niedziela, 10 grudnia 2017

Świat oszalał na punkcie akcji #metoo. Im dłużej ona trwa, tym bardziej poszerzany jest zasięg "niewłaściwych" zachowań - z jednej strony jest to bardzo wygodny sposób, przykrycia i zrelatywizowania tych naprawdę "złych". Z drugiej, prowadzi do  uprzedmiotowienia ofiar. Odmawia się kobietom zdolności do samodzielnego stawiania granic. Jeszcze krok i się okaże, ze skoro my jesteśmy takie słabe, a mężczyźni tacy zwierzęcy, jedynym rozwiązaniem jest ścisła segregacja. 

W sumie to takie rozwiązanie się samo nasuwa - czekam kto pierwszy z nim wyjdzie.

W ramach przygotowań do świat, zamiast pójść na Szarotki, latałam na miotle. Ale ponieważ w przeciwieństwie do mojego wnuka, nie wierzę już w Mikołaja, sama sobie kupiłam kilka gadżetów:


Lampka nie tylko do robótek, ale i w podróżach będzie nieoceniona. Słuchawki bezprzewodowe pokochałam miłością wielką - kabelek przy sprzątaniu przeszkadza, a warto wtedy mieć głowę w audiobooku, jakoś mniej się ma wtedy poczucia totalnego marnowania czasu. Głośniczek Sony jest w tym wszystkim najmniej praktyczny - potrzebowałam głośników, ale tu akurat urzekł mnie design. Tyle że jak na razie się nie polubiliśmy - ma jakiś pokręcony interfejs, trudno się z nim dogadać, mam go od kilku dni i cały czas udaję mi się go włączyć po całej chaotycznej sekwencji prób i błędów.

A głośniczek do Netflixa niezbędny. Zwłaszcza gdy jest już drugi sezon Królowej.


 

Tego dnia było w Wwie kilka wieczorów autorskich - wybrałam ten bo był o 19 - w bonusie był Marcin Meller.


Tyle, że było na nim bardzo mało ludzi - zaczęło się ze sporym opóźnieniem, najwyraźniej liczyli, ze ktoś może jeszcze przyjdzie i po pół godzinie było po wszystkim. Szkoda, bo książka zapowiada się bardzo interesująco.

 

Wieczór autorski kolegi. Nie wypadało nie być. Ale też było nie tylko ciepło, ale i ciekawie.

 

W dyskusji zabrała głos młoda dziewczyna, którą rodzice "wypychają" na studia za granicę. A ona z jednej strony ma do nich bezgraniczne zaufanie - ojciec, dziennikarz w jednej z gazet gorszego sortu, mówi "uciekaj póki czas", sama też ma oczy i widzi. Z drugiej strony, ma tu przyjaciół, chłopaka i boi się że te relacje nie wytrzymają próby czasu. Będzie trochę tu, trochę tam. Potem tylko tam. I chciałaby wiedzieć, czy nie będzie żałować. Mają chyba gorzej niż my - bo uciekają przed czymś co ma nadejść, ale nikt im nie potrafi powiedzieć kiedy to nadejdzie i jaki ostatecznie przybierze kształt. 

A po spotkaniu, cynk z Fejsa, że Kasia.Eire zauważyła mnie na zdjęciu. Świat jest mały, na pierwszym planie kobieta z którą chodziłam przez rok do liceum.

 

Crazy castle - Film otwarcia Festiwalu Filmów Irańskich.

Grupa młodych ludzi (ale już nie nastolatków), która znała się dotąd jedynie w sieci spotyka się w realu. Jeden przed drugim się popisuje i zdarza się coś, czego nikt nie chciał, co scala ich grupę we wspólnym poczuciu, że uczestniczyli w czymś, co nigdy nie powinno się zdarzyć. Tyle, że za jakiś czas dowiadujemy się czegoś, co zmienia nasz sposób patrzenia. Jak już poukładamy klocki tej układanki, znów dowiadujemy się czegoś co wywraca nasz sposób patrzenia na to co się stało. I tak do ostatnich minut filmów. Powiedzieć, że film zaskakuje to mało.

To co trochę przeszkadza to na każdym kroku dająca po oczach „niskobudżetowość” Pomysł jaki miał reżyser na ten film zasługiwał na większe wsparcie finansowe.


Dom przy 41 uliczce

Hamid Reza Ghorbani asystował Farhadiemu jaki drugi reżyser przy jego najlepszym filmie Co wiesz o Elly i przy Rozstaniu. Jego pierwszy film, Dom przy 41 uliczce jest w podobnym klimacie jak filmy Farhadiego – nie jest tak dobry jak te dwa, wyżej wymienione, ale od jego czwartego pokazywanego u nas filmu Klient, już tak.

W pierwszych minutach filmu w kłótni o pieniądze, jeden brat zabija drugiego. Bracia mieszkali ze swoimi rodzinami w domu swojej matki, każda rodzina na osobnym piętrze. Teraz te trzy samotne kobiety muszą ułożyć swoje relacje na nowo, ale jak się można domyślić, łatwo im to nie wychodzi.

Ciężkie, cudownie nie przegadane kino. Jaka szkoda, że tego typu filmu są teraz jedynie na festiwalach – a i to nie wiadomo jak długo jeszcze, bilety były po 12 złotych, a sala Luny była zapełniona mniej więcej w 10%.

Przy okazji można zobaczyć ciekawe jak działa w praktyce, bardzo odmienne od prawa europejskiego – i nie da się ukryć mocno preferującego ludzi majętnych – rozwiązanie, pozwalające poszkodowanemu decydować, czy chce dla zabójcy kary, czy dla siebie odszkodowania.

czwartek, 07 grudnia 2017
Przeczytane 2017

dobra ksiażka

Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową Ziemowit Szczerek

 

Tym razem Ziemowit Szczerek jedzie przez Europę Środkową. Jedzie szybko, więc i jego opowieść jest pełna uogólnień i bazuje na stereotypach. Ale "moich" stereotypach i bliskim mi widzeniu świata, więc mi się podobało. Taka na przykład celna i krótka charakterystyka suwerena:

Polska się zbuntowała przeciw Zachodowi, bo okazał się czymś innym niż miał być. Złote, błyszczące neony przemieniły się w zwyczajne reklamy Rossmanna i Lidla. Miała być kraina bogactwa, a wyszła kraina lewactwa. Miały być dupy z rozkładówek Playboy’a w szybkich furach, a są połajanki feministek, że słowo ‘dupa” uwłacza kobiecie, i ochran od Zielonych, że szybkie fury zatruwają atmosferę. Nie wspominając o tym, że Playboy skończył z nagimi fotkami.

Myślę, że tamci z tamtej strony, nawet jak coś wrażego czytają, to chyba nie Ziemowita Szczerka. To, że będzie chciał ośmieszyć projekt Międzymorza było łatwe do przewidzenia. To, że zrobi  to  na tyle błyskotliwie i celnie, że jak się człek z nim nie zgadza, to będzie uwierać, też. Bo to on tam był, on z tymi ludźmi wódkę pił, więc tak łatwo podważyć się tego nie da.

Z tym że nie jest to reportaż, ani też pełna nieskrywanego zachwytu nad tą częścią świata pisanina Andrzeja Stasiuka. Czysta żywa gawęda polityczna. Tego typu książki szybko się starzeją, wiec warto przeczytać póki jeszcze świeża. 

niedziela, 03 grudnia 2017

Nawet jeżeli nie robią, to przynajmniej starają się markować robotę. Po trzech miesiącach remontu pojawiło się duże, żółte brum-brum. Jak ich znam, pewnie postoi przez cała zimę, na wiosnę będzie się nadawało tylko na złom, a na nowe zabraknie szmalu. Mają całą zimę na to, by wymyślić z jakiego powodu nie wyrobią się w terminie.

Sweter z Holsta robi się bardzo powoli. Przez to, że wełna jest nie jest w motkach, nie wchodzi w grę noszenie tej roboty ze sobą i dlatego do końca roku na pewno tego nie skończę. Za to chwilę skończę kolejny Kilimek, w obu przypadkach, ta kolorowa wełna to Noro. Ten po lewej, pokazuję jeszcze raz, by pokazać jak jest kolorowy (tak naprawdę, jest jeszcze bardziej kolorowy, wiec chyba zrobię kolejne zdjęcie).

 171203131

Na Szarotkach odbyły Mikołajki. Nie miałam farta bo wylosowałam swój prezent, a ponieważ dostałam go jako jedna z ostatnich, nie było już z kim zamienić. Ślinka mi ciekła na torbę uszytą przez Ładę, kończyła ją jadąc ze mną na Szarotki, więc miałam czas, by nabrać na nią ochoty.

 

Za to jestem już pewna, że kupie sobie od Mikołaja taką robótkową lampkę:


Po raz pierwszy byłam w Klubokawiarni Pożyteczna na Nowym Świecie - dotarłam tam na promocję książki o Kościuszce. Na początek głos zabrał autor, młody adept nauki, dopiero doktor, Piotr Napierała. Po nim mikrofon przejął profesor Bronisław Treger i w zasadzie od tego momentu nawet jak nie był przy głosie, to każdego skutecznie zagłuszał swoimi komentarzami. O ile profesor Stanisław Obirek był lekko tą sytuacją rozbawiony, o tyle autor - dopiero startujący w naukowej lidze, wyraźnie skonfundowany. Mój kolega moderator, też niewiele miał do powiedzenia. Czyli to nie musi być studio, to mikrofon tak działa.  

Cate Blanchett wielką aktorką jest, co kolejny raz udowodniła w Manifesto.  

Kolaż XX-wiecznych manifestów. Niby są to bardzo różne wypowiedzi, ale tak naprawdę zmienia się w tym filmie jedynie inaczej "zrobiona" Cate Blanchett. Inna jest też scenografia, która "podpowiada" o jaki manifest chodzi. Natomiast treść tych wszystkich manifestów łatwo można sprowadzić do jednego poziomu: bełkotliwej, pełnej pychy i przekonania o własnej nieomylności, zapowiedzi rewolucyjnej zmiany. 

Zabrakło mi metryczki wygłaszanych manifestów, bez niej udało mi się rozpoznać tylko niektóre z nich. Ten brak wiedzy mocno przeszkadzał mi w odbiorze zamiast koncentrować się na treści manifestu, usiłowałam wydedukować, kto jest jego autorem.  Pozornie jest to mało ciekawy film, przez sporą część na ekranie widać jedynie twarz Cate Blanchett,. Ale mnie on nie znużył. I to nie tylko mnie, była prawie pełna sala i nikt nie wyszedł.

Dotarłam też na nagrodzoną w Gdynii Cichą noc

Wigilia u suwerena w północno-wschodniej Polsce. Co z tego że dość wierny obraz, dobrze zagrane główne role, Wystarczy, że dorwali się do władzy. Nie muszę ich jeszcze oglądać w kinie. To, że w codziennym życiu są mocno nieszczęśliwi, nie jest dla mnie żadną pociechą. Mało też odkrywcze pokazanie, że nie ma szans by potrafili się wyrwać z tego kręgu niemocy i beznadziei - dalej będą tacy brzydcy i dla siebie niefajni. 

Od jutra trzy tygodnie kriokomory, co w praktyce oznacza dwie godziny dziennie do odpracowania. Trudno będzie to pogodzić z wysypem ciekawych spotkań. Tylko jutro, w poniedziałek warto pójść:

 

I tak każdego dnia. Odkrycie przeze mnie na Fejsie zakładki "wydarzenia" mocno skomplikowało mi życie. 

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli