piątek, 30 grudnia 2011
Przeczytane

Peter Ames Carlin  Paul McCartney. Życie

 

Tak ciekawa, jak wydana w tym samym wydawnictwie na początku tego roku biografia Johna Lennona, to ta książka nie jest. Jak dla mnie za mało o McCartney'u, za dużo o jego muzyce. Co mnie obchodzi, że do nagrania jakiejś tam piosenki zaprosił jakiegoś tam muzyka sesyjnego? Z kolei dla osób, dla których takie informacje są ważne (wiem, że tacy istnieją, znałam takich), są one zbyt fragmentaryczne, by dla nich sięgnęli po tę książkę.

Zdaję sobie sprawę, że trudno napisać biografię, kogoś kto miał tak burzliwe i pełne przygód życie. Ale można się chyba bardziej postarać. Jak dla mnie za mało smaczków, anegdot, czyli tego czego zawsze szukam w tego typu książkach. Dość natomiast dobrze przedstawiony jest początek kariery - talent i szczęście to jedno, ale też i wyróżniała go nieprzeciętna pracowitość i parcie na szkło. Natomiast moja mama zwróciła uwagę na jeszcze na mało "politycznie poprawny" apekt - ćpał przez prawie całe swoje dorosłe życie (z tym, że podobno kilka lat temu przestał). Ale że nigdy nie przekroczył linii totalnej destrukcji, w niczym mu to nie zaszkodziło.

 

Zauroczona Córką Agamemnona tego autora, sięgnęłam po Następcę i się rozczarowałam. 

Biorąc tę książkę do ręki, nie wiedziałam że opisuje dalsze losy rodziny opisanej w Córce Agammenona. Komunistyczna Albania. Namaszczony na następcę wodza popada w niełaskę i popełnia samobójstwo (zostaje zabity?). Opowieść o tym, co przez następne kilka tygodni dzieje się z jego rodziną, która zastygła czeka, już w odosobnieniu, ale jeszcze ciągle korzystając z przywilejów kasty rządzącej decyzję wodza co do dalszych swoich losów. A tymczasem na dworze wodza zawiązują się następne intrygi ..

4/5 książki czyta się świetnie  - po raz pierwszy od nie pamiętam jak dawna, tak się zaczytałam, że przejechałam swoją stację. Ale potem niestety się to wszystko rozwleka, tak że na koniec odłożyłam tę książkę z niesmakiem.

Gdyby nie dwa ostatnie rozdziały, byłaby kolejna perełka.

Każdy szczyt ma swój czubaszek.

Bardzo mocno przereklamowana. Jej blog bywa ciekawy i zabawny. Zapis jej rozmowy z  Andrzejem Adrusem nie za bardzo.

Kupiłam Ańćce na prezent i drugi rok pod rząd ta sama wtopa - książka jest na tyle kiepska, że nie nadaje się na prezent.  Mój zwyczaj czytania książek, które kupiłam dla kogoś w prezencie, potrafi mnie wpędzić w dodatkowe koszty.   

 

Atiq Rahimi Ziemia i popioły

Chociaż Kamień cierpliwości Atiq’a Rahimi czytałam dwa lata temu, to dalej pamiętam wrażenie jakie na mnie zrobiła tamta książka. Dlatego gdy zobaczyłam kolejną tego autora, kupiłam. Zła nie jest. Ale do tamtej jej daleko.

Bohaterów tej opowieści: dziadka z wnukiem poznajemy gdy idą afgańskimi bezdrożami do kopalni, gdzie pracuje ojciec dziecka. Dziadek chce opowiedzieć synowi, o akcji odwetowej: spalono wieś i wymordowano ich rodzinę. I chociaż niewiele się dzieje, to ponurość tej opowieści trzeszczy w kościach.

Ponury świat kamiennych pustyni. Trochę przypomina nastrojem Drogę Cormac’a McCarthy’go. Nie ma czegoś takiego jak afgańska komedia. Chyba że oksymoron.  

A tak na marginesie. Wiem że książek nie kupuje się na kilogramy, ale skoro Ziemię i popioły wydano korzystając z pomocy Wsparcia Wydawniczego Culturesfrance, nie rozumiem, dlaczego niecała godzina czytania kosztuje aż 28 zł.

Sławomir Koper  Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej

 

Ostania z trzech zakupionych przeze mnie książek Sławomira Kopra o Drugiej Rzeczypospolitej. Kolejne rozdziały opowiadają o Wieniawie, Piłsudzkim, Paderewskim, Śmigłym-Rydzu, Wojciechowskim, Mościckim i Sławku. Kopalnia anegdot, ciekawych historyjek. Zaraz na początku urzekła mnie taka anegdota o początkach prezydentury Wojciechowskiego: 

 Na pięć minut przed rozpoczęciem obiadu (..) Wojciechowski nie wytrzymał i (...) cichutko bocznymi drzwiami, wszedł do jadalni zamkowej, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Spostrzegłszy na sto­le przy nakryciach kartki z nazwiskami dygnitarzy, a ponieważ nie podobało mu się ich rozmieszczenie, nic nikomu nie mówiąc, kartki poprzemieniał. Między innymi posła włoskiego Tommassiniego, najstarszego przydziałem, posadzonego przy prezyden­cie, odsunął dalej, a przy sobie posadził posła Francji. Taką samą zmianę przeprowadził z posłem Anglii. Proszę sobie wyobrazić miny tych dyplomatów, kiedy zasiedli do stołu! Poseł włoski, senior korpusu dyplomatycznego, wpraw­dzie zajął miejsce wyznaczone mu przez prezydenta, ale zaraz po skończonym obiedzie wyjechał z Zamku i zażądał w Minister­stwie Spraw Zagranicznych wytłumaczenia przyczyny afrontu, jaki go spotkał. Oczywiście, trzeba było wyjaśniać i przeprosić. Inni posłowie sprzeciwu nie wnieśli, czekali bowiem na załatwie­nie sprawy protestu Włocha.

Zaciekawiła mnie historia wojennych losów Rydza - Śmigłego. Ale jasno z tej książki wynika, że nie wiemy nic, wszystko to tylko hipotezy. 

Siłą rzeczy, ten tydzień to tydzień podsumowań. Z ponad 80-ciu książek, które w tym roku przeczytałam, wybrałam 5 najlepszych:

Chimamamda Ngozi Adichie - To coś na twojej szyi

Ismail Kadare - Córka Agamemnona

Michał Łoziński - Książka

Władimir Zazubrin - Drzazga

Agata Tuszyńska - Oskarżona Wiera Gran

"Przewietrzyłam" też mój stosik - zostawiłam tylko książki, które dalej chce przeczytać (książek z biblioteki nie stosikuje, czytam je na bieżąco). 

niedziela, 25 grudnia 2011
Moje święta

Każdy ma swoją tradycję. Ja kontynuowałam swoją - czyli świąt alternatywnych. Po kilkuletniej przerwie, znowu tak jakoś wyszło. Córka daleko. Synek jeszcze dalej, jak zawsze robi świetne zdjęcia.

Ale choinka jest.



I wieczorem wygląda magicznie.



W świątecznych Wysokich obcasach jest bardzo ciekawy wywiad z 90-letnią byłą więźniarką Ravensbruck, Alicją Gawlikowską - Świerczyńską. Mimo swojego wieku, nadal wstaje codziennie o 6 rano i nie zje śniadania, dopóki się nie ubierze, nie umaluje i nie uczesze. Bo według niej: jest taka życiowa zasada - dopóki człowiek spełnia podstawowe czynności: chce się umyć, chce zjeść, chce się uczesać, chce się ubrać, to będzie żył. No chyba, że ma nadzwyczajnie zły los, tragiczną chorobę, coś ponad. No to ja nie wiem czy będę żyła. Bo ja jak tylko nie muszę, to tego nie robię i już od pewnego czasu, jak tylko mogę, wymiksowuję się z różnych wyjść, by pławić się w błogim nic-nie-robieniu.  Na marginesie:  mały jest ten świat, w wywiadzie opowiada o swojej zmarłej kilka lat temu córce. Pamiętam tamtą śmierć - mimo wszystko rzadko się zdarza, by ktoś w niedzielę pilotował szybowiec, we wtorek poszedł do lekarza, a w następną niedzielę umarł na raka. A znam tę historię, bo jej córka była synową Janeczki.

Tak naprawdę świąteczny nastrój przyszedł do mnie dopiero w niedzielę popołudniu. Wcześniej skutecznie zatruwała mi humor, konieczność "ściągnięcia" z Wwy samochodu Michała (od ośmiu lat siadam za kierownicą raz, góra dwa razy w roku, gdy nocą pustymi ulicami rozwożę po imprezach lekko wypitych gości). Dopiero po wykonaniu tego zadania, kamień obowiązków spadł mi z ramion i poczułam w duszy świąteczny nastrój.



Michał pozwolił mi nim jeździć, ale jak na razie do tego się nie palę, dopuszczam taką możliwość w stanie wyższej konieczności. A tak niech stoi i czeka na jego powrót. Jechałam samochodem prawie 50 minut - co z tego, że nie było korków, gdy co chwilę na tej drodze są światła. Gdybym jechała koleją, zajęłoby mi to 75 minut, z tego przynajmniej 45 minut (autobus + pociąg) bym czytała. Więc nawet jak nie ma korków, nie aż takie aj waj.

A z czytaniem w podróży łączy się moje obecne osiołkowanie: kupić Kindla, czy nie kupić? Z jednej strony, jedyne sklepy jakie lubię to księgarnie. Z drugiej strony, dużo czytam w podróży, a Kindle w torebce zdecydowanie poręczniejszy niż książka/książki. I już  byłam przekonana, że kupuję, gdy przyszła kartka świąteczna od Maga-Mary.

 

Od razu stała się moją ukochaną zakładką. No a że w Kindlu zakładek nie potrzeba, to skutecznie mnie to zniechęciło do kupowania. Ciekawe na jak długo.

niedziela, 18 grudnia 2011
Nigdy nie mów nigdy

Nie pamiętam kiedy oglądałam serial w Telewizji - kilkanaście lat temu? A dzisiaj obejrzałam w TVN Style odcinek Downton Abbey  i jak będę pamiętała, a telewizor będzie działać (z tym dalej bardzo różnie), za tydzień chętnie obejrzę następny. Zapamiętałam wpis Padmy i jak zobaczyłam w programie tytuł, sprawdziłam na jej blogu, że to o tym serialu pisała i o odpowiedniej porze zasiadłam przed TV. Słodki. 

Powoli przybywa brązowego Ficiaka (nazwałam go tak, bo  nie będzie mnie opinał i na każdym kroku, przypominał mi, że mam kilka kg za dużo).  

Przypomniałam sobie też o kapie. Wzięłam do ręki wzór.

i ułożyłam to już co mam, nie za wiele tego. Wiem już jedno - zrobienie kapy zabierze mi sporo czasu (wątpię, by za rok o tej porze była gotowa). Ale zszycie i wykończenie, to dopiero będzie hardcore.  

Do kina nie ma na co chodzić, więc tak na zmianę: druty, albo książka (stosik "do przeczytania" cały czas rośnie, co wejdę do księgarni z myślą o prezentach, kupuję książki dla siebie, w tym tygodniu Czubaszek i biografię Paula McCartneya). Podczas gdy inni uwijają się w przedświątecznym ukropie, u mnie błogi spokój. Synek w dalekich podróżach i nie ma komu gotować. Kto wie, moze nawet nie przytyję w te święta?

Przeczytałam bardzo zabawną książeczkę.

O kobietach, o których Hanuszkiewicz twierdził, ze lepiej się zna niż na teatrze. Książeczka pełna galanterii dla dam, ale tak na prawdę seksistowska do bólu. Tyle, że Hanuszkiewiczowi nawet z takim seksizmem i rozdętym ego, jest do twarzy.

O reżyserowanych przez siebie sztukach pisze mało, szerzej jedynie o wyreżyserowanej w Teatrze Telewizji jednoaktówce Giradoux: Apollo z Bellac (powtórzyli ją teraz w pierwszy poniedziałek po jego śmierci). Sztuka opowiada o tym jak do urzędu patentowego przychodzi młoda dziewczyna (Kalina Jędrusik), wie że kierują nim mężczyźni i boi się, że będąc osobą nieśmiałą, niewiele wskóra.  W hallu spotyka mężczyznę (Adam Hanuszkiewicz), który udziela jej bezcennej rady - mężczyźnie trzeba powiedzieć (ważne by stanowczo i bez afektacji), że jest piękny, a wtedy na wszystko się zgodzi. Zabawna jest historia, jak doszło do wyreżyserowania przez Hanuszkiewicz tej sztuki. Po przeczytaniu, odłożył ją na półkę - uznał, że jest głupia, bo mężczyźni nie są aż tak próżni.  Traf chciał, że kilka dni później, nawrzeszczał na swoją sekretarkę, gdy wpakowała go na niezłą minę, a ona odpowiedziała mu: Taki ładny, a tak krzyczy! A. Hanuszkiewiczowi złość natychmiast przeszła i skonfundowany wycofał się  do swojego gabinetu. Tam zorientował się, że pokonała go dokładnie tak, jak opisuje to Giradoux w swojej sztuce  Apollo z Bellac.  

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli