niedziela, 27 sierpnia 2006

Nudno

Nudno i w dodatku pod górkę.

Jak raz musiałam być punktualnie, to spóźniłam się dwie godziny:

Jak umówiłam się z Anką do kina na Słoneczne Miasto (w piątek po pracy, środek miasta, film który tydzień temu wszedł na ekrany) i Anka spóźniła się pięć minut, do kina już nie poszlyśmy - seans odwołany. Coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy i zaczęłam się zastanawiać czy tacy jak ja - strażnicy kinowych foteli utrzymają kina, gdy już wszyscy młodzi wyjadą do Anglii.

Od tego, że miał padać deszcz, miała rosnąć trawa. Deszcz zaczął padać, trawa od tego nie wyrosła, ale za to okazało się, że w robionym w zeszłym roku dachu już zdążyło się coś rozszczelnić.

I mogłabym tak dalej, ale to chyba nudne.



czwartek, 24 sierpnia 2006

Fotoblog Kalinki - odcinek czwarty

Ponieważ wszystko wskazuje na to, że dzieciństwo Kalinki upłynie w wielkim mieście, jej rodzice, idąc z duchem czasu, w ramach wychowania patriotycznego postanowili pokazać małej Kalince ostoję polskości - tradycję polskiej wsi:



Gdy przyjechali do wiejskiej chaty, zamiast lampy naftowej (albo 25 watowej żarówki), mrok rozświetlała wierna kopia, typowego dla kultury osiemnastowiecznego małopolskiego zagłębia alkoholowego żyrandola:



Jakimś cudem, tej prostej wiejskiej rodzinie udało się, pomimo tylu wojennych zawieruch, uratować najcenniejszą pamiątkę rodzinnną: inkrustowany złotem prosty stoliczek higieniczny:



I jak śmiesznie mała okazała się, w zderzeniu z siłą prawdziwej polskiej tradycji, wielkomiejska wysoka kultura łże-elit, której symbolem są insygnia kibola:




niedziela, 20 sierpnia 2006

Ochotniczy Hufiec Pracy

W ten weekend do OHP przyjechała Izunia z Michałem.

Pochwaliłam się im:

1. Bawarskim klimatem opaski wokół domu, z którym świetnie współgrają wiszące pelargonie:



2. Szybkim usunięciem zniszczeń, dokonanych w zeszłym tygodniu przez duże brum-brum, które przywiozło ziemię:


3. Naprawioną ławką, która wprawdzie od dawna nie była w zbyt dobrym stanie, ale do czasu wizyty w Kaliningradzie w czerwcu tego roku dużego brum-brum z piaskiem, można było jeszcze na niej siedzieć:

Pod wrażeniem moich osiagnięć, w ramach zajęć OHP, Michał wyczyścił rynny i pomalował taras (z tym, że szara farba do betonu okazala się zomo-błękitem) :


Izunia wybrała roboty ziemne i na początku szalała z łopatą:

Tak, że nie nadążałam z wywożeniem darniny, pożyczoną od sąsiada taczką:

A jak połamała szpadel, przesiadła się na grabie:


Dzięki czemu mam trawnik (nie śmiem narzekać, bo jak powiedziała Izunia chyba nie jesteś tak pretensjonalna, by chcieć mieć trawnik przypominający kort w Wimbledonie):


W przerwach Iza leczyła mi zapalenie spojówek - to znaczy ja oczekiwałam, że dobrym słowem wyleczy trochę moją duszę, ale ona widocznie wiedziała lepiej, że to nie duszę mam chorą, a oczy, a tym nic tak dobrze nie robi, jak trochę łez.

Idąc za radą Gośki, nawet nie próbowałam proponować moim gościom czegoś do jedzenia - tyle tylko że jak inni gotują, to nie liczą się z tym, że ja bym może chciała i tak smacznie, ale zdecydowanie mniej kalorycznie. Rekord pobił Gumiś, który przyjechał w niedzielę zrobić nam obiad i zaserwował na deser placki z jagodami i z bitą śmietaną.

Poniżej dowód, że nie wszystkim takie jedzenie szkodzi - bo taki Gumiś nie ma "oponek" i tak generalnie, ze śmiercią jej do twarzy:


Widocznie od wakacji w Chorwacji się chudnie, a od pracy w OHP nie. Co o tyle nie jest zbyt optymistyczne, bo pozbawia mnie motywacji do pracy, a tej końca nie widać.

W przyszłym roku m.in. planuję zagospodarowanie ogrodu z tyłu domu, na razie jedyną zmianą jest przemianowanie "ponurego zakątka" na "wietnamską dżunglę":




 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli