poniedziałek, 31 lipca 2006

Kolejny odcinek specjalny

W niedzielę, po raz pierwszy była w Kaliningradzie (z tym, że tylko przez moment), Kalinka:

Zrobiłam kilka zdjęć, ale są kiepskiej jakości, bo mój telefon po ciemku robi byle jak. Szkoda:

sobota, 29 lipca 2006

Moje imieniny

Urlop mi odwołano, nawet za bardzo nie protestowałam bo w takie upały to ostatecznie mogę jeszcze chodzić do pracy, ale marnować i tak zmarnowany czas na urlop, to jednak szkoda. Musiałam się zadowolić tylko dwoma dniami błogiego lenistwa z Gumisiem (tzn. leniuchowałam ja, Kaśka stała cały czas przy garach). Stół uginał się od dobrego jadła, dwa dni po imieninach lodówka jest pełna po brzegi, a ja powoli znów się w co poniektóre ciuchy przestałam dopinać.

Imieniny, przynajmniej moim zdaniem, bardzo się udały. Dostałam dużo ładnych rzeczy, między innymi różę od Staśki, którą wsadzę w ziemię dopiero jak zacznie padać:

391

Od Beaty pierwsze w życiu bonzai, które stoi obok skorup od Joanny:

388

Od Gumisia gąszcz zielonego:

389

I wózeczek, dokładnie taki jaki każda starsza pani mieć powinna (na zdjęciu stoi obok prezentu od Izy - zepsutego kołwrotka):

392

Od Pawła obrazek z psychodelicznym jeżozwierzem:

390

Na moich imieninach nie było Joluśki i dlatego zamiast rozmowy aktualnej, przytaczam rozmowę mniej więcej sprzed miesiąca:

Ja: Mówiłaś, że żałoba po stracie trwa rok, zbieranie się do kupy najwyżej drugi rok, tak że góra po dwóch latach wszystko będę miała z grzywki ...

Joluśka: Jest dokładnie tak jak ci mówiłam i wszystko przebiega zgodnie z planem...

Ja: Ale minęły już te dwa lata, a mi dalej jest źle ...

Joluśka: Kalina, ty mnie nie zrozumiałaś. Ja ci tylko mówiłam ile najdłużej będzie trwało cierpienie z jego powodu ...

Kalina: To z jakiego powodu jest mi teraz źle ...

Joluśka: Teraz jest ci źle, bo masz jeszcze sama ze sobą masę spraw do pozałatwiania ...

Ja: To ile czasu mi to jeszcze zajmie ...

Joluśka: Trudno powiedzieć, to indywidualna sprawa, Mnie np. kiedyś zajęło to siedem lat ...

Mój synek, moim aparatem, obfotografował Egipt (chyba nie pamięta tak wyglądających sklepów, więc dla niego taki widok to atrakcja), a że świat dziś jest globalną wioską to chociaż synka jeszcze nie ma, zdjęcia już są dostępne na jego serwerze:

394

Na wracającą z Londynu Ankę czekał imieninowy prezent:

393

A ja od przyszłego tygodnia ruszam z kolejną remontową edycją i powoli przyzwyczajam się do zaplanowanego na jesień mega - rozgardiaszu. Ahoj przygodo !


niedziela, 23 lipca 2006
Odcinek literacki

Pod wpływem rozlicznych ostatnio doświadczanych emocji, a także co tu ukrywać i zazdrości, że ktoś znajomy wręczył ciotce-wydawcy rękopis swojej powieści (miałam go w rękach, nawet sporo ważył), a ja w swoim długim życiu nie napisałam nawet jednego zdania, postanowiłam zabrać się do dzieła ...

Z tym, że ponieważ szybko samokrytycznie odkryłam, że mój pomysł na metaforę nie jest oryginalny, powróciłam do od dawna zapowiadanego projektu – książce-rzece pt. Moje rozmowy z Joluśką (dla nie wtajemniczonych: w realu ciotce-psychoterapeutce).

Rozmowa z tego tygodnia:

Ja: Smutno mi (czyli to co zwykle) ...

Joluśka: Bo nie umiesz zauważyć, że w życiu ważne są tylko uczucia i przeżywanie chwil. Np. takich jak ta: wróciłam ostatnio do domu i zobaczyłam Igę, śpiącą na kanapie z psem. Ich widok przepełnił mnie niesamowitą radością. Położyłam się obok nich, a cały pokój wypełniły dobre uczucia...

Ja: Ale uczucia, które mnie przepełniają na widok moich kotów trudno nazwać dobrymi ...

Joluśka: To kup sobie psa ...

W ogrodzie bliska jestem kupienia wywrotki ziemi. Na tym co jest, to nawet facelia nie rośnie. Jak na razie, dokończyłam usuwanie z kawałka, na którym w tym roku ma być założony trawnik, widocznej jeszcze na tym zdjęciu darniny:

 

Jedno popołudnie w walce z darniną kibicowała mi ciotka – naukowiec. Siadła sobie z kubkiem herbaty na tym zielonym krzesełku:


Jedyne ruchy jakie wykonywała były związane z paleniem papierosów (bo ona pali, a ja dalej nie!) i po jakimś czasie powiedziała: wiesz Kalina, jak widzę jak ty ciężko pracujesz, to zaczynam mieć wątpliwości, czy miałam rację namawiając cię do pozostania w tym domu.

Zdążę też z imieninowym prezentem dla Anki. Przestraszyłam się, że zabraknie mi włóczki i zamiast pełnej wersji słodziaka, zrobiłam improwizację w stylu Kasi Baloo. Jak skończę, to wszystko co wiem o słodziaku i o co można mnie na jego temat zapytać, zamieszczę na moim drugim blogu:

 

 

Są i zadowoleni z tych upałów - np. moje kaktusy i sukulenty rosną jak szalone (takich rozmiarów liściastych wypustek mój meksikano i fallusik nigdy wcześniej nie miały):

I tak generalnie jest dobrze. W połowie tego tygodnia idę na urlop. Zaczynam od trzech dni z Kaśką, uwieńczonych obchodami moich imienin (Gośka, jak zawsze o tej porze roku, siedzi w swojej magicznej Trzciance, ale w jej zastępstwie dobry Gumiś podjął się prac kuchennych, więc jak zawsze będzie coś dobrego do zjedzenia). A potem będzie już coraz lepiej – przywiezienie ziemi, poprawienie spapranych prac ogrodowo-betonowych, posprzątanie komórki itd. Słowem urlop zapowiada się bardzo ciekawie (zwłaszcza, że w związku z otrzymaną chałturą posiedzę sporo i przy komputerze).

ps. wszystkie zdjęcia użyte w tym odcinku bloga zrobiłam moim telefonem komórkowym. Mój aparat poleciał do Egiptu, bo co z tego, że mój dorosły synek ma bardzo dobry aparat z takim dużym czymś z przodu, kiedy mamusia ma gorszy ale sprawny, a on lepszy ale od roku zepsuty.

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli