niedziela, 28 czerwca 2015

Z dawnych lat pamiętam taki rysunek Andrzeja Mleczki (nie mogę go znaleźć w Googlu): w obskurnej kuchni siedzi dziad z babą, za oknem widać grzyb atomowy, a dziad do baby mówi: popatrz, a ja właśnie wygrałem szóstkę w totolotka.

No a ja właśnie trafiłam na mega przecenę w pasmanterii J.Lewis (inna sprawa, że byłam przekonana, że funt jest po 5, nie po 6 złotych). I teraz mam zamiar powrócić do drutów i odnosić na tym polu sukcesy.

Z tego będzie obszerna kamizelka (uwielbiam kamizelki, ale te co mam  są "za obcisłe"). 

 

Z tego coś z modular knitting, szukam czegoś co nie będzie wymagało cięcia, czy przeciągania pod spodem):

A z tego chusta:

Oczywiście kolejna chusta, bo do tych co mam w szafie niedługo dojdzie kolejna:


 

Dawno temu kupiłam tę wełnę w Zagrodzie Marty, woziłam ją zawsze na wakacje, tak na wszelki wypadek, gdybym skończyła robótkę którą zabierałam na drogę. Za każdym razem kłębek wracał nie naruszony. Teraz wzięłam z myślą o jednym z punktów tegorocznego wyzwania dziewiarskiego (zrobić z coś z wełny, która od dawna leżakuje) i po tygodniu mam 1/3 body. Nie wiem jakim cudem Dagny taką chustę robiła w dwa, góra trzy dni. Wzór to Haratiel Eluchil, już jedną chustę tym wzorem kiedyś zrobiłam:


Akcja Me-Made-May, o której tutaj pisała Brahdelt za nami. Ale myślę by samej sobie akcję zapodać - raz w tygodniu chodzić w czymś, co sama zrobiłam. Tyle że poczekam z tym do jesieni (nie mam w szafie letnich topów: wszystkie które zrobiłam, oddałam).


A wnuk będzie mnie chyba kojarzył z pierogami. Zrobiłam mu też i naleśniki, ale przeszły bez echa. Za to pierogi robiłam jeszcze kilka razy. I za każdym razem, zamiast wylądować  zamrażarce, tego samego dnia były zjadane. 

Im bardziej patrzę na warunki wychowania dziecka w Londynie i Polsce (w pracy w pokoju obok jest mama dziecka w wieku mojego wnuka), tym bardziej sobie myślę że tu i tam jest po prostu inaczej. I nawet gdyby w Polsce przeznaczono na ten cel większe pieniadze, prawie na pewno zostały by sfinansowane inne, nie przybliżające nas do angielskich warunków, zadania.

Żłobek do którego chodził mój wnuk jest fantastyczny. Dzieci go uwielbiają, rodzice są zadowoleni. Kiedyś odebrałam mojego wnuka z jedną z moich ciotek, z zawodu dyrektor szkoły. Była zachwycona tym jak to jest zorganizowane, ale przytomnie zauważyla, że w P|olsce taki żłobek tygodnia by nie przetrwał - natychmiast jakaś matka zamknęła by go przy pomocy san-epidu. Bo wszędzie walają się zabawki, dzieci jedzą przy stoliczkach przy których się bawią, a jak są jak sa zmęczone kładą się na położonych w kącie materacach. 

Byłam też w szkole, do której od września (czyli mając cztery lata i dwa miesiące) pójdzie mój wnuk. Z jednej strony szkoła przyjazna dziecku, zero lęku, że się takie małe do niej posyła (a już  takie brzdące mają tygodniowy plan lekcji, a w nim czytanie, pisanie, matematyka). Z drugiej, czytelne reguły gry, rodzice wiedzą czego będa ich dzieci uczone, na dzień dobry podpisywana jest z nimi umowa w której na kilka rzeczy sie godzą, do kilku zobowiazują. 

Na pewno inaczej - w Anglii zdecydowanie lepiej - działa słuzba zdrowia. Ale też z drugiej strony widzę jak dużą część kosztów polskiej służby zdrowia przeznaczana jest na leczenie ludzi zdrowych (oczywiście do czasu, bo część z nich dzięki zastosowanym terapiom, po pewnym czasie staje się przewlekle chorymi). 

środa, 24 czerwca 2015
pierogi dla opornych

Bycie babcią oznacza takie kulinarne skoki na bungee, jak na przykład robienie pierogów. Kupiłam córce  trzy rodzaje plastikowych maszynek do pierogów, więc przy okazji postanowiłam je od razu przetestować.

Zaraz na wstępie (google) dowiedziałam się, że teraz do pierogów jest specjalna mąka. Kupiłam.

 

.

Potem, dzięki tej stronie dowiedziałam się o różnych rodzajach ciasta i zdecydowałam się na mąkę + gorąca woda z roztopionym w niej kawałkiem masła.  Do zagniatania wykorzystałam zaobserwowany kiedyś sposób wykorzystania do tego garnka. Nawet nie było to takie trudne.


 

Gdzieś w necie przeczytałam, by owinąc ciasto w wilgotną szmatkę i odłożyć na 30 minut, mało zachodu więc tak zrobiłam. Do wałkowania użyłam silikonowej stolnicy. Że coś takiego istnieje dowiedziałam się od Joanny, kupiłam za 30 zlotych w Tchibo. Niezły patent. Nic do tego nie przywiera, na koniec spłukuje się wodą, zwija w rulon i chowa do szuflady. 

No i nadszedł najtrudniejszy moment - lepienie. Przyrząd, dzięki któremu miałam na raz ulepić 14 pierogów się nie sprawdził.


Robiłam tak jak na rysunku, ale się połowa pierogów nie skleiła.

Potem kleiłam najprostszym zlepiaczem, było lepiej, ale też nie za dobrze.

Zdecydowanie najlepsze urządzenie to takie jak to poprzednie, ale mające ząbki ułożone lekko poniżej występu, dzięki czemu zaciska się je do końca i |obcina" nadmiar ciasta.

 

Z tym ostatnim urządzeniem poszło juz gładko i efekt przerósł moje oczekiwania.


A wnuk w stroju futbolisty wygląda bosko!


niedziela, 21 czerwca 2015

Uff. Udało mi się skończyć Sweter Pani Ani (pierwsza rzecz skończona w tym roku,  czarno widzę wywiązanie się z dziewiarskiego wyzwania, z 15 projektów punktów, odhaczyłam dwa).


Mam zamiar opublikować wzór, z tym że "po mojemu", kopiując arkusze Excela, którym robiłam notatki. Tyle tylko, że sama widzę, że nie wszystko zrobiłam tak jak powinnam. Przede wszystkim kołnierz - mógłby być krótszy, lepiej by się układały poły. Po drugie rękaw: wykrój pachy powinien być szerszy. I teraz nie wiem:  - napisać wzór zgodnie z tym co zrobiłam, czy uwzględnić te poprawki, które myślę, że wyszłyby mu na dobre. Ale nie sprawdziłam tego w realu, więc mogę nie mieć racji. 

W szafie, (trzymam w niej tylko te rzeczy, które noszę) mam trzy własnoręcznie zrobione kardigany. Poza niebieskim, dwa pozostałe to autorskie bezszwowe projekty, z własnymi pomysłami na konstrukcyjne myki.

A cały mój kardiganowo-kołnierzowy odlot zaczął się od tego swetra:

Teraz mam zamiar go podejść od innej strony: zacząć od góry, potem rękawy (ale nie reglanem, wiem że jest na to jakiś myk) i dalej w dół. A na koniec nabrać oczka dekoltu na drut i dodawaniem oczek zrobić spód szalowego kołnierza, a potem zbieraniem oczek jego wierzch.

A w przerwach Modular knitting - kto nie wie co to jest, może zapytać grafikę Googla.  

 z pamiętnika wk ... konsumentki

Remont torów Pendolino zbliżał się do końca i trzeba było podać jakiś powód, że pociągi nie będą jeździć tak jak to drzewiej bywało. Padło na Pruszków - powiedzieli, że muszą przebudować przejście pod torami i musimy jeszcze się do marca pomęczyć.

 

Pod koniec czerwca 2015 roku mojej ulubionej brygadzie sukcesu udało się tyle narozrabiać (w pierwszej chwili napisałam "zrobić", ale potem stwierdziłam że to słowo do nich nie pasuje):

 

A takie pociągi kupują:

Buźki moje kochane:


Z tym, że aby być sprawiedliwą muszę jednak dodać, że ci co kupują pociągi, to nie ci sami co remontują tory.

Podobno, to że ostatnio Intercity z dnia na dzień wycofało się z honorowania na linii skierniewickiej biletów Kolei Mazowieckich było spowodowane iskrzeniem w koalicji (Intercity to PO, a Koleje Mazowieckie to PSL). Nawet jeżeli nie jest to prawda, pokazuję skalę tego bajzlu. A cała ta zabawa finansowana jest ze środków unijnych. Grecy też się tak bawili, do czasu. 

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli