niedziela, 23 listopada 2014

Chwilowo nie ogarniam rzeczywistości.

Aby nie zwariować - nie stać mnie by 4-5 godzin dziennie tracić na dojazdy - w tygodniu często nocuje w  Wwie. Ale nie umiem się tego wszystkiego pozbierać i ułożyć z tego tygodniowy rytm. Nic nie robię, na nic nie mam czasu - mam tylko różne postanowienia.

Zanim je wdrożę,  polecam przeczytanie listu Filipa Springera do obecnej Minister Infrastruktury

On na wesoło, a ja na poważnie mam problem.

Z jednej strony momentami przerażają mnie widoczne na każdym kroku dowody na to, że system traci sterowność - sytuacja na PKP ma bardzo dużo wspólnego z wyborami, poczynając od tego, że w obu sytuacjach nikt za tę sytuacje nie jest odpowiedzialny. Z tego punktu widzenia, lepiej by Pendolino nie okazało się wielkim bum. Bo takie mniejsze dzieją się cały czas: po falstarcie ze sprzedażą biletów, w tym tygodniu można było przeczytać, że unia zmniejszyła wysokość dofinansowania - uznała, ze skoro nie mamy torów na których pociągi mogłyby rozwinąć prędkość 220 km/h, niepotrzebnie kupiliśmy (czytaj: przepłaciliśmy) tak szybki pociąg.  

Ale z drugiej trony, tylko wielkie Pendo-bum, spowoduje, że spojrzą na ręce zarządzających koleją. 

A takie życie jak teraz prowadzę, to w dłuższej perspektywie rozwala. Właśnie staję się tego ofiarą.

niedziela, 16 listopada 2014

Ukruszyła mi się ósemka, pani dentystka zajrzała do środka i powiedziała: wyrywamy.

Ale tego dnia, gdy przyszłam na wyrwanie zęba, stało się coś dziwnego, nie chciało na mnie zadziałać znieczulenie, - mimo kolejnych dawek nie chciał zdrętwieć język. Ponieważ nic na siłę, powiedziałam, że przyjdę za tydzień.

Za tydzień jeszcze mnie trochę po tamtych zastrzykach bolało dziąsło, więc zamiast rwania, poprosiłam o wymianę plomby.

I coś się stało. Jak wyszłam od dentysty wszystko jeszcze było ok.

A potem klik: zatrzasnęła mi się szczęka.

I zaczynam tak czwarty tydzień. Początkowo każdy ruch  żuchwą powodował ból (nie schudłam, bo są lody, które pochłaniałam je w hurtowych ilościach). Teraz już nic mnie nie boli.

Ale co się zakliknęło, nie chce się odklikać.

 

W tym tygodniu pierwszy raz w życiu byłam na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki.

Jak łatwo się domyśleć były same baby. Gadałyśmy o książce Etgara Kereta Siedem dobrych lat.


Zbiór nie tyle opowiadań, co bardzo krótkich form przypominających felietony. O współczesnym Izraelu, o tym co przydarza się żyjącemu w nim Etgarze Kerecie. Czas odmierzają kolejne urodziny syna (w pierwszym felietonie przychodzi na świat).

Nic odkrywczego, żadnej głębszej myśli w tym nie ma, ale miło się czyta. I do zadumy nad współczesnym światem skłania. Bo lekko i z humorem, ale o życiu na wulkanie.

Idzie zimno, skro Staśka zapowiedziała powrót z działki. Na razie przywiozła do mnie kajak. A razem z kajakiem przywiozła do  kilka swoich przetworów - np. śliwka z czekoladą, wiśnie z rozmarynem, konfitura z pigwy. Sama nie wiem, czekać do świat czy już teraz otworzyć. Na razie zrobiłam zdjęcie i patrzę:

 

 

niedziela, 09 listopada 2014

Czekając  aż przyjdzie wełna na Sweter pani Ani, popełniłam kolejną czapeczkę: Wiatraczek. Czubek czapki, może jest i fajny, ale na lampce, na głowie juź nie tak bardzo. Jednak pewne modele są zastrzeżone jedynie dla przedszkolaków.

 

Wełny z której zrobiłam tę czapkę sporo jeszcze zostało. Teraz zrobię rękawiczki, a potem zważę co mi zostało. Jak starczy, pojadę do końca i zrobię czapko-szalik (proporcje wezmę z czapki, którą lata temu przywiozłam z Estonii). 

Ale to za chwilę. teraz Sweter pani Ani, w skrócie SPA.

Podeszłam naukowo:


I ruszyłam:

 

 

dobry film

Dobry film w tym tygodniu widziałam: Mama.

Opowieść o wychowywaniu dziecka z ADHD.

Główną bohaterkę poznajemy gdy odbiera syna z zakładu resocjalizacyjnego, Możemy się domyśleć, że oddała go tam po śmierci męża - w pewnym momencie pada zdanie, że bardzo się wtedy pogorszył jego stan. Teraz pełna dobrych chęci, zamieszkuje z nim w podmiejskim domu i podejmuje kolejną próbę dania sobie rady z chorobą - nie jest to łatwe, bo jego ADHD jest z tych "trudniejszych" do okiełznania.

Bardzo ciekawie przedstawiony problem. Bez łatwych recept (tak naprawdę chyba bez żadnych recept). Dziwne, że ten film przechodzi bez echa.

 

Za jakie grzechy dobry Boże

Milusia francuska komedia o multiculti.

Trzy córki zamożnego, żyjącego w pięknym domu na francuskiej prowincji konserwatywnego małżeństwa wyszły za mąż, za: Marokańczyka, Żyda, Chińczyka Rodzice chcieliby by przynajmniej czwarta, ostatnia córka, wyszła za Francuza. Jak widać na plakacie, nie wyszło - ich kolejny zięć ma czarną skórę. 

Typowa francuska komedia - może i nie najmądrzejsza, mega upraszczająca, ale pełna iskrzących dialogów i co chwilę wywołujących salw śmiechu.


Z pamiętnika wk ... konsumentki

Grupa Łódź-Warszawa-Ciężka przeprawa przeżywa kryzys - może i przetrwa, ale w oddolny ruch konsumencki się już raczej nie przerodzi. Straciła impet.

Może to zabrzmi gorzko, ale moim zdaniem grupa spełnia oczekiwania PKP pełniąc rolę wentyla bezpieczeństwa. Podejmowane przez tę grupę działania nie są w żadnym stopniu dla nich zagrażającej żaden prawnik, pozew zbiorowy, żądanie renegocjacji planu remontów. Dalej przy planowaniu remontów nie istnieje kategoria: koszty społeczne. Ostatnio na przykład zabrali się za remont przejazdu w Pruszkowie - roboty na tydzień, góra dwa - a oni zapowiedzieli ze potrwa to pół roku i pasażerowie muszę się liczyć z "trudnościami". Prawdopodobnie wynika to ze sposobu rozliczania, może chodzi o to że przez tydzień nie rozliczyliby odpowiedniej ilości "roboczogodzin"? Pewnie podoba się to i kolejarzom, pociągów 10% tego co było, a stan zatrudnienia bez zmian.

Trwają tam niby jakieś rozmowy, negocjacje, ale z boku patrząc, oburzające jest siadanie z nimi na tych warunkach do stołu: to oni, ponowie tej sytuacji dyktują warunki. Prawdopodobnie, nie zgadzają się na obniżkę cen biletów, bo jak to w negocjacjach: na coś trzeba się zgodzić (autobusy), na coś nie (obniżka cen biletów). Ostatnio oburzenie grupy spowodowała ulotka kandydatki PO w Żyrardowie, w której pochyliła się z troską nad losem dojeżdżających, kiedy ci ostatni nigdy o niej nie słyszeli. Z kolei admin grupy promuje kandydata PSL na burmistrza Skierniewice, co oburzyło co poniektórych, bo w ten sposób grupa została wplątana w lokalną polityce (admin broni się tym, że on już wcześniej się tym interesował i chodził z nim na spotkania).

Tymczasem mnie w materiałach wyborczych z Żyrardowa oburzyło zupełnie coś innego - to że jakiś kandydat przypisuje sobie czyjeś zasługi to wyborcza norma, wszyscy też mówią to, co wg nich ludzie chcą usłyszeć. Ale też nie mówią tego, co mogłoby ich zdenerwować, źle nastawić. I tu widać wygraną PKP. Zwyciężyła ich narracja. Kolejni kandydaci powtarzają, ze jest modernizacja, muszą być utrudnienia.

Ale też nie widzę wyjścia z tej sytuacji - lud nie pójdzie na barykady, a gołym okiem widać, że nie ma woli politycznej by odebrać misiom te zabawki, Po tym jak Koleje mazowieckie "zorganizowały" transport kolejowy na Mazowszu, właśnie podpisano porozumienie z Gronkiewicz, przewidujące integrację z warszawską komunikacją - widocznie niektóre dotacje muszą mieć element "miejski". To, że cały ten remont to jedna wielka ściema, dowiemy się dopiero w 2020 roku, kiedy skończą się unijne dotacje, a w budżecie zabraknie środków na doprowadzenie tego co "zmodernizowali", przynajmniej do stanu przed remontem.

sobota, 08 listopada 2014

dobra książka

Remigiusz Grzela  Wybór Ireny


Skwitowanie tagiem "dobra książka" to trochę mało. Trudno nie zgodzić się z autorem, że mało prawdopodobne, by kiedykolwiek jeszcze natrafił na równie fascynujący temat.

Opowieść o Irenie Gelblum - w  czasie wojny zasłynęła brawurową odwagą jako łączniczka ŻOB-u, potem brała udział w obu warszawskich powstaniach. Po wojnie, razem ze swoim ówczesnym partnerem Kazikiem Ratajzerem, była w Grupie Mścicieli. Słowem już jej wojenny życiorys to materiał na niejeden film. Tymczasem jej powojenny los jest jeszcze bardziej "filmowy". Przeistoczyła się w kogoś innego, zostając włoską poetką. Kilkakrotnie zmieniała daty urodzenia, w latach osiemdziesiątych mieszkająca w Szwajcarii córka nie zdaje sobie sprawy, że urodzona w 1939 roku Irena Conti, to jej matka. 

To była chyba ostatnia chwila napisać książkę o Irenie Gelblum. Wprawdzie Irena Conti bardzo skrupulatnie zniszczyła dowody jej istnienia, ciągle jeszcze żyli ludzie którzy o niej pamiętali. R. Grzela dotarł do nich w ostatniej chwili, i tak nie ze wszystkimi z którymi się umówił, zdążył się spotkać, wiele pytań prawdopodobnie na zawsze pozostanie bez odpowiedzi.

Temat niesamowity. I jak zawsze u Grzeli świetnie opisany. Dawno już mnie jakaś książka tak nie wciągnęła - dwa razy w tramwaju nie zauważyłam że czas wysiadać i przejechałam kilka przystanków.

Tak na marginesie, w książce przywołana jest wypowiedź córki Ireny:

Skończyłam osiemnaście lat, zakochałam się i powiedziałam, że nie jadę do Kanady. bo tutaj mam chłopaka. Nie miałam już ochoty na mieszkanie z matką albo ojcem, bo miałam żal. Nie robi się siedemnastoletniemu dziecku, że się je wywozi z kraju i mówi: A potem zobaczymy". A później to się tak wszystko zmieniało i nie potrafiłam się odnaleźć, Ojciec założył drugą rodzinę. Z komunisty stał się żarliwym Żydem. Mama została katoliczką. Tonino (ojczym) ożenił się z koleżanką z pracy i miał z nią syna.

Mowa o marcu 1968. Ale ja zobaczyłam w tym syntezę dojrzewania w PRL-u nie tylko tego pokolenia. I chyba nie tylko w PRL-u.


Stacja Muranów Beata Chomątowska

 

Monografia warszawskiej dzielnicy mieszkaniowej, którą czyta się jak powieść - patrząc z boku, sztuką było napisanie ciekawej książki na taki temat. Autorce należą się za to słowa uznania.

Trudno mi ocenić tę książkę - wychowałam się na Muranowie, znam opisywane w tej książce bramy, górki, witryny przejścia między blokami. Dla mnie ta książka mogłaby być wiele grubsza (a do cienkich nie należy), bardzo wiele tematów nawet nie zostało zasygnalizowanych. 

Z tym, że chyba i tych co nie znają tej dzielnicy, może zaciekawić. Jest tak napisana, że wciąga: przypomina kalejdoskop, przeskakuje się z tematu na temat, tak że nie ma czasu na nudę. A dzielnica modna. Więc warto coś na jej temat wiedzieć. 

niedziela, 02 listopada 2014

Komputery podobno miały nam ułatwić życie, tymczasem kradną wolny czas i spokój.

Cały zeszły weekend poświęciłam na konfigurowanie smartfona (a teraz tak się dobrze dogaduję z moim telefonem, że boję z kolei się go zgubić). Za to ten weekend zmarnował mi mój laptop: przestał gadać z routerem. Router nie jest zepsuty, sieć w stacjonarnym śmiga, w komórce czy w Kindlu mam WiFi. Karta sieciowa w laptopie też jest ok, bo laptop widzi inne routery i bez problemu loguje się do innych sieci. Tydzień temu był Jack, zmusił go do zobaczenia i mojej sieci, ale po restarcie wszystko wróciło do poprzedniego stanu. 

Normalnie pomógłby mi synek. Ale już od dłuższego czasu tyle go mam, co sobie na zrobione przez niego, zawsze fajne zdjęcia popatrzę. Taka na przykład wersja Piety z wojskowego cmentarza:


Podjął wprawdzie próbę pomocy na odległość - nawet odkryłam w Windows 8 okienko do wpisywania komend cmd, ale się nie udało. Poddałam się, Jakoś postaram się przeżyć do powrotu synka bez WiFi w laptopie - na szczęście to już niedługo.

Za tydzień zaczynam Sweter pani Ani. Kupiłam Merino Exclusive:

Czekając na wełnę popełniłam kolejną żakardową czapeczkę z resztek:

Mogłabym już chyba opatentować wzór:

Ale i tak żadna nie dorównuje urodą tej pierwszej - niestety jak to w życiu bywa, była tak piękna, że zanim się nią nacieszyłam, już ją zgubiłam.



Bogowie


 

To ma być dobry film? Dawno nie byłam na czymś tak przereklamowanym.

Wszystkie wady polskich filmów na raz. Sztywna, teatralna gra. Bardzo kiepskie dialogi. Powtarzanie tych samych scen, w tym akurat filmie reżyser "pokochał": szybką jazdę samochodem, widok serca podczas operacji, zadumę bohatera oraz nawiązujące do Chopina tło muzyczne (czyli brzdęk klawiszy) jako tło do widoku łanów polskich pół ...

Słowem lata 70-te, skręcone w manierze serialu telewizyjnego z tamtych lat.

Jest taka możliwość, że Tomasz Kot bardzo dobrze zagrał Religę i tu tkwi wartość tego filmu. Nie znałam Religi, poszłam na film fabularny, nie dokument i ledwo wysiedziałam do końca.


Geograf przepił globus

Postradziecka Rosja.

Bohater filmu zatrudnia się w szkole jako geograf. To zadanie przerasta go (podobnie jak i inne życiowe wyzwana, poczynając od małżeństwa) i idzie na żywioł. Przychodzi mu to stosunkowo łatwo, bo rzadko kiedy bywa trzeźwy.

Opowieść o żyjących w brzydkich miastach nieszczęśliwych ludziach, zapijających pragnienie wyrwania się gdzieś, gdzie żyje się lepiej i szczęśliwie.

Słowem nie jest to komedia Ale ponieważ na szczęście nie jest to polski film, więc nie ma w nim taniej dydaktyki i jak na na to o czym opowiada film jest dość pogodny i fajnie się go ogląda.

 

Mandarynki


Abchazja, czas ostatniej wojny. Opowieść o przyjaźni dwóch Estończyków, ich bliscy wyjechali w rodzinne strony, oni zostali i starają się dalej uprawiać mandarynki.

Piękna, kameralna antywojenna ballada. 

Z pamiętnika wk ... konsumentki

Cytaty z odpowiedzi Polskiej Energetyki Pro - nóż się w kieszeni otwiera:

Pani zarzuty nie mają oparcia w rzeczywistości (...) Pani twierdzenia są gołosłowne i nie poparte żadnymi dowodami możliwymi do zweryfikowania.Nie sposób przyjąć Pani argumentacji dotyczącej wprowadzania w błąd skoro podpis został złożony w kilku miejscach na kilku dokumentach a dodatkowo w Oświadczeniach Odbiorcy potwierdziła Pani,iż ma świadomość zawarcia umowy z Polska Energetyka Pro sp. z o. (...) Zakładając hipotetycznie, iż brak świadomości Pani co do drugiej strony umowy mógł być wynikiem niezapoznania się Panią z dokumentami, a mimo to ich podpisaniem. Również i w takim przypadku nie można by było mówić o błędzie.

Rozmawiałam z Miejskim Rzecznikiem Konsumentów - Teraz jak mama wymówiła umowę z Polską Energetyką Pro i wróci do RWE, RWE prawdopodobnie cofnie karę za zerwanie umowy, a Energetyka Pro ją nałoży. Jak mama jej nie zapłaci mają 3 lata na skierowanie jej do sądu. Z rozmowy z Rzecznikiem wynikało, że większość starych ludzi (w tej sprawie, tylko tacy do niej trafiają) poddaje się i płaci. A ja zastanawiam się czy nie czekając na to, aż oni pójdą do sądu, nie pójść tam pierwsza. 

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli