piątek, 30 lipca 2010
Miloš Forman, Jan Novak - Moje dwa światy

Wspomnienia Miloša Formana - dużo o nim jako o reżyserze, nie tak znowu wiele o nim samym.

Ponieważ kocham jego filmy, bajecznie ciekawe.

Bardzo ciepło opisane  przerwane wojną dzieciństwo - w tym punkcie życiorys M. Formana nie pasuje do stereotypów o naszych południowych sąsiadach, rodzice zostali aresztowani w ramach akcji wybijania czeskiej inteligencji i zginęli w  Oświęcimiu.

Zrobiła na mnie wrażenie historia Frejków. Stary Frejek był partyjnym dygnitarzem,  mieszkał w luksusowej willi, M. Forman znał jego syna i raz, tylko dlatego że spieszył się do domu, nie "załapał się" na domową projekcję zachodniego filmu. W 1952 roku starego Frejka oskarżono o szpiegostwo.  Wkrótce wszystkie gazety w kraju opublikowały list jego syna do prezesa sądu państwowego:

Szanowny Towarzyszu,

domagam się dla mego ojca najwyższego wymiaru kary - kary śmierci. Dopiero teraz widzę, że ten stwór, którego nie można nazwać człowiekiem, ponieważ nie miał w sobie nawet odrobiny uczucia i ludzkiej godności, był moim największym i najbardziej zago­rzałym wrogiem.

Przyrzekam, że gdziekolwiek będę pracować, będę zawsze postępować jak oddany ko­munista i wiem, że moja nienawiść do wszystkich naszych wrogów, zwłaszcza zaś tych, którzy jawnie chcieli zniszczyć nasze coraz bogatsze i radośniejsze życie, a przede wszyst­kim nienawiść do mojego ojca, zawsze będzie dodawać mi sił w boju o komunistyczną przyszłość naszego ludu.

Proszę, aby ten list przedstawiono mojemu ojcu albo żebym sam mógł mu to powiedzieć.

Tomaš Frejka

Stary Frejka został powieszony krótko po ukazaniu się tego listu.

Mimo wszystko nie przypominam sobie takich akcji z historii polskiego stalinizmu. Jak się czyta wspomnienia M. Formana widać, że powojenna historia nie toczyła się równolegle, np. gdy w końcu lat 50-tych w Polsce była odwilż, w Czechach dalej panował ostry zamordyzm.

Potem czasy "robienia w czeskiej kulturze" - ze wspomnień wynika, że to że się udawało, w dużym stopniu było  zasługą fartownych zbiegów okoliczności - czyli o tym, że w życiu warto mieć szczęście i  że M. Forman go miał. Ale  gdy znalazł się na emigracji, potrzebna była jeszcze odwaga i determinacją i też miał to na stanie.  Generalnie życie miał ciekawe to i miał o czym pisać. Więc polecam, chociaż pewnie warto znać jego filmy, by wiedzieć o czym pisze. Jak dla mnie mogłoby być więcej anegdot. Ale może się czepiam.

niedziela, 25 lipca 2010

Kajaki

Po raz czwarty odbył się na Wkrze doroczny imieninowy spływ kajakowy. W zeszłym roku spływ niby też się odbył, tyle że z powodu deszczu nawet nie dotarliśmy nad rzekę. W tym znów wszystko przebiegło zgodnie z nazwą.

Jak zawsze było pięknie.

Gdyby jeszcze nie było trzeba wiosłować byłaby pełnia szczęścia.

Ale i z tym wiosłowaniem nie było tak żle.

 

Tradycyjnie Ańćka wykąpała się ze swoją komórką. I pewnie by się na tym skończyło, gdyby nie to, że dała mi swoją komórkę do kajaka.

Chwilę później i ja „złapałam wodę”

 

Potem był bankiet. Jak zawsze wszyscy żarli - na zdjęciu Gumiś w akcji.

Powoli już przestaję się dopinać i w te luźniejsze rzeczy. W poniedziałek idę na kolejne imieniny. W przyszłą sobotę kolejne międzylądowanie Anki w Wwie i rodzinna sobotnia sjesta w Brwi. W niedzielę Szarotki i  IV Cooking Clash pod kryptonimem Powstańcza Kuchnia Polowa. W tygodniu brydż. A w kolejny weekend babski sabacik pod Nasielskiem.

Każde to spotkanie to stół uginający się od pysznego żarcia. Czasy gdy w sklepach królował ocet, miały swoje zalety.

ps. zdjęcia są fatalnej jakości, ale wsiowy orange Ańćki nie lubi jakichkolwiek operacji w necie na zdjęciach i mam juz go lekko dość.

Czas chyba wrócić do kina. Przynajmniej na chwilę, bo jest kilka pozycji do obejrzenia.

W tym tygodniu udało mi sie obejrzeć dobry film.

 

Belgijskie miasteczko ćwierć wieku temu. Po falstarcie w dorosłe życie, czwórka braci wraca do domu matki, gdzie już bez gderania żon, prowadzi życie beztroskich alkoholików. Jeden z nich w aporcie wnosi jeszcze dorastajacego syna. I to opowieść o dojrzewaniu tego chłopaka, w domu w którym na codzień jest alkohol, przemoc i mocno przypadkowy, często uprawiany na jego oczach seks, jest treścią tego filmu. W przebitkach widzimy też co z tego chłopaka wyrosło - udało mu się wyrwać ze swojego środowiska, ale zapłacił za to sporą cenę. W filmie pokazana jest też, w skłaniający do refleksji sposób, rzadko poruszana sprawa niechcianego ojcostwa.

Byłam jeszcze na jednym filmie, ale musiałam wyjść kilka minut przed końcem. Moja śliczna córka wpadła na chwilę do Wwy, dwudniowe międzylądowanie miała zaplanowane co do minuty, a ponieważ film nie chciał skończyć sie zgodnie z planem (pewnie przez trailery), wyszłyśmy przed czasem

O czym jest film mówi sam tytuł. Kilka grubasów zgłasza się na terapię. Poznajemy ich problemy, przyglądamy sie ich życiu. Prowadzący terapię nie jest wprawdzie gruby, ale po jakimś czasie dowiadujemy się, ze problemy ma nie mniejsze niż oni.

Film nie jest zły, ale też bez rewelacji. Trochę za mało humoru. Filmy, w których jak w kalejdoskopie przewijają sie opowiadane historię, dużo zyskują na lekkości, gdy iskrzą dialogi. A w Grubasach różnie z tym bywa. Niektóre z opowiadanych historii są świetne, niektóre zupełnie do mnie nie przemówiły. Może stąd takie mieszane uczucia.

sobota, 24 lipca 2010
Elif Şafak - Bękart ze Stambułu

Książka ma bardzo dobre recenzje.

Moja aż tak bardzo dobra nie będzie.

Z jednej strony świetnie się czyta, może nie do końca, ale przynajmniej do 2/3 z dużym zainteresowaniem czeka się co będzie dalej. W dodatku czuć magię wschodniej opowieści. Ale  tego, by nazwać ją świetną książką, dla mnie było eszcze daleko. Najciekawszy w tej książce był dla mnie wątek ormiańsko-turecki, wokół którego osnuta jest ta opowieść oraz pokazanie tych Turków, którzy chcą być postrzegani jako Europejczycy i  których bardzo uwiera to, że dla Europy bardziej reprezentatywni są ich fanatycznie wierzący rodacy.

Opowieść o sześciu kobietach (babcia, jej cztery córki i  wnuczka), które mieszkają w Stambule, do których przyjeżdża w odwiedziny rówieśnica wnuczki z Ameryki. Dwie młode dziewczyny mają problem z samookreśleniem. Dziewczyna ze Stambułu nie wie kto jest jej ojcem, dziewczyna z Ameryki nie wie czy jest Ormianką, czy Amerykanką.  Potem pojawiają się jeszcze i inni członkowie rodziny i intryga coraz bardziej zaczyna przypominać serial latynoamerykański.

Niestety mniej więcej od połowy ksiązki opowieść zaczyna być coraz bardziej dydaktyczna - z opowieści o zwariowanym świecie kobiet robi się książka przygodowa, w  której wszystko zamiast się subtelnie zapętlić, coraz bardziej zmierza do zakończenia, które ani nie jest zaskakujące, ani mądre, ani prawdopodobne.

Ale też nie tak, że nie warto tej książki przeczytać. Tyle, że żadne arcydzieło to nie jest.

 

W tym tygodniu jedna książka opuściła stosik w ekspresowym tempie. Jadąc do pracy, już po przeczytaniu pierwszego zdania Mężczyzny idealnego zorientowałam się, że niedawno czytałam tę książkę.  Okazuje się, że po wejściu na ekrany filmu Mężczyzna idealny, zrobili dodruk powieści, która stanowiła podstawę scenariusza tego filmu,  czyli Powieści dla kobiet, tyle że tym razem wydali ją pod "filmowym" tytułem.

To nie był miły początek dnia. Zwłaszcza że tego dnia, wiedząc że mam w torebce czytadło M. Viewegha, nie kupiłam gazety i jechałam do pracy "na pusto" (w torebce nie miałam też żadnej robótki na drutach).

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli