niedziela, 31 grudnia 2017
Przeczytane 2017

Moje tegoroczne wyzwanie czytelnicze na Goodreads, tak samo jak w ubiegłym wynosiło 52 książki.  Przeczytałam 54 (w 2016 roku: 56), czyli rok do roku, 2 książki mniej, ale za to 1200 stron więcej - nawet tu wychodzi, że książki są coraz grubsze.

 

Statystyki nie kłamią: tego roku z nosem w książce nie spędziłam:  w 2017 roku po raz pierwszy zdarzyło się tak, że częściej słuchałam, niż czytałam (jak na tę liczbę audiobooków, moje druciane osiągnięcia są więcej niż skromne). No i w zasadzie nie wychylałam się poza swój krąg kulturowy:


Nie było też dla mnie zaskoczeniem to, że częściej sięgałam po książki kupione chwilę wcześniej. Odłożone na półkę, szybko przykrywa kurz zapomnienia, z 54 przeczytanych książek, 40 kupiłam w 2017 roku. Poza jedną książką - Ginekologami, cały mój top 2017  to książki, które zaczęłam czytać zaraz po tym jak je kupiłam.

 

dobra ksiażka

Jak zawsze


Naszych bohaterów, Grażynę (77 lat) i Ludwika (81 lat) poznajemy gdy świętują 50-rocznicę wieczoru, kiedy po raz pierwszy uprawiali seks - po przeczytaniu tego, jak każde z nich się do tego przygotowywało, byłam już pewna, że kilka następnych wieczorów spędzę śledząc ich dalsze losy. A są niezwykłe -  następnego dnia rano budzą się w Warszawie 1963 i mając pełną świadomość przeżytego już razem życia, zaczynają je od nowa. Ludwik jest żonatym psychologiem, Grażyna jego pacjentką. Daleki powojenny świat wygląda podobnie (zimna wojna, blok wschodni i zachodni), tyle że Polska nie jest w bloku radzieckim, ale jest sprzymierzona z Francją. 

Książka w dużej części poświęcona temu co dzieje się wokół Grażyny i Ludwika, temu, że co by się po drodze w Polsce nie zadziało, na koniec wychodzi tak w tytule, czyli "jak zawsze". 

Zgiełk czasu

Książka występuje w wielu zestawieniach najlepszych książek 2017 roku. Ale też była przedmiotem ożywionej dyskusji na łamach Tygodnika Powszechnego, gdzie bardzo mocno zjechano jej tłumaczenie, w opinii Doroty Kozińskiej, tłumacz napisał inna książkę, dużo gorszą od oryginału.  Bardzo to możliwe, bo czytając Zgiełk czasu nie miałam wrażenia, że mam w ręku arcydzieło. z tym, że też coś więcej niż powieścidło - przede wszystkim ciekawy temat.

Książka dzieli się na trzy części, W każdej z nich opisane są kolejne epizody (rok:  1936; 1948 i 1963) "przeczołgania" przez system radziecki Dymitra Szostakowicza. Przeżył, nie był więziony, ale był tak samo złamany, a może nawet i bardziej, niż ci, którzy zaznali bezpośredniej przemocy.

Świetny obraz sparaliżowanego ze strachu artysty, którego tchórzostwo, w obliczu tego czego doświadcza, jest w pełni zrozumiałe.

Makuszyński o Jednym takim, któremu ukradziono słońce 


Tak jak zawsze u Mariusza Urbanka: dobrze napisany, ubarwiony anegdotami biogram. "Trudne" momenty pominięte, albo - jak się nie da - zamknięte w kilku zdaniach. Taki sposób pisania biografii narzuca - przynajmniej ja tak mam -  duży dystans do opisywanej postaci. Pewnie, że zdarza się i tak, że nie ma materiałów źródłowych pozwalających przybliżyć złożoność postaci, odpowiedzieć na kilka pytać, postawić jakieś hipotezy.  Tyle, że w takiej nie ma sensu przystępować do pisania biografii. 

Zero

Kolejna (po Blackoucie) katastroficzna wizja Marca Elsberga. Tyle, że tym razem autor snuje wizję, nie z gatunku "co będzie gdy ...", ale pokazuje jak może być wykorzystywany już istniejący sprzęt.  Okulary z dostępem do Internetu, pozwalające  w czasie rzeczywistym, za pomocą funkcji rozpoznawania twarzy,  identyfikować napotykane osoby a następnie szybko prezentować jej pełne dossier oraz rozpowszechniane za pomocą mediów społecznościowych aplikacje, pozwalające modyfikować zachowania ... nasz dzisiejszy świat, żadne s-f.  Dość przerażająca wizja

Słuchałam Zero, gdy zaterkotała komórka. To aplikacja Google+ przypominała mi, że  22.30 odjeżdża ostatni autobus z Brwi do Warszawy ...  Google, dzięki geolokalizacji uznał, że mimo późnej pory znajduję się poza domem (wg. niego mieszkam w Warszawie), a ponieważ kupuje bilety za pomocą aplikacji Skycash, wie że korzystam z autobusów. Ale mimo tego, Że wiem skąd miał taki pomysł, to trochę mnie to wtedy zmroziło.

Jaka piękna samotność

Przeczytałam, bo napisał to mój kolega. Gawęda Polaka na obczyźnie (Australia, rok 2000). O swoich twórczych niemocach, patchworkowych związkach, rodzinnych historiach, wszystko skąpane w niepowtarzalnym klimacie domów przedwojennej inteligencji.

Dla mnie ciekawe, bo pamiętam tamten dom na Żoliborzu, znam niektóre z osób występujących na kartach tej książki (o mnie też jest jedno zdanie). Ale na ile może to być ciekawe dla osoby z zewnątrz, trudno mi powiedzieć. 

Wszyscy powinniśmy być feministami

Skoro Chimamanga Ngozi Adichie pisze świetne książki, to i potrafiła zgrabnie napisać płomienny wykład. Ale to co miła do powiedzenia, to oczywista oczywistość. Kupiłam na prezent z uwagi na tytuł i przy okazji przeczytałam.

 

A w nadchodzącym roku, poza tym że tak jak w poprzednim. zapiszę na Goodreads, że przeczytam 52 książki mam zamiar przeczytać 6 książek po angielsku i 6 "dla rozumku".

poniedziałek, 25 grudnia 2017
Święta

Święta polegają na jedzeniu, którego - tak jak zawsze, zrobiłam za dużo

Zapisałam sobie w OneNote, czego powinnam kupić mniej - tak by ryby faszerowanej wyszedł jeden półmisek, a nie dwa itd. Jeżeli w przyszłym roku będę robiła święta, będzie  jak znalazł. 

Zdecydowanie większą frajdę sprawia mi robienie prezentów. Wnuk od kolejnych setów Lego ma rodziców. Ponieważ teraz pochłania kolejne tomy sagi How do I train my dragon,  zrobiłam mu na Polnej smoczy kubeczek:


- przy okazji podpatrzyłam fajny prezent na kubek: kobieta przede mną zrobiła kubki z nadrukiem dziecięcych rysunków.

Pojechałam na koniec świata - gdzieś na granicy Ursusa i Piastowa odebrać pościel (jak dowiedziałam się o jego miłości do smoków, było już za późno na kuriera):


Z grą planszową popełniłam falstart - wnuk już taką grę ma, ale za to z zestawem do hodowania smoków trafiłam w dziesiątkę.

Plastikowe akwarium, które w nocy się świeci, ikra rybek w kształcie smoków (pewnie jakieś miniaturowe koniki morskie), pipeta do sypia pokarmu i laseczka  go bełtania wody, mądrze nazwanego "napowietrzaczem". Namówiła mnie na ten zakup, dziewczyna mająca syna w wieku mojego wnuka. Dawno mu nie zrobiłam takiej frajdy. Inna sprawa, że ci co to wymyślili, mają łeb do interesu. Paczka pokarmu dla smoków (czyli rybek) kosztuje w sklepie internetowym 43 zł.

Ostatni tydzień roku, to czas podsumowań. Na początku przypatrzyłam się swoim dziewiarskim osiągnięciom. W porównaniu do zeszłego roku, mam się czym pochwalić. Ale tylko dlatego, że poprzedni rok był wyjątkowo kiepski - 2 kamizelki, 2 czapki i para rękawiczek - w sumie 5 sztuk Na tym tle łatwo zabłysnąć.

W tym roku popełniłam trzy kolejne Kilimki:

5 chust:


i dwa "cusie"

Technicznie zrobiłam krok do przodu - po raz pierwszy zrobiłam coś techniką enterlac (szal + czapka), mosaic knitting (szal) i w misiowym swetrze rękaw contiguos.

Odkryłam też ciekawe mety na wełnę:  Holstgarn Sprongwools. Z taką wełną mogę pomyśleć o kardiganach. Na razie powoli przyrasta na drutach sweter z Holsta. 

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Idą święta. Kolejny raz nic nie wyszło ze wcześniej składanych obietnic i zamiast kupić wszystko wcześniej w necie, latam po sklepach. 
Zupełnie przez przypadek dowiedziałam się o  nieprawdopodobne użytecznym rozwiązaniu.   Kiedyś, kiedy zimą było zimno, bigos można było wstawić do komórki. Teraz, wstawiany do lodówki zajmuje sporo miejsca, a i bez tego, w ten jeden, świąteczny tydzień w roku, ledwo się w niej mieszczę. Problem rozwiązały plastikowe torebki - bigos zapakowany do pudełeczek zajął by w zamrażalniku dużo więcej miejsca. 



Poza rytuałem świątecznych przygotowań,  byłam na kolejnym Allenie.




Coney Island, lata 50. ubiegłego wieku. Cudowny jazzowy podkład. Kate Winslet marzy o lepszym życiu, nie o takim w którym jest kelnerką, żoną operatora karuzeli (Jim Belushi). Jej wyobraźnię rozpala młody ratownik (Justin Timberlake). Wszystko zaczyna się mocno komplikować gdy pojawia się, uciekająca przed mężem gangsterem, córka Belushiego z pierwszego małżeństwa.

Film ratują aktorzy. Ale trudno zrozumieć, dlaczego Allen narzucił sobie takie tempo - kręcąc film raz do roku, nie ma najmniejszych szans na dopracowanie dialogów, a to zawsze było głównym atutem jego filmów.
Szkoda, bo jednak Blue Jasmine sprzed kilku lat stanowi dowód, że ciągle jeszcze stać go na więcej.


Dalej dokumentuje kolejowy remont -  koparki odjechały, nie wiem czy to czasem nie oznacza zimowej przerwy. Mam  nadzieję, że UE nie wstrzyma wypłaty środków na ten projekt.




Jeżeli chodzi o jutrzejsze nominacje, mam takie historyczne skojarzenie: 

Kaligula może i był szalony, ale to że mianował konia senatorem, było prawdopodobnie racjonalnym działaniem - chciał upokorzyć senatorów i pokazać im co o nich myśli. Z kolei oni, biorąc udział w tej paradzie, dobrze się z tym nie czuli. 

W tym tygodniu z przyjemnością też odnotowałam, że Agnieszka Graff w rozmowie z Tomaszem Stawiszyńskim w TokFm zauważyła to samo co ja, tzn, to że akcja #metoo może łatwo zostać wykorzystana jako powrotna furtka do purytanizmu. W sobotnim Plusie Minusie Michał Szułdzrzyński popełnił tekst, w którym usiłuje dowieść, że akcja  #metoo pokazała, że feminizm jest dla kobiet ślepą uliczką - prawdziwe wyzwolenie oferuje kościół katolicki. Szybko idą.

Zrobiłam w końcu zdjęcie skończonego Kilimka 11 Noro. 

Jeszcze nigdy tak nie było, bym miała w szafie cztery czapki - w tym jedną jeszcze z zeszłego roku. 

czwartek, 14 grudnia 2017
Przeczytane 2017

dobra ksiażka

 Sendlerowa Anna Bikont


2018 rok to rok Sendlerowej, ale wątpię by nawet jeżeli zorganizują akademię ku czci, ktoś powołał się na niej na tę książkę. Nie wiedziałam, że aż tak Irena Sendlerowa nie nadaje się na dzisiaj stawiane pomniki. Ciekawa, nietuzinkowa, trudna do zaszufladkowania postać. Ateistka (z lekkim antyklerykalnym rysem). Całe życie lewicująca: PPS, potem PPR, do końca w PZPR. Bardzo gorzko patrząca na wyznaczoną jej rolę "narodowego alibi".  

Do napisania jej biografii przymierzała się Teresa Torańska, ale gdy zorientowała się, że Sendlerowa nie nadaje się na ołtarzyk który jeszcze przed przystąpieniem do pisania dla niej zbudowała, zrezygnowała. Annie Bikont całe te jej poplątanie świetni udało się uchwycić.

A to, warta przytoczenia, opinia Sendlerowej o mężczyznach:

Tchórzostwo. Brak odpowiedzialności. Wprost trudno uwierzyć, że mężczyźni i kobiety to ten sam gatunek. „Powierzchowne relacje bardzo dobre. I brak kontaktu, gdy chciałam czegoś więcej. Brak kontaktu i brak możliwości kontaktu. To nie było jednostkowe. Zastanawiam się, czy mężczyźni to w ogóle ludzie. Nigdy nie warto poświęcać się dla mężczyzny. „Niech pani sobie uzmysłowi kondycję kobiety. Na trzech etatach. W domu. W pracy zawodowej. W pracy społecznej. Ewentualnie politycznej. I oczywiście musi pięknie wyglądać. Elegancko się ubierać. Uśmiechać się. Być wypoczęta. Bezgranicznie podziwiałam wiele kobiet. Ale nie trafił się mężczyzna, który by mi zaimponował. „Może źle pani trafiła, nie można uogólniać” – oponowała Janicka. „Na pewno są wyjątki. I tego pani życzę. Z całego serca. Ale ja na wyjątki jakoś nie trafiłam

Miłośnica Maria Nurowska


Bardzo dziwna biografia Zainteresowałam się tą książką, gdy przeczytałam, że Maria Nurowska zaapelowała do Kożuchowskiej, by zrezygnowała z grania Krystyny Skarbek, bo prawdziwa Skarbek "nie znosiła kobiet takich jak ona"! Kożuchowska z rady nie skorzystała i gdy Nurowska obejrzała ja w teatrze TVP tak skomentowała: … mało nie dostałam apopleksji. Na dywanie pręży się w szlafroku kurwiszon, który ma wymalowane pazury na czerwono, pali, pije. I telefonuje. Podobno Nurowska pracuje nad scenariuszem, w filmie Skarbek ma zagrać „prawdziwa” aktorka.

Na razie przeczytałam książkę, która stanowi podobno podstawę tego scenariusza. Szału nie ma, ale może dlatego, że nie lubię zbeletryzowanych biografii?

W książce postać Krystynie Skarbek odkrywa przed nami zwolniona w noc stanu wojennego dziennikarka, która z braku innych zajęć zgadza się zgromadzić materiały do książki o Skarbek. Po jakimś czasie sama podejmuje ten temat.

Nie jest to klasyczna biografia – więcej to o życiu emocjonalnym, niż o jej dokonaniach. Z drugiej strony, chyba za mało jest materiałów na solidną biografię - niedostępne akta wywiadu, zbyt kontrowersyjne jak na owe czasy życie miłosne, by móc znaleźć odpowiedzi na pytania we wspomnieniach jej współczesnych. Więc może jednak Nurowska wybrała jedyne dobre rozwiązanie? Bo samą postać Skarbek maluje bardzo ciekawie, przeszkadzał mi przyklejony do niej wątek dziennikarki i jej miłosnych rozdrapów.

Bądź moim bogiem Remigiusz Grzela


Jeszcze jedna sfabularyzowana biografia. Ale jak na Remigiusza Grzelę cieniutko … A może inaczej – gdyby w tej książce nie było Remigiusz Grzeli, może byłoby i OK. Ale jest jako narrator prawie na każdej karcie tej książki: egzaltowany, uduchowiony i tak słodki, że przyprawia o mdłości.

Warszawa-Paryż. W obu tych miastach żyją spłatani różnymi powiązaniami bohaterowie tej opowieści. Jej centralnym punktem, jest paryska kamienica, gdzie na jednym z pięter mieszka Wera Gran. To dla niej sięgnęłam po tę książkę. Mogłam poprzestać na książce Agaty Tuszyńskiej Oskarżona Wera Gran, nic bym nie straciła.

Żołnierz i filozof. Tadeusz Kościuszko przeciw królom, carom i Kościołom  Piotr Marek Napierała

 

Niestety ale bardzo źle napisana książka. Autor ma wiedzę na temat epoki, ale nie umie jej przekazać. Rwący potok luźno ze sobą związanych akapitów. Osoby z branży wiedza pewnie tyle samo co autor (albo i więcej), więc w żadnym wypadku nie są adresatem tego autorskiego zestawienia faktów i wydarzeń. Z kolei ktoś taki jak ja, gubi się w skrótach myślowych , ugina pod kanonadą nazwisk, faktów i dat, tęskniąc za przyjazną, lekką w czytaniu narracją.

Ale gdy tak wszyscy się zastanawiają, czy mamy dopiero rok 1933, czy może już 1938 (skoro niektórzy chcą powtórzyć akcję Zaolzie, tym razem z Rosją uszczknąć kawałek Ukrainy), ja optuję za tym by cofnąć się do końca XVIII wieku.

 

1754 – wrażenia Stanisława Poniatowskiego z pobytu w Paryżu

 Stanisława zaskoczyła lekkomyślność paryżan, gdyż nikt z jego znajomych nie przejął się specjalnie rozwiązaniem paryskiego parlamentu w styczniu 1754 r. Jako liberał myślał, że ktoś zareaguje na to wydarzenie tak jak on. Podobne zaskoczenie przeżył, gdy w salonie madame Geoffr in spotkał Montesquieu, a ten, zamiast mówić coś mądrego, zabawiał towarzystwa plotkami.

 Opinia o Polsce

 Przywódca jakobinów Robespierre nie ufał polskim generałom. W Paryżu pamiętano warcholstwo i głupotę konfederacji barskiej. Czy była szansa na uzyskanie pomocy od Francji? Jak postrzegano Polaków w osiemnastowiecznym Paryżu? Mit Jana III Sobieskiego - pogromcy Turków - na który władca ów pracował całe życie, często wbrew zdrowemu rozsądkowi, we Francji nie miał szansy się rozwinąć, gdyż Turcja była sprzymierzeńcem Francji. W XVIII w. Polska, jako kraj pogrążony w anarchii oraz naród krnąbrnej i ciemnej szlachty, która uniemożliwiała królom saskim przeprowadzenie jakichkolwiek potrzebnych reform, była darzona pogardą przez całą europejską opinię publiczną, zarówno tę konserwatywno-absolutystyczną, jak i tę oświeconą i liberalną. Tym należy wyjaśnić uwagę Voltaire'a dotyczącą prowadzenia przez Fryderyka Wielkiego negocjacji w sprawie Śląska z Augustem III, wyłącznie jako z elektorem saskim: „z Polakami bowiem w ogóle się nie dyskutuje".

 

Kiedyś tam chciałam by mój kolega zrobił mi na szybko zdjęcie, miałam zamiar je obrobić i wysłać jako legitymacyjne. Na zdjęciach, które mi zrobił wyszłam koszmarnie. Gdy głośno wyraziłam swoje niezadowolenie, powiedział: Dlaczego kobietom przeszkadza to jak wyszły na zdjęciu, a nie to jak wyglądają w realu.

 Kościuszko miał podobną przygodę:

 Gen. Greene wspominał, jak Kościuszko został obity miotłami przez kilka niezbyt urodziwych dam, bo nieopacznie powiedział, że nie jest tak dobrym portrecistą, by dodać im urody. 

niedziela, 10 grudnia 2017

Świat oszalał na punkcie akcji #metoo. Im dłużej ona trwa, tym bardziej poszerzany jest zasięg "niewłaściwych" zachowań - z jednej strony jest to bardzo wygodny sposób, przykrycia i zrelatywizowania tych naprawdę "złych". Z drugiej, prowadzi do  uprzedmiotowienia ofiar. Odmawia się kobietom zdolności do samodzielnego stawiania granic. Jeszcze krok i się okaże, ze skoro my jesteśmy takie słabe, a mężczyźni tacy zwierzęcy, jedynym rozwiązaniem jest ścisła segregacja. 

W sumie to takie rozwiązanie się samo nasuwa - czekam kto pierwszy z nim wyjdzie.

W ramach przygotowań do świat, zamiast pójść na Szarotki, latałam na miotle. Ale ponieważ w przeciwieństwie do mojego wnuka, nie wierzę już w Mikołaja, sama sobie kupiłam kilka gadżetów:


Lampka nie tylko do robótek, ale i w podróżach będzie nieoceniona. Słuchawki bezprzewodowe pokochałam miłością wielką - kabelek przy sprzątaniu przeszkadza, a warto wtedy mieć głowę w audiobooku, jakoś mniej się ma wtedy poczucia totalnego marnowania czasu. Głośniczek Sony jest w tym wszystkim najmniej praktyczny - potrzebowałam głośników, ale tu akurat urzekł mnie design. Tyle że jak na razie się nie polubiliśmy - ma jakiś pokręcony interfejs, trudno się z nim dogadać, mam go od kilku dni i cały czas udaję mi się go włączyć po całej chaotycznej sekwencji prób i błędów.

A głośniczek do Netflixa niezbędny. Zwłaszcza gdy jest już drugi sezon Królowej.


 

Tego dnia było w Wwie kilka wieczorów autorskich - wybrałam ten bo był o 19 - w bonusie był Marcin Meller.


Tyle, że było na nim bardzo mało ludzi - zaczęło się ze sporym opóźnieniem, najwyraźniej liczyli, ze ktoś może jeszcze przyjdzie i po pół godzinie było po wszystkim. Szkoda, bo książka zapowiada się bardzo interesująco.

 

Wieczór autorski kolegi. Nie wypadało nie być. Ale też było nie tylko ciepło, ale i ciekawie.

 

W dyskusji zabrała głos młoda dziewczyna, którą rodzice "wypychają" na studia za granicę. A ona z jednej strony ma do nich bezgraniczne zaufanie - ojciec, dziennikarz w jednej z gazet gorszego sortu, mówi "uciekaj póki czas", sama też ma oczy i widzi. Z drugiej strony, ma tu przyjaciół, chłopaka i boi się że te relacje nie wytrzymają próby czasu. Będzie trochę tu, trochę tam. Potem tylko tam. I chciałaby wiedzieć, czy nie będzie żałować. Mają chyba gorzej niż my - bo uciekają przed czymś co ma nadejść, ale nikt im nie potrafi powiedzieć kiedy to nadejdzie i jaki ostatecznie przybierze kształt. 

A po spotkaniu, cynk z Fejsa, że Kasia.Eire zauważyła mnie na zdjęciu. Świat jest mały, na pierwszym planie kobieta z którą chodziłam przez rok do liceum.

 

Crazy castle - Film otwarcia Festiwalu Filmów Irańskich.

Grupa młodych ludzi (ale już nie nastolatków), która znała się dotąd jedynie w sieci spotyka się w realu. Jeden przed drugim się popisuje i zdarza się coś, czego nikt nie chciał, co scala ich grupę we wspólnym poczuciu, że uczestniczyli w czymś, co nigdy nie powinno się zdarzyć. Tyle, że za jakiś czas dowiadujemy się czegoś, co zmienia nasz sposób patrzenia. Jak już poukładamy klocki tej układanki, znów dowiadujemy się czegoś co wywraca nasz sposób patrzenia na to co się stało. I tak do ostatnich minut filmów. Powiedzieć, że film zaskakuje to mało.

To co trochę przeszkadza to na każdym kroku dająca po oczach „niskobudżetowość” Pomysł jaki miał reżyser na ten film zasługiwał na większe wsparcie finansowe.


Dom przy 41 uliczce

Hamid Reza Ghorbani asystował Farhadiemu jaki drugi reżyser przy jego najlepszym filmie Co wiesz o Elly i przy Rozstaniu. Jego pierwszy film, Dom przy 41 uliczce jest w podobnym klimacie jak filmy Farhadiego – nie jest tak dobry jak te dwa, wyżej wymienione, ale od jego czwartego pokazywanego u nas filmu Klient, już tak.

W pierwszych minutach filmu w kłótni o pieniądze, jeden brat zabija drugiego. Bracia mieszkali ze swoimi rodzinami w domu swojej matki, każda rodzina na osobnym piętrze. Teraz te trzy samotne kobiety muszą ułożyć swoje relacje na nowo, ale jak się można domyślić, łatwo im to nie wychodzi.

Ciężkie, cudownie nie przegadane kino. Jaka szkoda, że tego typu filmu są teraz jedynie na festiwalach – a i to nie wiadomo jak długo jeszcze, bilety były po 12 złotych, a sala Luny była zapełniona mniej więcej w 10%.

Przy okazji można zobaczyć ciekawe jak działa w praktyce, bardzo odmienne od prawa europejskiego – i nie da się ukryć mocno preferującego ludzi majętnych – rozwiązanie, pozwalające poszkodowanemu decydować, czy chce dla zabójcy kary, czy dla siebie odszkodowania.

czwartek, 07 grudnia 2017
Przeczytane 2017

dobra ksiażka

Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową Ziemowit Szczerek

 

Tym razem Ziemowit Szczerek jedzie przez Europę Środkową. Jedzie szybko, więc i jego opowieść jest pełna uogólnień i bazuje na stereotypach. Ale "moich" stereotypach i bliskim mi widzeniu świata, więc mi się podobało. Taka na przykład celna i krótka charakterystyka suwerena:

Polska się zbuntowała przeciw Zachodowi, bo okazał się czymś innym niż miał być. Złote, błyszczące neony przemieniły się w zwyczajne reklamy Rossmanna i Lidla. Miała być kraina bogactwa, a wyszła kraina lewactwa. Miały być dupy z rozkładówek Playboy’a w szybkich furach, a są połajanki feministek, że słowo ‘dupa” uwłacza kobiecie, i ochran od Zielonych, że szybkie fury zatruwają atmosferę. Nie wspominając o tym, że Playboy skończył z nagimi fotkami.

Myślę, że tamci z tamtej strony, nawet jak coś wrażego czytają, to chyba nie Ziemowita Szczerka. To, że będzie chciał ośmieszyć projekt Międzymorza było łatwe do przewidzenia. To, że zrobi  to  na tyle błyskotliwie i celnie, że jak się człek z nim nie zgadza, to będzie uwierać, też. Bo to on tam był, on z tymi ludźmi wódkę pił, więc tak łatwo podważyć się tego nie da.

Z tym że nie jest to reportaż, ani też pełna nieskrywanego zachwytu nad tą częścią świata pisanina Andrzeja Stasiuka. Czysta żywa gawęda polityczna. Tego typu książki szybko się starzeją, wiec warto przeczytać póki jeszcze świeża. 

niedziela, 03 grudnia 2017

Nawet jeżeli nie robią, to przynajmniej starają się markować robotę. Po trzech miesiącach remontu pojawiło się duże, żółte brum-brum. Jak ich znam, pewnie postoi przez cała zimę, na wiosnę będzie się nadawało tylko na złom, a na nowe zabraknie szmalu. Mają całą zimę na to, by wymyślić z jakiego powodu nie wyrobią się w terminie.

Sweter z Holsta robi się bardzo powoli. Przez to, że wełna jest nie jest w motkach, nie wchodzi w grę noszenie tej roboty ze sobą i dlatego do końca roku na pewno tego nie skończę. Za to chwilę skończę kolejny Kilimek, w obu przypadkach, ta kolorowa wełna to Noro. Ten po lewej, pokazuję jeszcze raz, by pokazać jak jest kolorowy (tak naprawdę, jest jeszcze bardziej kolorowy, wiec chyba zrobię kolejne zdjęcie).

 171203131

Na Szarotkach odbyły Mikołajki. Nie miałam farta bo wylosowałam swój prezent, a ponieważ dostałam go jako jedna z ostatnich, nie było już z kim zamienić. Ślinka mi ciekła na torbę uszytą przez Ładę, kończyła ją jadąc ze mną na Szarotki, więc miałam czas, by nabrać na nią ochoty.

 

Za to jestem już pewna, że kupie sobie od Mikołaja taką robótkową lampkę:


Po raz pierwszy byłam w Klubokawiarni Pożyteczna na Nowym Świecie - dotarłam tam na promocję książki o Kościuszce. Na początek głos zabrał autor, młody adept nauki, dopiero doktor, Piotr Napierała. Po nim mikrofon przejął profesor Bronisław Treger i w zasadzie od tego momentu nawet jak nie był przy głosie, to każdego skutecznie zagłuszał swoimi komentarzami. O ile profesor Stanisław Obirek był lekko tą sytuacją rozbawiony, o tyle autor - dopiero startujący w naukowej lidze, wyraźnie skonfundowany. Mój kolega moderator, też niewiele miał do powiedzenia. Czyli to nie musi być studio, to mikrofon tak działa.  

Cate Blanchett wielką aktorką jest, co kolejny raz udowodniła w Manifesto.  

Kolaż XX-wiecznych manifestów. Niby są to bardzo różne wypowiedzi, ale tak naprawdę zmienia się w tym filmie jedynie inaczej "zrobiona" Cate Blanchett. Inna jest też scenografia, która "podpowiada" o jaki manifest chodzi. Natomiast treść tych wszystkich manifestów łatwo można sprowadzić do jednego poziomu: bełkotliwej, pełnej pychy i przekonania o własnej nieomylności, zapowiedzi rewolucyjnej zmiany. 

Zabrakło mi metryczki wygłaszanych manifestów, bez niej udało mi się rozpoznać tylko niektóre z nich. Ten brak wiedzy mocno przeszkadzał mi w odbiorze zamiast koncentrować się na treści manifestu, usiłowałam wydedukować, kto jest jego autorem.  Pozornie jest to mało ciekawy film, przez sporą część na ekranie widać jedynie twarz Cate Blanchett,. Ale mnie on nie znużył. I to nie tylko mnie, była prawie pełna sala i nikt nie wyszedł.

Dotarłam też na nagrodzoną w Gdynii Cichą noc

Wigilia u suwerena w północno-wschodniej Polsce. Co z tego że dość wierny obraz, dobrze zagrane główne role, Wystarczy, że dorwali się do władzy. Nie muszę ich jeszcze oglądać w kinie. To, że w codziennym życiu są mocno nieszczęśliwi, nie jest dla mnie żadną pociechą. Mało też odkrywcze pokazanie, że nie ma szans by potrafili się wyrwać z tego kręgu niemocy i beznadziei - dalej będą tacy brzydcy i dla siebie niefajni. 

Od jutra trzy tygodnie kriokomory, co w praktyce oznacza dwie godziny dziennie do odpracowania. Trudno będzie to pogodzić z wysypem ciekawych spotkań. Tylko jutro, w poniedziałek warto pójść:

 

I tak każdego dnia. Odkrycie przeze mnie na Fejsie zakładki "wydarzenia" mocno skomplikowało mi życie. 

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli