czwartek, 29 maja 2014
Przeczytane

dobra książka

Zły Tyrmand - Mariusz Urbanek

 

Biografię Leopolda Tyrmanda wzięłam do ręki, gdy miałam już bilety na organizowane w ramach Bagaży kultury niedzielne spotkanie na jego temat (była ona wspomniana na tym spotkaniu, o czym za chwilę). 

Książka stanowi fajne uzupełnienie książki Agaty Tuszyńskiej Tyrmandowie. Ta ostatnia opowiada o amerykańskim małżeństwie Tyrmanda, Zły Tyrmand Mariusza Urbanka opowiada o jego życiu zanim poznał swoją trzecią żonę. Kolejne rozdziały napisane są na podstawie wspomnień różnych osób, które znały Tyrmanda. Nie tworzą one jednolitego, spójnego obrazu - czasami poszczególne opowieści się wręcz wykluczają. To akurat stanowi dla mnie jest główną zaletę tej książki - na jej podstawie każdy może sobie narysować swojego Tyrmanda.

Prawdopodobnie to właśnie nie spodobało się obecnej na spotkaniu Bagaży kultury Barbarze Hoff, jego drugiej żonie. Skrytykowała Mariusza Urbanka, który według niej bohatera swojej książki nie lubi, a sama książka jest nieprawdziwa, pełna przemilczeń i niezgodności, a czasami wręcz kłamstw.

Moim zdaniem Barbara Hoff nie ma racji i przeszkadza jej chyba to, że Mariusz Urbanek nie buduję tą książką pomnika, tylko stara się go pokazać w całej złożoności. A z kolei o jej wiarygodności może świadczyć końcowa uwaga - powiedziała że niektórzy piszą o tym, że podobno on stał się w tej Ameryce konserwatystą. Ale ona go dobrze znała i nigdy w to nie uwierzy.

 

Po przeczytaniu kilku pozycji zaliczanych do literatury faktu, sięgnęłam po coś lżejszego. Gorzej trafić nie mogłam.

 

Tatulo Joyce Carol Oates ma szanse na nagrodę w konkursie na książkę, która najlepiej przedstawia zło w czystej postaci - na inne nagrody bym nie liczyła, bo książka jest po prostu zła.  

Zaczyna się sceną porwania pięcioletniego dziecka - zostaje ono siłą wyrwane matce na parkingu domu towarowego. Rodzice chłopca szaleją z bólu, a porywacz wywozi go daleko, gdzie latami nie tylko go wykorzystuje seksualnie, ale i w bardzo wymyślny sposób torturuje.

I chociaż w końcowych rozdziałach autorka autorka zrezygnowała z jechania na jednym biegu, czyli epatowaniu okrucieństwem, ale mojej oceny tej książki to nie zmieniło.

Dno.

środa, 28 maja 2014
Excel dla idiotów (1)

Dla Darii

Gdy zapytałam pan Gugla jak połączyć dane z dwóch arkuszy, tak mądrze zaczął odpowiadać, że się wycofałam. Za stara jestem by zrozumieć Excela. Mogę co najwyżej, mając już wzór, pokombinować i poprzerabiać go dalej. 

Stworzyłam w Excelu arkusz, który nazwałam  "lista": 

I obok niego, w tym samym skoroszycie drugi arkusz, który nazwałam "wykaz" (w obu arkuszach, jak łatwo zauważyć, powtarzał się numer osoby). 

 

Poprosiłam synka, by mi powiedział jak - przyjmując za klucz numer osoby - wygenerować w Excelu arkusz, w którym były by dane zarówno z pierwszego, jak i z drugiego arkusza.

Poniżej rozwiązanie: 

Otrzymuje się taki wynik:

 

Wprawdzie według mojego synka, robienie tego w Excelu to tak jak używanie nożyczek do paznokci by przystrzyc trawnik w Buckingham (może mieć rację, bo w Accessie, zrobiłam to kwerendą bez jego pomocy), ale nie każdy ma Accessa. 

niedziela, 25 maja 2014

Jako ciociobabcie poszłyśmy odwiedzić małą Marcelinę.  Śliczne są takie małe dzieci. Gumiś był przeszczęśliwy mogąc ją wziąć na ręce.

Następnego dnia byłam na pogrzebie i już na starcie się zeźliłam. Sezon w pełni, wszędzie pięknie i zielono, a na cmentarnym bazarku plastikowo. Gdzieniegdzie trochę doniczkowych, ciętych jak na lekarstwo, zero wyboru - o godzinie 12 wzięłam przedostatnią lilię.

Potem byłam w przycmentarnym kościele - i chociaż był to pogrzeb, miałam nieprzeparte wrażenie, że ołtarz był sceną, na której grane było jakieś upiorne przedstawienie. Prawdopodobnie, kościół nie przywiązuje wagi do godnej oprawy tych ceremonii, bo uważa, że gdyby zmarły był w jakikolwiek sposób zaangażowany w życie religijne swojej parafii, to tam byłby jego pogrzeb. Z kolei rodzina nie czuje się "w prawie" artykułować swoich żądań, bo gdzieś - wcale nie na dnie duszy - wie, że ten religijny ceremoniał nie do końca im "przysługuje". W rezultacie, to czego świadkami są żałobnicy trudno nazwać podniosłą, pełna zadumy uroczystością.

A idąc w kondukcie, przechodziłam koło grobu Taty Kazika (czytam własnie jego wspomnienia o ojcu) więc korzystając z okazji zrobiłam fotkę.

Z tym, ze najważniejszym wydarzeniem były Targi Książki i wizyta Kasi.eire.

Same tragi nie robią już na mnie takiego wrażenia. Książki te same co w księgarniach, autografów nie zbieram. Ale spotkania są ciekawe. We Wrzeniu  Swiata byłyśmy na spotkaniu z autorami książki o Ukrainie: Symetria asymetryczności. Dwóch młodych chłopaków - Polaki i Ukrainiec wybrało kilka podobnych miejsc w obu krajach i je opisało, starając się zwracać uwagę na te same kwestie (nazwali to metodą badawczą). Książka zapowiada się ciekawe i sama nie wiem dlaczego jej nie kupiłam.

A dla Kaśki dodatkową atrakcją była możliwość zrobienia sobie zdjęcia z Mariuszem Szczygłem (z tyłu, z miną diabełka, Dorota).  

Na samych Targach poszłyśmy na spotkanie z Markiem Dannerem, autorem książki o masakrze w El Mozote (tej książki też nie kupiłam).

Spotkanie ciekawe, jedna rzecz mi zapadła w pamięć, odpowiadając na jedno z pytań, autor książki zwrócił uwagę, że chociaż sprawcy starają się by nie przeżył żaden świadek masakry, prawie zawsze komuś udaje się ją przeżyć. W przypadku osady El Mozote, gdzie armia wymordowała ponad 1000 mieszkańców, udało się to jednej dorosłej osobie, Rufinie Amaya.

Książka była nominowana do nagrody im. R. Kapuścińskiego, ale jej nie otrzymała (zwyciężyła książka: W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa Elisabeth Asbrink).

Ponieważ nie było żadnego ciekawego spektaklu teatralnego, poszłyśmy do Teatru Żydowskiego na organizowane w ramach cyklu Bagaże kultury spotkanie na temat Leopolda Tyrmanda. W spotkaniu wzięła udział Barbara Hoff (jego druga żona), Wanda Warska, Tomasz Karolak i Paweł Brodowski (redaktor Jazz Forum). 

Najwięcej (i na szczęście najciekawiej) mówiła Barbara Hoff. Wanda Warska śpiewała, ale .... ma już z swoje lata. Ja się na to spotkanie przygotowałam - przeczytałam o nim książkę Mariusza Urbanka, B. Hoff bardzo ją na tym spotkaniu skrytykowała, ale o tym to już będzie w recenzji, która może mi się uda tym tygodniu napisać.   

Gospodarzem spotkania był Remigiusz Grzela, okazało się że od roku prowadzi takie spotkania, było to 10, ostatnie przed wakacjami, warto o tym pamiętać.  

A równolegle do książki o Tacie Kazika, czytam wspomnienia Karola Modzelewskiego i zaznaczam sobie na Kindlu co smaczniejsze kąski, na przykład:

pan Borowik, miał dobrze płatne zajęcie dekarza, był jednak nałogowym pijakiem, miewał napady obsesyjnej zazdrości i ciotkę bijał. Wreszcie użył brzytwy: podciął ciotce żyły na szyi i usiłował poderżnąć sobie gardło. Na szczęście najstarsza córka Honorka wyrwała mu brzytwę gołymi rękami. Za próbę zabójstwa dostał pięć lat, a ciotka opowiadała mi z dumą: „I wiesz, Karolku, taka byłam wtedy stanowcza, że się z nim rozwiodłam.

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli