sobota, 31 maja 2008

Książki z 6 kontynentów (5)

Nadine Gordimer - Broń domowa

Z Afryką mi trochę nie wyszło. Po przystąpieniu do "klubu książek 6 kontynentów", wydrukowałam listę zaproponowanych książek i poszłam z nią do biblioteki. Tam znalazłam na półce Broń domową, przeczytałam notę wydawcy, stwierdziłam, że może być i wpisałam na listę. Teraz trochę żałuję, że poszłam po najmniejszej linii oporu. W dodatku chociaż Nadine Gordimer jest pisarką południowoafrykańską, to - podobnie jak z J. Coetzee - to taka afryka - nieafryka.

Bohaterami jej książki Broni domowej jest dobrze sytuowane białe małżeństwo, które pewnego dnia dowiaduje się, ze ich 27-letni syn, architekt, zabija strzałem w głowę jednego ze swoich bliskich znajomych. Afryki w tej książce nie za wiele, jedynie zasygnalizowane istnienie dwóch równoległych światów: świata białych i czarnych, z tym że z pewnością jest na ten temat wiele dużo ciekawszych książek. Bo choć intryga zapowiada się ciekawie, to dalej książka jest ani taka, ani siaka - czyli żadna. Ma wprawdzie dość zasysającą narrację, ale to wszystko co potrafię o niej dobrego powiedzieć. Może byłby z tego przyzwoity kryminał, gdyby nie to, że mordercę znamy od pierwszego zdania. Powieść psychologiczna też to nie jest - główni bohatorowie to rodzice mordercy i niby o nich najwięcej wiemy, ale jak sie tak zastanowić, to tak naprawdę nie za wiele. W dodatku dużo z tego co się o nich dowiadujemy, nie jest zbyt interesujące z punktu widzenia czytelnika, mi.in. po to by nie robić sobie przykrości, mało ze sobą na "ten temat" rozmawiają.

Słowem czytelnicza porażka.

niedziela, 25 maja 2008

A nie mówiłam ...

Przepis na zostanie wieszczką:

  • unikać zdań rozpoczynających się od: bardzo możliwe, że; wszystko wskazuje na to, że; prawdopodobnie ... itp
  • we wszystkich opisanych wyżej sytuacjach używać zdań twierdzących i o ile to możliwe, jak najmniej złożonych. W dodatku wypowiadać je donośnym głosem.
  • potem tylko wystarczy ugryźć się w język i nie powiedzieć a nie mówiłam i można dalej wieszczyć.

Sukces gwarantowany.

Nie tylko w tym mądra jestem okrutnie. Na babskim sabacie u Zośki, zaintrygowała mnie układanka - drewniane klocki, które trzeba tak ułożyć, by zmieściły się w pudełku. Fajna zabawa i świetny pomysł na prezent.

Są jednak sytuacje, których przewidzieć się nie da.

Plany były takie, że w weekend miało mnie odwiedzić parę osób. Kupiłam sporo żarcia - tyle, że aż z dworca wziełam taksówkę, a nikt nie przyjechał i zjadłam wszystko sama jedna.Teraz wydrukuję modlitwę z najnowszej książki Woody Allena, wsadzę do lodówki i gości będę częstować herbatą i kartką papieru:

Panie Boże, królu Izraela - na próżno próbowałam zrzucić dwadzieścia funtów. Rozgrom moją nadwagę i chroń od skrobi oraz węglowodanów. Zaprawdę, zbaw mnie teraz kroczącego dolina, od celulitu i szkodliwych tłuszczów nienasyconych

Generalnie - Czysta Anarchia podobała mi się, bo napisał ją Woody Allen. Nie jestem pewna czy by mi się tak podobała, gdyby napisał ją ktoś inny.

Pogoda w tym tygodniu cudowna - prawie cały czas padało, było za mokro na koszenie trawy i wszystko rosło bez podlewania. W niedzielę trochę się rozchmurzyło, usiłowałam tego nie zauważyć, ale się nie udało. Poszłam do ogrodu i na początek, zgodnie z ostatnią modą rozwaliłam sobie rękę. Ponieważ po ostatnich dog-scesach w domu nie było nawet kawałka plastra, musiałam pójść na żebry do sąsiadów. Gorzej, że przez tą całą zawieruchę zgubiłam w ogrodzie okulary i jakoś nie mogę ich znaleźć. Niby okulary to nie igła, a mój ogród nie stóg siana, ale w praktyce na to samo wychodzi.

Obejrzałam w archiwum bloga jak wyglądała kalina przed rokiem i widzę progress:

W ramach Warszawskich Pożegnań czas zapalić świeczkę za kolejnym zlikwidowanym sklepem - apteką dla roślin na Bagateli. Pewnie będzie tam kolejny bank. Swoją drogą nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego im więcej ludzi korzysta z tzw. bankowości internetowej, tym więcej powstaje "salonów" bankowych.

Rok temu w tym sklepie polecono mi ten pełzak. Po roku, z kilku listków, wyrosła taka gęstwina.

Podobnie z poziomkami, których nadmiar powoli przenoszę pod sosny.

Podlałam tuje czymś grzybobójczym. Bo chyba to nie zwykłe zaszuszenie, tylko jakiś grzyb. W każdym razie rosnąca pod nimi koniczynka, też jest brązowa.

Wreszcie bylam na czymś fajnym. Przypomniało mi się Happiness Solondza. Jest w tym filmie jedna niesamowita scena. Kiedy 15-letnia siostra chłopca z plakatu, ląduje w szpitalu psychiatrycznym, a ojciec w nocy znów zaczyna płakać, on który zawsze w takich sytuacjach namawiał siostrę by poszła do taty i go "pocieszyła", teraz postanawia pójść sam. Scena gdy naśladując ruchy siostry rozbiera się i powoli, tak jak kiedyś siostra, idzie schodami w dół, do pokoju skąd dobiega płacz ojca, jest niesamowita.

niedziela, 18 maja 2008

Ja - kobieta pracująca

Ostatnio moje młodsze dziecko, które wszystko - nawet pisanie pracy magisterskiej - traktuje strasznie poważnie, zamiast dać się gdzieś wyciągnąć stwierdziło, że przesadzam z tym swoim życiowym luzactwem i miganiem się od wszelkich obowiązków.

A przecież ja często po powrocie do domu zamiast wypocząć, to od razu zabieram się za drugą pracę. I to nie wiem czy nie bardziej wyczerpującą.

Ten kto polecał układanie puzzli jako formę wyciszającej terapii, chyba w życiu nie widział ich na oczy. Co chwilę mam w tej mojej wieczornej pracy, momenty irytacji i zwątpienia - za każdym razem gdy nie mogę znaleźć pasującego kawałka, zaczynam podejrzewać, że tego puzzla nie da się ułożyć, bo zapomniano włożyć do pudełka strategicznych fragmencików.

Ale póki nie mogę pochwalić się puzzlem, zawsze mogę pokazać dawne perzowisko, zwane kiedyś ponurym zakątkiem ogrodu (to białe, pod płotem to pąki kaliny).

Zrobiłam jeszcze jedno zdjęcie azalii wielokwiatowej (jest to odpowiedź na gumisiowanie Gumisia, że na zdjęciu sprzed tygodnia nie było widać jej kwiatów).

Zakwitły i pozostałe azalie. Na zdjęciu pierwsza z lewej, to azalia którą dostałam od Gumisia w ramach rekompensaty za połamanie przez jej rottweilera azalii, którą dostałam w ubiegłym roku na balu dziesięciolecia (pierwsza z prawej). Zakwitły obie. I samo z siebie tak wyszło, że trzy azalie obok siebie, każda inna, mają kwiaty w podobnym odcieniu czerwonego.

W najbliższym czasie muszę zamówić (zero problemu), a następnie ułożyć za domem (to już trochę większy problem) drewno. Na razie postanowiłam pociąć te kawałki, których w tym roku nie spaliłam, bo były za duże. Zbieram się do tego jak do jeża, bo albo ja nie umiem piłować, albo to rzeczywiście jest takie trudne i męczące.

Byłam na Stonasach. Zawsze wolałam Beatlesów i to się nie zmieniło. Zastanawia mnie, że ci wszyscy wyznawcy wellnesu i innych tego typu bzdur, nie komentują takiego zjawiska jak Stonsi - mega przykładu na to, że liczy się nie dieta nr 5, ale geny. Film jest żaden - może mylić to, że skręcił go Scorsese, powszechnie znany jako reżyser filmowy, tymczasem jest to jedynie wierny zapis koncertu Stonsów, tyle że oglądany tak, jakby się stało metr od sceny.

Przeczytałam Burzliwe życie Ilii Erenburga. Erenburg miał tak ciekawe życie, że zasługuje na lepszą biografię. Autorka tej co przeczytałam nie umiała się zdecydować czy pisze naukową biografię, czy plotkarską balladę - w rezultacie wyszło wielkie nic. W dodatku przez całą książke usiłuje sobie odpowiedzieć na pytanie czy Erenburg był bardzo sprytnym i przebiegłym Żydem, czy tylko człowiekiem nieszczęśliwie zaplątanym w historię. To, że tej odpowiedzi znaleźć nie może męczy ją okrutnie, a czytelnik siłą rzeczy męczy się razem z nią.

Ale po przeczytaniu takiego fragmentu nabrałam ochoty by znów poczytać o życiu Lejzorka Rojtszfanca i przygodach Julio Jurenity (jego Trzynaście fajek całkiem niedawno czytałam):

... sekcja cyrkowa Komisariatu Oświaty urzęduje po sąsiedzku z sekcją teatralną, Durów często przyjeżdża po Erenburga saniami (tramwaje w mieście nic kursują), do których jest zaprzężony wielbłąd. Tenże wielbłąd zostanie unieśmiertelniony w moskiewskim dowcipie: w korytarzu siedziby Czeka na Łubiance stoi dwóch pijaków i nagle widzą, jak z któregoś pokoju wyprowadzają wielbłąda. Jeden pijak pokazuje drugiemu garb wielbłąda i mówi: Widziałeś, co bolszewicy zrobili z tego konia?

Przy okazji zeskanowałam jeszcze jeden fragment i dedykuje go tym ciotkom, które lata temu nie uciekły, tak jak ja, z tego "odpowiedzialnego" odcinka, tylko nadal pracują z trudną młodzieżą:

... ale jak tu zapomnieć, że „przyjaciel pionierów" podpisał właśnie nadzwyczajną ustawą, na mocy której wiek dwunastu lat stanowi dolną granicę odpowiedzialności karnej i możliwości orzeczenia kary śmierci? Takiemu prawu podlegaliby już młodociani bohaterowie jego książki "W przechodniej uliczce" ... W Moskwie tłumaczą mu, że zwycięstwo radzieckiej edukacji: dzięki temu dzieci dojrzewają i stają się odpowiedzialne wcześniej niż w kapitalizmie.

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli