czwartek, 31 maja 2018
Przeczytane 2018

Cztery reportaże - idealne czytadła do komunikacji miejskiej. 

Zakonnice odchodzą po cichu Marta Abramowicz


Temat tabu. Nie ma prawie żadnej literatury na ten temat. W mediach są obecni byli księża/zakonnicy, o byłych zakonnicach cicho.

Czytając te książkę zastanawiałam się, z jak zrytym beretem trzeba wchodzić w dorosłe życie, by wyrzec się swojej godności i wolności i zgodzić się na warunki i układy panujące w żeńskich klasztorach. 

Irytują też i zakonnicy, którzy z politowaniem patrząc na świat żeńskich zakonów, nie tylko nie podejmują próby zmiany, ale często jako spowiednicy utrwalają tę sytuację. System potrzebuje niewolnic, a jego trwanie jest ważniejsze niż czyjeś człowieczeństwo. 

Koronkowa robota Cezary Łazarkiewicz


Z cyklu znacie to? To posłuchajcie, czyli jeszcze raz o procesie Gorgonowej.

Dobrze napisane, tyle że poza kilkoma, mało istotnymi szczegółami, dawno już opowiedziane. Ale jak ktoś mało o tym wie, to warto przeczytać, bo sprawa z tych pobudzających wyobraźnię. Historia jak u Agaty Christie, ale lepsza,  bo prawdziwa. W dodatku  można się wcielić w Herkulesa Poirota, we Lwowie go nie było i sprawa nie została do końca wyjaśniona.

Był sobie chłopczyk Ewa Winnicka


O tym jak odkryto kim byli rodzice Szymona z Będzina.

O Polsce, o której pisze się na pierwszych stronach gazet tylko jak dojdzie do spektakularnych zbrodni. Dzieci rodzi się w niej dużo, są własnością rodziców i dopóki żyją, nikomu nic do tego w jakich warunkach się chowają. Z kolei jak zginą, nie ma po co interweniować, bo problem "sam się rozwiązał".

Przerażający opis bezwładności naszego systemu opieki społecznej.    

Plaża za szafą. Polska kryminalna Marcin Kącki

Zbiór reportaży. Większość z nich znałam, były drukowane w Dużym Formacie, ale z przyjemnością sobie przypomniałam. Bo to o czym pisze Kącki ciekawe, a sposób w jaki pisze "zasysa". 

poniedziałek, 28 maja 2018
intensywnie

W tym tygodniu Warszawskie Spotkania Teatralne

A na nich Wesele Klaty

Gumiś od dawna bez powodzenia polował na bilety w Teatrze Starym, wydzwaniał do kasy teatru, usiłował przekonać bileterkę, że kto jak kto, ale ona to naprawdę musi. itp. Tymczasem po tym, jak w gazecie napisali, że na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych będzie Wesele, jeszcze przez kilka następnych dni bez problemu można było kupić bilety. Z tym że na koniec Teatr Dramatyczny był wypchany po brzegi i nie wiem czy wszystkim chętnym udało się wejść na wejściówki, bo miejsca w przejściach były szczelnie wypełnione.

Było warto. Z jednej strony jest to Wesele Wyspiańskiego, nie Klaty. Trzy akty, tekst ten sam co w szkole, tyle że z pewnymi skrótami. Z drugiej strony dzięki muzyce, tańcom i interpretacji jest to bardzo aktualna sztuka o nas samych. Do tego jak zagrana. Rewelacja!

Może zostało to nagrane i kiedyś będzie to pokazane w kinie, w ostateczności w telewizji? 

Poszłam też niestety na K


Dawno temu byłam na Jakubie S Strzępki i Demirskiego. Więc jak potem mówili, że są w tym co robią dobrzy, wierzyłam. Wprawdzie ich sztuka w Teatrze Żydowskim Dobrze żyjcie, to najlepsza zemsta dobry miała jedynie tytuł, ale zwaliłam to na kiepskich aktorów.

Tym razem nie ma wytłumaczenia. Jedyne czego żałuję, to tego że śladem wielu osób nie wyszłam (wszystko przez to, że nie byłam sama). Żenua, to mało powiedziane. Teatr polityczny na poziomie naszej polityki. Tego się nie da oglądać, po prostu dramat.

Jak wracałam do domu dostałam sms z takim zdjęciem. Więcej mówi o rzeczywistości niż ta 2,5 godzinna sztuka.

 

Na Festiwal Żydowskie Motywy nie ma biletów, są tylko wejściówki. Pojechałam po pracy w pierwszy dzień wydawania wejściówek i na żaden z wybranych przeze mnie filmów ich już nie było. Miały być w środę zwroty, ale jak pojechałam, też ich nie było. Tak na wszelki wypadek poszłam sprawdzić sytuację w piątkowe popołudnie i dobrze, bo  wszyscy zainteresowani zostali wpuszczeni na salę. Muszę pamiętać, by na przyszłość nie przejmować się brakiem wejściówek.

Spokojne serce (A quiet heart)

Jerozolima. Samotna kobieta wynajmuje mieszkanie na osiedlu, którego większość mieszkańców stanowią ortodoksi. Z ich strony spotyka się z wrogością, na różne sposoby usiłują się jej pozbyć.

O tym jak religia stanowi narzędzie do antagonizowania, siania nienawiści a na co dzień zatruwania ludziom życia. Nawet walczący z ortodoksami anarchiści, odwracają się od bohaterki, gdy okazuje się, że uczy się gry na organach w pobliskim klasztorze, a przecież organy są takie nieżydowskie, bo chrześcijańskie.

Niestety reżyser postanowił na koniec pokazać światełko nadziei, na czym całkiem dobry (mimo tego że momentami mocno schematyczny) film, mocno w moich oczach stracił.

Pomiędzy (In between)

Tel Aviw. Trzy palestyńskie dziewczyny razem wynajmują mieszkanie. Dwie wyzwolone, jedna w hidżabie. Łatwo im nie jest. Ani jako Arabkom w Izraelu, ani jako kobietom w patriarchalnym arabskim świecie. Na samym początku słuchamy rad, jakie doświadczona kobieta daje młodej, w stylu "nie podnoś głosu, mężczyźni tego nie lubią".  Dobrze wprowadza to w nastrój filmu. Na szczęście film ucieka od prostych klisz i schematów. Dzięki czemu, mimo że momentami jest nie dopracowany, jest tak ciekawy, że aż dobry

90 minut


Pod auspicjami ONZ pomiędzy Izraelczykami a Palestyńczykami ma się odbyć mecz piłki nożnej o wszystko (czyli o sporne terytoria). Siły są wyrównane, bo i jedni i drudzy nie sa potęgą w futbolu, a przyjęte reguły nie pozwalają na "wypożyczenie" graczy światowej klasy. Film opowiada o przygotowaniach do meczy od strony działaczy i polityków, piłkarze stanowią jedynie tło.

Siłą filmu jest fajny i ciekawy pomysł, świetne gagi sytuacyjne.   

Prosto po obejrzeniu tego filmu pojechałam do Otwocka na finał Ligii Mistrzów.

Było bardzo stereotypowo. Chłopcy gapili się w ekran telewizora, a dziewczynki siedziały w drugim pokoju.

Ostro trenowana od poniedziałku dieta poszła na zieloną trawkę. Dobiło ją tradycyjnie wydawane na otwockim tarasie niedzielne śniadanie z  obowiązującą w roli głównej jajecznicą na boczku.


Poszłam też raz kina "pozafestiwalowo"   

 120 uderzeń na minutę

Francja lata 90-tych. Epidemia AIDS. Skupieni w organizacji Act Up nosiciele wirusa HIV usiłują wymóc na koncernach farmaceutycznych udostępnienie testowanych w laboratoriach nowych leków.

Nie wiem za co te nagrody? Może to dlatego, że ma czele jury w Cannes stał Almodovar, który sam działał w organizacji Act Up, o której ten film opowiada? Nie rozumiem dlaczego ten film trwa 2,5 godziny, jeżeli reżyser  nie miał pomysły czym ten czas wypełnić. 

To co jest w tym filmie przyciąga uwagę, to relacje ze spotkań aktywistów Act Up, na których uzgadniają jakie akcje podejmą w najbliższym czasie. Kłócą się zażarcie, ale przestrzegają ustalonych reguł gry, dzięki czemu są w stanie wypracować wspólne stanowisko. Tylko pozazdrościć.

Byłam na Szarotkach i zamarzyłam o jedwabnym szalu

Coraz bardziej nabieram przekonania, że tego na co mam ochotę nie da się pogodzić z pracą

poniedziałek, 21 maja 2018

Bo to wszystko proszę sądu przez bezę, a nawet nie tyle przez nie posiadająca duszy bezę, ile przez Ańćkę. Spotkałam się z nią po raz pierwszy od przyjazdu z Indonezji, na moje nieszczęście w Cafe Nero  no i była  ...


Tak się z tym źle poczułam, że jeszcze tego samego dnia u Joluśki, zjadłam chleb z masłem i kabanosem. I całe starania o powrót przynajmniej do shape'u sprzed 3 miesięcy wzięły w łeb.

Używam angielskich wstawek, bo jest to trendy:

W niedzielne przedpołudnie cały Twitter robił sobie bekę z tego paska, dla mnie najlepszy był komentarz Romana Giertycha, że wczorajszy ślub był fól of love.

A tak na marginesie ślubu roku: nikt nie zwraca uwagi na jeden szczegół: taka ta monarchia tradycyjna, ślub kościele itp. a dla wszystkich jest oczywiste, że narzeczeni mieszkali razem przed ślubem, tyle że nie w Pałacu Kensington, ale w budynku obok (też należącego do królowej). Nasza prawica dziwnie nabrała wody w usta. Czy w tym też będziemy ich nawracać?

Powoli dopada mnie remontowa karuzela, zaczynam po mojemu osiołkować godzinami czytając budowlane fora i przeglądając strony internetowych sklepów. Oferta powala, ale tak jak w sklepie z ciuchami, jak tylko zwrócę uwagę na coś zdecydowanie ładniejszego od reszty, chwilę później spostrzegam, że jest też dużo droższe.

Jest już wybrana podłoga na piętrze i drzwi (takie same w całym domu):


Teraz czekam, czy dębowa podłoga w moich pokojach na dole będzie nadawała się do przełożenia. Jak tak, to na ten moment jestem za szarymi schodami i  podłogą w salonie i drewnopodobnym gresem w kuchni:

Tyle. że ponieważ nie chcę żadnych przeszklonych kredensików, część mebli w kuchni musiałaby być biała. I tak, myślenie o szafkach kuchennych wymaga sporej wyobraźni, bo na ten moment moja kuchnia wygląda tak:

Byłam na kolejnym ciekawym spotkaniu w Czytelni Polin

 

Książkę przeczytam, życiorys bardzo ciekawy, natomiast samo spotkanie mnie nie urzekło. Bohater mówił dużo i z wdziękiem, ale jego ego przysłaniało wszystko. Nie krył też swojej mizoginii. 

Natomiast nie rozumiem dlaczego na to spotkanie przyszło tyle ludzi, że aula była w dużym stopniu wypełniona, a na Łazarkiewicza tak mało. Od czego to zależy?

W  kinach sporo dobrych filmów, ale w tym tygodniu poszłam na wyjątkowo zły.

Pozycja Obowiązkowa


Zero wdzięku serialu Grace and Frankie. Cztery przyjaciółki, mocno 60+,  po przeczytaniu książki Pięćdziesiąt twarzy Grey'a przypominają sobie, jak było miło, gdy kiedyś uprawiały seks i dochodzą do wniosku, że teraz też mogłoby tak być, wystarczy tylko znów wejść na rynek męsko-damski. Co następnie czynią. Jedna randkuje w necie, druga spotyka dawną miłość, trzecia zostaje poderwana w samolocie, a ostatnia znów uwodzi męża. Ani jedna z tych historyjek nie jest w najmniejszym stopniu prawdopodobna. Tego typu filmy ratują zazwyczaj dialogi, ale w tym przypadku nawet sprawni tekściarze Hollywoodu nie dali rady.

Czekam na film, który w ramach pedagogiki staruszków, będzie starał się mnie przekonać, że wiek nie stanowi żadnej bariery opowiadając o tym,  jak to pensjonariusze ośrodka dla chorych z demencją wygrali konkurs na najbardziej innowacyjny projekt roku.

Przyjechała Kasia.Eire i poszłyśmy na Cmentarz Powązkowski. Grób Kaliny Jędrusik znalazłyśmy od razu, ale z następnymi tak łatwo nie było. Jeszcze przy katakumbach minął nas ubrany w odzież patriotyczną lokalny przewodnik. To co mówił było tak straszne i głupie, że szybko oddaliłyśmy się od tej grupki, by tego nie słuchać. Za jakiś czas gdy był już sam, widząc że czegoś szukamy,  podszedł i zaoferował pomoc. Mniej więcej wiedziałam gdzie jest grób Marka Hłaski, więc było dla mnie jasne że pitoli, niby wiedział kim był Przemyk, ale upierał się, że został pochowany w Krakowie (pewnie omylił go z Pyjasem), natomiast grób Agnieszki Osieckiej wskazał dobrze. Tyle, że i tak jego odszukanie zabrało nam sporo czasu.

Na całych Powązkach postępuje dewastacja grobów, która przybrała taki zasięg, że gdzie się nie spojrzy, tam ją widać. W Alei Zasłużonych też. Chyba już nikt nie naprawia tych grobów. 

 

Po cmentarzu poszłysmy do Arkadii coś zjeść. Totatlna porażka. Ale to mnie rozbawiło.


Niedzielny nastrój w Galerii ma w sobie coś dziwnego. Tyle było zapału gdy szliśmy do Europy. Z Arkadii (i z Polski)  pierwszy wycofał się GAP, potem M&S, teraz jest nieczynna jeden dzień w tygodniu. Niby nie są te fakty w żaden sposób ze sobą powiązane, ale układają się w dziwnie logiczną całość. 

poniedziałek, 14 maja 2018

Kupiłam w pracy kartę i byłam dwa raz na pływalni. W tym tygodniu mam być trzy razy, a przynajmniej takie mam plany.

Powoli zaczynam myśleć o urządzaniu domu, remont w końcu kiedyś się skończy. Przez te kilka lat oferta na rynku wykańczania domu rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów. Potencjał na wielogodzinne osiołkowanie jest ogromny. Za dużo tego by coś można było wybrać. Zaczynam rozumieć dlaczego ludzie zatrudniają architekta wnętrz. Nawet nie chodzi o to by było ładnie, chodzi o oszczędność czasu. Nie każdy lubi godzinami przeglądać strony sklepów.

Podobno podłoga to podstawa, wiec na razie nie idę dalej. Mam mieć ogrzewanie podłogowe, więc drewno odpada (teoretycznie możliwe ale nieprawdopodobnie drogie, co oznacza, że do wyboru mam panele, albo gres).

Wybrałam kolor - okolice dębu polarnego:


I już wiem, ze podłoga na parterze, nie musi być patchworkiem, do paneli w salonie można dobrać w tym samym kolorze gres "drewnopodobny".

Dziwne spotkanie w Czytelni Polin, dziwne bo było góra kilkanaście osób. Tyle to zazwyczaj przychodzi na spotkania do księgarni, nie do Muzeum Polin.

 

Nie było Ewy Winnickiej, jedynie Cezary Łazarkiewicz. Z tego co mówił, usiłują utrzymać się z książek, dlatego tak dużo ich piszą. Mówcą jest chaotycznym, zdecydowanie lepiej pisze (może to dlatego, że brakowało jego żony?).  

Książka jest o 1968 roku. Kupiłam bo jest nie tylko o tym co działo się we Francji czy na Krakowskim Przedmieściu, ale i o sierpniu w Czechosłowacji. A o tym dziwnie mało się pisze, za chwilę nie będzie kogo pytać. 

Weekend z drutami w ręku (mojego Funchal Mobious jest już 12/15). Tyle, że zamiast z audiobookiem to z laptopem i HBO GO. Czas na nowy tag "dobry serial". Bo często głośno o badziewnych, a o tym dziwnie cicho. 

dobry serial

Tu i teraz (HBO GO)

Dramat z dużą dawką czarnej komedii o liberałach w Ameryce Trumpa. 

Portland, rodzice dawni post-hippisi (on wykładowca filozofii, ona prawnik-mediator), czwórka dzieci. Jedno własne (zbuntowana wyszczekana licealistka) i trójka adoptowanych: Wietnamczyk (trener personalny, żyjący w ascezie seksualnej), Kolumbijczyk (robi gry komputerowe, gej) i Liberyjka (właścicielka dobrze properującego sklepu internetowego, przystojny mąż, czteroletnia córka). Rodzice, widząc pogrzeb ideałów swojej młodości, czują się przegrani. Młodym, mimo że dzięki rodzicom, starowali z dobrej pozycji, też łatwo nie jest.  

O tym jak na naszych oczach gaśnie mit o świecie multi-kulti-gender. Duża liczba bohaterów, więc brak dłużyzn. Jasne, że jak to w tego typu serialach, niektóre są wątki mega ciekawe, inne trochę mniej. Do tych ostatnich zaliczyłabym ten, w którym jedni widzieli duch new age, inni psychozę - ja widziałam upalenie trawą. 

Ale mimo tych zastrzeżeń polecam. 

dobry film

Nie jestem czarownicą

Główną bohaterką jest 10-letnia sierota, Shula, która zostaje zesłana do obozu dla wiedźm, samotnych starych kobiet, które znalazły się tam, bo oskarżono je o czary, często zrobiła to najbliższa rodzina, pozbywając się "kłopotu".  Zarabiają na chleb niewolniczą pracą na polu i robiąc za atrakcję turystyczną.

Zgodnie z obowiązującym przekonaniem, jako czarownice, mogłyby odlecieć. Aby temu zapobiec, każda z nich na starcie tego nowego etapu swojego życia szpulę, do której jest przytroczona wstążką, drugi koniec tej wstążki przyczepiony jest do specjalnego, noszonego na plecach uchwytu. Szukałam w necie kadru, jak jadąc do pracy, siedzą na wielkiej platformie, obok przytwierdzone do stojaków szpule, a nad ich głowami, na tle afrykańskiego krajobrazu, powiewają białe wstążki.  Zapadł mi ten obraz głęboko w pamięć, ale żadnego zdjęcia nie znalazłam.

Przepiękna, mocno osadzona w realiach gorzka baśń o współczesnym świecie. Opowiada o Afryce, ale to o czym opowiada dzieje się wszędzie, może tylko w innej scenografii. Mizoginia. Bezduszność wobec starych, chorych, wykluczonych. Anty-etyka osób sprawujących jakąkolwiek władzę.  

środa, 09 maja 2018
Przeczytane 2018

Cztery przygody z tzw. literaturą piękną. Dwie pierwsze przeczytałam bo były na listach "polecanych" 

Zero K Don DeLillo

 

Miała być to " najzabawniejsza, najbardziej erudycyjna i poruszająca powieść Dona DeLillo, jednego z największych amerykańskich pisarzy naszych czasów.

Była dość przewidywalna opowieść o tym, że w naszym życiu nie ma miejsca na śmierć. Na bezludnych stepach w głębi Azji jest ośrodek, gdzie jeszcze za życia można się zamrozić i w tym stanie czekać, aż wpadną na pomysł jak żyć wiecznie. Do tego ośrodka przyjeżdża małżeństwo: ona jest śmiertelne chora, on jej towarzyszy. Aby było rodzinnie, jest z nimi jego syn z pierwszego małżeństwa, typowy amerykański japiszon. To on jest narratorem.

Kosmiczny nastrój ośrodka, propagowana w nim filozofia podejścia do życia i śmierci zrobi na naszym narratorze spore wrażenie i gdy wróci do Ameryki, odciśnie piętno na dalszym jego życiu.  

Sprawnie napisana rozprawka, ale czasami dobry reportaż może czasami dać więcej do myślenia.

 

Podróżowanie z Beniaminem Martin Vopěnka

Dużo sobie po tej książce obiecywałam, Mariusz Szczygieł napisał, że to jedna z najpiękniejszych czeskich powieści... myślałam ze skoro jest to czeska powieść będzie lekko i z dystansem ... I na początku nawet tak było, chociaż sam temat do lekkich nie należał.

Umiera matka tytułowego Beniamina jego ojciec, zabiera go w podróż w Nieznane, jest dobrze sytuowany, więc pieniądze nie stanowią żadnego ograniczenia. Ale że tatuś Beniamina to typowy Piotruś Pan, to świat widziany jego oczami z każdą kartką staje się coraz bardziej nudny. Wprawdzie autor usiłuje temu zaradzić i w drugiej połowie książki nasi bohaterowie napotykają na szereg przeszkód, ale te "ubarwienia" nie czynią tej opowieści ciekawszej, tylko irytującą przez coraz większe oderwanie od rzeczywistości. 

 

Ulica ciemnych sklepików Patrick Modiano

 

Pierwsza przeczytana przeze mnie książka Patricka Modiano. Chyba nie należy do jego najlepszych, bo ja tak, to albo zawiódł tłumacz,  albo może rzeczywiście warto przemyśleć formułę literackiego Nobla?

Bohater stracił pamięć i krok po kroku próbuje ustalić kim był, kogo znał, co przeżył. Sama opowieść w miło klimatyczna, tyle że tego typu nastój dużo lepiej jak dla mnie tworzy inny noblista Nadżib Mahfuz.  Duża zaleta, to to, że książka nie jest przegadana. Inna sprawa, że na 160 stronach nie jest to trudne.

 

Żeby tak do końca nie narzekać, coś zupełnie nie w moim stylu, ale dające do myślenia

dobra książka

 

Wyspa Sigríður Hagalín Björnsdóttir


Nie przepadam za książkami katastroficznymi, ale ta ma coś w sobie. 

Współczesna Islandia nagle, bez żadnych ostrzegawczych znaków, traci kontakt ze światem.Wszystko działa, ale tylko w obrębie wyspy. Nagle świat wokół przestał istnieć. Wysyłane na zwiad samoloty i statki nie wracają ...

Powoli staje się jasne, że Islandia jest zdana sama na siebie. O tym jak sobie z tym radzi opowiada nam wzięty dziennikarz, jest dobrze zorientowany, zna osoby z rządu. 

Autorka niczym szczególnym nas nie epatuje, nie ma spektakularnych katastrof, nawet wulkany śpią mocnym snem. Najbardziej przerażające w tej książce jest to, że pomijając samo odcięcie od świata, wszystko co potem się w tej książce dzieje, jest wielce prawdopodobne.

niedziela, 06 maja 2018

Dobrze mi.

Może i moja ojczyzna umęczoną jest, ale mi – przynajmniej chwilowo- jest dobrze. Najważniejsze jest, aby wszyscy byli zdrowi. Bo niestety wokół mnie, nie wszyscy mogą to o sobie powiedzieć.

Tymczasem ja patrzę na Whatsup’ie na zdjęcie szczęśliwego wnuka, który ze swoimi przyjaciółmi, z którymi trzyma sztamę jeszcze ze żłobka, szaleje na jakimś campingu w Szkocji. Mój synek na drugim końcu świata przesłał relację z gry w bilard. Moja mama łapię dobrą energię uczestnicząc w spacerach po Wwie. A ja spędzam majówkę bujając się w hamaku w pięknych okolicznościach przyrody.

Przypomniałam sobie, ze na drutach nie chodzi tylko o to aby robić, ale czasami i coś skończyć i postanowiłam mocno przyspieszyć z Funchal Mobious.

11 marzec - 4 kwiecień:  3 motywy

 5 kwiecień - 2 maja: 6 motywów zrobionych

 2 maja - 6 maja:  mam już 10 motywów, czyli 2/3 .


Paryż i dziewczyna

Najciekawsze było samo miejsce, działające od kilku miesięcy kino Amondo na Żurawiej. Malutka sala w środku miasta. Życzę im jak najlepiej, ale Kino KC, które tak samo jako oni, było nastawione na studyjny repertuar własnie padło.

Po samym filmie obiecywałam sobie dużo więcej.

Początek jest obiecujący: tytułowa dziewczyna z hukiem wylatuje z domu swojego narzeczonego, dobrze ustawionego mężczyzny i ląduje na ulicy z walizką i rasowym kotem pod pachą. Niestety na dalszy ciąg nikt już nie było pomysłu. Sekwencje chaotycznych scen, pokazujących to, co było jasne po 5 minutach: główna bohaterka jest mocno nieposkładana i sama odpowiada za lwią część swoich problemów. W powyższy chaos wplecione jest kilka obowiązkowych elementów: samotność w wielkim mieście, brak porozumienia z matką, niechciana ciąża. Jedno trzeba przyznać: zaskakuje zakończenie, jest tak głupie, że trudno je przewidzieć.

Śmierć Stalina

Można sobie darować. Reklamę zrobił im Putin, zakazując dystrybucji tego filmu. Marzec 1953 roku.

Z jednej strony wszystko jest mniej więcej tak jak było, postacie są historyczne, umierają ci co „powinni”, zwycięża ten sam co w historii. Mówią czasami śmieszne rzeczy. Ale nie przemówiło do mnie przedstawienie ówczesnego Biura Politycznego jako bandy zdegenerowanych, budzących fizyczną odrazę kretynów, o IQ szorującym po dnie wykresu. Łubianka i slapstickowa komedia za bardzo do siebie nie pasuje. Zwłaszcza gdy gagi są na poziomie Flipa i Flapa.

Dotarłam też na wystawę Obcy w domu. Wokół marca 68.

Dobra wystawa. Po dwóch godzinach musiałam wyjść bo już zamykali muzeum. A szkoda, sporo bardzo ciekawych plików, nie wszystkie zdążyłam odsłuchać. Tym co zarzucają, ze wydźwięk niesłuszny, można jedynie zadać pytanie: jaki, patrząc wokół, ma być? 

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli