poniedziałek, 30 lipca 2012

W tym tygodniu miałam imieniny, niestety tradycji nie stało się zadość i nie było dorocznego spływu kajakowego. Ale przygody można mieć wszędzie, również i w Wwie. Zaczęło się od tego, że dostałam w pracy od Beaty piękny kwiat i szkoda było go zostawiać na biurku (w piątek miałam wolne, więc musiałby na mnie czekać aż do poniedziałku). Wsadziłam więc kwiatek do plastikowej butelki z wodą i poszłam z nim teatru, zakładając, że przed spektaklem wsadzę go samochodu.

Tyle, że Gumisiowi samochód nie odpalił, zdążyła w ostatniej chwili, więc wylądowałam z kwiatkiem i walizką (po teatrze wybierałam się do Otwocka) i  - trochę dla lansu, trochę z przekory - nie oddałam jej do szatni. Pomyślałam, że Jerzy Stuhr jak chodził z wielbłądem, robił większe zamieszanie ...

Potem z kwiatkiem byłam na urodzinowej kolacji, pojechał do Otwocka  i dopiero następnego dnia szczęśliwie dotarłam z nim do Brwi. 

 

32 omdlenia to to trzy nawet nie jednoaktówki, bardziej "żarty sceniczne" A. Czechowa. Z tym, że w tej sztuce tekst nie jest ważny. Farsa, nic poza tym. Żadnej głębi w tym nie ma. Ale jak zagrana! J. Stuhrowi godnie partnerują: K. Janda i I. Gogolewski.

Na widowni tłumy. Każde wolne miejsce na podłodze też zajęte.

Chciałam mamie kupić bilet, marzenie ściętej głowy. A starszym osobom ta sztuka też się może podobać, bo zrobiona jest w mało "współczesnym" stylu. Bardzo oszczędna scenografia. Aktorzy mówią tekst bez wzmacniaczy głosu, a świetnie słychać. Nie biegają po scenie, nie zdejmują majtek, a ogląda się z zaciekawieniem.  

Gdy powstawało to przedstawienie. J. Stuhr nie wiedział jeszcze, że jest chory. Ale ponieważ miało być jego "pożegnanie" ze sceną, sztukę kończy monolog, w którym aktor "żegna" się z publicznością. Po tym co się potem stało, nabrało to dodatkowego znaczenia. 

Na koniec, jak łatwo można się domyśleć, owacja na stojąco dla J. Stuhra. Rzadko wstaję i klaszczę - tu nie miałam najmniejszych wątpliwości, że to oczywista oczywistość, że mu się należy.    

Z Otwocka wróciłam do Brwi z Gumisiem, który wszedł do kuchni i zrobił obiad,  kolację ...

Następnego dnia wstał, wszedł do kuchni i zrobił imieninowy obiad ...

 

Dzień później, tym co ugotowała, ugościłam na niedzielnym obiedzie mamę, która wychodząc wzięła ze sobą sałatki, na urządzany przez siebie w poniedziałek brydż.

Można zazdrościć, ale z góry uprzedzam, że nie wypożyczam Gumisia. 

A z Otwocka przywiozłam jaśmin. Ciekawe, czy się przyjmie.

W ostatnich Wysokich obcasach jest bardzo ciekawy artykuł o minimalistach. Na pewno nie tak, że chciałabym zredukować swój stan posiadania do 100 rzeczy, ale zauważyłam, że ostatnio niepokojąco zaczęło mi ich przybywać. Niepostrzeżenie przestałam stosować zasadę wymieniania rzeczy i nie dokładania do już posiadanych. Na razie, trochę pod wpływem tego artykułu, oddałam szafkę. Co z tego, że była ładna, jak stała w kącie, bo nie miałam na nią pomysłu?

Udało mi się wreszcie coś skończyć na drutach:

Za tydzień będą ładniejsze zdjęcia, bo na manekinie. Teraz rzucam wszystkie porozpoczynane robótki w kąt i zaczynam następne - mam zamówienia z Londynu. 


środa, 25 lipca 2012
Przeczytane

Sofi Oksanen  Oczyszczenie


Kto nie przeczyta, twierdzi że to rewelacyjna powieść. Trudno temu zaprzeczyć, bo książka naprawdę świetna.


Na początku lat 90-tych, tuż po odzyskaniu niepodległości, na podwórku swojej wiejskiej chaty, Aliide Truu, znajduje pobitą młoda dziewczynę, Zarę. W retrospektywnych fragmentach, poznajemy historię Aliide Truu, przed wojną córki estońskiego bogatego chłopa, potem żony komunistycznego aparatczyka, pod koniec życia zgorzkniałej wdowy, odtrąconej po upadku ZSRR przez wiejską społeczność. Równolegle poznajemy historię Zary, mieszkanki Władywostoku.

Książka o wszystkim – o miłości, nie tylko wzniosłej i pięknej, ale i o toksycznej, zdolnej do zbrodni. O przemocy wobec kobiet, i o tym jak doświadczana przez nich przemoc daje im siłę, by okrutne rozprawić się ze słabszą od siebie. A najwięcej o historii, wplatanych w jej tryby zwykłych ludziach, którzy starają się przetrwać, jak trzeba, to i kosztem innych.

Bardzo to wszystko smutne, ale co ważne „nie rozedrgane emocjonalnie” i napisane w sposób bardzo „skondensowany” - bez zbędnych opisów, czy zdań. Bardzo krótkie rozdziały, trzeba bardzo uważnie czytać, by niczego nie przeoczyć. I chociaż szybko można się zorientować, że Zara nie przypadkiem znalazła się na podwórzy Aliide, to intryga nie raz zaskakuje i do końca czyta się z zainteresowaniem. I co na przykład mi się bardzo podobało, zakończenie wcale nie przynosi odpowiedzi na wszystkie pytania.


Iza Komendołowicz Elka\

 


Miałam w planach przeczytanie tej książki, ale po przeczytaniu entuzjastycznej recenzji kasi.eire, przyspieszyłam i pobiegłam do biblioteki. Na Elkę w śródmiejskich bibliotekach są zapisy, ale mnie się udało obejść kolejkę, dzięki temu, że postanowiłam osobiście wyjaśnić, dlaczego w jednej z wypożyczalni nie mogę zamówić w sieci tej książki, chociaż wyświetla się status „do wzięcia”. Na miejscu okazało się, że po ostatnim wypożyczeniu książka nie została doprowadzona do jako takiego stanu – mają taką szaloną tropicielkę „prawdy”, która opisuje językiem Protokołów Mędrców Syjonu wypożyczane przez siebie książki. No a chociaż Elżbieta Czyżewska nie była Żydówką, to wyszła za Żyda, i to nie był jedyny Żyd w jej życiu.

Jak zdobyłam, to nie przeczytałam, ale pochłonęłam.  Książka to pospinane komentarzami autorki wypowiedzi ludzi, którzy ją znali. Z tym, ze czuć dokonywany przez autorkę „wybór pozytywny” i narzucaną sobie autocenzurę. Tylko o alkoholizmie jest bardzo wprost. Reszty można się co najwyżej domyślić. Ale ciekawy czas, ciekawi ludzie. No i przewijające się przez całą książkę, bardzo na czasie pytanie: jak ułożyłoby się jej życie, gdyby jednak nie wyjechała.

W dniu w którym skończyłam czytać Elkę umarł Andrzej Łapicki i w TVP Kultura wyświetlono Wszystko na sprzedaż. Fajnie ogląda się ten film, świeżo po przeczytaniu tej książki. Polecam.

 

Agnieszka Graff Magma


Gdyby polski feminizm miał twarz Agnieszki Graff, to pewnie bym się z nim identyfikowała. Ale tak mądrych kobiet jest tam nie wiele. W jednym z ostatnich Wysokich Obcasów był wywiad z Ewą Łętowską, która mówiła o tym, że prawo ma płeć (oczywiście męską). Agnieszka  Graff przytacza fragment wykładu inauguracyjnego Marii Janion wygłoszonego podczas Kongresu Kobiet Polskich 2009:

Niepodobna nie docenić znaczenia form męskiej wspólnoty dla kształtowania się nowożytnego pojęcia narodu, którego podstawę nieraz określano jako żarliwe braterstwo. [...] Matka panów braci to matka Polka i matka Ojczyzna. Panująca polska „narracja publiczną "patronką narodu polskiego” czyni najbardziej idealną z matek - Matkę Boską. Za pomocą kulturowego polska zapewniła sobie patriotyczny konsensus. [...] Kiedy uświadamiamy sobie wspólnotowy charakter męskich społecznych uwznioślenia matki i macierzyństwa maskulinistyczna kultura wzorów i ofiarniczy charakter wzoru kobiecego, zaczynamy rozumieć, że kobiety w Polsce nigdy nie uzyskają wpływu na stanowienie prawa, na formowanie symboli i w ogóle na sferę publiczną, jeśli nie zaczęła tworzyć własnych wspólnotowych więzi.


Z tym, że Magma A. Graff to jednak po części publicystyczna agitka. Nie koniecznie warta polecenia. 



niedziela, 22 lipca 2012
Chyba pora umierać

Przy prasowaniu zauważyłam, plamy na kolejnej, białej, "firmowej" bluzce -  postanowiłam nie rzucać w kąt, tylko je wszystkie wywabić (inna sprawa, że zupełnie nie rozumiem, dlaczego uporczywie plamią się tylko te "firmowe"). Było tuż przed dziewiątą, więc korzystając z tego, że w mieście Brwi wybudowano galerię, chwilę później byłam w Rossmanie. Nie mogąc znaleźć bielinki, zapytałam dziewczynę z obsługi (nota bene w śnieżnobiałym fartuchu):

- Nie ma bielinki? i usłyszałam: A co to takiego, do czego to służy?

Wywabiłam bielinkopodobną solą do odplamiania Dr. Beckmanna (było coś takiego w Piotrze i Pawle) - tyle, że bluzka ze 100% lnu w paru miejscach lekko zżółkła. Skojarzyło mi się to z tym, co zapowiada właścicielka jednej z internetowych pasmanterii - podobno na banderolach wełen ma już nie być szczegółowych danych na temat pochodzenia włóczek - np. będzie tylko podane: 100% wełny, bez rozdrabniania się czy jest to alpaka, merynos itp. Czyli włóczki dołączą do odzieży niemowlęcej 100 % cotton, którą można prać jedynie w 30o C; bluzek z czystego lnu, które żółkną od wybielaczy ...  

O włóczkach trochę w tym tygodniu pogadałam, bo zorganizowałam w Brwi pierwsze wyjazdowe Szarotki. Ugościłam chłodnikiem i bobem:



Ewa przywiozła kolejne zrobione przez siebie prace z "papierowej wikliny" - akurat ona wykorzystuje do tego Gazetę Wyboczą, ale inne pisma też się do tego nadają:

Precyzja wieczka od czarnej szkatułki powala:

Jak zwykle była możliwość konsultacji

A że przyjechało mniej, niż się zapowiadało, zostałam z nie tylko chłodnikiem ale niestety i z ciastkami. Zostaje też pytanie, na które nie umiem znaleźć odpowiedzi - dlaczego jest nas tak mało? 


 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli