środa, 30 grudnia 2009

Literatura na peryferiach (3)

Tym razem, podobnie jak w „pierwszych” wyzwaniach zrealizowałam 100% planu. Osiągnęłam to w prosty sposób - listę utworzyłam na podstawie skompletowanych wczesniej książek. Ostatnia przeczytana w ramach tego wyzwania książka, to Sekret holenderskiej autorki Anny Enquist.

 

Opowieść o pianistce, która poświeciła się muzyce, rezygnując dla niej z życia osobistego. O końcu kariery zadecydowały za nią jej stawy, dzięki czemu pod koniec życia, nieoczekiwanie dostała od losu dużo czasu na zastanawianie się nad swoimi wyborami. Poznajemy ją tuż przed wybuchem II wojny światowej, gdy zaczyna lekcje gry na pianinie. Potem uczestniczymy w najważniejszych wydarzeniach jej życia (z tym że nie są one opisane w żadnym porządku chronologicznym). Już na początku książki wiadomo, że chce się z nią spotkać mężczyzna, z którym jak się potem dowiadujemy, kiedyś była mocno związana i którego porzuciła dla tournee w Ameryce. Opowieść z cyklu – co by było gdyby było. Książkę czyta się miło. Mnie przeszkadzało momentami tłumaczenie, ale też nie aż tak, by mi zabierało radość czytania.

O kobietach były jeszcze dwie książki jedna, która mi się podobała: z Senegalu Ken Bugul Ulica Felix-Faure i jedna, którą z trudem doczytałam do końca: z Południowej Korei, Oh Jeonghui - Miłość zeszłej jesieni i inne opowiadania.

W ramach wyzwania przeczytałam jeszcze fajną przygodową książkę z Libanu: Jocelyne J. Awad - Rozdroże Proroków i bardziej skłaniającą do zadumy nad piekłem Bliskiego wschodu, Palestyńczyka Said Kaszua - Arabowie tańczą.

niedziela, 27 grudnia 2009

Poświąteczna wiosna

Nigdy nie przepadałam za świętami. Ale też i one nigdy nie starały się  mnie do siebie przekonać - często jak się miało coś stać, to  "działo się" w okolicy świąt.  W poprzednie święta umierała teściowa. Teraz  z kolei w  przededniu świąt w  najbliższym kręgu postawiono mało optymistyczną diagnozę. Jakby tego było mało, w tym samym czasie umarł ktoś, wprawdzie nie tak bliski, ale za to tak, że dusza uwiera. Nawet życzeń w tym roku nie za bardzo nie składałam - inna sprawa, że mam wrażenie że w poprzednich latach był w sieci większy świąteczny ruch. Ale mam kolejne noworoczne postanowienie:

2. W przyszłym roku będę miała kolorową choinkę (wygląda w realu jako tako tylko dlatego, że nawet w dzień palą się na niej kolorowe lampki, na dziennym zdjęciu, na którym nie widać lampeczek,  bije po oczach upiorna monotonia świątecznej dekoracji).


Wzruszyłam się jak stary siennik oglądając świąteczny album umieszczony przez córę na Picassie i doroczny konkurs otwieram zdjęciem choinki na obczyźnie.


Kolejna choinka to gumisiowe drzewko, nie taka wielka jak drzewiej bywało, bo w tym roku Kaśka poszła na ilość i ma nie jedną, a dwie (z tym  że zdjęcie wysłała tylko jednej).


Te święta po wodzie to chyba robota piarowców od ocieplenia klimatu. Wychodząc z domu widzę świecącą choinkę, a za drzwiami Lolek, który na zielonej pachnącej trawce, pod pozorem zalotów do Srali, czeka aż sobie pójdę, bo wtedy spokojnie dorwie się do jej miski.


Jak na tę ilość wolnego czasu, nie mam też za bardzo się czym pochwalić. Skończyłam baktusika - padiszaczka, Roboty było na jeden, góra dwa wieczory, mnie zabrało to tydzień.


Zużyłam dwa motki  Himalai padishah, włóczka ładna i milusia ale moim zdaniem nadaje się tylko na szaliki, czapki itp - już w robocie mechaci, się że hej! Mój baktusik mógłby być też trochę krótszy - na koniec wyszło mi 190 cm, myślę że 160 cm wystarczy.  Inna sprawa, że jakby był krótszy, to by przedni jęzor nie był tej wielkości co powinien. Więc i tak źle i tak nie najlepiej. Przed następnym baktusikiem zamierzam rozwiązać ten problem.

Coś się stało - albo ze mną, albo z Hanną Krall. Kiedyś z dużą przyjemnością czytałam jej krótkie opowiadania, tę książkę przeczytałam z zaciekawieniem, ale już bez tamtej przyjemności.


Sublokatorka opowiada o ukrywanej za szafą 5-letniej żydowskiej dziewczynce - jest nią Hanna Krall. Jak dla mnie, H. Krall opisała losy tylu osób, że jeżeli miała problem jak opisać swój, mogła się za to nie zabierać. Z kolei bohaterami Okien są osoby znane z historii opozycji lat osiemdziesiątych, które w tym opowiadaniu występują w  pogmatwanych relacjach rodzinnych, uginając się przy tym pod ciężarem metafizycznych pytań dzieci ofiar Holocaustu. Może kręcę nosem, ale brakowało mi zagubionej prostoty dawnych reportaży Hanny Krall - może to co sprawdza się w krótkich tekstach, w długich haczy? Z tym, że nie jest też tak, że czyta się tę książkę z trudem.  I bardzo mi się spodobał pomysł, by na tamten świat wybierać, tak jak to kiedyś było w przepisach emerytalnych, dwa najlepsze lata swojego życia.

Przy okazji kupowania prezentów, kupiłam i dla siebie kilka książek. Jedną z nich była książka afgańskiego autora  Kamień cierpliwości (zainteresowało mnie  to, że w 2008 roku dostała Nagrodę Goncourtów).

Bardzo krótka opowieść - niejedno opowiadanie jest dłuższe.  W pustym domu, w wyludnionej dzielnicy (mieszkańcy uciekli z powodu zbliżającego się frontu)  ona opiekuje się nieprzytomnym, znajdującym się w śpiączce  mężem. Trochę z nudów, trochę z samotności, po raz pierwszy w jego obecności panując nad sytuacją, zaczyna swoją opowieść ... Robi duże wrażenie. Polecam,

Z tą ostatnią książką było podobnie jak z baktusikeim, czytania na góra trzy godziny, a mnie zajęło to dwa dni. Gdy tymczasem Agnieszka jednego dnia dostała ode mnie Taksim A. Stasiuka, a już drugiego dnia wieczorem zameldowała, że z zadowoleniem przeczytała. Nie wiem jak ona to  zrobiła, skoro nigdzie na święta nie oddała swoich bliźniaków - przedszkolaków. W tym tempie czytać nie będę, ale kolejne noworoczne postanowienie brzmi:

3. Trochę więcej czytać


niedziela, 20 grudnia 2009

Powiało optymizmem

Przeczytałam na portalu Gazety horoskop na 2010 rok:

Rok 2010 będzie dla Koziorożców trudny ... może przynieść problemy ze zdrowiem, problemy z pracą, problemy w związkach. Tylko od kwietnia do lipca Koziorożce będą mogły odetchnąć. Cały rok upłynie Koziorożcom pod znakiem porządkowania swojego życia. Wszystkie sprawy nierozwiązane, zaległe, czekające na załatwienie, dadzą o sobie znać i trzeba będzie się nimi zająć.

Z jednej strony mam drwiący stosunek do horoskopów i w pełni zgadzam się z tezami artykułu Polityki (szukałam tego, zapamiętanego przeze mnie, fragmentu):

Jeden z izraelskich psychologów wojskowych, dysponując danymi setek tysięcy poborowych, którzy przewinęli się przez izraelską armię, postanowił przeprowadzić analizę rozkładu różnorodnych charakterystyk psychologicznych wśród osób należących do poszczególnych znaków zodiaku. Ani jedna właściwość psychologiczna – a armia izraelska zgromadziła informacje zarówno o inteligencji, właściwościach temperamentalnych, jak i o cechach osobowości swoich rekrutów – nie zależała od bycia Rybą, Skorpionem, Baranem, Strzelcem itd.

Ale z drugiej strony lubię czytać, ile to miłego mnie za chwilę spotka. Na razie trwa jeszcze "szczęśliwy dla mnie rok 2009" i powinnam  wykorzystać te kilka ostatnich dni - na Sylwestra obiecywałyśmy sobie do dna i garściami, garściami, patrząc wstecz, niewiele z tego wyszło. Tyle, że akurat teraz nie mam czasu. Zgodnie z zasadą: nigdy nie mów nigdy, dopadło mnie robienie świąt. Nastawiłam nawet zakwas na barszcz. Przepis wzięłam stąd. Podobno zawsze się sprawdza.

Skończyłam szal. Na koniec wyszedł dużo za duży. Trudno, prucie z tej wełny nie wchodzi w grę - usiłowałam spruć kilka rzędów i zrezygnowałam.  Iwona jest wysoka, ale nie aż tak, by taki szal, mógł robić za szaliczek (a takie było zamówienie). Dobrze, że to prezent. Nie wypada, nie być zachwyconą.


Teraz w drodze jest baktusik -padiszaczek.


Przeczytałam cudowną książkę:


Dopiero po przeczytaniu kilku pierwszych stron Przypadków niefortunnego saksofonisty Josefa Škvoreckego zorientowałam się, że to autobiografia.  Dystans do siebie, cudowne anegdoty i zero styropianowej martyrologii. Boskie !!!

Mam pierwsze noworoczne postanowienie, nie z tych co to wypada (zmądrzeć, schudnąć, zabrać się wreszcie za ...), ale z tych płynących z serca. Jest to:

1. Jak najwięcej czeskich filmów i czeskich książek.

Na mojej "półeczce książek do przeczytania" nie ma jeszcze nic czeskiego. Szukałam w księgarniach książek Josefa Škvoreckego, ale znalazłam tylko na Allegro. Nic nie kupiłam, bo żaden sprzedawca nie ma kilku książek, które by mnie interesowały, a ciągnąć jedną szkoda. Właśnie w Trójce mówią o jego książce: Przypadki inżyniera dusz - może przez przypadek odkryłam kogoś, kto za chwilę będzie modny?


 

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli