niedziela, 28 grudnia 2014
Za chwilę podsumowanie

Ale zanim podsumuje 2014 rok ...

Na święta przyjechał mężczyzna mojego życia. Wzięłam dzień wolny, poszłam z nim do Hulakuli w  podziemiach BUW-u, na dworze zacinał deszcz. myślałam że będzie sporo osób które wpadną na ten sam pomysł - nikogo poza nami nie było. Skończyło się na tym, ze siedziałam z nim w kulkach i czytałam mu książki. Nie tylko na ulicy nie widać dzieci. W miejscach dla nich stworzonych, też ich nie ma.   

W domu postawiłam sporą jodłę, dokupiłam ozdób by była kolorowa i święcąca. Do wigilijnego stołu siadło 11 osób (było co jeść).

Między innymi w menu był barszcz z uszkami. Opowiadając Gumisiowi o przygotowywaniu Wigilii, pochwaliłam się "sposobem" na uszka (zamówiła je teściowa Anki u sąsiadki) i zapowiedziałam, że naśladując Joannę, kupię do nich barszcz Hortex'u. Tego biedny Gumiś już nie był w stanie przeżyć i chcąc mnie zmotywować do nastawienia zakwasu, stwierdził, że jak nie z niej, to niech wezmę przykład z Ańćki, która na pewno sama robi barszcz i nie kupuje Hortex'u. Następnego dnia, po rozmowie z Aćką wysłałam do Gumisia mail: Miałaś rację, Ańćka nie kupuje barszczyku Hortex'u, woli Krakusa. Chwilę później Gumiś odpowiedział: Jest jeszcze barszcz Winiary.

Ale to wszystko nie było ważne, Tomek oszalał na punkcie otrzymanego prezentu - tylko dziecko potrafi się tak cieszyć.   

No i by tradycji było zadość, udaliśmy się rodzinnie na cmentarz. 

Idąc na grób ojca rzucił mi się w oczy udany pomysł na współczesny nagrobek. W czarny, udający marmur kamień, został wbudowany brzozowy krzyż.

Wracając przeszliśmy obok kwater ofiar Powstania, na wymienionych cztery miesiące temu tablicach, napisy powoli już przestają być czytelne. Poprzednie słupki może i były stare (mnie osobiście bardziej się podobały), ale po kilkudziesięciu latach dalej wszystko można na nich było odczytać.

 

Byłam w kinie - na czymś co jest reklamowane jako polska komedia.

Spuśćmy zasłonę milczenia, radzę unikać kontaktu z tym "dziełem". Reklama w tym przypadku nie kłamie, rzeczywiście takiej komedii jeszcze nie było.

dobry film

Aby nie kończyć roku takim gniotem, poszłam w ten mróz na jeszcze jeden film: Whiplash.

19-latek marzy o karierze jazzowego perkusisty. Dostaje się do najlepszej szkoły muzycznej, tam "zauważa" go dyrygent szkolnej orkiestry, chwilę później spełnia się jego marzenie, zaczyna grać w jego orkiestrze. 

Zamiast kolejnej bajki o brzydkim kaczątku, świetny film pokazujący cenę jaką się płaci za dążenie do doskonałości w sztuce.

"Przeczytałam" kolejny audiobook (teraz będzie dłuższa przerwa, bo wgrałam Dzienniki Mrożka). 

Jedwabnik, to dalszy ciąg przygód detektywa Strika i jego asystentki Robin z Wołania kukułki. Rowling potrafi pisać, ale według mnie wydany pod własnym nazwiskiem Trafny wybór był dużo lepszy, niż taśmowe kryminały, które jak widać postanowiła wydawać pod nazwiskiem Galbraith.

Tym razem jej bohater rozwiązuje zagadkę morderstwa pisarza: został okrutnie zamordowany, a własnie miał wydać książkę w której demaskował pisarski światek Londynu.

Nie lubię kryminałów, w których prowadzący śledztwo gdzieś wyjeżdżają, czegoś szukają, a czytelnik zostaje z tym wszystkim sami i musi poczekać do ostatniego rozdziału, w którym zagadka zostanie rozwiązana. Ale może się czepiam, bo jak tylko Rowling wyda następny tom przygód detektywa Strika, na pewno przeczytam.

A Stuhr jako czytający audiobooki, "może być". Głosu Gosztyły nie ma, ale nie wpadł w aktorska pułapkę: dużo "czyta", mało "interpretuje".

 

Odpowiadając na zawartą w komentarzu prośbę o polecenie dobrej książki na "potrzymanie ducha".

Tak przypominając sobie książki, które przeczytałam w tym roku:

Czesałam nawet ciepłe króliki, Dariusz Zaborek - nie jest to najlepsza jego książka, osoba z która przeprowadza wywiad budzi mieszane uczucia, ale  to o czym mówi, jej strategia życiowa, "pionizuje" i sprawia, że w własne problemy widzi się w zmienionych proporcjach.

Podobne refleksje wywołuje Pensjonat pamięci, Tony Judt - z tym, że ta książka jest również świetnie napisana. 

Wciąga, ale bez melancholijnych klimatów Baronowa jazzu Hananh Rotschild. Temat to wielu okołogenderowych przemyśleń. No i ma budujące przesłanie. Jak to ktoś kiedyś zauważył:  Ludzie bogaci, mogą co najwyżej wybrać sposób w jaki mogą być nieszczęśliwi. 

Natomiast dawno nie przeczytałam powieści, która mnie naprawdę "wciągnęła". Nawet najnowsza książka Adichie lekko mnie rozczarowała - jej Amerykanaa nie dorasta do pięt Fioletowemu hibiskusowi, czy dwóm następnym powieściom jakie po tym swoim debiucie wydała. Więc jak polecać, to tamte, poprzednie jej książki.


piątek, 26 grudnia 2014
Przeczytane

 Miesiąc z jedną książką - Morfina Szymon Twardoch

 

Dawno nie czytałam tak długo jednej książki - ma wprawdzie sporo stron, ale bez przesady.

Sięgnęłam po nią, po obejrzeniu Xsięgarnii - poproszony o wskazanie książki, która zrobiła na nim ostatnio spore wrażenie Maciej Stuhr, ciepło opowiedział, dodając że chciałby mieć możliwość zagrać jej bohatera, w nakręconym na podstawie tej książki filmie. 

To że Maciej Stuhr chciałby zagrać Konstantego Willemana, można zrozumieć, postać może nie chwalebna, ale dającą aktorowi duże pole do popisu. Warszawa, jesień 1939 roku. Konstanty Willeman, wraca po przegranej kampanii wrześniowej do domu. Mimo że jest z pochodzenia Niemcem, żył jako Polak. Żył, bo trudno powiedzieć by się nim, albo kimkolwiek innym, czuł: kobiety, morfina, alkohol. Pieniądze od bogatej mamusi, plus kotwica  w postaci żony, córki endeka, Matki-Polki jego kilkuletniego syna.

I na jedno na co na pewno nie był w życiu gotowy, to na spotkanie z historią. A o tym ta książka opowiada.

Opowieść ciekawa, błyskotliwie napisana. Na pewno warta przeczytania. Do wykorzystania na zajęciach mizoandrii.

Tyle, że jak dla mnie trochę za dużo słów.

 

Słuchając dziennika Pilcha, by nie zaprzątać głowy czymś "ambitnym" sięgnęłam po Stuletnią gospodę Katarzyny Majgier.

 

Oparta na schemacie brazylijskiego serialu opowieść o losach rodziny prowadzącej gospodę niedaleko turystycznego szlaku. Książka dała mi jednak do myślenia - każdy rozdział zaczyna się przepisem na tradycyjne danie polskiej kuchni  - nie rozumiem dlaczego raz się cebulę odparowuje na patelni i dopiero potem dodaje tłuszczu i smaży, kiedy indziej od razu wrzuca na rozgrzany tłuszcz? Głębszy sens - czy niestaranność korektora? Innych refleksji po przeczytaniu tej książki nie miałam.


Po przeczytaniu Stuletniej gospody na jakiś czas mam serdecznie dosyć tzw. literatury kobiecej. Szukając czegoś co nie jest powieścią, natrafiłam na Dylemat wagonika.


Punktem wyjścia jest tytułowy dylemat wagonika: Jest rozpędzony wagonik, nad którym maszynista stracił kontrolę. Jak nie przestawi się go na boczny tor, zginie cała piątka pasażerów. Jak przestawi się go na boczny tor, zginie jeden przechodzący przez ten boczny tor człowiek.

Wagonikologia + krótki kurs filozofii. Ponieważ to ostatnie zawsze mnie bardzo nudziło, tym, razem nie było inaczej. Ale zaciekawiła mnie tzw. zasada podwójnego skutku. Według świętego Tomasza

w pewnych, bardzo specyficznych okolicznościach, jest dopuszczalne, by doprowadzić do złego skutku razem z dobrym. Te okoliczności, dopracowane dalej przez Kościół katolicki, są następujące:

1) Sam uczynek musi być moralnie dobry lub przynajmniej obojętny.

2) Sprawca może nie chcieć dopuścić do złego skutku, ale pozwolić na niego. Jeśli sprawca może doprowadzić do dobrego skutku bez złego skutku, powinien tak postąpić.

3) Dobry skutek musi wypływać z uczynku przynajmniej w takim samym stopniu jak zły skutek. Innymi słowy, dobry skutek musi bezpośrednio wypływać z uczynku, nie ze złego skutku. Czyli sprawca może wykorzystać niedozwolone w innych przypadkach złe środki, aby doprowadzić do dobrego zakończenia.

4) Dobry skutek musi być dostatecznie pożądany, aby kompensować dopuszczenie do złego skutku.

Na na tej zasadzie opiera się stanowisko Kościoła katolickiego w sprawie aborcji. Przeprowadzenie aborcji, żeby uratować życie matki, jest niedopuszczalne, ponieważ nie spełnia ani warunku numer 1, ani warunku numer 2. Akt zabójstwa niewinnej osoby nie jest dobry sam w sobie, a dokonanie go, aby uratować życie matki, co z pewnością byłoby pożądanym skutkiem, będzie wymagało użycia złego skutku, śmierci płodu, jako środka dla osiągnięcia dobrego skutku. Jeśli jednak u ciężarnej kobiety zostałby zdiagnozowany rak macicy, przeprowadzenie histerektomii byłoby dopuszczalne, mimo tego, że zakończyłoby życie płodu, ponieważ przeprowadzenie operacji spełnia wszystkie cztery warunki zasady podwójnego skutku: 1) Usunięcie tkanki nowotworowej jest dobre samo w sobie. 2) Ani kobieta, ani chirurg nie chcą śmierci płodu; tylko ją przewidują i na nią zezwalają. 3) To histerektomia, a nie śmierć płodu ratuje życie kobiety. 4) Uratowanie życia matki jest przynajmniej równie wielkim dobrem jak uratowanie życia płodu.

Kolejnym przypadkiem, w którym Kościół powołuje się na zasadę podwójnego skutku, jest sprawa asystowania przy samobójstwie. Nauka Kościoła katolickiego nie dopuszcza pomocy pacjentowi w zabiciu samego siebie, ponieważ jest to złamanie przykazania „nie zabijaj”. Innymi słowy, nie spełnia warunku numer 1. Nie pomoże stwierdzenie, że lekarz jedynie podaje lekarstwo, zamiast bezpośrednio zabić pacjenta, ponieważ jego zamiarem jest zabić pacjenta (warunek numer 2). Jeśli lekarz twierdzi, że jego zamiarem jest tylko „położyć kres cierpieniom pacjenta”, nadal mamy do czynienia z przypadkiem, w którym śmierć pacjenta (zły skutek) przyniesie dobry skutek w uśmierzeniu bólu pacjenta. Warunek numer 3 nie jest spełniony.

Niby tylko słowa, ale ile przysporzyły i przysparzają nieszczęść.

niedziela, 21 grudnia 2014

Z pamiętnika wk ... konsumentki

Jeżeli chłopakom pozwolą na realizację tego pomysłu, to znaczy że nie leci z nami juz żaden pilot:

Na mapie wygląda to ładnie, skomunikowanie z metrem sugeruje, że jest to przemyślany plan, ale  ... jak można przeczytać w tekście pod tym rysunkiem:

Problemem jest przecięcie nowej linii średnicowej ze starą na tyłach Dworca Zachodniego. To bardzo ruchliwe miejsce. Wiosną pisaliśmy, że kolejarze planują tu nowy wiadukt i bezkolizyjne skrzyżowanie torów. Ten projekt okazał się zbyt drogi i trasy pociągów będą się przecinały. - Wiadukt pozwoliłby na pełne uniezależnienie jednej linii średnicowej od drugiej.... 

Przekładając na polski: planują skrzyżowanie na którym będą w godzinach szczytu przepuszczać, sterując światłami semaforów, kilkadziesiąt pociągów na godzinę!

Ale zanim zaczną przepuszczać te pociągi, najpierw przepuszcza 8 miliardów, bo tyle ma to kosztować. Na promocję, plakaty, konkursy, szkolenia 3%? A może i 5% ?

Ale też robią co chcą, bo nie ma nadziei na obywatelski protest. Jak pokazuje los grupy Łódź-Warszawa-Ciężka nawet wspólny interes i wspólne branie w kość nie potrafi zjednoczyć 4,5 tysiąca poszkodowanych. Zaprosili Adminów na kilka spotkań, wpuścili na grupę parę troli i jest pozamiatane. Jest dobrze. A nawet jak nie jest dobrze, to jest lepiej i będzie dobrze jak skończy się remont. I część grupy to kupuje.

 

Ale też by tak tylko na jedną konsumencką nutę nie zawodzić: dogadałam się z NC+.  Poszliśmy na "kompromis" - nie dostałam, tak jak chciałam, za friko dekodera z nagrywarką i będę za niego płaciła 5 zł miesięcznie. Ale jednocześnie o 5 zł obniżyli mi abonament. Czyli obie strony wyszły z twarzą.

 

No i mogę się już pochwalić co mnie tak ostatnio pochłonęło: fotoalbum dla Anki ze zdjęciami dokumentującymi jej pierwsze 10 lat życia:


Zamówiłam w Empiku była promocja, za 44 strony A4, w twardej oprawie zapłaciłam 65 zł. Sam album bardzo łatwo się składa, aplikacja do tego jest z tych "przyjaznych", ale to pod warunkiem że ma się w miarę dobre zdjęcia. Moje były nie tylko poplamione i podarte, kolorowe miały jeszcze w dziwny sposób "pozmieniane" kolory. Obróbka tych zdjęć zabrała mi ponad dwa tygodnie, by zdążyć przed świętami, wzięłam nawet jeden dzień urlopu. Ale efekt jest. 

W domu to co miało być zrobione, nie zostało zrobione. Pan hydraulik po raz kolejny nawalił: nie wymienił zniszczonych płytek ani nie przeczyścił pieca. Ale za to pan od ogrodu, który pewnie nie ma teraz zleceń, sam z siebie przyszedł i pociął gałęzie.  

A w ogrodzie czeka już na wniesienie do domu piękna jodła:

 

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli