niedziela, 30 czerwca 2013

Na zaprzyjaźnionej wsi (tam gdzie Ańćka ma chałupę) niedaleko niej mieszka Szczepan. Wprawdzie przez te kilkadziesiąt lat nie widziałam go trzeźwego, ale to nigdy nie przeszkadzało mu filozofować i prawdą o życiu się dzielić. I tak według Szczepana co ma się zrobić w danym roku, trzeba zrobić do Wianków. Bo potem to już tylko żniwa, Zaduszki i Boże Narodzenie.

Coś w tym jest. A mój bilans "półmetka" nie napawa mnie optymizmem.

Druty

Za co się nie wezmę, to pruję. Kolejny projekt, Bluzia poszedł w kąt. Na razie wiem tyle, że na pewno nie robi się rękawów, tak jak myślałam. Na zdjęciu to jeszcze tak tragicznie nie wygląda, ale jak założę, to pod pachą robi się "buła". Musze poszukać jakiegoś wzoru na ten typ swetra, w ostateczności kupię na Raverly. Ale chwilowo nie mogę na to patrzeć:

 

Ciekawe, czy w tym roku uda mi się jeszcze coś skończyć.

Dieta:

Gadam przez telefon z Iwoną, a ta z rozpędu nie zdążyła się ugryźć w język i rzekła do mnie w te słowa: ona jest zatuczona, ale nie tak jak ty, tylko gorzej, bo ona jeszcze straciła proporcje.

Kino

Kina narzekają na zły rok. A jak ma być skoro nie ma na co chodzić? Dom na weekend fajnie się ogląda, ale też jest to mocno przewidywalne.


Do rodzinnego domu na weekend przyjeżdża dorosły syn. Ma sukces: wydał książkę, o tym że rozstał się z matką swojego dziecka nie zamierza z nikim rozmawiać. Jego młodszy brat mieszka niedaleko rodziców, usiłuje rozkręcić praktykę dentystyczną, ale tym, że przestaje wierzyć że jeszcze coś z tego wyjdzie, też z nikim się nie zamierza się dzielić. Ich ojciec właśnie sprzedał wydawnictwo i wybiera się w podróż, z tym że jak w szczegółach ma to wyglądać, woli zachować dla siebie. Jedynie mama chce otwarcie porozmawiać o tym co postanowiła  zrobić. No i  jak zaczynają mówić, ich ładne życie przestaje być ładnie. Film o tyle nie na czasie, że w przypadku tej rodziny ich tajemnice to nie przemoc seksualna, czy orientacja seksualna. 

Dom

Jak tylko pomyślę, że coś warto zmienić, to zaraz sobie uświadamiam, że wiąże się to z tym, że trzeba będzie coś kupić. I od razu mi się odechciewa. I bez tego coś mnie zawsze dogoni. W tym tygodniu udało się to ustawie śmieciowej. W Brwi wygląda to nawet rozsądnie, ale do segregowanych śmieci dali worki i przydałyby się do nich stojaki. Objechałam okoliczne sklepy, targ, nigdzie nie było.  Kolejna rzecz, której szukam, a której nie ma w sklepach. Jest na Allegro, ale dostawa tylko w wersji z kurierem. Nie za bardzo mi się podoba, że cały handel ma zamiar przenieść się do netu.

Słowem jak żyć.

Zwłaszcza, że Google naprawdę zrealizował to co zapowiedział i Google Readera nie ma. Ponieważ za chwilę ma nie być też i iGoogla, postanowiłam rozwiązać sprawę systemowo. Czytnika daje się zastąpić Bloglovin czy Feedly, ale nie rozwiązuje to strony startowej. Od dwóch dni usiłuję przekonać się do Netvibes, ale nie czuję mięty. Zrobił to o co prosiłam: zaimportował wszystko z iGooglaReadera, ale nie podoba mi się wizualnie. I chyba w darmowej wersji za dużo się z tym zrobić nie da. Może z czasem polubię ... Na razie błądząc po sieci znalazłam bardzo fajny program do przeczyszczenia kompa z różnych poprzylepianych na różnych stronkach niepotrzebnych śmieci (babylon.com i tym podobnych): Adwcleaner. Naprawdę polecam

czwartek, 27 czerwca 2013

Abchazja Wojciech Górecki



Trzecia - i ostatnia książka W. Góreckiego o Kaukazie (dla mnie druga, po Toaście dla Przodków). Tym razem tak jak mówi tytuł o Abchazji, ale też i o autorze, Wojciechu  Góreckim. W pierwszym rozdziale ma niewiele ponad 20 lat i jedzie na Kaukaz z plecakiem, po studencku, trochę na wariata. W ostatnim skończył już  40 lat, uczestniczy w międzynarodowej konferencji, mieszka w Mariocie i chociaż mija na ulicy bajecznie ciekawe dla reportera tematy, ma świadomość że aby je opisać, musiałby zdjąć elegancką marynarkę. A tego nie robi.

Sięgnęłam po tę książkę po powrocie z Gruzji, ale moim zdaniem to ciekawa propozycja dla  każdego. Niewiele o tym kraju (państwie?) wiemy. Po przeczytaniu Abchazji ma się na swojej mapie o jedną białą plamę mniej.  Galeria ciekawych postaci, moc smaczków (marynarka wojenna to archaicznie uzbrojony kuter rybacki, linie lotnicze: jeden zdezelowany poradziecki helikopter). Trudno oczywiście zrozumieć, dlaczego ci którzy karzą skakać sobie do gardeł, cieszą się poparciem. Ale to koloryt każdej wojny domowej.

Książka świetnie napisana, polecam.

 

dobra książka



Ptasie ulice  Piotr Paziński



Rozmawiałam ostatnio z jedną z ciotek, na temat współczesnej polskiej literatury, poskarżyła się na piszące baby i wyraziła rozczarowanie Dorotę Masłowską oraz Olgą Tokarczuk. Gorączkowo zaczęłam szukać kogoś, kogo mogłabym jej polecić, ale Agata Tuszyńska to biografia, Małgorzata Szejnert reportaże i wyszło na to, że z  literaturą wylatującą ponad poziom czytadeł krucho. Z feministycznym bólem muszę przyznać, że z facetami lepiej. W dodatku mają takich, co to niedawno szkoły pokończyli, a już dobrze piszą. Mam tu na myśli Mikołaja Łozińskiego i Piotra Pazińskiego (a podobno dobry jest też i Hubert Klimko-Dobrzaniecki, czy Ignacy Karpowicz).

Piotra Pazińskiego doceniłam już za Pensjonat, teraz napisał kolejną perełkę. I o ile Pensjonat jest para-wspomnieniem, o tyle Ptasie ulice to już czysta literatura. I ajaj jaka miła w czytaniu! Taki żydowski realizm magiczny. Cztery opowiadania. W snutych w nich opowieściach ciągle jeszcze przez szczeliny w murach warszawskiego Muranowa można skontaktować się z równoległą rzeczywistością, w której w spowitych oniryczną mgłą oparach, żyją duchy starej dzielnicy. Baśń o styku przeszłości z teraźniejszością, marszu pokoleń, świecie którego nie ma, a na miejscu którego rozrósł się nowy, który o tamtym nie pamięta. I takie tam jeszcze inne, tego typu  tematy. 

Bardzo nastrojowa, pięknie napisana książka. Jedyne ale, to to, że za krótka i że pozostawia duży niedosyt. 

niedziela, 23 czerwca 2013

Z tego co najważniejsze: mój wnuk skończył dwa lata. Z parkowej sesji z traktorem mnie najbardziej podoba się to zdjęcie:



Mojej córce to



W sumie to na obu jest prześliczny.



Zahaczyłam o Big Book Festiwal




Poszłam z Gabrysią na czytanie Sławomira Mrożka na Dworcu Centralnym. Myślałam, że będzie się to odbywało w głównym holu, ale tam chyba byłoby za głośno i pewnie dlatego impreza odbywała się w poczekalni na piętrze.

Byłam na części, na której D.Masłowska czytała fragmenty Dzienników, M. Pakulnis wybrała coś z Małych listów, B. Marcinek i R. Kalisz z Tanga, a W. Orłowski z Małej prozy.  Ciekawe fragmenty wybrała M. Pakulnis i W. Orłowski. Ten ostatni bardzo się do tego przygotował. Ale w tym świecie rządzą celebryci, więc najwięcej kamer było gdy czytał Ryszard Kalisz i  jak skończył, zrobiło się trochę pustawo.  

W planach był jeszcze Jazz na Starówce i pokaz fontann na Podzamczu. Na Jazz się spóźniłyśmy, a nad Wisłą były Wianki. Zamienioną w bulwar Wisłostradą przelewał się koszmarny tłum. Przecisnęłyśmy się do fontann, powąchałyśmy chlor i uciekłyśmy.  

A tymczasem na odcinku:

przestrzegania praw konsumenckich:

Zamówiłam Antyptaka z opcją pocztowej przesyłki. Tymczasem dosłałam mail od firmy kurierskiej kończący się zdaniem: Proszę oczekiwać kuriera w domu. Ledwo zdążyłam wysłać mail do firmy, że nie na to się umawialiśmy, zobaczyłam w komórce nieodebrane połączenie. Oddzwoniłam: zadowolony z siebie kurier poinformował mnie, ze paczkę zostawił u sąsiadów. Paczki jeszcze nie rozpakowałam, nie chcę się denerwować. Równie dobrze mogą w niej być trociny. Nie wiem czy coś może bardziej zniechęcić do zakupów przez internet, niż standardy pracy firm kurierskich.

 

polityki prorodzinnej:

Dzieci do lat 4 jeżdżą koleją za darmo. Ale ponieważ gdzieś w internecie przeczytałam o wypisywanym dla nich zerowym bilecie, a takiej opcji nie widziałam w internetowej sprzedaży, poszłam do kasy. Tak okazało się, że dzieci do lat 4 jeżdżą za darmo, ale w drugiej klasie. W pierwszej płacą. 

 

aktualności politycznych:

Latem pod Radymnem stanie atrapa kresowej wioski. 20 lipca o godz. 20 zjawią się w niej przebrani w mundury UPA miłośnicy rekonstrukcji historycznych. I odtworzą rzeź wołyńską

Zgadzam się z tymi, którzy wieszczą, że za chwilę czeka nas rekonstrukcja w obozie zagłady. A  gdyby tak zaprosić jeszcze do udziału chłopców z NOP-u i pomyśleć o "pogłębionej" rekonstrukcji rampy? A może i pieca?

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli