niedziela, 30 kwietnia 2017

Wygląda na to, że PIS może przerżnąć następne wybory, wystarczy, że pojawi się coś innego do wyboru. Tyle, że boję się, że to coś może wyrosnąć z pnia OR-u. Bo suweren jest wkurwiony. Posłuchałam co mówi, gdy o 5.45 stanęłam w kolejce do lekarza - mama uparła się że lekarz musi być z rejonowej przychodni.


A ja tymczasem skończyłam Buras affection - muszę jeszcze obrobić brzeg ze sterczącymi nitkami i obfocić.

Idąc jak burza zabrałam się za kolejny szal:



Te drutowe wzmożenie to dzięki Netflix. Z tym, jak dla mnie audiobook jest bardziej kompatybilny z dziergactwem. Może mam tak i dlatego, że odzwyczaiłam się od gapienia w ekran? Pierwsze podejście do polecanego Suits zakończyło się falstartem i utknęłam w The Affair.

Taka współczesna Saga rodu Palliserów. Amerykańska prowincja. Osią wydarzeń jest romans. On: początkujący literat z żoną i trójką dzieci na wakacjach u bogatych teściów. Ona: mężatka, która może i w swoim małżeństwie byłaby szczęśliwa, gdyby nie śmierć dziecka. Aż tak by nie można było od czasu do czasu przyjrzeć się uważniej robótce, to nie wciąga. I właśnie dlatego mi odpowiada.  

Dobre filmy to są w kinie, nie w telewizorze. 

Z tym, że Klient aż tak dobry, jak dwa przednie jego filmy, czyli Co wiesz o Elly i Rozstanie, nie jest. A może jest tak, że to co mnie powaliło przy Co wiesz o Elly, było na tyle nowe, że jeszcze nie nużyło w Rozstaniu, w Kliencie było na tyle znajome, że nie ruszało?

Film oczywiście warty obejrzenia. Tak samo jak zawsze kameralny dramat. Tym razem na nią ktoś napada  pytanie: ścigać, czy o wszystkim jak najszybciej zapomnieć?

Na premierze książki Wszystkie dzieci Luisa w Instytucie reportażu było sporo młodzieży - znajomych autora z tych studiów. Aż czułam się nieswojo, mocno zawyżając średnią wieku.  

Z dyskusji jaka się o tej książce toczyła,  jasno wynikała oczywista oczywistość, że to na co zwraca się uwagę, zależy od wieku. Młodzi zachwycali się holenderką tolerancją, dzięki której dzieci urodzone z nasienia Surinamczyka, nie czuły się wyrzutkami. Lekko przechodzili nad tym, że te dzieciaki wychowane zostały przez samotne matki - ojcowie odeszli. Więc chyba nie wszystko było takie fajne ... ale w tym wieku jeszcze nie myśli o matkach, tylko o rówieśnikach. 

Byłam (powoli zaczynam nazywać Polin "domem kultury") na spotkaniu z Mikołajem Grynbergiem. 

Mówił o swojej najnowszej książce Rejwach. Na dużej sali, było ok. 300 osób, pewnie sporo jego znajomych, bo zadając pytania mówili mu po imieniu. Ale nawet jak nieznajomi, to czuło się życzliwą wspólnotę czytających książki. Bp na zewnątrz już tak miło nie jest: dobrym komentarzem do tego, jest to, co ludzie wypisują pod wywiadem jaki na temat tej książki udzielił onet.pl.  

Nie trzeba wychodzić na ulicy by się bać.


Tylko tak sobie myślę: art. 256 KK Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 - obowiązuje jeszcze czy nie?

Ten starszy pan myślał, że tak.

Naiwny

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Zaliczyłam event, czyli zadymę ONR. Z tego co mówili, chcieli by spektakl został odwołany. Nie wyszło im, ale też i nie byli gotowi stracić w tej "walce" nawet jednego guzika i ani przez moment nie wyglądało to groźnie..

Z tym, że nie trzeba być jakoś szczególnie wyczulonym na wiatr historii by czuć, że już nie długo policja będzie interweniowała nie "za nami", ale "przeciw". To zdjęcie z białostockiej katedry mocno wryło mi się w pamięć.

Sama sztuka mocno nierówna, tak jak to często bywa z publicystyką, a jest jej tu sporo. Nie wiem czy fellatio z pomnikowa figurką JP II było konieczne. I nie dlatego, że mnie to jakoś ruszyło, tylko że sceny, które są dla wielu nie do przyjęcia, powinny być mega uzasadnione. Tymczasem dla mnie, ta scena jest trochę obok, wyraźnie obliczona na to, by zaszokować widza. Nikogo nie zdziwił więc tumult jaki wywołała.Tak duży, że o tym czym kończy się ta scena, czyli zawieszeniem na pomniku tabliczki "obrońca pedofilii" nikt już nie mówi. Może było lepiej by w tej scenie wystąpił jeszcze ksiądz Marcial Maciel i to jemu, w towarzystwie papieża, robiono by fellatio? Przez tą scenę z papieżem nikt nie mówi o innych a kilka z nich wbija się w pamięć.

Mnie powaliła scena gdy z krzyży i krzyżyków aktorzy skręcają karabin, z którego potem strzelają do tłumu.

Na długo też zapamiętam pewnie psa wyćwiczonego do "demaskowania" muzułmanów, I jak zawsze problemy z dykcją - aktorzy krzycząc tekst gubią słowa.

W międzyczasie, przez powoli przez ekrany przechodzi film, którego wymowa jest równie mocna co Klątwa, a może i mocniejsza, bo opowiadania historia oparta jest na twardych faktach.

Milczenie

XVII wiek Japonia. Jezuici i nawróceni przez nich wieśniacy kontra przedstawiciele lokalnych władz. Fajnie pokazane jak to w walce idei giną ludzie, przede wszystkim wyznawcy tych idei, nie ci co ją głoszą.

I tydzień z Netflixem był bardzo mało wyrafinowany. Skończyłam House of Cards. 

Jak serial jest dobry, to chce się jego kontynuacji. Jak już jest dalszy ciąg, to wtedy okazuje się że te kolejne sezony, tylko psują pierwsze wrażenie.I chyba wolę słuchać audiobooków - odzwyczaiłam się od ekranu.

Zimna wiosna to też wiosna i forsycje już przekwitają 

A mnie - zwłaszcza gdy w zeszłym tygodniu wzbogaciłam się o trzy worki z ciuchami - zainteresował poruszony na zaprzyjaźnionym blogu pomysł na capsule wardrobe.(czyli minimalizm ciuchowy) - nawet znalazłam w sieci planer. Mam autorski pomysł - zamiast wyrzucać rzeczy, wynosić je na strych, po uprzednim sfotografowaniu, Tak by kompletując następny zestaw, czerpać z własnych zasobów.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Święta spędzam w wersji wyciszającej - Netfix, książka, druty i audiobook. Z drutami się zawzięłam i postanowiłam wytrwać - całą sobą rzuciłabym kolejną robotę w kąt, ale będę twarda i to skończę. Chodzi o Color affection (po mojemu Buras affection - robiąc słucham katastroficznego Blackout'u, więc pasuje).

Problem w tym, że to co mi wychodzi nie do końca jest tym, co mnie urzekło na zamieszczanych na Raverly zdjęciach. Wychodzi mi długi i wąski rogal - w pierwszej chwili myślałam, że coś pomyliłam we wzorze, ale nie. W dodatku "krótszy" bok się nie rozciąga - więc za bardzo w to, że blokowanie wszystko załatwi nie wierzę. Jeszcze mi trochę do zrobienia zostało, ale co z tego, że na szerokość przybędzie, jak to za cenę tego, że się sporo wydłuży.

Córka zdjęciami wnuka nie rozpuszcza, ale przesłała mi jedno z ich wizyty w Kidzanii.


Weszłam do Internetu, poczytałam o tym i jeżeli jest tam tak, jak o tym piszą, jest to niesamowite. Dla takich maluchów chyba nawet lepsze niż interaktywne muzea w stylu Muzeum Kopernika. Mój wnuk podczas jednej wizyty był dentystą, dziennikarzem, mechanikiem samochodowym, pracował w kawiarni, i agencji reklamowej oraz w elektrowni. Przez cztery godziny zarobił tyle, że stać go było na breloczek do kluczy.

Nie poszłam do Domu Historii na spotkanie z Agatą Tuszyńską, która opowiadała o Irenie Krzywickiej - wybrałam spotkanie w Faktycznym Domu Kultury z Andrzejem Jagodzińskim, tłumaczem literatury czeskiej.

Okazją do spotkania było wznowienie przez wydawnictwo Szczygła powieści Josefa Škvoreckiego Przypadki inżyniera ludzkich dusz (mam w "stosiku"). Publiczność piła wino, główny bohater piwo. O literaturze czeskiej za dużo nie wiem, więc nie zawsze wiedziałam o czym mówią. Ale mówili tak ciekawie, że nie żałowałam, że nie poszłam na Tuszyńską. Nie wiedziałam też, że opowieść o byciu tłumaczem może być tak ciekawa.  

Tu można posłuchać podcastu z tego spotkania.

 Byłam w tym tygodniu jeszcze na jednym spotkaniu

Samo miejsce bardzo lubię, trzymam kciuki by przetrwali. Ale to spotkanie się nie udało - cały czas wrażenie, że odbywa się po "łepkach", prowadzący się gdzieś spieszą, pilnują by za dużo nie mówić, bo a nuż zaciekawią i rozpocznie się trudna do skontrolowania dyskusja. Nie minęło pół godziny, gdy padła prośba o pytania z sali. Jak zawsze nie było ich za dużo, wiec po godzinie było już "po wszystkim". 

A że temat mnie ciekawi - mam wrażenie, ze zawsze był mocno zamiatany pod dywan, więc kupiłam książkę i będę czytać. 

Ostatni będą pierwszymi


Nie wiem jakim cudem przeoczyłam ten film - nie dlatego, że jest tak dobry ale dlatego, że z mojej "alternatywnej" półki. Dwóch facetów dostaje zlecenie znalezienia skradzionego telefonu - jego właścicielowi zależy na jego odzyskaniu, bo są w nim nagrane kompromitujące go materiały. Gdzie mają go szukać wiedzą dzięki lokalizatorowi. Śledząc ich poszukiwania, poznajemy mieszkańców miasteczka, na którego terenie ktoś ma ten telefon w kieszeni. Francuska prowincja fotografowana jak trzeci świat, a nie jak przyciągający oko region turystyczny. Scenki robiące za metafory, sugerujące głębszy sens. Nie zawsze uchwytny, ale można obejrzeć.

Dalida

Jestem tak stara, że pamiętam czasy, gdy była sławna.

Nic nie wiedziałam o jej życiu prywatnym. Tymczasem miała je dość skomplikowane i jak najbardziej nadające się na film. Szczęścia w miłości nie miała. Była szczęśliwie zakochana, gdy jej wybranek popełnił samobójstwo, bo nie został dobrze przyjęty na festiwalu w San Remo. Dwóch następnych zabiło się, nie potrafiąc się pozbierać po rozstaniu. W upragnioną ciążę zaszła z chłopakiem, z którym bała się założyć rodzinę, bo był dużo od niej młodszy itd. ... Na koniec - przerażona samotną starością, popełniła samobójstwo.

Sprawnie opowiedziana historia pięknych, bogatych ludzi, ale i mega nieszczęśliwych bohaterów z pierwszych stron plotkarskich magazynów.   

Na Dalidę poszłam do Kinoteki, zrobiłam tam takie zdjęcie.

 

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli