niedziela, 30 sierpnia 2009

Więcej światła

Do kuchni wpadły już pierwsze promyki światła.


Będąc doświadczoną, zaprawioną w bojach remonciarą, z góry doliczyłam 10 % na nieprzewidziane wydatki, ale nie wiem czy to wystarczy. Wprawdzie pan elektryk, mimo że miał pełną świadomość, że jestem "na musiku", nawet aż tak dużo nie policzył, ale za to przeciął kabel antenowy. Zawołałam pana od anteny - stwierdził, że jeżeli teraz kable antenowe mają być wpuszczone w ścianę, to lepiej je wymienić i  dodać na zapas kabel HD. Brzmiało to przekonywająco, ale żeby ograniczyć koszty wpadłam na pomysł, by kable puścić krótszą drogą przez szyb wentylacyjny od kominka i antenę też zamontować bliżej, na kominie od kominka. Na to z kolei nie zgodził się pan kominiarz., a że to drewniany dom, więc kominiarz rządzi. Wróciliśmy więc do poprzedniej, droższej wersji.

A to dopiero trzeci dzień remontu.

Kolejny remontowy kłopocik, to jak ułożyć kafelki? Do domu przyjechały niby są te same kafelki, które oglądałam w sklepie, ale jednak nie takie same -  pani, która pokazywała mi płytki nie uprzedziła mnie, że kafelek składa się z dwóch płytek. Wprawdzie mogę panom dopłacić za pocięcie, ale takie akcje zawsze oznaczają straty, a aż takiego zapasu nie kupiłam. Z kolei jak ułożę je bez cięcia,  to fuga będzie się kłóciła z  wyżłobieniem - zwłaszcza w tym pierwszym ułożeniu, które mi się zdecydowanie bardziej podoba.


Za tydzień biorę 10 dni wolnego (nie nazywam tego urlopem, bo urlop kojarzy mi się z wypoczynkiem, a nie z remontem). Rzeczy do zrobienia jest tyle, że nie wiem, czy się ze wszystkim przez te dwa tygodnie wyrobię. Na razie - czekając na powrót kosiarki z naprawy -   zabrałam się trochę za ogród i ostrzygłam drzewa. Powinnam to zrobić od góry, bo to tam jest całe mnóstwo dzikich odrostów. Ale przycięłam je od dołu, bo to dolne gałęzie mi przeszkadzają, gdy jeżdżę kosiarką.


Sunrise Circle dalej w robocie. Niewiele mi brakuje do końca, ale coraz bardziej się zastanawiam, na ile te wszystkie cudne projekty nadają się do noszenia. Na przykład Veronique była śliczna, ale tylko przez chwilę. Jak do tej pory nie mam dobrych doświadczeń z przodami wyrastającymi z pleców. Coraz to ktoś ma na to inny pomysł, ale te wszystkie wzory mają jedną cechę wspólną - przody wracają tam skąd pochodzą, czyli na plecy. Można je  wprawdzie siłą "przytrzymywać" broszką, ale chyba nie o to chodzi.

Wymyśliłam za to jak zrobić czapkę Quincy,  nawet napisałam o tym na moim drugim blogu.


Kina nie ma i nie wiem czy będzie. Byłam nawet przez chwilę gotowa pójść na ostatni film Wendersa, ale przeszło mi po przeczytaniu kilku recenzji. W tym tygodniu widziałam za to fajny film w telewizji: Rozmowy z innymi kobietami. Jak by jeszcze powtarzali (w Ale kino często się to zdarza), polecam. Ona i  on dawno temu rozwiedzeni, spotykają się sami, bez swoich partnerów na weselu i spędzają tę noc razem. Niesamowite dialogi. W kinach takich filmów nie dają.

Byłam za to (przez moment) ma koncercie Tede'go. 


Koncert odbył się w ramach Dni Milanówka Całkiem sensownie założyli, że jak już ktoś przyjedzie, to rowerem.


Tyle, że wymyślenie strzeżonego parkingu dla rowerów wyczerpało chyba  cały potencjał intelektualny organizatorów tego święta. W jednym rogu niedużego boiska stał namiot Tede'go, w drugim zorganizowano dyskotekę na świeżym powietrzu, a w trzecim wesołe miasteczko.  Każde z tych miejsc było osobno nagłośnione (tzn. głośniki były rozkręcone na maxa). Niosło się po okolicy że hej (potem sobie uświadomiłam, że dudnienie w moim ogrodzie, to były odgłosy tej imprezy). To  ja na tym koncercie.


Na koncert pojechałam naokoło, drogą przez pola. Zawsze jak tamtędy jadę rowerem, czuję się jak na wakacjach. 


I tu pojawił się problem. Czy to o nawłoci (skoro czasami jest nazywana polską mimozą), śpiewał Niemen (mimozami jesień się zaczyna). A jeżeli nie o tej nawłoci, to o czym?

O książkach innym razem, może w tygodniu.

środa, 26 sierpnia 2009

Zarządzanie chaosem

W środę rano ogród, w którym miałam równolegle do rozpoczynającego się remontu coś tam porobić, wyglądał tak:


W domu  też taki bajzel, że można jedynie kontemplować, robić coś nie sposób.


Cały dzień panowie  bawili się na strychu tym, co im kupiłam w lokalnym składzie budowlanym.


I mam już kuchenne ściany  "podciągnięte" do dachu.

W międzyczasie panowie od dachu wstawili mi okna (było dla mnie tak oczywiste, że będą w takim kolorze jak pozostałe, że nie dogadałam się co do koloru i będzie je trzeba jeszcze pomalować).


 Zaliczyłam też już pierwszy nieprzewidziany wydatek - nie pomyślałam o kablach. Ponieważ chciałabym wywalić poprzeczne belki i zostawić tylko grube stropowe "kloce",  wszystkie kable, które idą w poprzek, powinny być poutykane wzdłuż ścian, w specjalnie w tym celu zrobionej "komorze". Ale żeby było to możliwe, trzeba je najpierw "przedłużyć". Znalazłam jakiegoś elektryka, ma jutro przyjść, ale obawiam się że policzy jak za zboże.


Nie samym remontem człowiek żyje. Dzięki dziewczynom z forum, wiem już jak zrobić czapkę Quincy. Jednak wstęga Mobiusa. Na razie mam tyle:





niedziela, 23 sierpnia 2009

Z cyklu: udowodnij, żeś nie wielbłąd/wielbłądzica

W ramach prowadzonego zimą na peronach metra polowania, padłam ofiarą  gorliwych bileterów i za nieprawidłowo podpisaną kartę miejską dostałam mandat za jazdę bez biletu. Ponieważ w prasie dopiero rozkręcała się awantura na ten temat, zapłaciłam na wypadek gdyby nie uwzględnili mojego odwołania (przez pierwsze 10 dni płaci się 100, potem 150  zł) i spokojnie czekałam na dalszy rozwój wypadków. W końcu dostałam odpowiedź - odwołanie uwzględnili, ale wyliczyli, że nie tylko nic mi nie zwrócą, ale mam im jeszcze dopłacić 165 złotych - podobno w 2002 roku dostałam mandat za jazdę bez biletu i go nie zapłaciłam. Nie pamiętam żadnej takiej akcji, tyle, ze nic im dzisiaj nie mogę udowodnić. Dotarcie do mojego ówczesnego konta, poza tym  że kosztowne, też by nic nie dało - prawie na pewno, nawet jeżeli dostałam mandat, to  go nie zapłaciłam, tylko pojechałam, pokazałam kartę, której z jakiegoś powodu nie miałam przy sobie i na tej podstawie kara została anulowana. Tyle że teraz MZK twierdzi, że ponieważ wiosną 2003 roku wysłano do mnie ponaglenie (nie mieszkałam wtedy w domu, więc pozostawiono je w aktach ze skutkiem doręczenia), było to równoznaczne ze wszczęciem windykacji i sprawa nie uległa przedawnieniu.

Nabrałam ochoty na drutowanie. Kończyłabym już pewnie Sunrise circle, ale musiałam spruć przód - przy dodanych oczka wychodziły dziury, sprawdziłam na Youtube i okazało się, że we wzorze było M1L, a ja robiłam M1R. 


Latem szukałam bawełny na ażurowe bluzki, na swoim blogu Rene poleca Cotton Eco, budzi zaufanie, ale kolory mdłe i jeszcze o następnym lecie nie myślę. Myślę za to o szalach, ale z wełną krucho. Polecanej przez Dagi Andory nigdzie nie  ma, Małgorzata poleca Lavitę - ale kolory takie byle jakie. Zastanawiam się nad czerwoną, tylko co ja zrobię z czerwonym szalem?

Na razie kupiłam w Soho na Śniadeckich wełnę na rozpinane swetry - m.in. na Darcy. Dwie, bo nie umiałam wybrać - oba kolory mi się podobały.


I jak zawsze o tej porze roku, powrócił problem czapki, w której się nie wygląda jak straszydło.

Zastanawiam się nad okrągłym stojącym garnkiem:


Z tym że nie w takich mdłych kolorach, tylko np. w takich. I zastanawia mnie też jak zrobiona jest ta czapka, nie wiem czy się nie skuszę i nie kupię wzoru.


W tym tygodniu zaczynam remont kuchni. Nie wiadomo kiedy się skończy,  bo nie wiadomo kiedy Bojar znajdzie chwilę czasu na zrewitalizowanie szafek.  Na razie mam sukces - szukałam płytek klinkierowych na ścianę i znalazłam dokładnie takie jakie chciałam. Trafiłam do sklepu - marzenie. Niełatwo tam trafić, pierwsze strony wyszukiwarek pokazują jakieś badziewiaste firmy, a nawet jak się wejdzie na ich stronę internetową, to też nie urzeka. Ale jak już się do nich trafi, głowa boli od wyboru. Szukałam białych płytek klinkierowych, w większości jak już mieli białe, to tylko w jednym gatunku, jak znalazłam taki, co były dwa, to trzeba było złożyć zamówienie i tydzień czekać, a w tym pani powiedziała, że  jak przyjadę, to chyba sobie coś wybiorę, bo białych ma sześć rodzai. 

Wybrałam:


Do rozwiązania pozostała sprawa zawiasów, uchwytów, szybek i obudowy zmywarki.



 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli