poniedziałek, 29 lutego 2016

dobry film 

Mandarynka

Wybierałam się na to jak sójka za morze i dobrze, że zdążyłam


Przeczytałam, że film zrealizowano za pomocą IPhona. Nie domyśliłabym się tego, bo choć nie ma w nim głębi obrazu ani popisów operatora, dawno czegoś tak dobrego - bo innego od tego co dają w kinach - nie widziałam. Współczesne Los Angeles. Transseksualna prostytutka wychodzi z więzienia - została skazana za posiadanie narkotyków, które tak naprawdę należały do jej chłopaka (i alfonsa), Chwilę potem dowiaduje się, że w czasie jej nieobecności, on ją zdradzał. Postanawia go odszukać i film to opowieść o tej wędrówce. Jego siłą filmu są dialogi. No i galeria postaci. Tyle, że ładne to wszystko nie jest - margines społeczny nie wychodzi ładnie na zdjęciach

 

Idąc na Ave Cezar dostałam to, czego chciałam – czyli inteligentną komedię.


Inna sprawa, że tak inteligentną, że wielu odniesień nie pojęłam. Na szczęście nie przeszkadzało mi to w odbiorze filmu. Złota era Hollywood. Podpatrujemy od środka fabrykę snów: płynne kręcenie kilku filmów na raz, wymaga logistyki najwyższych lotów, ale i ona zawodzi w zderzeniu z tzw. "czynnikiem ludzkim". Zwłaszcza gdy są to gwiazdy Hollywood. Graja je inne gwiazdy, m.in. Scarlett Johansson, Tilda Swinton, George Clooney itd. Film wyreżyserowali bracia Coen, różnie z nimi bywa, ale tym, razem byli w formie.

Poza kinem, byłam na kolejnym odcinku Pożaru w Burdelu

Znów w Teatrze Polskim. jak na mój gust było za mało polityki. Ale byłam z młodzieżą (jeżeli tak można nazwać rówieśników mojego syna) i dla nich z kolei było jej za dużo. mam te same uwagi co zawsze, czyli dykcja burdelowej trupy, niedopracowanie, nawet tych mających w sobie duży potencjał, szlagwortów, brak dobrych skeczy. Ale też nie mam wątpliwości, że pójdę i na na kolejny ich odcinek (podobno ten przedostatni, który opuściłam był dużo lepszy). 

 

Plakaty pruszkowskiego biegu żołnierzy wyklętych oblepiają całe Brwi. Z kolei ten plakat wisiał może jeden dzień.  

Poszłam na dwa spotkania, na poświęcone Zakopanemu i urodziny Iwaszkiewicza. Na obu spotkaniach tłum gorszego sortu. Miło tak posiedzieć. 


Pani Anna Iwaszkiewicz w świetnej formie, przez ponad godzinę sypała jedną anegdotę za drugą. Wszystko wskazuje na to, że jej wnuczka to skrzętnie spisuje - może napisze kolejna książkę, tym razem o babci? 

Ze spotkania o Zakopanym wyszłam w połowie: nie zostałam na filmie Biały Ślad (jest na Youtubie). Podobno ten przedwojenny film warto obejrzeć chociażby względu na niesamowite zdjęcia Tatr. 

Z pamiętnika wk ... konsumentki  

 Obecny stan

1, Sąd w Lublinie zawiadomił że anulował nakaz zapłaty i uchylił nakaz wykonalności, okazało się, że nakaz nie mógł być dobrze doręczony, bo w pozwie był wskazany zły adres

2. Firma Energia Pro napisała, że ma w nosie wystawione im wezwanie do zapłaty i nie ma najmniejszego zamiaru oddać mojej mamie ukradzionych pieniędzy.

W tej sytuacji mogę iść jedynie do sądu, na starcie: wpis 50 zł + 60 zł radca prawny. Chyba w to pójdę. 

komentarz do atakującej  mnie rzeczywistości 

W niedzielę o 14 w akcie protestu i rozpaczy "odlajkowałam" RDC. Wprawdzie Stawiszyński będzie miał w TOKFm we wtorek o 14.40 15-minutowy felieton a w niedziele godzinny program, ale to już nie to samo. Na przykład zapowiadanego niedawno cyklu o średniowieczu nie będzie. Przynajmniej na razie.

  

Co czuję w tej sytuacji, najlepiej oddaje to co powiedział Jacek Santorski:

Geniusz rządzących polega na tym, że traktują społeczeństwo jak tę żabę, którą należy gotować na tyle wolno, żeby nie zorientowała się, kiedy woda będzie niebezpiecznie gorąca, ale wystarczająco szybko, by żabę ugotować, nim poczuje impuls, żeby wyskoczyć.

niedziela, 21 lutego 2016

U Iwony był wyżeł, kot dachowiec, dwa majkuny i szarlotka

W pewnej chwili powiedziała, że zazdrości młodym ludziom dzisiejszych perspektyw. A ja pomyślałam, że to jej powinno się zazdrościć perspektyw. Witanie wiosny na emeryturze - przynajmniej tak jak na to patrzę z boku - jest bardzo pociągające. 

Z kolei u Joanny Gośka postawiła na stole tort urodzinowy, a potem  


jak już zjadłam (sporo, bo był pyszny) powiedziała: Kalina ty to powinnaś w tyłku jednak schudnąć. 

Biedna ja, życie ma jednak stanowczo za dużo słodkich pokus. 

Z bordiurą szarego szala krucho:


Podstawowy motyw (poniżej rozrysowany w Excelu) zaczyna się 27 oczkami, kończy 29. Nie mam pomysłu co w nim zmienić. Łada będzie miała czas dopiero w kwietniu by ze mną na spokojnie siąść i się temu przyjrzeć.

Kontynuuję nadrabianie filmowych zaległości, ale w tym tygodniu było mocno tak sobie

Dobrze, że poszłam sama. Kiedyś jak zabrałam ciotki na skandynawską komedię, po wyjściu z kina myślałam, że mnie zabiją.

Teraz przynajmniej nikt nie miał do mnie pretensji.  Dwóch braci hoduje obok siebie owce, ale od 40 lat ze sobą nie rozmawiają - jak już muszą coś sobie zakomunikować, piszą na kartce, a pies robi za listonosza. Przez 3/4 filmu patrzymy, jak sobie wzajemnie uprzykrzają życie, Potem okoliczności zmuszają ich do współpracy i więzy krwi zwyciężają. Może jest to i śmieszne, ale nie zauważyłam.

 

 

Kolejny film o tym jak dzielni i prawi obywatele Ameryki, rozbijają zły układ. Tym razem opowieść o tym jak dziennikarze z Bostonu zdemaskowali ukrywanie przez tamtejszego biskupa przypadków pedofilii wśród księży. Tamto dziennikarskie śledztwo stało się początkiem demaskowania tego typu przypadków w kolejnych miastach i krajach. Pod koniec filmu wyświetlana jest lista tych miejsc - jest i Poznań.

Ale temat jest ciekawy, nie film. Za temat chcą dawać Oscary?

komentarz do atakującej  mnie rzeczywistości 

Wczoraj (mam sentyment do tego plakatu, kilkadziesiąt lat temu wisiał w moim domu):


i dziś:

 

To powyżej, mi się nie podoba, ale rozumiem. Ale o co chodzi w tej kampanii, nie wiem.

Dlaczego 37 naukowców, a nie np. 40?

A tak na marginesie, są większe problemy:

Dobrze, że nie kupiłam radia. Stare się rozwaliło, nowego w tej sytuacji nie potrzebuję. 


Polskie drogi 2016  

Reanimowałam moją ciotkę, po tym jak jej znajoma zadzwoniła do niej podzielić się radością, że nareszcie prawda wyszła na jaw i udało się odsunąć od władzy złych, okradających naród, ludzi. Z jej opowieści wynikało, że ostatnie 25 lat były dla niej jednym wielkim  pasmem upokorzeń i dopiero teraz, w wolnym kraju będzie mogła godnie, dostatnio i szczęśliwie żyć. Problem w tym, że powiedzieć, że ta kobieta odniosła sukces materialny, to powiedzieć mało (z boku patrząc ma też udane życie rodzinne). Dlatego moja ciotka oczekiwała ode mnie, że jej wyjaśnię jak to jest możliwe że jej znajoma czuje się tak pokrzywdzona, skoro od początku transformacji czerpała z niej - wykorzystując różne układy - pełnymi garściami.  

Pomyślałam i wymyśliłam: może nawet jeżeli patrząc z boku było jej bardzo dobrze, to tak naprawdę było jej źle, bo widziała, że tym "innym" też jest dobrze. A to zaburzało jej poczucie sprawiedliwości. Wg. niej prawo do cieszenia się z tego, że jest dobrze mają tylko tacy jak ona. Podejrzewam, że chociaż mówi że jest głęboko wierząca, wiary w niej brak. Stąd chce Królestwa Bożego już teraz, tu na ziemi.   

piątek, 19 lutego 2016
Przeczytane (5)

dobra książka 

Moja walka Karl Ove Knausgård

Zadziwiająco dobra książka

 

Opisana bardzo prostym językiem,  bardzo zwyczajna historia. Ale już po przeczytaniu pierwszego tomu nie dziwię się, że książka zrobiła tak zawrotną karierę. 

Pierwszy tom, to opis dzieciństwa oraz momentu, gdy autor, już jako dorosły człowiek, po śmierci ojca organizuje jego pogrzeb. Z tym że nie jest to chronologiczny dziennik dorastania, autor koncentruje się jedynie na wybranych momentach, w ich tle śledzimy przemawiający do wyobraźni zapis kłębiących się wówczas w jego głowie myśli. Nie zawsze są to też przełomowe chwile w życiu (jak np. śmierć ojca), kilkadziesiąt stron jest przeznaczone na perypetie związane z przemycaniem alkoholu na sylwestrową imprezę gdy miał kilkanaście lat. Ale chociaż każda najprostsza czynność opisana jest z imponującą dbałością o najmniejszy szczegół, czyta się to  z dużą przyjemnością. Książka tak zasysa i przenosi w opisywany przez autora świat, że nie jest ważne co się dalej stanie, przyjemność sprawia samo podpatrywanie zmagań autora z rzeczywistością. 

Mnie najbardziej urzekła historia z babcią, która pod koniec życia mieszkała z synem - alkoholikiem. Gdy umarł, nasz bohater postanawia odgruzować zapuszczony, przez lata niesprzątany, dom. Przez kilka pierwszych dni babcia cały czas nerwowo się koło niego kręci, dopytując się, czy czasem nie pije alkoholu. Początkowo jej niepokój odczytuje jako próby upewnienia się, że nie grożą już jej następne traumy związane z pijanym facetem w domu. Dopiero po kilku dniach orientuje się, że u boku ojca babcia też zaczęła popijać i teraz, po jego śmierci, oczekuje że wnuk go zastąpi i będzie pił razem z nią. Ale przedtem, to jak ta babcia chodzi za autorem tych wspomnień i go zaczepia, jest tak sugestywnie opisane, że aż się czuje te zaczepki na własnych plecach. 

Słowem takie współczesne, warte przeczytania, W poszukiwaniu straconego czasu.

 

Wstręt do tulipanów Richard Lourie


Fikcja historyczna - Amsterdam podczas drugiej wojny światowej. Patrzymy oczami dorastającego chłopaka, który poza typowymi dla wieku konfliktami z rówieśnikami, starając się zasłużyć na miłość ojca (alkoholika), chwyta się dorywczych prac, by pomóc rodzinie przetrwać wojnę. 

Najsłabszą stroną tej książki jest jej konstrukcja: nieoczekiwane spotkanie po latach, retrospekcja i od razu, w pierwszym rozdziale dowiadujemy się, że bohater czuje się odpowiedzialny za wydanie Anny Frank. Od tego momentu cała opowieść zmierza do wyjaśnienia tej kwestii. A tymczasem najciekawsze w tej książce jest przedstawienie wojny oczami dziecka. Snując się po Amsterdamie nasz bohater widzi Zagładę, jest świadkiem wielu wydarzeń i moim zdaniem wystarczyłoby, gdyby autor poprzestał na tych obserwacjach. Zupełnie nie potrzebna jest - dodana niczym wisienka na torcie - sprawa Anny Frank

 

Niedzielne dziecko Ingmar Bergman

Bergman wspomina swoje wakacje, gdy miał 8 lat: zabawy z bratem, relacje z rówieśnikami, kłótnie rodziców, nieznośne ciotki itd. Pozornie nic się nie dzieje, sielski nastrój kanikuły, ale przytłacza to wszystko relacja z ojcem. W tle nastrój z Fanny i Aleksander, tyle że zamiast tamtych wnętrz, sceneria szwedzkiej wsi.


Opowiadania odeskie Izaak Babel

Kiedyś dawno temu czytałam te opowiadania. Teraz myślałam, że przypomnę je sobie, słuchając audiobooka. Tymczasem, chociaż Gonera dobrze czyta, tyle tylko z tego audiobooka wyniosłam, że czuję potrzebę wypożyczenia tej książki z bibliotekę i przeczytania w analogu..

Miałam problem z tym, by "zobaczyć" - opisywany w tych opowiadaniach świat odeskich Żydów to gotowe obrazy, które gdy się o nich słucha, migają tylko przed oczami.  

Ale też tak aż szybko to mi to przed oczami nie przelatywało, by nie zauważyć uniwersalności historii końca świata odeskich łotrzyków i ich herszta Benii Krzyka.  

poniedziałek, 15 lutego 2016

Tym razem postanowiłam posprzątać codzienność, zebrałam się w sobie i rozebrałam choinkę. Zwiędła, zmalała, zsiniałą, ale do połowy lutego nie zgubiła żadnej igły.


Czasu na zajęcie sie sobą za dużo nie miałam bo pojechałam na wieś. Miało być dużo brydża, było go mało.

Z braku brydżystów, ktorzy szybko wrócili do Warszawy, poszłam na wiosenny spacer

Niestety młodsze pokolenie nie jest zainteresowane zaadaptowaniem tej stodoły na dom niespokojnej starości, więc trzeba coś nowego wymyśleć

Skoro zabrakło brydża, zabrałam się na wsi za kolejny Misiokocyk. Powinien mieć cztery rzędy misiów, ale by uniknąć robienia z 5 motków na raz i ograniczyć ich liczbę do trzech, postanowiłam robić listwe boczną z tej samej wełny co brzegowy miś. Po powrocie do domu okazało się, że mam za mało zielonej wełny, nie starczy na czwarty rząd

Kolejne Szarotki - kolejny nowy lokal. Tym razem spotkałyśmy się w galerii Duży pokój na Wareckiej. Jeszcze jeden super lokal, wynajmowany przez miasto organizacji pozarządowej. Szarotki zaczęły się o 16, skończyły przed 20. W tym czasie galerię zdjęć przyszły zobaczyć trzy pary. Nie za dużo.  

poniedziałek, 08 lutego 2016

Ja się nie skarżę na swój los, ale nie za bardzo mi nie wychodzi łapanie kilku srok za ogon. Ostatnio trochę poinwestowałam w siebie: komora krio, minimum 20 tys. kroków dziennie i pół godziny gimnastyki plus trochę kina i od razu zaliczyłam czytelniczo-robotkowy dół. I tak by można ciągnąć dalej, a wszystko sprowadza się do tego, że praca zajmuje mi stanowczo za dużo czasu. Z drugiej strony, jak już będę na głodowej emeryturze, nie wiem czy będzie mnie stać na jednodniowe wypady do Krakowa. A było warto. 

Wszystko przez to, że Gumiś oznajmił, że trzeba pochodzić do teatru, póki jeszcze jest na co i wybór padł na Teatr Stary. Wprawdzie potem Minister Kultury napisał list, że nie będzie odwoływał dyrektorów, tylko poczeka jak ich kontrakty wygasną, ale my już miałyśmy bilety w kieszeni.

Z Ańcką pojechałam pustawym Pendolino (chociaż nasz wagon był raczej pełny).


Przed teatrem poszłyśmy na Wawel naładować się dobrą energia - nie tylko nas zwabił wawelski czakram. 


Potem już był teatr.


Dyrektor Teatru Starego, tak na jesieni tłumaczył, wybrane na ten sezon motto: Nie możemy oprzeć się wrażeniu, że stoimy u progu jakiś zasadniczych zmian, że coś czai się na horyzoncie, że mamy ciszę przed burzą. Czy jesteśmy na granicy katastrofy? Czy sytuacja międzynarodowa, czy to w postaci kryzysu europejskiej, sytej tożsamości, czy w postaci zagrożenia ze wschodu, stanie się krytyczna? Jak rozwiąże się napięta sytuacja w naszym kraju? Pięć miesięcy później brzmi to hasło jeszcze bardziej złowrogo.

A sztuka  - Trylogia Jana Klaty zaskakuje.

Nastawiłam się na polemikę z Sienkiewiczem, tymczasem na deskach Trylogia, jako kiepskie romansidło, z tym że podane w w zabawnej formie, z całym mnóstwem odniesień. Aby zrozumieć trzeba znać nie tylko Trylogię i historię Polski, ale i kody kulturowe ostatnich lat. Klata dość dobrze pokazał, że nie ma tu z czego tu być dumnym. Najlepiej podsumowuje to zdanie z recenzji Jakuba Majmurka w Wyborczej: Gdy Anglia przeżywa polityczną rewolucję, gdy w Europie powstaje rachunek różniczkowy, pompa próżniowa i schemat ludzkiego krwiobiegu, my zajęci jesteśmy potyczkami z Tatarami gdzieś na bagnach Prypeci. Nawet jak się śmiać, to tylko przez łzy.

W Warszawie byłyśmy o trzeciej nad ranem (wracałyśmy samochodem). 

W tym tygodniu postanowiłam też zacząć nadrabiać zalegości kinowe,

 


Technicznie bez zarzutu. Zdjęcia, muzyka mistrzowskie! Ale film to także opowieść, a ta jest naciągana. Czasy pionierów: jeden z myśliwych cudem przeżywa atak niedźwiedzia grizli, chwilę potem ciężko ranny zostaje zostawiony w lesie na pastwę losu. Film opowiada o tym jak idzie parę tysięcy kilometrów by dopaść tych, którzy go zdradzili. MacGyver przy nim to ciaptak. Jedna z jego przygód: uciekając przed Indianami, porywa go nurt rwącej rzeki - a on, mimo że ciężko ranny, daje sobie radę na kolejnych kamiennych kaskadach i po jakimś czasie woda wyrzuca go na brzeg. Jest zmia, preria pokryta śniegiem preria, ale on już chwilę później grzeje się przy ognisku. I cały film to sekwencja takich przygód. Po wyjściu z kina było mi głupio, że czasami kominek nie chce mi się rozpalić. 

Film dokumentalny. Janis przedstawiona jak złakniona akceptacji, dojrzewająca na amerykańskim południu zbuntowana dziewczyna, sekowana przez swoje otocznie. Sporo materiałów z tamtych lat. Ach łza się w oku kręci. Ale ona śpiewała. Jak ktoś wie kim ona była, warto pójść.


Oparta na faktach historia duńskiego małżeństwa malarzy (XX wiek, lata trzydzieste,), w którym mąż po kilku latach po ślubie mąż odkrywa\ w sobie kobietę. Kilka lat później decyduje się ma operację zmiany płci - jest to pierwsza udokumentowana operacja tego typu.

Film - łzawy manifest. O tyle szkoda, ze ma w sobie potencjał i niektóre sceny i sytuacje warte obejrzenia. Ale wymaga to poświęcenia, bo film trwa bite dwie godziny

 

komentarz do atakującej  mnie rzeczywistości 

Sama jestem ciekawa, jaki będzie ciąg dalszy 

WEZWANIE DO ZAPŁATY

W związku z postanowieniem Sądu Rejonowego w Lublinie-Zachód VI Wydział Cywilny, ... na mocy którego utracił moc nakaz zapłaty z dnia 29 września 2015 roku, wydany na skutek wniesienia przeciwko mnie 13 sierpnia 2015 r. przez firmę Polska Energetyka Pro pozwu w elektronicznym postępowaniu upominawczym wzywam: do zapłaty kwoty 922, 68 zł, słownie: dziewięciuset dwudziestu dwóch złotych, 68/100 zł (przekazana przez komornika firmie Polska Energetyka Pro kwota 645,64 oraz 277,04 zł pobranych przez komornika kosztów postępowania egzekucyjnego) w terminie 7 dni na moje konto bankowe: ....

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli