poniedziałek, 26 czerwca 2017
Al-Kalina

Al-Kalina, czyli zrobione na Szarotkach twarzowe zdjęcie kobiety w pewnym wieku

 

Jeżeli chodzi o druty mam zwyżkę formy, czyli cały koszyk pomysłów, a czas pokaże jak będzie z ich realizacją.

Bo czasu brak - jest co robić. 


Za grosz nie ma we mnie wiary, że to coś da. Ale taki Marsz dla puszczy to też i piknik towarzyski, okazja do spotkania znajomych, posiedzenia wieczorem w jakiejś knajpie na chodniku i popicia wina.  

Rzutem na taśmę, w ostatni dzień zwolnienia wymieniłam w kuchni zlew. Blat to zbrojony beton, więc demolka była absolutna.

Na razie posprzątałam kuchnię

I po wielu latach mam wreszcie niecieknący, łatwy w utrzymaniu, nie zachodzący teiną zlew


Popsuł mi się telewizor, co oznacza koniec z oglądaniem Netflix'a na kanapie. Z uwagi na pomysły z abonamentem nowego telewizora nie kupię, dużego monitora też nie, bo są jakoś absurdalnie drogie (50 calowy telewizor można dostać już za tysiąc złotych, monitor tej wielkość i kosztuje 8 razy więcej).

A do sprzątania, czy prac w ogrodzie polecam takie trzymadełko, idealne do słuchania audiobooków.

czwartek, 22 czerwca 2017
Przeczytane 2017

dobra książka 

 Krzyżyk niespodziany. Czas Goralenvolk Paweł SmoleńskiBartłomiej Kuraś 

  

Bardzo ciekawy reportaż o jeszcze jednej, ukrytej pod dywanem, karcie historii. Trudno wpasować Goralenvolk (Kenkarty z literą „G” przyjęło około 20 procent ludności Podhala) do obowiązującej układanki, w myśl której Podhale to matecznik arcypolskości. 

Na Podhalu też obowiązuje zmowa milczenia. Nie jest to trudne: świadkowie tamtych zdarzeń już nie żyją a i tak, ci co mieli najwięcej do powiedzenia zniknęli zaraz po wojnie, lub zostali zabici. Autorzy stawiają pytanie na ile wykonanie natychmiast po wojnie, bez sądu, wyroku na Wacławie Krzeptowskim, nie było po części uciszeniem niewygodnego świadka.

Historię Goralenvolk można próbować odtworzyć  jedynie na podstawie dokumentów – tak zrobili autorzy i trzeba przyznać, ze zrobili to umiejętnie, bo książkę się dobrze czyta, nie jest „przeładowana” źródłami. Fajny przykład na pogmatwanie polskiej historii, w której często, jak mówi jeden z bohaterów: "wszystko jest pioruńsko trudne". 

W tle opowieść o góralskim znaku szczęścia, krzyżyku niespodzianym, który po wojnie był już tylko kojarzony ze swastyką i jako taki znienawidzony. Usunęli, czy ukryli go prawie ze wszystkich miejsc, ale np. został na kamiennym grobie Karłowicza. To nic, że zmarł w 1909 roku – sądząc z wygłaszanych przez turystów uwag, są przekonani, że mijają grób jakiegoś nazisty.


Wtedy. O powojennym Krakowie Joanna Olczak-Ronikier

 

W pewnym sensie kontynuacja książki W ogrodzie pamięci.

Po wojnie, matka i babką dostają pokój w kamienicy na Krupniczej w Krakowie. Cały dom zamieszkują literaci, nad nimi mieszka Gałczyński, przychodzi w odwiedziny Staff. Babka – wdowa po Jakubie Mortkowiczu wznawia działalność wydawnicza. Matka para się dziennikarstwem. Autorka, usiłuje, po wojennych przejściach (ostatnie dwa lata okupacji autorka spędziła oddzielona od rodziny w klasztorze) nadrobić stracone lata dzieciństwa.

Nostalgiczna opowieść o pierwszych latach powojennego Krakowa, która kończy się w momencie gdy nadciąga noc stalinizmu.

Ale też aż takiego wrażenia, jak W ogrodzie pamięci, ta książka na mnie nie zrobiła. 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Cały tydzień dalej byczyłam się pod Grójcem w przepięknym, oddalonym, od ludzi i świata miejscu

W ciągu dnia Joluśka bawiła się w swoje renowacje


Ja robiłam na drutach - mam zamiar opisać przepis na tę czapkę, bo według mnie to prosty i fajny pomysł na wykorzystanie resztek (musiałam przeszukać sieć, m.in. dopiero po wypróbowaniu kilku sposobów na elastyczne zakończanie ściągacza, znalazłam, taki, który spełniał moje oczekiwania). 


Czasami ktoś nas odwiedzał


Ale generalnie czas mijał nam na nic nie robieniu - odblokowałam się do tego stopnia, że tak jak drzewiej bywało potrafiłam spać do pierwszej po południu. Patrząc wstecz, nie zrobiłam na tym zwolnieniu prawie nic z tego co planowałam i tylko mogę żałować, że tak szybko się skończyło.


Natomiast to co mnie zaskoczyło to sam Grójec. Dawno już nie widziałam, tak zapuszczonego miasteczka

 

Czas zatrzymał się tam w miejscu.

 

Pora wracać do rzeczywistości. Obserwowałam ją z pewnej odległości, ale według mnie, tego się już nie sklei.


niedziela, 11 czerwca 2017

Trochę na siłę i wbrew porywom serca oczyściłam  umysł z myśli ile rzeczy w domu planowałam zrobić i ostatni tydzień zwolnienia  spędzam na wiejskiej rekonwalescencji.

Błogo tu.


 

Bardzo nastrojowo urządzone wnętrza:


Pełne przyniesionych ze śmietnika, a potem własnoręcznie odnowionych mebli i kupionych na szperach gratów (ta szklana głowa jako model do moich czapek ...):


Bujając się w hamaku vintage już pierwszego dnia zrobiłam opaskę dla mamy:


Mój pierwszy enterlac został w domu – miałam bardzo dużo pomysłów na wykończenie brzegów, po zrobieniu każdy następny był brzydszy od poprzedniego, tak że dałam sobie spokój i pewnie skończy się na szydełku.

Bo ja już nie mam siły na rzeczywistość. Po pozamiataniu aborcji i antykoncepcji, przyszła pora na przeszczepy. Na czele ruchu stoi dominikanin, dr. nauk medycznych. Zaczęto się od puszczenia do sieci chwytających  za serce artykułów  o ludziach, którzy uznani za martwych, wybudzili się ze śpiączki (o tym, że nie byli to kandydaci do przeszczepu, więc to nie komisja, a pojedynczy lekarz popełnił błąd podpisując protokół o śmierci mózgu, oczywiście ani słowa). Do tego wyliczenia, że jeden człowiek „wart” jest 2 mln, tak by na koniec  jasno z tego równania wynikało, że że katolicki lekarz nigdy nie podjął by się przeszczepu, a państwo, które to toleruje należy do kręgu cywilizacji śmierci. Usiłowałam nawet dyskutować w sieci z tymi, którzy „wiedzą” więcej, ale się nie da.

Tak naprawdę to nie rozumiem, dlaczego transplantologia jest sprzeciwianiem się boskim wyrokom, a leczenie ludzi w śpiączce nie.

Ale ja coraz mniej rozumiem.

piątek, 09 czerwca 2017
Przeczytane 2017

Audiobooki

Tomasz Sekielski - 3 x Sejf

Audiobooki czyta sam autor i robi to naprawdę świetnie. 

Natomiast co do samej książki, chociaż słuchałam mając obniżone wymagania (zwolnienie + robota na drutach), to mimo tych sprzyjających okoliczności, mam więcej niż mieszane uczucia. Szkoda, Tomasz Sekielski sporo lat przyglądał się z bliska polskiej polityce i oczekiwałam więcej.

Prawdopodobnie, zważywszy na telewizyjne doświadczenie autora, fragmenty "medialne" utkane są z autobiograficznych wątków. Pewnie część postaci ma w realu  swoje pierwowzory. Może i niektóre zdarzenia ...

Tyle, że dość szybko z chaotycznego thrillera politycznego, robi się, obrażające inteligencję czytelnika science fiction. 

Lata 2007-2009, kulisy polskiej polityki. U władzy dawni opozycjoniści, którzy poruszają się na finansowej smyczy wielkiego biznesu. W służbach specjalnych nadal pierwsze skrzypce grają byli ubecy. Do tego rosyjscy szpiedzy, sprzedajne media i cała galeria rozmaitych postaci. Niestety mało ciekawych postaci - bohaterowie Sejfu są tak stereotypowi, że momentami aż wykręca z zażenowania. 

Z jednej strony chciałoby się mieć nadzieję, że Tomasz Sekielski zna świat jedynie świat mediów i opisując agentów służb specjalnych wzorował się na Bondzie i aby było to bardziej realne (rzecz dzieje się nad Wisłą), okrasił Beny Hillem.

Z drugiej strony właśnie dziś "wypłynęły" taśmy Sowy.

niedziela, 04 czerwca 2017

Polemika z komentarzem Milagros zajęłaby za dużo miejsca. W każdym razie nie mam wrażenia, że mój wnuk jest ofiarą systemu, czy jest hodowany na geniusza - ani nie jest najlepszy w klasie, ani do tego nie aspiruje. Nie podzielam przekonania, że opowiadanie  o świecie jaki go otacza i pokazywanie narzędzi, dzięki którym lepiej go rozumie (a na tym polega nauczanie) to zabieranie mu dzieciństwa. I tak większość pozostałego czasu zajmuje mu, jak każdemu dzieciakowi w jego wieku, wszelkiego rodzaju ruch. Patrząc na niego, nie tyle puchnę z dumy, ile jestem przerażona zmianami w polskiej oświacie (jako jedyne państwo na świecie podwyższyliśmy wiek, w którym dzieci idą do szkoły).


W roli rekonwalescenta przeżyłam rozczarowanie. Poczytałam w guglu, czym jest laparoskopia i wpadłam na pomysł, że mój brzuch, to taki nadęty balonik, z którego dopiero musi zejść powietrze. Niestety, pan doktor obalił moją koncepcję i zalecił, bym jak dojdę w pełni do siebie, zaczęła się po protu więcej ruszać.

 

Drugi tydzień zwolnienia minął na wizytach rodziny:


znajomych:

w ogrodzie pojawił się grill:

 serwowana była zupa Pho:

i tak w ten sposób, zamiast zalecanego ruchu, żarłam i żarłam coraz bardziej zamieniając się w balonik.

W tym roku tradycyjne czerwone pelargonie pojawiły się równo miesiąc później:


W oknie na tarasie są tylko pelargonie "stojące", białych zwisających nie było.


Rozrósł się też ogródek zielarski  - po raz pierwszy mam kilka krzaków pomidorów.


Bardzo powoli ruszyłam z remontem. Pomysł mam taki, by przechodząc na emeryturę mieć łatwy w sprzątaniu, sprawny w każdym pikselu dom. Na razie zrobiłam trepy na dachu, ociepliłam komin i zregenerowałam ogrodową pompę. Już po pierwszych ruchach widzę, że barierą będą koszty robocizny - po kilku latach widzę zasadniczą różnicę.

Może już w tym tygodniu uda mi się wymienić zlew w kuchni:


Na miejsce starego, wiecznie zachodzącego brudem (nigdy więcej nierównych porowatych powierzchni!) ma zostać zamontowany gładki, czarny, do tego pod kolor bateria z tzw. wylewką. Mam nadzieję, że nie będzie przeciekał.

Coraz bardziej podoba mi się mój enterlac. 


Jeszcze go nie skończyłam, a już pojawiło się nowe wyzwanie - mosaic knitting. Poniżej trzy projekty robionych tą techniką chust Lisy Hannes, wybrane z jej oferty na Raverly. Na jedną z nich na pewno się skuszę.


A takie rzeczy projektuje Anna Lesnikova




A tu się jeszcze okazuje, że nie tylko za mną chodzą swetry-obrazy. Tu jest opisana, zakończona sukcesem, potyczka z Picasso, a stąd zdjęcie 30-letniego swetra Miro


Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli