niedziela, 30 grudnia 2018
Rok na walizkach
Patrząc wstecz, widzę jak koncertowo zmarnowałam ten rok.
Mieszkając kątem u mamy, w zasadzie cały czas miałam dla siebie. Mogłam przenieść góry, ale wyszło, tak jak wyszło. Przez miesiąc nawet byłam szczupła, bo fajnie schudłam na diecie pudełkowej, ale jak remont wszedł w ostrą fazę, aby to przetrwać zaczęłam się objadać słodyczami i efekty, są "bardzo" widoczne.
Na drutach w zasadzie nic nie zrobiłam - jedyna rzecz, która udało mi się zrobić w tym roku  to odtworzyć zgubiony Funchal Mobious.
Z czytaniem też nie było szału - czytałam mało, były nawet i takie tygodnie, że nie miałam książki w ręku.
Kontynuując narzekactwo: życie towarzyskie ledwo dycha - po części dlatego ciotki zakopały się w bycie babciami i oddają się życiu rodzinnemu, ale chyba nie tylko. Wyczuwalny jest nastrój zniechęcenia i rezygnacji. Nie umiem powiedzieć, czy to zniesmaczenie światem to kwestia wieku, czy tego jak ten świat wygląda, ale to, że takie zjawisko występuje, czuję każdą komórką ciała.
Remontu też nie uważam za swój wielki sukces. To, że odczuwam tylko lekki dyskomfort, to zasługa ekip wykończeniowych i ludzi których na finiszu poprosiłam o pomoc.
Druga połowa roku w zasadzie była poświęcona naprawianiu błędów, popełnionych w pierwszej połowie roku.  I tak, gdybym dziś wiedziała, to co wiem teraz:
  • W umowie z budowlańcami powinien znaleźć się zapis, że niezależnie od podpisanej umowy, wstawienie elementu, który będzie widoczny po zakończeniu budowy, każdorazowo wymaga uprzedniej akceptacji. Uniknęłabym w ten sposób kilku istotnych nieporozumień, m.in. tego że okna połaciowe mam w kolorze jasnego drewna. Prosiłam o drewniane, ale nie miałam pojęcia, że teraz przez pięć lat, nie mogę ich pomalować, ani obkleić, bo stracę gwarancję.
  • Warto trzymać się przyjętej w umowie kolejności robót i bardzo niechętnie zgadzać się na zmiany w przyjętym harmonogramie robót. Takie "skakanie" po zapisanej w umowie kolejności robót, bardzo utrudnia późniejsze odbiory.   
  • Zanim cokolwiek zostanie zakryte gipsową ścianą, czy zalane betonem, musi być dokładnie sfotografowane. papierowy plan to nie to samo. Jeszcze nie skończył się remont, a już w ścianie za szafkami wycinane były dziury, by dostać się do instalacji wodnej i potwierdzić poprawność wykonania 'spadków". Minuty dzieliły mnie od kucia podłogi.
  • Konieczne jest to, przed czym bardzo się broniłam. czyli przed rozpoczęciem prac, dokładne wyobrażenie sobie efektu końcowego. W przypadku łazienek i kuchni nie można bez tego rozpoczynać remontu. Nie zdawałam sobie sprawy, na jak wczesnym etapie prac instalacyjnych rozstrzygane są takie kwestie jak bateria podtynkowa/natynkowa czy wanna wolnostojąca/przyścienna. To samo dotyczy elektryki, chociaż w mniejszym stopniu (najwyżej będzie widoczny  kabel od lampki).
  • Instalację sieciową warto robić wariantowo. Co z tego, że mam zrobioną "bezkablowo" Neostradę, kiedy zdecydowanie lepsza ofertę ma teraz UPC, ale aby skorzystać z ich usług, muszę mieć do domowego routera pociągnięty kabel koncentryczny.

 

Z tym, że to co najważniejsze, jest i najbanalniejsze: o wszystkim decyduje czynnik ludzki.
Ekipę budowlaną miałam mocno taką sobie i nikomu, kto nie umie twardo egzekwować swoich praw,  ich nie polecam. Ostatnią rzeczą jaką można było zrobić to obdarzyć ich zaufaniem. Wszystko do czego zgłosiłam zastrzeżenie: było:
- dobrze zrobione, tylko mnie się wydawało, że jest źle zrobione,
- dobrze zrobione, tylko wykończeniowiec zepsuł
- dobrze zrobione, tylko ja zepsułam
Czwartej ewentualności nie było.
Za to z ekipą wykończeniową miałam niesamowitego farta. To dzięki niej, daje się jednak mieszkać, chociaż bardzo dużo jest jeszcze do zrobienia,
Rok 2019 będzie rokiem urządzania domu. Rzeczy do zrobienia huk.
Na początek przedstawiam mój Hobbiton: oddzielony od reszty drzwiami "część babci": salonik, sypialnia i łazienka.

Najmniej zostało do zrobienia w tej ostatniej. Brakuje szuflad w szafce, trzeba jeszcze raz pomalować parapet, postawić kwiat w białej doniczce, a kiedyś w przyszłości zrealizować chodzący za mną od dawna pomysł na lustro. Ale już dziś prysznicuję się  w świetnie wyprofilowanym brodziku, jest dobrze zrobiony  i woda się nie "wychlapuje", tak jak w poprzednim rozdaniu. Sprawdziły się też duże płyty gresowe na podłodze - dzięki temu w brodziku nie ma fug, a odpływ pod ścianą został wycięty z jednej płytki.


Moja sypialnia ma już główny zarys, brakuje jej tylko wykończenia: zawieszenia żyrandola, pomalowania parapetu i obramowania okna, kwiatów na oknie, uchwytów w szafie, zagłówka, półki przy łóżku, słowem wszystkiego co sprawi, że będzie w niej ujutnie.

Prawdopodobnie uchwyty do szafy zrobię takie jak pokazują na tym blogu. W sklepie największe drewniane uchwyty jakie znalazłam mają 13 cm. Na zagłówek jeszcze nie mam pomysłu. 
Najgorzej jest z tzw. salonikiem. Zero pomysłu po tym, jak okazało się, że moja ukochana szafa nie zmieści się we wnęce. Szafa stoi w jedynym miejscu, w którym przynajmniej nie przeszkadza, do wnęki wstawiłam komodę, towarzyszy im kanapa i fotel z poprzedniego rozdania i wszystkie razem wytwarzają nastrój magazynu przechowywania niechcianych rzeczy. 
Na razie zamówiłam półki na książki, postawię kwiaty i będę myśleć.
środa, 26 grudnia 2018
Przeczytane

dobre książki 

Tropiciel złych historii. Rozmowa z Martinem Pollackiem

Bardzo ciekawy wywiad-rzeka z bardzo ciekawym człowiekiem. Coraz mniej takich wielowymiarowych, zafascynowanych kulturą intelektualistów. Warto spojrzeć z tej perspektywy na  polską historię drugiej połowy XX wieku. 

Świetnie się to czyta (duża w tym zasługa przeprowadzającej wywiad). 

Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu 

Martin Pollack stara się, przeszukując kolejne archiwa, odtworzyć wojenne losy swojego biologicznego ojca, Gerharda Basta, sturmbannführera SS. Po zakończeniu wojny uznany za zbrodniarza wojennego był poszukiwany listem gończym. Został zabity w 1947 roku na przełęczy Brenner przez przeprowadzającego go przez Alpy przewodnika. 

Opowieść nie tyle o ojcu - o nim akurat stosunkowo mało udało się autorowi dowiedzieć - ale o jego rodzinie, tzw. "zwykłych" ludziach. Jak łatwo się domyślić, brak w książce odpowiedzi na pytanie jak to się stało, że byli zdolni do tego co robili podczas wojny i jak to możliwe, że  po tych co przeżyli, wszystko spłynęło bez śladu.

Jest tylko zdziwienie autora, że tak się stało. A on jako dziecko nie był nawet tego świadomy. 

 

Ojcobójca. Sprawa Filipa Halsmanna

Austriacka "sprawa Gorgonowej". Proces poszlakowy, sprawca postrzegany jako "obcy" (Halsmannowie, to łotewscy Żydzi, przebywający na wakacjach w Tyrolu),  żerujące na sprawie, goniące za sensacją media. 

W 1928 roku, Filip Halsmann wyszedł ze swoim ojcem, Morduchem na spacer po tyrolskich górach. Filip wrócił z tego spaceru sam i  został oskarżony o zamordowanie ojca. Według jego wersji, ojciec  zabił się spadając na skały,  jak dokładnie do tego doszło nie potrafił  opisać, bo samego momentu upadku nie widział. Zdaniem tych, którzy zarzucali mu morderstwo, charakter odniesionych obrażeń wskazywał na to, że ojciec przed śmiercią był walony kamieniem po głowie. A że działo się 1928 roku, kryminalistyka nie potrafiła zająć jednoznacznego stanowiska.

Sprawa nigdy nie została wyjaśniona. Filip Halsmann wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie został bardzo znanym fotografem, portrecistą gwiazd Hollywoodu.

W książce Pollacka, poza opisem samej sprawy, tło historyczne: Tyrol po I wojnie światowej, ucieczka w nacjonalizm i powstający, na bardzo mu sprzyjającej glebie, faszyzm.  

niedziela, 16 grudnia 2018

Prawie wszystko już jest zrobione. Problem w tym, że "prawie", a dokładnie za tydzień o tej porze wielkie otwarcie.

Już wiem, że ze wszystkim się nie wyrobię. Mam tylko nadzieję, że aktualna lista rzeczy do zrobienia na "po świętach" się nie wydłuży.

Najbardziej męczy mnie to, że każdego dnia muszę podejmować niezliczoną liczbę decyzji i decyzyjek zmieniających przyjęty do realizacji plan. Wszystko przez to, że rzeczywistość uparcie nie chce stanąć na wysokości zadania.

Między innymi;

We wnęce w saloniku Hobbitonu nie będzie mojej ukochanej szafy bo zabrakło ... 3 cm. I nic się na to nie poradzi. Na razie nie dopuszczam do siebie myśli, że miałabym pożegnać się z szafą. Stanie tam gdzie kanapa, kanapa we wnęce, ale to prowizorka. 

W WC pod schodami nie będzie szafki mojego projektu (a raczej ściągniętego pomysłu z Pinterestu). Na zdjęciu była  śliczna, w małym wąskim WC wyglądała tak topornie, że została zamieniona na półeczkę.

W kuchni nie będzie szarego zlewu, bo żaden kolor szarości nie pasował na szarego blatu i skończyło się na pospolitym zwykłym chromie. 

Jeszcze nie zaczęłam używać sieci, a już zastanawiam się nad jej przerobieniem. To co mam, zostało "skrojone" pod Neostradę, a tu do Brwi zawitał światłowód UPC ... Zostać przy Neostradzie, czy odbijając listwę, wyżłobić w ścianie rynienkę pod kabel UPC , a potem to zaszpachlować i zamalować?  Oto jest pytanie. Jutro mam dać odpowiedź.    

  Z pamiętnika wk ... konsumentki  

  • PKO BP

Mojej mamie z trudem przychodzi wciskanie kodu i zamarzyła jej się karta zbliżeniowa. W tej której ma nie można było zmienić ustawień, bo możliwość bycia kartą zbliżeniowa została zablokowana już na etapie produkcji. Mama postanowiła sama rozwiązać swój problem i wróciła z banku z umową na kartę kredytową. To, że się za nią dodatkowo płaci  że ma limit 8 tys. oczywiście nikt jej nie powiedział.  Chciała zbliżeniową to dostała, klient nasz pan!

  • Orange 

Miałam abonament "bez limitu". Zaproponowali mi gorsze warunki, za tą samą cenę. Odmówiłam. Ale gdy zobaczyłam fakturę na trzy razy większą niż dotychczas kwotę, otrzeźwiałam: istnieje system wymuszania na kliencie podpisywania umów na 24-miesiące i jest on dość skuteczny. Do umowy miałam dołączoną kartę do tabletu. Karta musiała wcześniej należeć do jakiegoś bardzo niesolidnego dłużnika, cały czas „dobijali” windykatorzy i robili to tak natrętnie, że umożliwiali spokojne korzystanie z tabletu. Początkowo usiłowałam "coś z tym zrobić", ale w końcu machnęłam na to ręką, bo karty w zasadzie nie używałam i uznałam, że „darowanemu koniu nie patrzy się w zęby”.  Orange świetnie wiedziało o tym, że karta jest "be", bo na początku wielokrotnie to reklamowałam. Teraz, po zakończeniu umowy, policzyli mi za używanie tej karty jak za zboże.

No to się wściekłam.

Wypowiedzenie trzeba w Orange składać osobiście (ew. listem poleconym). Nie można tak po prostu zostawić pisma w punkcie, trzeba pobrać numerek, odstać swoje w kolejce i wręczyć je konsultantowi. Minimum godzina do tyłu.

No to się jeszcze bardziej wściekłam.

Ale co mogłam zrobić. Potulnie stanęłam w kolejce.

 

A od jutra do świąt moja prywatna jazda bez trzymanki. Jak przeżyję to uznam,  że jestem nie do zdarcia.

sobota, 15 grudnia 2018
Przeczytane

dobra książka 

David I. Kertzer Porwanie Edgarda Mortary

Przez dziesiątki lat Żydzi zatrudniali chrześcijańską służbę (m.in. dlatego, że rozwiązywało to problem wykonywania prac domowych w szabas) a ta z wiary, zemsty, czy namowy czasami potajemnie chrzciła ich dzieci. Gdy o tym doniosła, dochodziło do tragedii: chrześcijańskie dziecko nie mogło być wychowywane w żydowskim domu i w takich przypadkach było oddzielane od rodziny. Nie miałam pojęcia, że była to przez lata usankcjonowana praktyka (mord rytualni jako projekcja?).

Edgar Mortary był kolejnym żydowski dzieckiem uprowadzonym przez kościelne służby, ale z wielu powodów akurat to porwanie miało dalekosiężne skutki: uruchomiło procesy, które doprowadziły do upadku Państwa Kościelnego, zjednoczenia Włoch

Momentami ciężko mi się czytało tę książkę, przeszkadzał mi mój brak wiedzy na temat historii XIX Europy, wynagradzał to przypominający trochę kryminały sposób narracji: jeszcze jeden rozdział, by dowiedzieć się co „dalej”. Mniej więcej w połowie tej książki, zaczęłam sobie zadawać pytanie, dlaczego tak mało o tej sprawie wiemy, zakończenie przynosi odpowiedź na to pytanie. Moim zdaniem lektura obowiązkowa.

Tym bardziej, że to, że dziś nie obiera się dziś rodzicom dzieci tylko dlatego, że jakaś służąca zeznała, że poczyniła nad nim znak krzyża, nie oznacza, że procesy w tej książce opisane są nieaktualne. Wręcz przeciwnie. 

 

Piotr Krysiak Wyspa ślepców

 

O tzw. „sprawie dominikańskiej”, czyli o księdzu Wojciecha G, w tle o nuncjuszu apostolskim Józefie Wesołowskim

Dobrze napisana przypominajka, pozwalająca utrzymać odpowiedni poziom złych emocji. Ale sięgając po tę książkę myślałam, że dowiem się czegoś więcej, niż było w reportażach na ten temat. Tymczasem moim zdaniem Piotr Krysiak podzielił się z czytelnikami jedynie drobnym fragmentem tego co wie na ten temat. W książce nie przedstawił też żadnych przypuszczeń, hipotez na temat prawdopodobnych powiązań.

Nie ma nawet odpowiedzi na tak podstawowe pytanie, do kogo przyjeżdżał ksiądz Wojciech G. z grupką młodzieży na wakacje do Polski. Kto te wyjazdy finansował?  Miało to miejsce na tyle niedawno, że na pewno było to do ustalenia. Prawdopodobnie Piotr Krysiak to ustalił,  można się tylko domyślać, dlaczego nie podzielił się tą wiedzą.

Mimo tych zastrzeżeń warto, czekając na film Tomasza Sekielskiego, przeczytać tę książkę. Tyle, że mam nadzieję, że Sekielski zrobi krok dalej.

 

Adam Kay Będzie bolało

 

Opowieść o tym, że nie tylko polska publiczna służba zdrowia przeżywa kryzys. Angielska też.

Dla ludzi zdrowych może to być nawet i jakieś pocieszenie, ale jak się pomyśli, że w polskiej może jest jeszcze gorzej niż w angielskiej … strach się bać.

Adam Kay po skończeniu medycyny zaczął pracę jako rezydent, wybrał specjalizację ginekologia i położnictwo i przez następne kilka lat powoli piął się po lekarskiej drabinie. Zbierał doświadczenia, które go w końcu przygniotły i zrezygnował z bycia lekarzem.

Zaczął pisać scenariusze. Już wcześniej lubił pisać, prowadził dziennik młodego lekarza i na podstawie tych notatek napisał tę książkę. Jest napisana „na wesoło” i często wywołuje uśmiech. Ale tylko do momentu, gdy się sobie uświadomi, że w każdej chwili to my możemy być pacjentem.

 

Lucyna Winnicka Cezary Łazarewicz 1968. Czasy nadchodzą nowe

 

Kolejna książka z serii opowiadającej o wydarzeniach w "ważnym” dla historii roku.

Ta jest przede wszystkim dobrze napisana, co – zważywszy na autorów - jest zagwarantowane na dzień dobry.

Z tym, że formuła tej serii, z góry zakłada mało pogłębiony, reportażowo-sensacyjny sposób pisania i autorzy nie wyszli poza ten schemat.

Książka jest ciekawa nawet dla kogoś takiego jak ja, kto już te czasy pamięta i sporo o nich czytał. Autorzy z góry założyli, że piszą o czasach o których sporo się wie, więc starali się nie pisać  jeszcze raz o tym samym, tylko o mniej znanych faktach, ludziach, anegdotach. Nic na przykład nie wiedziałam o morderstwie w Jicinie, podczas interwencji polskich wojsk w Czechosłowacji. 

Słowem wspaniałe czytadło na zimowe wieczory. Ale raczej z tych rozbudzających ciekawość, niż ją zaspakajających.

 

 Renata Górczyńska Szkice portugalskie

 

Wzięłam do ręki przed wyjazdem do Portugalii i każdemu, kto się tam wybiera, polecam. Ci co nie mają takich planów, prawdopodobnie po przeczytaniu tej książki je zmienią i postanowią tam pojechać.

Cudowna ballada - autorka jest zakochana w tym kraju i tego nie ukrywa.

Z tym, że nie jest to przewodnik, tylko subiektywna opowieść o miejscach, związanych z nimi ludziach.

Pod wpływem tej książki kupiłam książkę o Lizbonie w czasach wojny. W tym czasie stolica niezaangażowanej w wojnę Portugalii pełniła  rolę wolnej areny dla agentów reprezentujących wszystkie zaangażowane w konflikt strony. Ambitnie kupiłam po angielsku, a potem nie miałam czasu by się nad nią skupić.  

niedziela, 09 grudnia 2018
Od porażki do porażki

Wolałabym, aby dzieci nie mieszkały na święta w hotelu... Ale kto wie. Pewności nie mam.


Gdym to ja rok temu wiedziała to, co wiem teraz ...

Wybrałam fajny zostaw prysznicowy, z tej samej serii co bateria umywalkowa i wannowa. Skąd niby miałam wiedzieć, że decyzja o tym czy bateria ma być podtynkowa, czy natynkowa jest podejmowana na etapie rozprowadzania instalacji w ścianie? Myślałam, że chwilę przed położeniem płytek.

Dostałam specyfikację: umywalka Massi Loca Otyla 5062 B. Znalazłam w promocji 5062, kupiłam, sprawdziłam czy nie jest stłuczona i odstawiłam na bok. Tymczasem to "B" wszystko zmienia i do tej bez "B" nie pasuje kupiona do niej bateria.

To nie jedyna "przygoda" z Massi Loca. 

Po zamontowaniu stelaży podtynkowych i położeniu glazury okazało się, że miska Massi Loca nie pasuje do stelażu. Nikt na to wcześniej nie zwrócił uwagi, bo zazwyczaj miski i stelaże pasują do siebie jak klocki lego, w dodatku był to jedyny stelaż z miską kupiony w zestawie. Miała być zamontowana na górze, ale omyłkowo stelaż do niej został zamontowany w mojej łazience. Miska miała takie wymiary, jakie powinna mieć. Odpowiedź na pytanie "dlaczego" tak wyszło była w instrukcji: drobnym druczkiem było w niej napisane, że przed zamontowaniem tego modelu miski, trzeba odpowiednio wyregulować stelaż.

"Dostanie" się do stelażu (pomijając koszty), oznaczało zamówienie płytek, na które czeka się do miesiąca. 
Na szczęście, chyba nie jestem jedyną osobą, która zgłosiła się do dystrybutora z takim problemem.  Są miski które pasują do tak ustawionego stelażu, dostawa ma być jeszcze przed świętami i mimo że była kupiona ponad dwa miesiące temu, będę mogła ją wymienić.   


Narodziny gwiazdy



Za co te gwiazdki? Mówi się nawet o Oscarach. 
Do bólu przewidywalne romansidło. 
Ja tam niczego w tym nie widzę. Zero wdzięku

Jedyny plus to że zobaczyłam jak wygląda z bliska  Lady Gaga.

Jako prenumerator Gazety dostaje na maila zawiadomienia o spotkaniach w Centrum Premier. Poszłam na wręczenie nagrody im. Krzysztofa Millera.
I się zawiodłam.

Z siedmiu finalistów wybrano  najmniej według mnie ciekawe zdjęcia, reportaż Między blokami Anny Liminowicz. O dwóch kobietach tworzących rodzinę, wychowujących dzieci. reportaż już nieaktualny po wyjechały z Polski. A zdjęcia ani ładne, ani ciekawe.  


Przez ten remont mało uważnie patrzę na świat. Ale czasami rzuca się mi w oczy, tu miski dla bezdomnych kotów:




niedziela, 02 grudnia 2018

W oczekiwaniu na przełom, który miał nastąpić dwa tygodnie, nie mogąc skończyć tego co było w planie skończyłam to:

Wzór to Funchal Moebius Kate Davies. Gdyby nie ta fala mrozu, szal pewnie dalej czekał by na zszycie.

Ale generalnie to ja jestem teraz w remoncie i staram się być czujna. Designerską lampkę kupiłam za 71 zł, nie 740 zł:


Ale gdybym w lutym wiedziała to co wiem dzisiaj ...

 dobry film 

Sofia

Dobry film bo inny. Gdyby opowiadał o Europie, byłby tylko  kolejnym ciepłym snujem. Ale opowiada o Maroku, gdzie seks pozamałżeński jest przestępstwem, co mocno komplikuje opowiadaną historię. .

 

Na rodzinnym przyjęciu, w trakcie podawania kawy i ciasta, córce nagle odchodzą wody. Sytuacja jest trudna, do tego momentu udawało jej się ukrywać ciąże, nikt nie zauważył by spotykała się z jakimś chłopakiem. W dodatku gdy wszystko przestaje być tajemnicą, dziewczyna nie pomaga rodzinie w rozwiązaniu problemu. 

Może od strony technicznej film nie jest arcydziełem, ale historia którą opowiada warta jest  obejrzenia.

Siłaczki


W 100-lecie podpisania przez Piłsudskiego dekretu przyznającego kobietom prawa wyborcze, w kinie Muranów, w dwóch dużych salach, pokazano paradokumentaly film o kobietach, które tamtego dnia odniosły to zwycięstwo. Najfajniejsza z tego wszystkiego była atmosfera pokazu. W salkach na górze każdy kto chciał mógł się przebrać w strój z epoki. Dzięki temu czekający na pokaz tłum cieszył oko.

O filmie tego powiedzieć nie można.

Jak z opisanym przez Boya malarzem Styką; nie maluj na klęczkach, maluj dobrze.

No nie udało się.

Zero pomysłu na konstrukcję fabuły. Do tego utrwalone na taśmie błędy i kiksy. Aż tak mały budżet?

 

A na koniec coś co przyciągnęło mój wzrok w przejściu na stacji metra Arsenał. Nie podoba mi się to. Bardzo.


Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli