poniedziałek, 25 czerwca 2018

Dotarłam na Big Book Festiwal, ale było zimno, nie miałam sweterka a oni siedzieli na dworze, więc po 5 minutach się wyniosłam.

Rozczarowała mnie dyskusja „Wokół marca 1968” z udziałem Barbary Labudy, Pauli Sawickiej, Seweryna Blumsztajna, Mariana Srebrnego i prof. Karola Modzelewskiego poprowadzi Kuba Janiszewski.


Kombatanckie ple-ple o niczym. Poszłam dla Karola Modzelewskiego, więc tak do końca powiedzieć, że nie było warto nie mogę. Ale jak już się organizuje takie spotkanie, warto mieć pomysł.

Nie dotarłam do Czytelni Polin na spotkanie z autorami książki: Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski, ale była powtórka, tym razem w Centrum Premier Gazety Wyborczej. I tu i tu tłum.


Ach łza się w oku kręci. Aż tak dobrze, by zablokować możliwość publikacji jeszcze nie jest. W tej sytuacji wybrano wariant pośredni, zamiast dyskutować o książce, dyskredytuje się autorów. Nie rozumiem, skąd oburzenie, że tezy stawiane na podstawie źródeł historycznych, nie są prawdziwe, przecież wystarczy poczytać Internet. Np. pod wypowiedzią Barbary Engelking, że nie trzeba było donosić na Żydów, pojawił się taki wpis:

Jak to nie trzeba było donosić? Niemieckie władze okupacyjne wydały takie prawo, ze trzeba zawiadamiać Niemców o ukrywających się żydach. Karą za zatajenie takiej informacji była śmierć. Istniało też niebezpieczeństwo, że ukrywający się żyd tylko udawał że się ukrywa, a tak naprawdę współpracował z Niemcami i donosił im za pieniądze, że ktoś wie o ukrywającym się żydzie i nie zgłosił tego władzom.

Swego czasu bardzo mi się spodobała książka Piękno to bolesna rana więc poszłam na promocję kolejnej książki Eki Kurniawana. 

18063013

Myślałam, że będzie autor. Nie było, ale i tak było ciekawie. Był jeden człowiek, który przeczytał książkę Piękno to bolesna rana po angielsku, po polsku (polski przekład jest tłumaczony z angielskiego) i 20 pierwszych stron po polsku tłumaczonych bezpośrednio z indonezyjskiego. I mówi że są to dwie różne książki. Tłumacza na spotkaniu nie było. A szkoda. 

dobry serial

Schody (Netflix)

 

Osiołkowałam, czy przerzucić się na HBO GO, czy zostać na Netflixie, gdy zupełnie przez przypadek trafiłam na perełkę. Dopieto po kilku odcinkach zorientowałam się, ze oglądam dokument. W 2001 roku, wieczorem Michael Peterson, autor książek i felietonów, dzwoni na pogotowie, bo jego żona Kathleen upadła ze schodów i nie daje znaków życia. W 2003 roku zostaje skazany za morderstwo pierwszego stopnia. Cały proces dokumentuje francuski reżyser Jean-Xavier de Lestrade i w 2004 roku widzowie dostają od niego 7-odcinkowy dokument. Następne 8 lat Michael Peterson siedzi w więzieniu. W 2012 roku wychodzą na jaw nowe fakty, nie tyle dowodzące jego niewinności, ile tego, ze niektóre z przedstawionych przez obronę dowodów były tworzone „na zamówienie”. Złożony zostaje wniosek o nowy proces i ten sam reżyser przystępuje do kręcenia kolejnych odcinków o sprawie Michaela Petersona. Ostatni 13- jest z 2016 roku. Niesamowity serial. Nawet nie tyle o dochodzeniu do prawdy – bo może i dlatego, że nie udało się wyjaśnić, co zdarzyło się pamiętnego wieczoru w domu Petersonów – ile o tym jak pracuje amerykański system sądowy, jak swoje strategie buduje obrona, że nie tylko wykluczony kolorowy z przedmieść, również biały przedstawiciel wyższej średniej klasy w zderzeniu z tym walcem nie ma żadnych szans.j

Czyściciele Internetu

O filmie napisała gazeta, więc jak przeczytałam, że będzie go można obejrzeć w TR, to poszłam. Dokument o zatrudnianych przez firmy outsourcingowe Filipińczykach, którzy na zlecenie Doliny Krzemowej „czyszczą” Internet. Każdego dnia przeglądają ok. 25 tys. zdjęć, wcześniej ‘wytypowanych” przez odpowiednie programy i podejmują jedną z dwóch decyzji „delete” lub „ignore”. Nikt nie wiem ilu ich jest, w oparciu o jakie wytyczne działają, bo wszystko jest tajne.

Autorzy filmu dotarli do kilku osób, które zdecydowały się mówić i cały film opiera się na tym, co im opowiedzieli (plus przebitki z przesłuchań w Kongresie USA). I jak łatwo się można domyślić, o ile w przypadku pornografii dziecięcej, samobójstw online, egzekucji istnieje coś takiego jak „globalny mianownik”, to tam gdzie wkracza polityka jest gorzej, a gdy dochodzi do tego element krytyki, czy satyry kody kulturowe utrudniają, a niejednokrotnie uniemożliwiają młodym Filipińczyków zrozumienie tego co cenzurują. Weryfikowane jest losowo wybrane 3% podjętych przez nich „decyzji”, mają prawo popełnić trzy błędy w miesiącu.

Wygląda na to, że nie zdają sobie sprawy z władzy jaką posiadają. Ale skoro świat dowiedział się o ich istnieniu, znajdzie też i sposób, by do nich dotrzeć.

Tully


O mały włos i bym nie poszła na ten film, bo zwrot „amerykańska komedia” nie brzmi dobrze. A tymczasem nie jest to komedia (dramat też nie), tylko taka spokojna ballad o trudach połogu.

Tytułowa Tully, to „nocna niania”, dziewczyna wynajęta do pomocy kobiecie, która właśnie urodziła trzecie dziecka, a już z posiadaną dwójką ledwo dawała sobie radę (to ją gra, będąca twarzą filmu Charlize Theron). Obie kobiety bardzo się od siebie różnią, ale kiedy się rozstają już nic nie jest takie same.

Niby banał, ale bardzo miło się ogląda. 

Generalnie remontowo nadążam, ale też nie tak, że nic  mnie nie zaskakuje. Bo kiblach bezrantowych, dowiedziałam się o istnieniu drzwi bezprzylgowych, czyli takich w których nie widać zawiasów. 


Z pamiętnika  konsumentki

W tym tygodniu odkryłam, że moje remontowe przygody przeżywam występując w roli konsumentki usług budowlanych. 

Kolor podłogi – drewniana podłoga drewniana na piętrze została wybrana przez dzieci, gdzieś daleko w świecie pogapili się w monitor i wybrali średnio ciemny dąb, robiący wrażenie podstarzałego, przez odcień lekko wpadający w zgniłą zieleń. Firma jest z Hajnówki, w Wwie salonu nie ma, potencjalnym klientom próbek nie przesyła. W tym samym kolorze mają być schody. Przyszedł czas złożenia zamówienia i z drugiej strony kabla słyszę: ale zdaję sobie pani sprawę, że wybrała pani bardzo, bardzo ciemny brąz. Robi wrażenie bardzo starego drewna i widać na nim najdrobniejszy kurz?

Drzwi – pomijam to, że przy składaniu zamówienia wyjściowa cena się podwoiła (ościeżnica, klamka itp.). Czas oczekiwania 7-8 tygodni. Łykam. Drzwi od wiatrołapu są nietypowe – trzeba zamówić. Czas oczekiwania 12 tygodni. Łykam. Ale ja jeszcze chcę by w drzwiach od wiatrołapu były szybki i to takie ze szprosami. W tym modelu i innych, które występują w tym kolorze takiego rozwiązania nie ma. Obniżam poprzeczkę: to niech będą tylko szybki (szprosy dorobi mi Bojar). Czekam na odpowiedź z fabryki już 5 dzień. Ale i tak wiem, że czas oczekiwania wydłuży się do 15 tygodni od dnia złożenia zamówienia i wpłacenia zaliczki.

A wieczorami ...


niedziela, 17 czerwca 2018

Przede wszystkim Szarotki. 


Udały się wyśmienicie, przyszło ponad 70 pozytywnie zakręconych bab, dobrze się złożyło, bo stosunkowo słabo dopisali "organizatorzy": stała załoga Szarotek stawiła się w mocno okrojonym składzie. 

Była nauka, wymiana doświadczeń,  konkursy

No i możliwość kupienia wełen. Po raz pierwszy miałam możliwość przyjrzenia się z bliska ofercie budzących powszechny zachwyt farbowanek Wełen Warmii (kupiłam).


Nie tylko z ich oferty coś skubnęłam. Z myślą o wakacyjnym wyjeździe z wnukiem, kupiłam też wełnę na letni szal (będzie się długo dłubać, bo to Haapsalu Merino, 100 gr. 1400 metrów)

To co teraz mam na drutach nie za bardzo nadaje się na podróżowanie. Zainspirowała mnie Gackowa i jej enterlackowe skarpetki i dziergam getry.


 No i zakochałam się. Tak jak nie lubię lnu, wyrobów z lnu, tak ta chusta to jest mistrzostwo świata.

Z myślą o zdrowiu doczłapałam się na jogę (o tyle jestem dzielna, że jestem w trakcie trzytygodniowego turnusu kriokomory). No i pozą mną i jeszcze jedną ofermą wszyscy sobie hopali w pokazany na zdjęciu (strzałka) sposób z łatwością zająca. Cuda, co też ludzie potrafią.

Za chwilę koniec cudownej, dotychczas mało przeze mnie docenianej fazy remontu, gdzie w zasadzie musiałam tylko płacić faktury, za kolejne etapy i od czasu do czasu popełnić jakiś mail, coś naszkicować. Teraz, po tym jak zgłębiłam wady i zalety ogrzewania podłogowego i nawet w części "babci" będą rurki w podłodze, czas na wybór kominka.  Generalnie ma być ładny i nie dymić. Ułożyłam na zdjęciu podług urody.

Jak łatwo się domyślić "najładniejszy 14 tys., najbrzydszy 4 tys. 

Pocieszające w tej mojej bezdomności jest jedno: Koleje Mazowieckie też mają ten sam problem.

Na wykładzie prof. Gabrielli Safran z Stanfordu, o humorze żydowskim nie wzięłam słuchawek i wszystko rozumiałam! 

 

Nic odkrywczego nie powiedziała. Ale sprawnie udowodniła, że pozornie proste pytanie: co charakteryzuje humor żydowski, na podstawie jakich cech go wyodrębniamy i określamy jako "żydowski", wcale nie jest takie proste.

Kochając Pabla, nienawidząc Escobara


Poszłam dla Penelopy Cruz. Do obejrzenia, ale nie powala. Oparta na faktach historia romansu Pablo Escobara i topową kolumbijską dziennikarką. W tle budząca przerażenie, nie tylko krajobrazem wysypisk śmieci, sytuacja Ameryki Południowej. 

Caravaggio - Dusza i krew

W Muranowie w ramach serii Exibition on screen obejrzałam film o Caravaggiu. Wolałam filmy z siostrą Wendy, tu przeszkadzał mi nadmiar komputerowych sztuczek, popisywania się tym co może zrobić Adobe Photoshop (czy jego następca). Zupełnie nie wiem po co. Ale wiedzę na temat Caravaggia poszerzyłam i o jeden centymetr dystans do Gumisia zmniejszyłam. 

czwartek, 14 czerwca 2018
Przeczytane 2018

dobra książka

Księga wyjścia Mikołaj Grynberg

Dwadzieścia kilka (z ponad 80 odbytych) rozmów z osobami pochodzenia żydowskiego, które w 1968 roku, zostały postawione w sytuacji „wyboru”, często ograniczonego do pytania brać to co dają, czyli Izrael, czy starać się o inną miejscówkę na mapie. Nie wszyscy mieli poczucie, że nawet gdyby mieli na to siły, mogą pozostać w Polsce. Pełne spektrum – z tymi co wyjechali, i z tymi co zostali. Ciekawi mnie klucz, jaki przyjął autor wybierając te, a nie inne wywiady. Ale to siłą rzeczy zachował dla siebie. Świetnie napisana gawęda o ludzkich losach. To, że potrafi zapisać wywiad tak, że potem czyta się z zaparty tchem Grynberg udowodnił w Oskarżam Auschwitz, tu jedynie potwierdza swoje mistrzostwo. Książkę zadedykował swojemu ojcu, który nie zdążył przeczytać tej książki. Pierwsze kilka stron to wywiad z nim. Wraca do niego na koniec tym dialogiem:

Tato, kiedy się skończył twój sześćdziesiąty ósmy rok?
Synku rok się kończy w grudniu, ale rozumiem, ze nie o to pytasz.
Dobrze wiesz o co pytam.
Kiedyś myślałem, że skończył się w połowie lat siedemdziesiątych.
A dzisiaj co myślisz?
Że się jeszcze nie skończył

 dobra książka

Młyny Boże Jacek Leociak

Kawał dobrej publicystyki.

Rzecz o stosunku polskiego kościoła katolickiego do Holocaustu. Od pierwszego zdania czuć, że autor ma bardzo emocjonalny stosunek do tego o czym pisze. Bo jak trafnie zauważa:

Mamy od wieków taką oto sytuację. Po upaństwowieniu Kościoła, po uczynieniu z chrześcijaństwa religii panującej, której - ortodoksyjne - wyznawanie było egzekwowane bezwzględnie, aż do kary śmierci, jesteśmy świadkami dwóch zjawisk. Po pierwsze - stałej kolizji między władzą świecką a władzą duchowną. Kościół nie może się wyrzec ani przywilejów doczesnych, ani majątku ziemskiego (mówi, że jest mu to niezbędne do sprawowania misji), ani wpływu na kształt prawnoustrojowy państwa, w którym działa. Po drugie - nieustannego kontredansu „błędów i wypaczeń". Od wieków są ci źli w Kościele, odchodzący od ducha Ewangelii, ci „nieprawdziwi" księża, biskupi, papieże - godni potępienia lub przynajmniej krytyki. I są ci „prawdziwi", działający w duchu Ewangelii. Najczęściej ci dopuszczający się „błędów i wypaczeń" trzymają całą instytucję w garści, rządzą. Z kolei ci „prawdziwi" są na obrzeżach tej instytucji, w najlepszym razie tolerowani jako dziwacy, w najgorszym - poddawani ostracyzmowi, piętnowani, pozbawiani wpływu na nauczanie, suspendowani, choć (w dzisiejszych czasach) przemocy fizycznej już się wobec nich nie stosuje.

Świetnie napisana, błyskotliwa polemika z tym co teraz głoszą strażnicy narodowej tradycji historycznej. Były dwie możliwe reakcje na tę książkę: frontalny atak lub przemilczenie. Ponieważ przed pierwszym autor się ubezpieczył, bardzo wnikliwie dbając o podanie źródeł historycznych, wybrano drugie (plus pozbawienie wydawnictwa „Zagłada Żydów" dotacji Ministerstwa Kultury).

W czytaniu przeszkadza jedynie to, że autor chciałby podzielić się z czytelnikiem całą swoją wiedzą, a wie tak ogromnie za dużo, że nie ma takiej możliwości by można było to upchnąć w jednej książce. Stąd trochę chaosu, sporo skrótów myślowych, zamkniętych w kilku zdaniach tematów, wartych osobnych rozdziałów. Mało wiem na ten temat, bo mało się o tym pisze. Ale i tak wystarczająco dużo, by wiedzieć, że z taką wiedza jak ma Leociak trudno spokojnie spać, patrzeć na to co się wokół dzieje

Dziecko w śniegu Włodek Goldkorn.

Książka Włodka Goldkorna to nie tylko kolejne rozliczenie z polskością, tym razem kogoś kto po tym jak został 50 lat temu wyrzucony z Polski dobrze żył i dziś nie dyszy zemstą.

W książce jest takie zdanie, że autor chciałby by jego krzyk o reakcję rodzący się w Europie faszyzm był potraktowany tak jak śpiew kanarka w kopalni, który ostrzegał w te sposób górników, że wyczuł gaz. Na spotkaniu autor przyznał, że świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy nadchodziła katastrofa, pierwsze ginęły na posterunku te kanarki. A nie napisał o tym, bo to by zbyt złowrogo zabrzmiało.

Ale jest i zaduma nad Zagładą, dyskretna polemika z powoływaniem się na Zagładę przez tzw. drugie czy trzecie pokolenie, zdaniem autora pomniejsza to dramat tych, którzy bezpośrednio żyli w tamtym czasie i zaburza pamięć o nim.

Jest też i trochę cudownych anegdot, np.:

Na innym piętrze mieszkała kobieta, której nazwiska nie pamiętam. Mówiono, że w czasie wojny znalazła się w Związku Radzieckim. Zesłali ją do Uzbekistanu, do zapadłej mieściny. Spytali, co potrafi robić. Powiedziała, że może uczyć niemieckiego. W rzeczywistości słabo mówiła po niemiecku. Za to bardzo dobrze w jidysz, który wywodzi się ze średniowiecznego dialektu średnio-wysoko-niemieckiego i jest zakorzeniony w etymologii hebrajskiej i słowiańskiej, a jego gramatyka nie ma z niemieckim nic wspólnego. W Katowicach mówiło się, że w Uzbekistanie żyje całe pokolenie przekonane, że mówi po niemiecku, podczas gdy mówią w jidysz.

Tytułowe dziecko w śniegu, to dziecko Chajtełe, ciotki autora, która upuściła je uciekając przed Niemcami i pobiegła dalej już bez dziecka. Wojnę przeżyła. 

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli