wtorek, 20 marca 2018
Przerwa

Urlop bez kompa to i bez bloga. Wracam po Świętach

IMG_20180320_115348

niedziela, 11 marca 2018

Panowie dopiero się rozkręcają ... Na razie nie muszę jeszcze myśleć o tym, że kiedyś będzie to trzeba posprzątać, 

Jak już byłam w Brwi odstałam godzinę na poczcie i odebrałam listy polecone. Nie uwieczniłam na zdjęciu miny jaką miałam, gdy jak tylko przyjechałam z powrotem do Wwy, dostałam sms zawiadamiającego o kolejnej przesyłce. Następnego dnia znów do Brwi (a była to sobota, którą zarezerwowałam na zakupy) znów pojechałam do Brwi, odstałam kolejną godzinę na poczcie ... Tyle, że przy okazji za 5 zł kupiłam na targu grzałkę, rzecz w Wwie dostępną jedynie na Allegro. 


Zgłosiłam się jako wolontariuszka do Akcji Żonkile.

Pomyślałam, że siwy łeb studzi emocje, a może są ludzie którzy z obawy przed agresją uliczną wycofali się ... Byłam w błędzie, podobno w tym roku mają rekordową liczbę zgłoszeń. Na razie jedno popołudnie spędziłam na bardzo fajnym szkoleniu integracyjnym. Przy każdym stole siedziało 6 przypadkowo dobranych  osób, w bardzo różnym wieku, które szybko zaczęły działać jako zespół. Dawno się tak dobrze nie bawiłam, przez bite trzy godziny nie wyjęłam drutów i może z dwa razy sprawdziłam komórkę ...

Mieszkam teraz niedaleko Polin i jestem bardzo otwarta na ich ofertę. Na spotkanie z Grynbergiem przyszły tłumy.

Miło się słucha mądrych ludzi (spotkanie prowadziła Barbara Engelking, fragmenty czytał Włodzimierz Press). Taka jeszcze "nie przejęta" wyspa normalności. 

Na spotkanie z Sabiną Barel nie dotarłam. Byłam jedynie na Dworcu Gdańskim.

Zważywszy na to co się dzieje i przeciwko czemu protestowano, nie było dużo ludzi ludzi. Tym bardziej, ze pogoda dopisała, a na liście organizatorów było sporo organizacji pozarządowych. Na koniec puszczono piosenkę Wojciecha Młynarskiego Tak jak malował pan Chagal. Smutno się robi w takich chwilach z bezsilności.

Nie dotarłam też na Szarotki. Miałam zamiar poradzić sięco robić z Ronanem. Nie podoba mi się brioche stich w moim wykonaniu. To jest wykończenie, powinno być lepsze niż cała reszta, a jest gorsze.

Na podróż biorę Funchal Mobious

Synek mnie poprosił bym kupiła prezent dla jego znajomej. Przy okazji kolejny raz przekonałam się, że męska pomysłowość jak za pomocą religii zatruć kobietom nie zna granic: np. muzułmanki nie mogą sobie malować paznokci dowolnym lakierem, jednym z nielicznych dozwolonych jest jeden z lakierów Inglota. Na ekranie komórki wyświetliła mi się wiadomość od synka kup lakier Inglota H20, poszłam, prozę o taki lakier, a pani pokazuje mi całą paletę barw. Pytam synka jaki mam kupić, nie potrafił powiedzieć więcej, niż to że ma być "ładny". Tym samym kryterium musiałam się kierować kupując chustę.

Nić widmo 

Anglia tuż po II wojnie światowej. Bardzo trudny charakterologicznie facet - właściciel domu mody i zakochana w nim młoda kobieta. Ładnie nakręcone, dobrze zagrane romansidło. Nic poza tym. Nie wiem za co te oskarowe nominacje.

Jestem najlepsza, ja Tonya

Historia życia łyżwiarki Toni Harding, bohaterki jednego z większych skandali świata sportu lat 90-tych.  Życie miała tak ciekawe, że żaden scenarzysta takich zakrętów życiowych sam z siebie nie byłby zdolny wymyślić.

Ciekawe, dowcipne, z iskrzącymi dialogami, nieźle zagrane - raził mnie jedynie brak dublerki: kilkunastoletnią Tonię gra dwudziestokilkulatka i siłą rzeczy nie robi tego wiarygodnie, ale raptem trwa to kilka minut. Tyle, że ... większość problemów Toni miało źródło w jej pochodzeniu - "bardzo ubogi" kapitał kulturowy, uniemożliwiał  odnalezienie się i uzyskanie akceptacji elitarnego środowiska łyżwiarstwa figurowego.  A mnie, odkąd żyję w świecie w którym jak to ktoś trafnie określił "peryferie przejęły centrum", takie historie przestały zupełnie wzruszać.

Lady Bird

Za stara jestem na takie filmy. Film o dojrzewaniu. Ameryka 2002 rok. 17-letnia dziewczyna chodzi do ostatniej klasy katolickiego liceum w Sacramento i myśli jak by tu się wyrwać na drugi koniec Ameryki. Bez finezji. I jak dla mnie za szybkie tempo - może się starzeję? Gra tutaj chłopak, który zagrał w Tamte dni tamte noce - w tym filmie ma tylko ładną buzię, nie domyśliłabym się, że potrafi też i grać.   

niedziela, 04 marca 2018

Pod moja nieobecność (cały tydzień chorowałam) zaczął się remont - na dzień dobry trzy miesiące poza domem, potem się zobaczy.

Na razie nie "czuję" wykończeniówki, ale nawet nie myśląc na ten temat, coś nie coś do mnie dociera. Wiele lat nie chodziłam po sklepach z wyposażeniem. Od tego czasu sporo się zmieniło - nie było np. cementowych kafli. Taki patchwork szybko by znudził oko, ale zdjęcie pokazuje jaki jest ich wybór.

Był też taki dzień, że sporo czasu przegadałam na temat toalet. Na początku Konrad uświadomił mi, że wiszące toalety to nie tylko odpowiednio wyprofilowana rura i ok. 200 zł droższa muszla. Do tego trzeba jeszcze kupić podtynkowy rezerwuar za min. 800 zł i więcej zapłacić za sam montaż. Po pomnożeniu tej sumy przez trzy (tyle będę miała toalet) mina mi trochę zrzedła, a Gumiś mnie dobił: jak się popsuje podtynkowa spłuczka trzeba pruć ścianę. Przy okazji rozczuliło mnie to, że teraz za lux-rozwiązanie uchodzi dawny stary rezerwuar.

Odrobiłam też pierwszą remontową lekcję: firmy przechowujące rzeczy są ostro nastawione są na zysk. I tak miało być 6-8 metrów, okazało się że jest 10. Oddałam im rozłożoną na części szafę, łóżko, narożnik, kanapę z fotelem, komodę dużą i małą, 6 krzeseł, lodówkę, zmywarkę, piekarnik. I książki. Gdybym oddała im wszystkie rzeczy, czyli resztę mebli i sprzętów, rzeczy kuchenne i ciuchy to musiałabym zapłacić za kolejne 20 metrów. I to ja, nie lubiąca obrastać w rzeczy. To co piszą w swoich reklamowych folderach na temat tego ile metrów potrzeba na spakowania mieszkań o przykładowych metrażach można włożyć między bajki. Połowiczny sukces odniosłam też na polu szukania oszczędności - by nie płacić za wynajem firmowych pudeł, książki zapakowałam w kartony. Okazało się że każdy karton musi być obłożony pianką - co oznaczało, że musiałam zapłacić za piankę i za czas, jaki zabrało ekipie ich obklejenie.

Zważywszy, że cały tydzień siedziałam w domu nie mam zbyt dużych Netflixowych sukcesów, obejrzałam raptem jeden serial.


Trzynaście powodów to serial o nastolatkach, ale nie koniecznie dla nastolatków. Dziewczyna popełnia samobójstwo i zostawia trzynaście magnetofonowych taśm, na których wyjaśnia dlaczego popełniła samobójstwo. Opowieść o tym jak kumulacja drobnych zdarzeń przybiera postać przygniatającej kuli. Jak dla mnie serial byłby lepszy, gdyby nie był o nastolatkach - wyrosłam z tych problemów. Ale dało się obejrzeć.

W kinie byłam tylko raz

Byłam przekonana, że jest to czeski film, a jest serbsko-chorwacki. Niestety bez czeskiego poczucia humoru, ani to komedia, ani to dramat. Nie osadzona w konkretnym czasie (scenografia sugeruje połowę XX wieku, ale bohaterowie mają w ręku komórki, a raz na peronie pojawia się grupa współcześnie ubranych nastolatek) opowieść o byciu kolejarzem. Zawód maszynisty wielkiej lokomotywy przedstawiony jest w bardzo romantycznej otoczce - taki przyspawany do szyn easy rider, który w każdej chwili musi się liczyć z tym, że kogoś przejedzie i zanim odejdzie na emeryturę zapełni swoim ofiarami spory kawałek cmentarza. Może ten film miał i głębie, ale jej nie wyłapałam. To co w nim miłe, to bardzo ciepło i fajnie pokazany świat zwykłych ludzi. Miła, bezpretensjonalna ballada.

Coś optymistycznego w tej ponurej rzeczywistości.

Byłam a kolacji - ostatni raz widziałam ich sześć lat temu. Wtedy mieli 61-62 lata, teraz odpowiednio więcej. Dalej się prosto trzymają, mają te same figury co czterdzieści lat temu, modnie ubrani, faceci wprawdzie z przerzedzonymi, ale dalej z włosami na głowie. Byłam jedyną osobą w tym gronie, która miała nie tę figurę, co przed laty, co dało mi mocno do myślenia. Jedyne co trudne do naśladowania, to aktywność zawodowa - trójka z nich dalej pracuje, tyle, że naukowo. Nie te godziny, nie te obciążenie co u normalsów.

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli