedosyt, że nie został dalej "pociągnięty".

A na koniec - wisienka na torcie - niebanalne, ciekawe zakończenie. 


I skończyłam słuchanie audiobooka Hilary Mantel Kogo śmierć nie sięgnie.

O rewolucji francuskiej, do momentu ustanowienia republiki.

Nie polecam,

Kupiłam, bo byłam zachwycona jej powieścią o Cromwellu. Kogo śmierć nie sięgnie to pomyłka. Z trudem dobrnęłam do końca. Chaos akcji i tumult postaci. 

Przy okazji odkryłam, że ja patrzę na rewolucję francuską oczami Dantona Andrzeja Wajdy: jak Danton to Gérard Depardieu, a jak Robespierre, to Wojciech Pszoniak. 

niedziela, 01 lutego 2015

Plan na ten tydzień był bardzo napięty, ale na koniec wylądowałam na kilkudniowym zwolnieniu. Zamierzałam czytać książki, robić na drutach i odpoczywać. Ale wyszło tak jak zwykle - gro czasu gapiłam się w sufit, albo grałam w Pająka.

Kupiona w Zagrodzie Marty wełna jest wspaniała, czasu było tyle że powinnam ten sweter kończyć. Tymczasem znowu go sprułam. Zdjęcie u góry to dokumentuje to co było, u dołu to co jest. Wszystko przez ten szalowy kołnierz, który muszę wymyślić od początku, bo nigdzie w sieci nie znalazłam podobnego wzoru. 

W ramach projektu Scope50 obejrzałam kolejne dwa filmy - ponieważ oglądam w kolejności od najgorszego do najlepszego, nie rozczarowało mnie to, że i te dwa filmy były mocno takie sobie.

Norweski Out of nature to opowieść o facecie, który postanawia spędzić weekend na łonie natury z dama od żony i dziecka. Patrzymy jak zażywa ruchu na świeżym powietrzu (widok taki sobie, bo do przystojnych nie należy) i słuchamy jego rozmyślań - z tym jest jeszcze gorzej, bo nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Jednego tylko nie rozumiem - jak tak miałki film znalazł się na liście 10 z których uczestnicy tego projektu mają wybrać jeden, który zostanie zakupiony przez dystrybutora.

Następny film też dużej widowni by nie zebrał

Out of roar może nie tyle jest kiepski, ale bardzo niszowy i też i mało odkrywczy.

Główna bohaterka ma przed sobą góra trzy miesiące życia. Postanawia skorzystać z możliwości zażycia LSD by móc powrócić do przeszłości, gdy zaczęły rozchodzić się drogi jej i jej męża. Ładnie to wszystko sfilmowane, tempo medytacji. Ale tak na koniec nie wiadomo, co autor chciał powiedzieć.

O tym filmie Tomasz Raczek powiedział: dawno nie widziałem takiego filmu jak "Birdman", żeby wszystko w nim było doskonałe, żeby mówi prawdę o aktorach, o filmie, o teatrze, a nawet o krytykach

To jest dobry film. Ale nie określiłabym go jako "doskonały". Prawdopodobnie ma też wiele smaczków i odniesień, których nie wyłapałam (a co może tak zachwyciło Raczka).

Tytułowy bohater, gra go Michael Keaton, był kiedyś, jako Birdman bardzo znanym aktorem (aluzja do granego przez Keatona Batmana). Teraz chce znów był sławny, ale jako aktor teatralny. Film opowiada o ostatnich kilku dniach przed premierą reżyserowanej przez niego na Broadway'u sztuki, w której gra też główną rolę.

Świetnie zagrany obraz teatru widzianego od strony kulis. Myślę, że warto iść na ten film, bez nastawienia się że idzie się na arcydzieło,. Wystarczy że jest dobry. 

Moja dyskusja na Fejsie

Polskie Linie Kolejowe SA  (...) niestety nie wszyscy pasażerowie rozumieją, że to przewoźnicy przesyłają do nas zgłoszenia o połączeniach na danej linii. Na ich podstawie ukladamy rozkład jazdy pociągów. Na trasie Łódź Warszawa trwa modernizacja. Efekty prac już są odczuwalne, czas podróży jest krótszy niż przed poprzednią korektą rozkładu.

Ja O tak są bardzo "odczuwalne" - zamiast 6/pociągów na godzinę w godzinach szczytu w rozkładzie jest 1-2 (z tym że jak są dwa, jeden jest i tak odwołany) więc na to samo wychodzi. Dzięki trwającemu od 2006 roku remontowi "udało wam" się wybić z głowy mieszkańcom Milanówka i Brwinowa pomysł na dojeżdżanie kolejką. Z tego co wiem ostateczne zamknięcie tej przez cały XX wiek najbardziej obciążonej podwarszawskiej linii planujecie na lata 2016-2020 (Wy to nazywacie remontem)

PKP Polskie Linie Kolejowe SA Nie, my to nazywamy modernizacją, czyli całkowitą przebudową i wymianą całej infrastruktury kolejowej o czym doskonale pasażerowie tej linii widzą. Dokładamy wszelkich starań, by polepszyć jakość obsługi pasażerskiej na tej trasie i jak wiele razy to udowodniliśmy jesteśmy otwarci na rozmowy z pasażerami.

Słucham teraz audiobooka Hilary Mantel Kogo śmierć nie sięgnie (czasy rewolucji francuskiej). I słuchając propozycji Polskich Kolei Liniowych, bym jadła ciasta, coraz częściej myślę, że Marcin Król ma rację i skończy się tym, że zawisną na latarniach.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli