niedziela, 25 lutego 2018

Nudno nie będzie

Na razie mam 38,5o temperatury i nie ogarniam.

Jak jeszcze nie wiedziałam, że jestem chora i myślałam że tylko jestem zmęczona, poszłam na kolejny odcinek Pożaru w Burdelu: Duchy. Musical spirytystyczny.


Już nie tak wesoło. Coraz lepiej literacko. Gorzko-historycznie

Ale dalej bez promptera się nie da. Siedziałam blisko, skupiona na każdym słowie, a tak co i rusz czegoś nie rozumiałam. 

niedziela, 18 lutego 2018

Wnuk po raz pierwszy sam przyleciał do Wwy. W przydziale dostałam jedno popołudnie i kawałek weekendu. Szukając fajnych zajęć poszłam z nim do Muzeum Narodowego na zajęcia Sztuka dla wnuka

Bardzo fajne, uwrażliwiające na sztukę zajęcia. Tym razem pani pokazała dzieciakom kilka XIX wiecznych obrazów, przy okazji opowiadając o Parysie i Helenie, Hamlecie, Barbarze Radziwiłównej, no i oczywiście o bitwie pod Grunwaldem. Gdyby wnuk mieszkał w Wwie, systematycznie bym tam z nim chodziła. Na marginesie - jako jedyny miał zegarek. Potem dowiedziałam się, że dzieci już nie tylko nie noszą zegarków, ale i na tych tradycyjnych, często nawet i w IV klasie, się nie znają. A przecież większość miejskich zegarów dalej ma wskazówki ...

Pojechałam też z wnukiem na wieś

 

W pierwszej chwili miłe zaskoczenie. W przedziale 2 klasy PKP Intercity tylko 6 miejsc, wnuk zatopił się w książce i byłoby dalej miło, gdyby nie przyszedł konduktor i zażądał okazania legitymacji szkolnej. Wnuk ma 6 lat, w żadnym wypadku nie wygląda na 16, więc kupując bilet założyłam, że ulga na dziecko należy mu się jak psu kość. Licząc na to, że wnuk nie pochwali się że chodzi już do III klasy, odpowiedziałam, że nie mam legitymacji, bo ma dopiero 6 lat i jeszcze nie chodzi do szkoły. Konduktor nie odpuścił i powiedział, że skoro ma 6 lat, to chodzi do zerówki. Ale ja też sroce spod ogona nie wypadłam i odparowałam, że chodzi do przedszkolnej zerówki, a tam nie dają legitymacji. W tej sytuacji wszedł na wyższy rejestr i powiedział, że skoro nie potrafię udowodnić że mojemu wnukowi należy się ulga, wymierzy mi przewidzianą w takich przypadku karę 650 zł .... I tak sobie jeszcze gadaliśmy, ale na szczęście pociąg zbliżał się do stacji docelowej i stanęło na pouczeniu.

Jak już byliśmy na wsi, wnuk zwiedził oborę na 120 krów. Biedne te krowy, całe życie spędzają w takiej oborze, nie wychodząc na dwór. Koloru w tym mazowieckim błocie zimowej odwilży dodawały kury rasy silky.

  

Jak zdjęcie robi im zawodowy fotograf, a przedtem pójdą do fryzjera, wyglądają tak:

Dowód na to,  że to są mistrze miałam już na początku tygodnia, nie musiałam czekać na Monachium. 


Jakiś czas temu na stronach Polin zaproszono na spotkanie o tym,jakii był stosunek Polaków do garstek powracających Żydów do swoich domów. Miała o tym opowiadać Karolina Panz, która bada losy społeczności żydowskiej z Nowego Targu i Łukasz Krzyżanowski, który bada to samo, w Radomiu. Spotkanie miało się odbyć w sali wykładowej i pewnie gdyby nie ostatnie wzmożenie, przyszłaby na nie garstka zainteresowanych. A tak to do Polin zwaliły się do tłumy i organizatorzy byli zmuszeni przenieść spotkanie do auli. Jeżeli tym, co wzniecili ostatnią awanturę chodziło o popularyzację wiedzy o trzeciej fazie Holocaustu, to mają mega sukces. 

Trzy bilbordy za Ebbing, Missouri


Dobry film, nawet bardzo dobry. Ale bez przesady, znowu nie aż takie arcydzieło. Opowieść na schemacie westernu: amerykańskie południe. Samotna matka nie może się pogodzić z tym, że nie wykryto kto zabił jej córkę – jej zdaniem zabójca nadal przebywa na wolności ponieważ policjanci nie przyłożyli się tak jak powinni. By zmusić ich do działania wywiesza prowokujące pytania na tytułowych trzech bilbordach, stojących przy wjeździe do miasteczka. Siłą tego filmu są dialogi. Do tego jest to dobrze zagrane. I o dziwo – zważywszy że jest to kasowy amerykański film – nie wszystko jest tam schematyczne i przewidywalne.

Sawka z piątkowej PolskitheTimes


poniedziałek, 12 lutego 2018

Żyjemy w bańkach.  W zasadzie tylko w pracy mam kontakt z "tamtym plemieniem". To co się przez te dwa lata zmieniło, to to, że nie wyobrażam sobie spotykania się z nimi na towarzyskim gruncie. Może z wyjątkiem Szarotek. Pewnie gdyby zacząć o tym rozmawiać, bardzo się w wielu kwestiach różnimy.  Ciekawe czy się obronimy.

Potrzeba bycia razem chyba jest ogromna. Na autorskim oprowadzaniu po wystawie czasowej Budynek pamięci w ŻIH było ponad dwadzieścia osób. A cała wystawa to raptem kilka instalacji i kilkanaście zdjęć dawnej synagogi na Tłomackie i tego co potem działa się na tej parceli. 


O ile opowieść o instalacjach do mnie nie przemówiła, to opowieść o historii tego miejsca bardzo. Np. nie wiedziałam że dawny Plac Bankowy miał kształt trójkąta i był budynkami odgrodzony od Tłomackie. Inaczej też będę teraz patrzeć na posadzkę - przy obecnym remoncie zadbano by zachować ślady po pożarze, nastrzykując powstałe wówczas pęknięcia, tak by w odnowionej posadzce dalej pozostały widoczne.  

Powoli zaczynam myśleć o wyjeździe. Zamówiłam już wełnę - postanowiłam, że będę na nim odtwarzać zagubiony Funchal Mobious.

 

Ale śni mi się oś zrobione techniką brioche.

Czwarta władza


Poszłam na Maryl Streep. Jak zwykle jest świetna. Tom Hanks też. Tyle, że film świetny nie jest. Ameryka Nixona. Times i Washigton Post publikuje opatrzone klauzulą ściśle tajne opracowania wojskowe na temat wojny w Wietnamie. Wnioski zawarte w tych raportach są całkowicie inne od tego, co od lat mówi się na ten temat Amerykanom. Zła władza chce zapobiec publikacji, dziennikarze uważają że musza to udostępnić. Jak zawsze w amerykańskich filach zwycięża dobro i pierwsza poprawka do konstytucji, ale tym razem w tak oczywisty i przewidywalny sposób, że nawet Maryl Streep tego filmu nie jest w stanie uratować. 

Gra o wszystko

Fil nakręcony na podstawie autobiografii Molly Bloom, dziewczyny z Kolorado, której dobrze zapowiadającą się karierę w narciarstwie dowolnym, przerwał poważny wypadek. Jak często w tego typu przypadkach bywa, tak i tutaj, w tle jej sportowej kariery stał bardzo ambitny tatuś. Chcąc się uwolnić się spod jego wpływu, imała się różnych zajęć i tak została hostessą w prywatnym salonie gry w pokera. Piękna i ambitna dalej pięła się w górę, aż objęła tron amerykańskiej królowej pokera. W jej prywatnym kasynie grali znani tego świata, a na stole leżały miliony.

W filmie historię jej życia poznajemy w retrospekcjach, na bieżąco śledząc  proces USA vs. Molly Bloom - w tej ostatniej grze  bohaterka miałaby szanse się obronić, gdyby poszła na współpracę z FBI. Historia bardzo ciekawa, ale coś w tym filmie jest nie tak. Poza główną bohaterką, wszyscy inni to bohaterowie drugiego planu. mający stanowić jedynie dla niej tło. Tymczasem w filmowej opowieści o Molly Bloom zbyt dużo jest uproszczeń i przemilczeń, by  można było spełnić oczekiwania reżysera i ją polubić. A może po prostu Jessica Chastain nie udźwignęła tej roli?

 Wszystkie pieniądze świata

Pamiętam porwanie wnuka Paula Getty, swego czasu było o tym bardzo głośno. O tym filmie też było głośno jeszcze zanim wszedł na ekrany: Ridley Scott wyciął seny z Kevinem Spacey  i nakręcił je od nowa z Christopherem Plummerem (gra w nim Paula Getty i za tę rolę jest nominowany do Oscara). 

Moim zdaniem można obejrzeć, ale szaleństwa nie ma. Jak na film akcji, za dużo rodzinnych psychodram. Z kolei byłby z tego świetny dramat, gdyby reżyser nie przeraził się prawdy. Nigdzie nie natknęłam się na wyjaśnienie, dlaczego ta opowieść została tak przesłodzona. Bo wprawdzie wpłacono okup i chłopak został uwolniony, ale w rzeczywistości, zarówno wtedy gdy go szukano jak i później bohaterowie tej opowieści zachowywali się dużo gorzej. I jak to często bywa prawdziwa historia jest dużo ciekawsza, niż ta, przedstawiona na tym filmie. 

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli