środa, 28 grudnia 2005

Teraz ....

to nie czas na pisanie bloga.

Zainstalowałam w domu nie tylko choinkę:

ale i jemiołę:

i jak co roku, czas od wigilii do moich urodzin spędzam na snuciu przyszłorocznych planów. A mam ich tak dużo, że ho, ho !

środa, 21 grudnia 2005

Przedświąteczny, wtorkowy zlot cioteczek

Konieczność obdarowania najbliższych w połączeniu z głębokim przekonaniem, że istnieje sensowniejszy sposób na wydawanie ostatnich zaskórniaków niż kupowanie prezentów sprawiła, że zamiast wymawiać się przedświątecznym natłokiem obowiązków, w ostatni wtorek cioteczki siedziały w witrażowni do późnych godzin wieczornych:



Prawie każda ciotka uważała, że nie wypada przyjść bez ciasta. Dzięki temu "urosłam" (z tym, że biorąc pod uwagę jak mało ciasta zostało po wyjściu ciotek, nie tylko ja) o kolejny kilogram. Nie dotyczy to tylko Kaśki, bo ta konsekwentnie postanowiła naśladować dojrzewające dziewczynki i już od dłuższego czasu stara się być wzorcową anorektyczką.

Nie tylko my zajmujemy coraz więcej miejsca - powstawaniu naszych dzieł towarzyszy coraz większy bałagan i w tym tempie może nam zabraknąć wolnej powierzchni jeszcze zanim zostanie ogłoszony czas wiosennych porządków. A do tego czasu dekupażownia może tak wrosnąć w to miejsce, że uniemożliwi to reaktywację naszej starej przytulnej witrażowni.



Tej zimy najbardziej popularnym wyrobem stały się wariacje na temat lusterka z Ikei:



Znajdujące się w środku lusterko (o wymiarach 10 x 10 cm) zostanie odsłonięte dopiero na końcu ale i tak będzie w nim widać co najwyżej koniec nosa:



Innym bardzo popularnym wyrobem są osłonki do doniczek. Moje dzieło to doniczka na samej górze. Nie jestem z niej zadowolona - wycinając zostawiłam kwiaty lawendy razem z tłem, które po polakierowaniu odznacza się w widoczny i niezbyt estetyczny sposób. Ale nawet takie niepowodzenie nie powstrzyma mnie przed raz obranym kierunkiem, którym co warte podkreślenia, podążam samotnie - dekupażem ubogaconym.



Z kolei dzieciaki porobiły sporo świec. Mimo moich wcześniejszych wątpliwości, szły jak woda i w tym roku nie musiałam robić w pracy za akwizytora:



Mnie najbardziej podobają się imitacje ikon - miesiąc temu Gośka zrobiła jedną na próbę, a te co schną są jeszcze ładniejsze. Aż żal będzie je dawać na prezenty.



W pracy również panuje przedświąteczny nastrój.

W swoim pokoju, obok stałego elementu tzn. wielofunkcyjnego stroiku świątecznego postawiłam świąteczną pomarańczowo - goździkową bombę aromatyczną i kupioną, w ramach pomocy pensjonariuszom domu opieki, krepinową lalkę.





Jakiś czas temu pożyczyłam od Mońka Trio z Belleville ale ponieważ to było VCD a nie DVD, nie potrafiłam tego filmu włączyć. Dopiero jak przyjechała Gośka ze swoją córką Balbinką, tej ostatniej udało się włączyć moje DVD w kilka sekund. Z wdzięczności ściągnęłam Balbinie muzykę z tego filmu i teraz codziennie w poczcie dostaję od niej coś ciekawego.

Np. coś takiego:



Może w tym roku ruszę się z domu na wigilię. Jeżeli się na to zdecyduję, nie uda mi się w wigilijną noc pogadać z moimi kotami. Serce mi z tego powodu nie krwawi bo pewnie i tak nie chciałyby pogadać ze mną na jedyny interesujący mnie temat, tzn. dlaczego, w przeciwieństwie do innych kotów, nie uznają kuwety i robią gdzie popadnie.

Już chyba lepiej mieć, tak jak Balbina ślimaczycę Lorettę:



Nie sądzę by mój Heniutek był od takiej Loretty mądrzejszy.



W każdym razie córki to
się nam wszystkim udały.
poniedziałek, 12 grudnia 2005

W krainie mazurskiego kiczu


Zima na Mazurach, gdzie jeszcze nikt nie wpadł na pomysł zimowej turystyki i nie ma tego całego udawania jak to jest fajnie gdy na dworze jest mróz, ma swój urok:



Znów spędziłam tu kilka dni:



m.in. dalej dokumentując kicz "rogowy", tym razem w wersji z żarówką wysmukłą:



i typu "wypukła bombka":



Przed wyjazdem, z okazji zbliżającego się końca roku, zrobiłam rachunek sumienia i postanowiłam przynajmniej spróbować skończyć zaczęte prace. Na pierwszy ogień, poszedł kapelutek czarownicy. Wiedziałam gdzie poprzednio zrobiłam błąd, więc tym razem rondko wyszło akuratne:




Potem było trochę gorzej - mogłam bardziej rozumnie spuszczać oczka tak by to co wyszło, kształtem przypominało kapelutek, a nie prezerwatywę:



Ale chociaż podobno w tym sezonie tylko beret jest trendy, to nawet gdy ktoś mówi to z takim wdziękiem jak chomik ze strony http://www.chomiks.com:




to moim zdaniem w kapelutku każdemu, nawet jemu i mnie, jest zdecydowanie bardziej do twarzy:



Mojego zdjęcia w kapelutku nie będzie - jest mi w nim bardzo ładnie tylko jakoś nie udało się tego uchwycić na zdjęciu. Ale sam kapelutek jest jak najbardziej fotogeniczny:



A pomysł Gośki, by przy wyrabianiu rondka dodać bawełnianą nitkę był, jak to mówi ciocia Lucy, "w pyteczkę":

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli