niedziela, 26 sierpnia 2012

Jesień. Jak nie już, to za progiem. 

Ale z drugiej strony, koniec lata oznacza, że znów wszystkie ciotki są w Wwie. A tak jest zdecydowanie milej.

Ogólnopolska akcja Wiem co jem robi swoje - domowe przetwory wracają do łask. W tym roku w mojej od lat prowadzonej akcji podziel się ze mną swoim przetworem zbudowałam przyczółek i w pracy:  

Patrząc na rozpęd moich ciotek, myślę że te kilka oddawanych mi słoiczków, w żaden sposób nie uszczupla zbiorów w ich spiżarniach.

Z tym jedzeniem to problem, za dużo tego dobrego w ofercie. W tym tygodniu poszłam z synkiem do Bejrutu na Poznańskiej, koło Wilczej. Humus z cieciorką był pyszny (kaloryczny pewnie też). Polecam. A z wagą, to co się polepszy, to się popieprzy. I tak w kółko.

Opracowuję plan na nowy rok szkolny, dużego pola manewru nie mam: wychodzę z domu o 7.30 i do 17 siedzę w pracy, czyli najwcześniej jestem w domu o 18.20. A tu poza kinem i stażem na mediatora, już umówiłam się z Jackiem na brydża. Podręcznik K. Jassema o Wspólnym języku jest tak hermetycznie napisany, że nie dawałam rady się w niego wgryźć. Kupiłam wiec inny. Pierwszy tom nie wiem po co, bo poza jednym podrozdziałem, o niczym nowym się nie dowiedziałam. Ale drugi tom czytam z większym zainteresowaniem. I mam nadzieję, że jego po przeczytaniu, podręcznik o Wspólnym języku będzie dla mnie bardziej czytelny.

 

A przecież poza brydżem, ma być jeszcze angielski. No i jakaś gimnastyka by się przydała.

Nowy sezon filmowy zaczęłam od Woody Allena.


Wiedziałam, że jest kiepski. Ale żeby aż tak? 

Idąc na film Woody Allena wiadomo, że będzie o tym samym co zawsze. Ale w tym filmie, to przegięcie. Na przykład denerwujące jest to do jakiego stopnia Ellen Page powtarza rolę Christiny Ricci z Życia i całej reszty (2003), duet Jesse Eisenberg/Alec Baldwin, też jest powtórzeniem duetu Jason Biggs/Woody Allen z tamtego filmu. A to nie jedno tego typu nie tyle odwołanie, co dokładne powtórzenie. Można zrobić test - z którego filmu i w którym miejscu Allen cytuje/zapożycza?

Ale to jeszcze dało by się znieść. Gorzej, że po dwudziestu minutach Allenowi kończą się pomysły i do końca filmu do znudzenia powtarza grepsy z tych pierwszych 20 minut. Za drugim razem nie jest już to śmieszne. Za trzecim czuje się zniecierpliwienie. A potem ma się już tylko dosyć.  

Tyle, nie wyobrażam sobie, że mogłabym na ten film nie pójść. I jednak jest te pierwsze 20 minut, które ogląda się z dużą przyjemnością.


Skończyłam wreszcie sweterek dla wnuka. Rękawy zrobiłam po raz drugi. Ten pasek francuskim ściegiem powodował, że rękawy zamiast do dołu szły do góry - pomysł by rękawki w sweterkach dla dzieci przypominały skrzydełka aniołka, wydał mi się dziwny. Gdybym wiedziała, to ten ścieg francuski zrobiłabym od dołu. A tak to sprułam. 


Teraz wygląda dużo lepiej i w końcu jestem z tego co zrobiłam zadowolona. jest jeszcze pytanie, czy to jest jego rozmiar.

Robiąc skończyłam słuchać Cmentarz w Pradze Umberto Eco.

Fajne. Do słuchania (do czytania pewnie też).

Dziewiętnastowieczna Europa. Bohaterem jest fałszerz dokumentów,  Simone Simonini, z ambicjami i dużym parciem na kasę. Samo bycie notariuszem i fałszowanie testamentów mu nie wystarczało, brał udział w wielu ważnych wydarzeniach epoki (m.in. w powstaniu Garibaldiego, Komunie Paryskiej), współpracował ze służbami bezpieczeństwa, fałszował ważne dokumenty historyczne. Dziełem jego życia były "Protokoły Mędrców Syjonu”, ale nie tylko, np. fałszywka w aferze  Dreyfusa też była jego dziełem.  

Jedyną wymyśloną postacią w tej książce, jest Simonini. Opowiadając historię jego życia, Umberto Eco opowiada o powstaniu dziewiętnastowiecznych teorii spiskowych. Szkoda, że ci którzy i dzisiaj wierzą w to, czy w akta IPN-u,  jak w objawienie, nie czytają takich książek. 

A po skończeniu sweterka dla wnuka, sięgnęłam po to:

Albo potnę na kawałki, albo skończę. Na razie bardziej prawdopodobne jest pocięcie na kawałki.

sobota, 25 sierpnia 2012
Przeczytane

Agata Tuszyńska Ćwiczenia z utraty

W 2005 roku Agata Tuszynska żyła od kilkunastu lat w związku "na odległość" z Henrykiem Desko, ona w Polsce, on w Kanadzie. Spotykali się kilka razy w roku. Gdy właśnie zamierzali sformalizować związek i zacząć wspólne życie, u H. Desko rozpoznano jednego z najbardziej złośliwych raków mózgu.

Zapis kilkunastu miesięcy towarzyszenia w chorobie - od sms-a o podejrzeniu guza mózgu, poprzez diagnozę, dwie operacje, chemię, naświetlanie, po zapowiedziany przez lekarzy koniec.

Książka bardzo osobista, chwilami przypominająca mi dwa filmy: 33 sceny z życia M. Szumowskiej i Inwazję barbarzyńców.

Film M. Szumowskiej przypomina szczerością. Nie wszystkie uczucia i myśli A. Tuszyńskiej są wzniosłe i szlachetne. Opowiada o sobie, o tym jak próbuje sobie z tym czego doświadcza radzić. Jest miejsce na wyczerpanie, wątpliwości. Gdy chory coraz mniej przypomina siebie sprzed choroby, stawia sobie czasami pytanie,  czy gdy na początku swojej choroby znalazł się na granicy śmierci, słuszna była decyzja o ratowaniu za wszelką cenę życia, które z niego uchodziło. Jest w tym wcale nie tak mało kabotyńskiej autokreacji, niezgoda na to, że to ich, potomków ocalałych z Zagłady spotyka taki los. Czytałam z trudem, bo towarzyszenie takiej rozpaczy nie jest łatwe. Ale też doceniłam, że nie ma w przekraczania barier prywatności, fizjologii umierania. 

Przypomniałam sobie o Inwazji barbarzyńców, bo w którymś momencie A. Tuszyńska wspomina o tym filmie. Klimat tamtego filmu przypominają starania by odchodzić przy muzyce, z książką w ręku, ucztując z przyjaciółmi. I ta siła babskiej przyjaźni (jak sama zauważa, mężczyźni nie umieli sprostać). Zobaczyłam je siedzące podczas trwającej operacji, w szpitalnej poczekalni, gdy dodają sobie otuchy śpiewając piosenki, które znają - Szła dzieweczka do laseczka, Płonie ognisko w lesie itp. 

Książka z tych zachodzących pod skórę.

 

Jako odtrutkę wzięłam do ręki czeskie czytadełko - Premier i Anioł Ivana Klimy

Na odrutkę dobre. Ale bywają lepsze czytadełka.

Cyryl Florian jest premierem środkowoeuropejskiego, kiedyś komunistycznego, dziś demokratycznego państwa. Coraz bardziej mierzi polityka, drażnią otaczający go ludzie. Niestety mało odkrywcze. Na początku bawi klimat czeskiego filmu. Nawet jest śmiesznie, ale w połowie książki pojawia się anioł, który mówi premierowi jak powinien rządzić i zaczyna być przeraźliwie nudno. No i - a to w przypadku czytadełka mocny zarzut - kiepsko się czyta.

niedziela, 19 sierpnia 2012

W piątek postanowiłam nie wracać do domu i zostać u mamy - z samego rana w sobotę umówiłam się u dentysty.  Wzięłam do ręki Co jest grane, bardzo długo i starannie je studiowałam i mimo że cała byłam za, nie znalazłam ani jednego filmu. Sprawdziłam co w teatrach, może jakiś odczyt ...w ostateczności coś w telewizji ...

Zero.

Włączyłam więc TVN24 i dokończyłam wełniane boa, które przezornie trzymałam u mamy. Zrobiłam według instrukcji, namoczyłam, odwirowałam ... i nic się nie stało. Nie urosło, nie zrobiło się puszyste i kolorystycznie wcale tak bardzo nie pasuje do bordowej kurtki, jak myślałam. Ale można je fikuśnie drapować.  


Nadal nie wiem, co z tegorocznym urlopem, najwcześniej mogłabym się ruszyć w listopadzie. We wrześniu i w październiku, lecę na kilka dni w Londynie, za drugim razem nawet zostaję z wnukiem sama na kilka dni. Z kolei jak w listopadzie, to już tylko ciepłe kraje. A ciągle nie jestem pewna, czy to na pewno dobry pomysł jechać samej na wycieczkę objazdową.

Na razie myślę o Londynie, kończę pierwsze zamówienie: biały rozpinany sweterek. Wybrałam na Raverly wzór Just like daddy, najbardziej spodobał mi się w tym wykonaniu:


Robię po raz drugi. Pierwszą wersję sprułam, jak przyjrzałam się mojemu wnukowi na zdjęciach. Dzieci jakoś dziwnie szybko rosną. 


 

Jak sprułam, to o dziwo lepiej się poczułam. Może pomogło mi zrezygnowanie ze słuchania przy drutkowaniu W poszukiwaniu straconego czasu? Złapałam się na tym, że już po dwóch dniach przerwy nie tylko nie pamiętałam gdzie skończyłam, ale czasami dopiero po 10 minutach odkrywałam, że już ten rozdział kiedyś był. Ale że nie pamiętałam dokładnie o czym, to słuchałam jeszcze raz. Znalazłam więc stracony czas rzucając Prousta na razie w kąt i od kilku dni z przyjemnością słucham Cmentarz w Pradze Eco.  

Na dworze powrót lata a ja już poczułam zbliżającą się zimę. Obejrzałam na Ravelry czapki, bo z tym zawsze największy problem.  Spodobał mi wzór Morgan, jest za darmo.


Za ten, Newsie, trzeba zapłacić. Moim zdaniem warto, bo chyba takie proste denko jest fajniejsze. Jest w wersji dla dzieci.


I w wersji dla dorosłych:

W ramach bardzo korzystnej dla mnie wymiany, pozbyłam się gobelinowej wełny, w zamian otrzymując dwa filcowe naszyjniki:

A i wiem o czym marzę. Taki spray-killer na muchy. Pryskam tym co mam, śmierdzi jak cholera, a ta paskudna mucha odfruwa i po 15 minutach powraca, budząc we mnie krwiożercze żądze.

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli