niedziela, 31 lipca 2016

Jak zawsze o tej porze roku,  weekendowe ładowanie akumulatorów w mateczniku:


I jak każe tradycja, imieninowe kajaki. Płynęłam z Joluśką:


Jedna załoga płynęła z psem:

I jak zawsze, tak i tym razem nie obyło się bez wywrotki:

Nigdy nie będę tak opalona jak Gumiś:

Ale okazało się, że unikania opalania tez się trzeba nauczyć. Tak wygląda moje ramię po powrocie z kajaków - biała plama to miejsce gdzie posmarowałam się 50-tką.

 

Byłam w tym tygodniu na bardzo optymistycznym - biorąc pod uwagę perspektywę zbliżającej się emerytury - koncercie:Holocaust Survivors Band. Dwóch Ocalałych - jeden ma 91 lat, drugi 89. Nawet jeżeli to ten młodszy grał na perkusji, nie zmienia to faktu, że przygrywali również wtedy gdy śpiewał Muniek Staszczyk, a przedtem grała Warszawska Orkiestra Sentymentalna, czyli ponad 2 godziny i po koncercie wyglądali za wzruszonych, ale nie zmęczonych. 

Klezmerzy grali, a ja robiłam na drutach:


I dzięki temu mogę się pochwalić tym, że wreszcie coś skończyłam:

 Ulica Litewska, boczne wejście do szpitala - zauważyłam dopiero w zeszłym tygodniu:

Z pamiętnika wk ... konsumentki 

Czyli dalszy ciąg zabawy z Solid Security SMS. Napisałam do nich kolejne pismo:

Do poniedziałku 25 lipca księgowość Solid Security twierdziła, że na moim koncie jest debet, ponieważ nie zapłaciłam w lipcu 2013 roku. Gdy okazało się, że nie zapłaciłam w lipcu 2013 roku, ponieważ omyłkowo zapłaciłam dwa razy w czerwcu 2013 , myślałam, ze sprawa jest załatwiona. Tymczasem - zamiast uporządkować saldo na moim koncie – dostałam sms-em kolejne wezwanie do zapłaty i jak zadzwoniłam, dowiedziałam się, że tym razem nie „mają” Państwo zaksięgowanej mojej wpłaty ze stycznia 2013 roku. Pomijając fakt, że roszczenia o zapłatę ewentualnych zaległości ulegają przedawnieniu po 3 latach, informuję, że 10 stycznia 2013 roku wpłaciłam należność przelewem bankowym (z góry uprzedzam, że w grudniu 2012 i lutym 2013 roku też). W tej sytuacji zwracam się o przedstawienie pełnej informacji o obrotach na moim koncie za ostatnie trzy lata. Przesłanie załącznika-informacji o debecie bez wyjaśnienia za jaki miesiąc nie wpłynęła wg. Państwa wpłata, uważam za nie wystarczające. Jednocześnie informuję, że wysyłanie sms wezwania do zapłaty, w sytuacji gdy nie jestem w stanie dowiedzieć się, za jaki miesiąc zalegam z wpłatą, uważam za zwykłe nękanie.

Miałam też w tym tygodniu dziwną przygodę z kluczami. Zawsze, idąc na zakupy, wieszałam je na rączce wózka - mała szansa bym teraz też tak nie zrobiła. Postawiłam wózek przed pierwszym sklepem do którego weszłam (jakieś 600 metrów od domu) - kupiłam co miałam do kupienia i wkładając rzeczy do wózka, zauważyłam że nie ma sznurka z kluczami. Wróciłam tą samą drogą, uważnie się rozglądając - nie wisiały na żadnym płocie. To był duży pęk kluczy, mała szansa bym nie usłyszała tego, ze upada na ziemię.

Na szczęście do domu weszłam bez problemu, bo mam zapasowe klucze u sąsiadów. Było sobotnie przedpołudnie. tego dnia nie dodzwoniłam się do żadnego, reklamującego się jako czynne 24/godziny na dobę pogotowia zamkowego w Pruszkowie, Grodzisku i Piastowie. Zadzwoniłam jeszcze do dwóch warszawskich (w tym do mega-dużej firmy Cezar) i dałam sobie spokój. Więc radzę za bardzo na nich nie polegać i trzymać klucze u sąsiadów.

środa, 27 lipca 2016
Przeczytane (32)

dobra książka 

Zapiski z wygnania Sabina Baral 

Dowiedziałam się o istnieniu tej książki od Kasi.Eire, która z kolei dowiedziała się o niej, czytając Krystynę Jandę. Jak weszłam do netu to przeczytałam, że jest dostępna w 5 księgarniach. Jak zaczęłam kupować, była dostępna tylko w jednej. Lepszej reklamy książka mieć nie może

Wspomnienia marcowej emigrantki. Sabina Baral wyjechała z rodzicami jako młoda dziewczyna. Przerwała studia, do granicy jechał z nią w pociągu jej chłopak, którego już nigdy potem nie zobaczyła. Gorzkie i świetnie napisane. Po raz pierwszy natknęłam się na tak sugestywny opis codziennych szykan i utrudnień, jakie napotykali pakując swój dobytek. Niemożność zabrania rodzinnych pamiątek, nieprawdopodobny wysiłek, by zdobyć rzeczy, które miały ułatwić start w nowej rzeczywistości, a które często nie zostały nawet potem rozpakowane. Powojenne losy jej rodziny też budzą grozę - dziwnie często ci co wracali, tracili życie z rąk tych co "przejęli" ich majątek. Np. sad. I co z tego, zaraz potem komuniści go zabrali. Słowem, może nie wielka literatura, ale dobrze kawal historii. O której już nie za bardzo można mówić (nie wypadamy w niej ładnie), ale miejmy nadzieję, że będzie można o niej czytać. 

Jak dla mnie za mało o rodzicach (wyjechali mając koło 60-tki). 

Noc żywych żydów Igor Ostachowicz

Zblazowany młody człowiek, mieszkaniec warszawskiego Muranowa, na skutek wielu zawirowań, staje się uczestnikiem bardzo dziwnych wydarzeń. Na jedną noc powstają z mar pomordowani Żydzi. Widzi ich nie tylko bohater książki, warszawscy skinheadzi też.

Dobre teksty, celne obserwacje, ale jakoś do mnie ta książka nie przemówiła. Może trochę zbyt "przekręcona"? 

niedziela, 24 lipca 2016
Pokochaj swoje stawy

Trzy tygodnie temu postanowiłam "coś zrobić" z moim chudnięciem. Motywacja: "lepszy wygląd" działa u mnie na krótko - lubię się obżerać, a na tym by ładniej wyglądać, aż tak bardzo mi nie zależy. Ale gdy po raz pierwszy  mój staw biodrowy powiedział mi, że istnieje postanowiłam "coś z tym zrobić". Przypomniałam sobie, że gdy jakiś czas temu skarżyłam się na kolana usłyszałam od ortopedy, że powinnam schudnąć. Postanowiłam więc pokochać moje stawy i przestać żreć.  Efekty już są - mam ponad 3 kg mniej (tyle, że na początku to zawsze jest szybko w dół, teraz będzie gorzej). A pomysł na chudniecie mam prosty: patrzę ile wg. mojego Fitbita spaliłam danego dnia kalorii i  jem 400-500 kcal mniej. Jak przekroczę, to następnego dnia jem mniej, tak by bilans się zgadzał.   

Mam tez inny sukces - na tydzień przed zamknięciem przez Microsoft "darmowego okienka", udało mi się na laptopie zainstalować Windows 10! Inna sprawa, że bez pomocy synka by mi się nie udało - próbowałam przedtem wiele razy i za każdym razem komp mi się wykrzaczał -  opór mojego laptopa pokonałam dopiero zrobionym na innym komputerze instalacyjnym pendrivem. Zależało mi na tym, by je zainstalować bo na komputerze mojej mamy widzę, co to znaczy mieć nie wspierany system (Windows XP ). Przy okazji przekonałam się, że jak Google bardzo lubi porzucać udane projekty. Mieli naprawdę fajny notatnik - jak zrezygnowali, przesiadłam się na feedly, nawet się przyzwyczaiłam, ale to nie to ... Teraz okazało się, że wycofali się z Picasy. Zupełnie ich pogięło.  

Więcej sukcesów w tym tygodniu nie miałam.

Poszłam na kolejny kolejny kiepski film:


Oparta na faktach opowieść o dwóch klaunach z początku XX wieku. Staja się ulubieńcami paryskiej publiczności, ale jeden z nich nie daje sobie rady ze sławą i stacza się na dno (przy okazji ciągnąć w dół i swojego partnera).

Łzawe, sentymentalne i źle zrobione.  

Teatr Imka na dziedzińcu Domu Słowa Polskiego na Miedzianej w ramach projektu Szekspir w parku wystawił Jak wam się podoba. Moja mama trafiła na to przez przypadek, powiedziała, że taka świetna sztuka, i szkoda, że nikt jej nie reklamuje. Ja też o tym projekcie nie wiedziałam, ale inni wiedzieli - jak zadzwoniłam nie było już biletów. 

Dlatego w piątek poszłam tylko na Marsz Pamięci


Ludzi było mniej niż w zeszłym roku. Tym razem marsz zakończył się pod szpitalem na Śliskiej. Odczytali fragmenty wspomnień Adiny Blady-Szwajger, zagrano na trąbce. Wesołe te marsze nie są, ale idzie się w miłym towarzystwie.  


A w domu lekko odchwaściłam ogród - i od razu trawnik lepiej wygląda. 

Na zdjęciu Łoś, który przyjechał po namiot, a okazało się, że to był tylko tropik.

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli