poniedziałek, 25 czerwca 2018

Dotarłam na Big Book Festiwal, ale było zimno, nie miałam sweterka a oni siedzieli na dworze, więc po 5 minutach się wyniosłam.

Rozczarowała mnie dyskusja „Wokół marca 1968” z udziałem Barbary Labudy, Pauli Sawickiej, Seweryna Blumsztajna, Mariana Srebrnego i prof. Karola Modzelewskiego poprowadzi Kuba Janiszewski.


Kombatanckie ple-ple o niczym. Poszłam dla Karola Modzelewskiego, więc tak do końca powiedzieć, że nie było warto nie mogę. Ale jak już się organizuje takie spotkanie, warto mieć pomysł.

Nie dotarłam do Czytelni Polin na spotkanie z autorami książki: Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski, ale była powtórka, tym razem w Centrum Premier Gazety Wyborczej. I tu i tu tłum.


Ach łza się w oku kręci. Aż tak dobrze, by zablokować możliwość publikacji jeszcze nie jest. W tej sytuacji wybrano wariant pośredni, zamiast dyskutować o książce, dyskredytuje się autorów. Nie rozumiem, skąd oburzenie, że tezy stawiane na podstawie źródeł historycznych, nie są prawdziwe, przecież wystarczy poczytać Internet. Np. pod wypowiedzią Barbary Engelking, że nie trzeba było donosić na Żydów, pojawił się taki wpis:

Jak to nie trzeba było donosić? Niemieckie władze okupacyjne wydały takie prawo, ze trzeba zawiadamiać Niemców o ukrywających się żydach. Karą za zatajenie takiej informacji była śmierć. Istniało też niebezpieczeństwo, że ukrywający się żyd tylko udawał że się ukrywa, a tak naprawdę współpracował z Niemcami i donosił im za pieniądze, że ktoś wie o ukrywającym się żydzie i nie zgłosił tego władzom.

Swego czasu bardzo mi się spodobała książka Piękno to bolesna rana więc poszłam na promocję kolejnej książki Eki Kurniawana. 

18063013

Myślałam, że będzie autor. Nie było, ale i tak było ciekawie. Był jeden człowiek, który przeczytał książkę Piękno to bolesna rana po angielsku, po polsku (polski przekład jest tłumaczony z angielskiego) i 20 pierwszych stron po polsku tłumaczonych bezpośrednio z indonezyjskiego. I mówi że są to dwie różne książki. Tłumacza na spotkaniu nie było. A szkoda. 

dobry serial

Schody (Netflix)

 

Osiołkowałam, czy przerzucić się na HBO GO, czy zostać na Netflixie, gdy zupełnie przez przypadek trafiłam na perełkę. Dopieto po kilku odcinkach zorientowałam się, ze oglądam dokument. W 2001 roku, wieczorem Michael Peterson, autor książek i felietonów, dzwoni na pogotowie, bo jego żona Kathleen upadła ze schodów i nie daje znaków życia. W 2003 roku zostaje skazany za morderstwo pierwszego stopnia. Cały proces dokumentuje francuski reżyser Jean-Xavier de Lestrade i w 2004 roku widzowie dostają od niego 7-odcinkowy dokument. Następne 8 lat Michael Peterson siedzi w więzieniu. W 2012 roku wychodzą na jaw nowe fakty, nie tyle dowodzące jego niewinności, ile tego, ze niektóre z przedstawionych przez obronę dowodów były tworzone „na zamówienie”. Złożony zostaje wniosek o nowy proces i ten sam reżyser przystępuje do kręcenia kolejnych odcinków o sprawie Michaela Petersona. Ostatni 13- jest z 2016 roku. Niesamowity serial. Nawet nie tyle o dochodzeniu do prawdy – bo może i dlatego, że nie udało się wyjaśnić, co zdarzyło się pamiętnego wieczoru w domu Petersonów – ile o tym jak pracuje amerykański system sądowy, jak swoje strategie buduje obrona, że nie tylko wykluczony kolorowy z przedmieść, również biały przedstawiciel wyższej średniej klasy w zderzeniu z tym walcem nie ma żadnych szans.j

Czyściciele Internetu

O filmie napisała gazeta, więc jak przeczytałam, że będzie go można obejrzeć w TR, to poszłam. Dokument o zatrudnianych przez firmy outsourcingowe Filipińczykach, którzy na zlecenie Doliny Krzemowej „czyszczą” Internet. Każdego dnia przeglądają ok. 25 tys. zdjęć, wcześniej ‘wytypowanych” przez odpowiednie programy i podejmują jedną z dwóch decyzji „delete” lub „ignore”. Nikt nie wiem ilu ich jest, w oparciu o jakie wytyczne działają, bo wszystko jest tajne.

Autorzy filmu dotarli do kilku osób, które zdecydowały się mówić i cały film opiera się na tym, co im opowiedzieli (plus przebitki z przesłuchań w Kongresie USA). I jak łatwo się można domyślić, o ile w przypadku pornografii dziecięcej, samobójstw online, egzekucji istnieje coś takiego jak „globalny mianownik”, to tam gdzie wkracza polityka jest gorzej, a gdy dochodzi do tego element krytyki, czy satyry kody kulturowe utrudniają, a niejednokrotnie uniemożliwiają młodym Filipińczyków zrozumienie tego co cenzurują. Weryfikowane jest losowo wybrane 3% podjętych przez nich „decyzji”, mają prawo popełnić trzy błędy w miesiącu.

Wygląda na to, że nie zdają sobie sprawy z władzy jaką posiadają. Ale skoro świat dowiedział się o ich istnieniu, znajdzie też i sposób, by do nich dotrzeć.

Tully


O mały włos i bym nie poszła na ten film, bo zwrot „amerykańska komedia” nie brzmi dobrze. A tymczasem nie jest to komedia (dramat też nie), tylko taka spokojna ballad o trudach połogu.

Tytułowa Tully, to „nocna niania”, dziewczyna wynajęta do pomocy kobiecie, która właśnie urodziła trzecie dziecka, a już z posiadaną dwójką ledwo dawała sobie radę (to ją gra, będąca twarzą filmu Charlize Theron). Obie kobiety bardzo się od siebie różnią, ale kiedy się rozstają już nic nie jest takie same.

Niby banał, ale bardzo miło się ogląda. 

Generalnie remontowo nadążam, ale też nie tak, że nic  mnie nie zaskakuje. Bo kiblach bezrantowych, dowiedziałam się o istnieniu drzwi bezprzylgowych, czyli takich w których nie widać zawiasów. 


Z pamiętnika  konsumentki

W tym tygodniu odkryłam, że moje remontowe przygody przeżywam występując w roli konsumentki usług budowlanych. 

Kolor podłogi – drewniana podłoga drewniana na piętrze została wybrana przez dzieci, gdzieś daleko w świecie pogapili się w monitor i wybrali średnio ciemny dąb, robiący wrażenie podstarzałego, przez odcień lekko wpadający w zgniłą zieleń. Firma jest z Hajnówki, w Wwie salonu nie ma, potencjalnym klientom próbek nie przesyła. W tym samym kolorze mają być schody. Przyszedł czas złożenia zamówienia i z drugiej strony kabla słyszę: ale zdaję sobie pani sprawę, że wybrała pani bardzo, bardzo ciemny brąz. Robi wrażenie bardzo starego drewna i widać na nim najdrobniejszy kurz?

Drzwi – pomijam to, że przy składaniu zamówienia wyjściowa cena się podwoiła (ościeżnica, klamka itp.). Czas oczekiwania 7-8 tygodni. Łykam. Drzwi od wiatrołapu są nietypowe – trzeba zamówić. Czas oczekiwania 12 tygodni. Łykam. Ale ja jeszcze chcę by w drzwiach od wiatrołapu były szybki i to takie ze szprosami. W tym modelu i innych, które występują w tym kolorze takiego rozwiązania nie ma. Obniżam poprzeczkę: to niech będą tylko szybki (szprosy dorobi mi Bojar). Czekam na odpowiedź z fabryki już 5 dzień. Ale i tak wiem, że czas oczekiwania wydłuży się do 15 tygodni od dnia złożenia zamówienia i wpłacenia zaliczki.

A wieczorami ...


niedziela, 17 czerwca 2018

Przede wszystkim Szarotki. 


Udały się wyśmienicie, przyszło ponad 70 pozytywnie zakręconych bab, dobrze się złożyło, bo stosunkowo słabo dopisali "organizatorzy": stała załoga Szarotek stawiła się w mocno okrojonym składzie. 

Była nauka, wymiana doświadczeń,  konkursy

No i możliwość kupienia wełen. Po raz pierwszy miałam możliwość przyjrzenia się z bliska ofercie budzących powszechny zachwyt farbowanek Wełen Warmii (kupiłam).


Nie tylko z ich oferty coś skubnęłam. Z myślą o wakacyjnym wyjeździe z wnukiem, kupiłam też wełnę na letni szal (będzie się długo dłubać, bo to Haapsalu Merino, 100 gr. 1400 metrów)

To co teraz mam na drutach nie za bardzo nadaje się na podróżowanie. Zainspirowała mnie Gackowa i jej enterlackowe skarpetki i dziergam getry.


 No i zakochałam się. Tak jak nie lubię lnu, wyrobów z lnu, tak ta chusta to jest mistrzostwo świata.

Z myślą o zdrowiu doczłapałam się na jogę (o tyle jestem dzielna, że jestem w trakcie trzytygodniowego turnusu kriokomory). No i pozą mną i jeszcze jedną ofermą wszyscy sobie hopali w pokazany na zdjęciu (strzałka) sposób z łatwością zająca. Cuda, co też ludzie potrafią.

Za chwilę koniec cudownej, dotychczas mało przeze mnie docenianej fazy remontu, gdzie w zasadzie musiałam tylko płacić faktury, za kolejne etapy i od czasu do czasu popełnić jakiś mail, coś naszkicować. Teraz, po tym jak zgłębiłam wady i zalety ogrzewania podłogowego i nawet w części "babci" będą rurki w podłodze, czas na wybór kominka.  Generalnie ma być ładny i nie dymić. Ułożyłam na zdjęciu podług urody.

Jak łatwo się domyślić "najładniejszy 14 tys., najbrzydszy 4 tys. 

Pocieszające w tej mojej bezdomności jest jedno: Koleje Mazowieckie też mają ten sam problem.

Na wykładzie prof. Gabrielli Safran z Stanfordu, o humorze żydowskim nie wzięłam słuchawek i wszystko rozumiałam! 

 

Nic odkrywczego nie powiedziała. Ale sprawnie udowodniła, że pozornie proste pytanie: co charakteryzuje humor żydowski, na podstawie jakich cech go wyodrębniamy i określamy jako "żydowski", wcale nie jest takie proste.

Kochając Pabla, nienawidząc Escobara


Poszłam dla Penelopy Cruz. Do obejrzenia, ale nie powala. Oparta na faktach historia romansu Pablo Escobara i topową kolumbijską dziennikarką. W tle budząca przerażenie, nie tylko krajobrazem wysypisk śmieci, sytuacja Ameryki Południowej. 

Caravaggio - Dusza i krew

W Muranowie w ramach serii Exibition on screen obejrzałam film o Caravaggiu. Wolałam filmy z siostrą Wendy, tu przeszkadzał mi nadmiar komputerowych sztuczek, popisywania się tym co może zrobić Adobe Photoshop (czy jego następca). Zupełnie nie wiem po co. Ale wiedzę na temat Caravaggia poszerzyłam i o jeden centymetr dystans do Gumisia zmniejszyłam. 

czwartek, 14 czerwca 2018
Przeczytane 2018

dobra książka

Księga wyjścia Mikołaj Grynberg

Dwadzieścia kilka (z ponad 80 odbytych) rozmów z osobami pochodzenia żydowskiego, które w 1968 roku, zostały postawione w sytuacji „wyboru”, często ograniczonego do pytania brać to co dają, czyli Izrael, czy starać się o inną miejscówkę na mapie. Nie wszyscy mieli poczucie, że nawet gdyby mieli na to siły, mogą pozostać w Polsce. Pełne spektrum – z tymi co wyjechali, i z tymi co zostali. Ciekawi mnie klucz, jaki przyjął autor wybierając te, a nie inne wywiady. Ale to siłą rzeczy zachował dla siebie. Świetnie napisana gawęda o ludzkich losach. To, że potrafi zapisać wywiad tak, że potem czyta się z zaparty tchem Grynberg udowodnił w Oskarżam Auschwitz, tu jedynie potwierdza swoje mistrzostwo. Książkę zadedykował swojemu ojcu, który nie zdążył przeczytać tej książki. Pierwsze kilka stron to wywiad z nim. Wraca do niego na koniec tym dialogiem:

Tato, kiedy się skończył twój sześćdziesiąty ósmy rok?
Synku rok się kończy w grudniu, ale rozumiem, ze nie o to pytasz.
Dobrze wiesz o co pytam.
Kiedyś myślałem, że skończył się w połowie lat siedemdziesiątych.
A dzisiaj co myślisz?
Że się jeszcze nie skończył

 dobra książka

Młyny Boże Jacek Leociak

Kawał dobrej publicystyki.

Rzecz o stosunku polskiego kościoła katolickiego do Holocaustu. Od pierwszego zdania czuć, że autor ma bardzo emocjonalny stosunek do tego o czym pisze. Bo jak trafnie zauważa:

Mamy od wieków taką oto sytuację. Po upaństwowieniu Kościoła, po uczynieniu z chrześcijaństwa religii panującej, której - ortodoksyjne - wyznawanie było egzekwowane bezwzględnie, aż do kary śmierci, jesteśmy świadkami dwóch zjawisk. Po pierwsze - stałej kolizji między władzą świecką a władzą duchowną. Kościół nie może się wyrzec ani przywilejów doczesnych, ani majątku ziemskiego (mówi, że jest mu to niezbędne do sprawowania misji), ani wpływu na kształt prawnoustrojowy państwa, w którym działa. Po drugie - nieustannego kontredansu „błędów i wypaczeń". Od wieków są ci źli w Kościele, odchodzący od ducha Ewangelii, ci „nieprawdziwi" księża, biskupi, papieże - godni potępienia lub przynajmniej krytyki. I są ci „prawdziwi", działający w duchu Ewangelii. Najczęściej ci dopuszczający się „błędów i wypaczeń" trzymają całą instytucję w garści, rządzą. Z kolei ci „prawdziwi" są na obrzeżach tej instytucji, w najlepszym razie tolerowani jako dziwacy, w najgorszym - poddawani ostracyzmowi, piętnowani, pozbawiani wpływu na nauczanie, suspendowani, choć (w dzisiejszych czasach) przemocy fizycznej już się wobec nich nie stosuje.

Świetnie napisana, błyskotliwa polemika z tym co teraz głoszą strażnicy narodowej tradycji historycznej. Były dwie możliwe reakcje na tę książkę: frontalny atak lub przemilczenie. Ponieważ przed pierwszym autor się ubezpieczył, bardzo wnikliwie dbając o podanie źródeł historycznych, wybrano drugie (plus pozbawienie wydawnictwa „Zagłada Żydów" dotacji Ministerstwa Kultury).

W czytaniu przeszkadza jedynie to, że autor chciałby podzielić się z czytelnikiem całą swoją wiedzą, a wie tak ogromnie za dużo, że nie ma takiej możliwości by można było to upchnąć w jednej książce. Stąd trochę chaosu, sporo skrótów myślowych, zamkniętych w kilku zdaniach tematów, wartych osobnych rozdziałów. Mało wiem na ten temat, bo mało się o tym pisze. Ale i tak wystarczająco dużo, by wiedzieć, że z taką wiedza jak ma Leociak trudno spokojnie spać, patrzeć na to co się wokół dzieje

Dziecko w śniegu Włodek Goldkorn.

Książka Włodka Goldkorna to nie tylko kolejne rozliczenie z polskością, tym razem kogoś kto po tym jak został 50 lat temu wyrzucony z Polski dobrze żył i dziś nie dyszy zemstą.

W książce jest takie zdanie, że autor chciałby by jego krzyk o reakcję rodzący się w Europie faszyzm był potraktowany tak jak śpiew kanarka w kopalni, który ostrzegał w te sposób górników, że wyczuł gaz. Na spotkaniu autor przyznał, że świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy nadchodziła katastrofa, pierwsze ginęły na posterunku te kanarki. A nie napisał o tym, bo to by zbyt złowrogo zabrzmiało.

Ale jest i zaduma nad Zagładą, dyskretna polemika z powoływaniem się na Zagładę przez tzw. drugie czy trzecie pokolenie, zdaniem autora pomniejsza to dramat tych, którzy bezpośrednio żyli w tamtym czasie i zaburza pamięć o nim.

Jest też i trochę cudownych anegdot, np.:

Na innym piętrze mieszkała kobieta, której nazwiska nie pamiętam. Mówiono, że w czasie wojny znalazła się w Związku Radzieckim. Zesłali ją do Uzbekistanu, do zapadłej mieściny. Spytali, co potrafi robić. Powiedziała, że może uczyć niemieckiego. W rzeczywistości słabo mówiła po niemiecku. Za to bardzo dobrze w jidysz, który wywodzi się ze średniowiecznego dialektu średnio-wysoko-niemieckiego i jest zakorzeniony w etymologii hebrajskiej i słowiańskiej, a jego gramatyka nie ma z niemieckim nic wspólnego. W Katowicach mówiło się, że w Uzbekistanie żyje całe pokolenie przekonane, że mówi po niemiecku, podczas gdy mówią w jidysz.

Tytułowe dziecko w śniegu, to dziecko Chajtełe, ciotki autora, która upuściła je uciekając przed Niemcami i pobiegła dalej już bez dziecka. Wojnę przeżyła. 

niedziela, 10 czerwca 2018

Fazy budowy powoli dobiega końca. W tym tygodniu do Brwi wpadła Staśka i zrobiła kilka pamiątkowych fotek. Tyle zostało z kominka i niebieskiej łazienki:

18061116

Po mojej głowie krąży widmo osiołkowania nad mnogością wykończeniowych rozwiązań. Już wiem, że gres można wprawdzie kupić za 40 zł/metr, ale ten który ja potrzebuje, czyli o długości 120 cm, w tej cenie nie bywa. Skoro w supermarkecie, w promocji jest za 80, pewnie taniej nie znajdę. 

Dzięki temu, że poszłam do Liroy Merlin się o istnieniu muszli "bezrantowych" i teraz już nie wyobrażam sobie bym miała inny kibel.

W sobotę ubrałam się jaskrawy, przywieziony z Indonezji batikowy podkoszulek i poszłam zobaczyć Paradę. 

Było sporo ludzi, więc uznałam że nie muszę robić za tłum i uspokojona na duszy pojechałam za miasto. Bo lato w mieście to koszmar. Całe szczęście, że jeszcze są weekendy

Wszyscy narzekają na mega suszę. Na sąsiedniej działce był warzywny ogródek: 4 x 10 metrów. Podobno to im wystarcza i nie kupują warzyw. Coraz więcej osób  hoduje pomidory w doniczkach. Przynajmniej nie trzeba koło nich tak latać, jak koło ogródka.

Basen chwilowo odpuściłam (czekam, aż się noga zagoi), poza krioterapią - mam za sobą tydzień komory, przed sobą jeszcze dwa, poszłam na Jogę:

Fajne zajęcia. Może się skuszę, ale ... nie wiem czy to co sobą przedstawiam jest jeszcze do rozruszania. Podobno tak

W ramach Filozofii w ogrodzie poszłam na spotkanie Filozofia i jednostka wobec nowych technologii.

Gościem Tomasza Stawiszyńskiego była Aleksandra Przegalińską, filozofką z Akademii Koźmińskiego oraz Massachusetts Institute of Technology.

Nie zawsze do końca rozumiałam o czym mówili. Ale dzięki temu że poszłam wiem, że to jest coś czym warto się zainteresować. Czy nam się to podoba czy nie, roboty ante portas. Już dziś na wielu internetowych stronach gadamy z robotami, tylko o tym nie wiemy.

Zimna wojna 

Aż tak jak np. Tomasza Raczka ten film mnie z nóg nie zwalił. Ida zrobiła na mnie dużo większe wrażenie.

Film jest dobry, niektóre momenty i sceny ma rewelacyjne. Pewnie stąd te nagrody, ale moim zdaniem do arcydzieła mu daleko; :  

- wizualnie bardziej pasowała mi szara, pastelowa rozmyta Ida, niż kontrastowy, czarno-biały obraz Zimnej wojny.

- przeszkadzały mi "porwane" przejścia pomiędzy kolejnymi etapami relacji, między jednym a drugim ujęciem opowieść się nie kleiła, a do klasycznego melodramatu - a tym jest ten film - bardziej pasuje mi forma "snuja-ciągutki". 

- Joanna Kulig i jej gra, mnie nie powaliła. Jest rewelacyjna w kilku scenach, nie w całym filmie.

I może się czepiam, ale spotkanie w Paryżu w 1954 jest wg. mnie mało realne. 

Modnym tematem staje się nadciągający kryzys ekonomiczny. Znalazłam w sieci takie zestawienie:

Polska ma dług rządowy 300 mld USD. Tymczasem dług rządowy uznanej za bankruta Wenezueli wynosi 150 mld USD. Porównując Polskę do Wenezueli: podobna liczba ludności, podobny „dryf demokracji”, zbliżone PKB

Z kolei nieoficjalnie dług Polski wraz z tym ukrytym w samorządach, ZUS, funduszach celowych itd. wynosi jeden bilion dolarów, USA ma ok. 16 bln USD. 

Mam nadzieję że nie są to prawdziwe dane. Bo jak tak, biada nam.  

poniedziałek, 04 czerwca 2018

Mam doła. Wyczerpała się moja gotowość do bycia bezdomną. W dużej części  pewnie dlatego, że przygniata mnie moja remontowa samotność. Budowlańcy powoli kończą swoją robotę, nadchodzi czas na ostateczne decyzje co do wykończenia, a ja w kropce.  

To co jest w sklepach to niby jest, a tak naprawdę jakby tego nie było. A jak już jest, to za zupełnie inną cenę. Utknęłam na podłogach na parterze - do uzgodnionego koloru schodów i drzwi, nie umiałam spasować, podłóg salonu, kuchni, łazienek i "mojej części" parteru (w dodatku miałam z tyłu głowy, że będę to jeszcze potem musiała zgrać z kaflami w łazience i szafkami kuchennymi). Wszystko przez to, że cienko z wyobraźnią: o ile z jednym pomieszczeniem z trudem, ale jeszcze mi wychodziło, zlepienie tego w całość mnie przerasło. W końcu poszłam na łatwiznę i niczym eureka krzyknęłam: dąb w klasycznym kolorze. Chwilowo się tego trzymam, bo wiem ile czasu zajęło mi dojście do tego punktu. Tyle, że przeszłam tylko do następnego pokoju. teraz osiołkuję: drewno/panele/gres drewnopodony. A to dopiero początek ...

W tym tygodniu robiłam w Otwocku za dog-sitter, nagrodą był dom do własnej dyspozycji. Plany jak zawsze w takich sytuacjach miałam, że ho, ho, a wyszło tak jak zawsze. W dodatku rozwaliłam nogę i byłam skazana na siedzenie na kanapie.

18060308

Ale przynajmniej skończyłam Funchal mobieusa. Muszę go jeszcze zszyć, ale przedtem zblokować, a tego nie mam gdzie zrobić. 

 18060306Mam jeszcze na drutach kardigan z Holsta, ale jest z nim problem - tej roboty nie można ze sobą nosić w torebce. A takie teraz preferuję (z Funchalem chodziłam na wszystkie spotkania i odczyty)

 18060309

Myślę o dużej obszernej kamizelce z tym wzorem  (na zdjęciu szal z Szarotek). ale ten sam problem co ze swetrem - ta robótka tez szybko przestała by się mieścić w torebce. 

A na robótkę w rozmiarze "do torebki" pomysłu nie mam.

Ella i John

Czuję lekki przesyt podkoloryzowanymi smętami wymuszającymi łzy wzruszenia nad trudem odchodzenia. Tym razem ona w terminalnej fazie raka i on oraz bardziej w objęciach Alzheimera uciekają dzieciom, które chcą się nimi zaopiekować w "tradycyjny" sposób, wsiadają w camper  i jadą przez Stany śladami dawnych wędrówek.

Oderwana od realiów, miła w oglądaniu bajka. Ratuje ją mistrzowski popis gry aktorskiej: Helen Miren i Donal Sutherland w swojej najlepszej formie. Oraz, co charakterystyczne dla amerykańskich filmów, z tej półki : sporo celnych obserwacji i dobrych dialogów.  

dobry serial

Olive Kitteridge - HBO GO

Serial, który ma n-sezonów z góry mnie do siebie uprzedza. Z jednej strony nie mam żadnych złudzeń, że jedynie  pierwszy i drugi sezon będzie się nadawał do oglądania, z drugiej strony jest też tak, że chociaż z odcinka na odcinek tracę nadzieję, że coś jeszcze ciekawego się tam jeszcze wydarzy, tracę czas na oglądanie kolejnych. 

Z tego punktu widzenia miniserial Olive Kitteridge jest idealny: cztery odcinki, ekranizacja książki Elizabeth Strout, zero szans na kontynuację. 

W roli głównej Frances McDormand, chodzący po ekranie dowód na to, ze nie trzeba być piękna by zdobyć aktorską sławę. Opowieść  o życiu nauczycielki z małego nadmorskiego miasteczka, kilkadziesiąt lat, gdy ja poznajemy jej syn jest krnąbrnym podlotkiem, na koniec filmu, po raz kolejny układającym sobie życie  facetem po przejściach.  

Cudowny snuj na długi wieczór. 

dobry serial

Opowieści podręcznej HBO GO

18060305

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Książka mi się bardziej podobała. Jest bardziej zwarta, nie zatrzymuje się na postaciach drugiego planu, więcej mówi o głównych bohaterach. Ale serial też jest dobry. Jeszcze kilka lat temu uznałabym ten film za wytwór chorej wyobraźni. Dziś potrafię sobie wyobrazić, że dzięki sfingowanym zamachom dorwą się do władzy chrześcijańscy fundamentaliści i urządzą bliźnim - tak jak na tym filmie  -  piekło na ziemi. 

Pierwszy sezon kończy się tak jak i książka. Jest już drugi sezon.Niewykluczone, ze i trzeci i następny. Rozmyje to wrażenie, jakie robi lektura powieści Margaret Atwood.   

 

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli