niedziela, 28 maja 2006

Senne niedzielne przedpołudnie















niedziela, 21 maja 2006

Chaos - ale mój - więc nie narzekam

Czas wielkich przeobrażeń trwa.

Nigdzie nie chodzę i prosto po pracy pędzę do domu na spotkanie z moimi nowymi znajomymi - panem Mirkiem i panem Zdziśkiem. Pracują powoli, bo po pracy, ale jak na razie nie mam powodu do narzekań. A znam ich dzięki Staśce, która o tym, że szukam powiedziała Zośce, która o tym, że szukam powiedziała ..... Na jesieni wchodzi na ekrany kolejny film Almodovara - wraca w nim, podobno w wielkim stylu, do tematu świata kobiet. Ale nie sądzę by te hiszpańskie cioteczki dorastały nam do pięt.

Tak wygląda teraz, mój niedawno posprzątany ogród:


Ten malowniczy krajobraz został wykorzystany jako tło w sesji zdjęciowej Mońka, który o ile dotrzyma wcześniej uzgodnionych terminów, już ostatni tydzień występuje w wersji dwa w jednym:

Zmienia się też zewnętrzny wygląd domu. Ale niestety, ponieważ kiedyś tam zaczął być malowany Tikurilą, trzeba to dokończyć tą samą, cholernie drogą farbą. Początkowo kombinowałam by pomalować podkładem tylko te fragmenty, które nigdy nie były pomalowane. Ale jak ma być dobrze, to niestety musi kosztować:


Między płotem a betonowym paskiem (zamiast prowadzącego do nikąd chodnika, mają być dwa betonowe pasy) nie będzie trawnika tylko dużo różnych różności, które sukcesywnie wsadzam:

Od momentu gdy sąsiad zza płotu zrezygnował z sadzenia roślinek po drugiej stronie siatki i pogodził się z tym, że jest tam psia bieżnia - Kiler przeniósł swoje zainteresowanie z płotu na iglaki i które teraz, mimo że ogrodzone, sąsiadowi padają. Za to moje roślinki zaczęły całkiem nieźle rosnąć.

Po krótkiej rekonwalescencji, Sralucha znów "przyjmuje" w ogrodzie. Przy okazji okazało się, że nawet w kociej agencji towarzyskiej obowiązuje ścisła hierarchia - gdy Srala w marcu obsługiwała swoich stałych klientów, dwa młode kocurki zza płotu mogły sobie co najwyżej "popatrzeć" i dopiero teraz mogą starać się o wpisanie na listę jej wielbicieli. Z tym że Srala jakoś dziwnie niechętna - to znaczy zaloty przyjmuje, a i owszem, ale gdy usiłują zrobić to, co widziały na wyświetlanym wiosną za płotem pornosie, przeraźliwie drze mordę.



Tu mała dygresja:

W sobotę była u mnie nie tylko Monika ale i Lucy, która po przeprowadzonej inspekcji wygłosiła (co nie ukrywam dla mnie ważne), te swoje słynne "w pyteczkę". Po ich wyjeździe, widząc jak czarny kot przepuścił na Sralcię kolejny atak, skomentowałam: ten czarny kocur, paskudny sk... usiłuję zgwałcić moją biedną, małą koteczkę ..... Okazało się, że dla malującego dom Pawła to co powiedziałam stanowiło kolejny dowód mojego spaczonego, femistycznego spojrzenia na świat. Gdy usiłowałam zaprotestować, nie tylko dowiedziałam się, że zarówno ja, jak i moje koleżanki, to feministki, ale zarobiłam jeszcze epitety "skrajna", "fundamentalna" i podsumowujące określenie "sufrażystka".

Ponieważ to któryś kolejny raz, ktoś wmawia mi, ze jestem jakąś tam -"istką", mam dylemat:
- poddać się i podobnie jak w tym znanym powiedzeniu, mimo że nie piłam, uznać że jestem pijana i pójść spać,
- czy dalej usiłować przekonywać świat, że nazywanie po imieniu otaczającej mnie rzeczywistości to tylko realistyczne podejście do życia, nie żaden "feminizm".

W domu nie ma zbyt wielkich zmian. Ale w końcu został powieszony okap:




i ponieważ wreszcie kupiłam wiertarkę, po raz pierwszy w życiu wywierciłam dziurę na kołek (na "moim" kołku wisi środkowa psia dupka):



Bo nie wiem czemu, ale przynajmniej chwilowo przestałam myśleć o sprzedaży tego domu. A skoro tak, to jeszcze będzie tu ładnie. I wierząc w to, tak jak przed rokiem, postawiłam na oknie skrzynki z wiszącymi pelargoniami:


Moja wersja fuksji:

Schemat wzoru:

Prawy przód:



Lewy przód:




próbka:



 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli