wtorek, 27 marca 2012
Uwięziona w Londynie

czyli przygód ciąg dalszy ...



Bilet lotniczy na trasie Wwa-Londyn-Wwa kupiłam w styczniu w promocji LOT-u (z Warszawy nie ma bezpośrednich połączeń z Tenerefą).

Dwa tygodnie przed zaplanowanym lotem do Londynu, Anka wpadła na pomysł, bym przyjechała kilka dni wcześniej, tak by mogła pójść na tydzień do pracy i zobaczyć, jak tam jest, po sporych zmianach które zaszły gdy była na urlopie macierzyńskim. Zadzwoniła na informację LOT-u, upewniła się, że kupionego przeze mnie w promocji biletu nie da nie da się przełożyć na wcześniejszy termin i  kupiła mi kolejny bilet do Londynu (jak łatwo się można domyśleć, w jedną stronę).

Dziś rano pojechałam na Heathrow, gdzie dowiedziałam się, że nie ma mnie na liście pasażerów:  gdy nie wykorzytałam kupionego w styczniu  biletu do Londynu, automatycznie został unieważniony również kupiony wówczas w tej promocji bilet z Londynu.

Podobno takie są reguły gry.

Wróciłam do Anki. Mam komórkę. Kartę kredytową. Miałam za co wrócić z lotniska. Mam kochanego dyrektora, więc nikt nie będzie miał mi za złe, że o kilka dni przedłużę urlop. Nie muszę dopłacać za kolejny, nieplanowany nocleg w Londynie. Czyli można rzec: mam szczęście

Ale jestem niewyobrażalnie wściekła.

W dodatku wylewajac w drodze powrotnej z Heathrow, swój żal, nie zauważyłam, że odpadła mi tylna ścianka od komórki i mam jeszcze jedną stratę więcej.

 

to be continued ... 



 

poniedziałek, 26 marca 2012
W połowie drogi do domu

Bo już nie na Teneryfie, a w Londynie. Wnuk się w podróży sprawdził, samolot mu nie straszny, nie reaguje na starty, czy lądowania. Słowem nawet w sytuacjach nietypowych, aniołek. 

Tak jak to było wcześniej ustalone, Anka z Alkiem jeżdzili na wycieczki, a ja siedziałam z wnukiem w hotelu. Siedząc, wspomniałam sobie jak w czasach realnego socjalizmu zwiedzałam z Ańćką autostopem Europę, często spałyśmy spałyśmy na dworcach, trawnikach, czy w nie zamkniętych samochodach, a dziś ...

 

Z tym, że może marudzę, ale tamten świat wydawał mi się bardziej przyjazny. Siedziałam w hotelu, do którego wjazdu strzegą przed obcymi dwie, otwierane na pilota bramy. Hotel, to historyczna willa, której historia sięga XVII. Z tej epoki żadnych pamiątek oczywiście nie było, ale z póżniejszych jak najbardziej. Ponieważ sprzedaje się tu usługę: kameralny pobyt w ciszy, w pokojach nie ma ani telefonów, ani telewizora czy radia. Dla tych którzy jednak bez tego obyć się nie potrafią, jest coś na kształt świetlicy.



Stare meble, stare sprzęty:



Mnie rozczulił telefon, jeszcze sprzed epoki ebonitu:

W ramach spacerów, chodziłam z wnukiem na spacery po plantacji bananów



lub obserwować fale rozbijające się o wulkaniczne nabrzeże (zero szans na kąpiel w tym miejscu)



Tylko raz wybrałam się z nim na autobusową wycieczkę, do sąsiedniego miasteczka Garachico:



Chociaż to miejscowość turystyczna, to pozbawiona wielkich hoteli, zachowała uroczy klimat. Na rynku mężczyżni grali w karty:



A w tak klimatycznym budynku mieści się miejscowa biblioteka:

 

Ale zdania o samej Teneryfie nie zmieniłam: było to piękne miejsce na ziemi, ale do czasu najazdu stonki turystycznej. Zgadałam się z jedną Holenderką, była na wycieczce objazdowej, na której przewodnik narzekał, że marzeniem każdego burmistrza jest zaimponowanie kolegom tym, że u niego budują większy (i oczywiście wyższy) hotel, niż u nich.

Brr !!!

Pozostaje obłędna przyroda. Kwiaty znane z kwiaciarni, ale tu te rachityczne kolorowe liście, to spore krzewy. Na zdjęciu Tomek na tle krotonów. 

 

Aa. I nastały takie czasy, że Hiszpania nie jest wcale dla nas  droga.

A w Londynie popatrzyłam sobie na moją córkę i pomyśłałam, po kim ona tak ma?

Na kilka dni poszła na próbę do pracy. Dość mordercza praca w korporacji. Wróciła z pracy, chwyciła torbę i pobiegła na sporty. I to nie obok domu, ale tak z 20 minut marszu! Od siedmiu lat, nie było tygodnia by przynajmniej dwa razy w tygodniu nie była na basenie!

Gnuśno i miło w nadwiślańskim bajorku. I na pewno mniej męcząco.

Wieczne nieoglądanie racz mi dać, Panie!!!!!!

 

Dziekując Kalinie za udostępnienie łączy, dzielę się z ciotkami swoim bólem i refleksją egzystencjalno-cyfrową.

Wybieram właśnie projekt domu. Oczywiście zwracamy z architektem uwagę na tak romantyczne i ważne dla ogniska domowego elementy jak gęstość stropu żelbetowego, typ sięgacza kanalizacji, wysokość ławy fundamentowej, kominy wentylacyjne, słupy nośne itp.
Kiedy już zgłosiłam architektowi wszystkie moje postulaty, po kilku godzinach odbieram dramatyczny telefon. Pomyslałam: Totalnie zawaliłam, zapomniałam o konstrukcji dachu, chałupa się rozsypie jak
nic!!! Tymczasem słyszę płaczliwy głos architekta, któremu nagle runął architektoniczno-konstrukcyjny świat:
- A GDZIE MA STAĆ TELEWIZOR???
Rzeczywiście. Bez ław fundamentowych, ścianek nośnych, dachu i komina dom się nie zawali. Ale bez telewizora - od razu razu złoży się jak domek z kart. Nie ma szans. Dom bez telwizora nie istnieje. To nie  dom. To stodoła. Albo gorzej - kurna chata bez dotacji unijnych.
Telewizor. Centralne miejsce w domu, współczesny ołtarz, jednoczący domowników, gromadzący ich niczym sierżant żołnierzy przed wieczornym apelem. Rozgrzeszający obywateli w obliczu grzechów polityków, celebrytów i innych odszczepieńców, a w Wiadomościach o 19.30, a szczególnie w prognozie pogody o ósmej - rozdający hostię nowoczesnej cywilizacji - poczucie wspólnoty społeczno-telewizyjnej. "A słowo plazmą się stało i mieszkało między nami" - Telewizja Polska od dawna szuka hasła, mającego reklamować szczytną ideę płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego. Hasło jest, tylko odwagi brak. Jak to zwykle w narodzie.
Jeden telewizor to nic. Moja urocza kuzynka ma w domu sześć telewizorów. Jeden w salonie, zajmujący 135% powierzchni ściany i siłą swojej fonii płoszący wszystkie karaluchy w promieniu kilometra. Dwa w pokojach dla dzieci, przecież każde dziecko musi mieć telewizor, jak dziecko w ogóle może się rozwijać bez telewizora????? O czym ma w szkole opowiadać? O "Janku Muzykancie"???? Opowiada się o losach Dody, Człowieka o Pomarańczowych Włosach, Ewyfarny, Nergala - współczesnego Chrystusa, napiętnowanego przez miłośników poezji śpiewanej, wyklętego przez fanów filharmonii, któremu krew odddawało jednak pół Polski, wobec czego wszyscy telewidzowie mogli poczuć się jak na Golgocie.
Czwarty telewizor stoi w kuchni. O, przepraszam, nie stoi tylko siedzi, a właściwie tkwi. Wbity w drzwi lodówki. Próbowałam kiedyś wyciągnąć mleko do kawy. Nagle z drzwi zajrzał w moje oczy Kuba Wojewódzki. Od razu dostałam skazy białkowej. Wysypało mnie na udach.
Piąty telewizor wisi w łazience. Wącza się sam sensorycznie z chwilą naciśnięcia klamki. Jest nastawiony na TVN24. Gwarancja zatwardzenia albo ew. sraczki mózgowej. Grozi śmiercią toaletową lub jeszcze czymś gorszym. Szósty telewizor zadekowano na tarasie, skąd pierwotnie rozpościerał się bajkowy i przecudny widok na podkrakowskie dolinki. Widok na przyrodę jest passe, jak widać - tylko dla frajerów i emerytów. Każdy nowoczesny podkrakowski mieszczanin na tarasie ma teraz widok na rodzimy tokszoł ew. "Modę na sukces" odcinek 747836438643564.

Nie mam i nie będę mieć w domu żadnego telewizora. Nie będę mieć nawet gniazdka do telewizora i pilota do telewizora. Moje dzieci nie oglądają telewizji, a w chwilach nadmiaru czasu wolnego wycinają, rysują (także po mamusinych albumach i pozycjach z serii Plus Minus Nieskończoność), walą się po łbach, okładają przywleczonymi z lasu kijami i szarpią za włosy udając rodeo, czyli resumując: ich socjalizacja przebiega książkowo.
Uczciwie opłacam jednak abonament radiowo-telewizyjny ("jestem projektantką a nie oszustką"). Na poczcie, żeby nie stracić kontaktu z tzw. społeczeństwem. Uczciwie zawsze jednak proszę o uwzględnienie w opłacie tylko połowy abonementu, ponieważ telewizora nie mam. Pocztowa biurwa zawsze patrzy na mnie z zazdrością:
- Pani to powinna trzy razy taki abonament płacić!
- Dlaczego, przecież nie mam telewizora, za radio jest 5,50...
- Że Pani nie musi tych debili codziennie w telewizji oglądać!

"I to by było na tyle " (Nina "Tehentiew")

Moniek

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli