piątek, 30 sierpnia 2013
Przeczytane

dobra książka



Ignacy Karpowicz Ości

Dobra polska powieść współczesna, nawet nie wiedziałam, że można o warszawce tak dobrą powieść napisać.

Książka zaczyna się tak:

Au­to­bus wol­no stał w kor­ku i nie­po­praw­nym związku fra­ze­olo­gicz­nym. Kli­ma­ty­za­cja się po­psuła i tłoczyła gorące po­wie­trze przez na­wie­wy umiesz­czo­ne nad głowa­mi pa­sażerów. Ma­ja na­wiewów ni­g­dzie nie za­ob­ser­wo­wała; ich obec­ność była obec­nością na­tu­ry de­duk­cyj­nej, wy­ni­kała z lek­tu­ry na­le­pek na drzwiach i szy­bach. (Po­jazd z kli­ma­ty­zacją. Nie otwie­rać okien).

Czerw­co­we słońce na­grze­wało nie­miłosier­nie szkla­ne, pla­sti­ko­we i me­ta­lo­we ele­men­ty au­to­bu­su. Lu­dzie za­mie­ni­li się w wy­mien­ni­ki ciepła. Ma­ja sie­działa między suchą szybą a za­wil­go­co­nym człowie­kiem; sie­działa z dużym czar­nym wor­kiem we­pchniętym między no­gi. Od­no­siła co­raz bar­dziej na­tar­czy­we i co­raz bar­dziej nie­kom­for­to­we wrażenie ja­kiejś po­myłki. Przez po­myłkę wsiadła w nie­od­po­wied­nią prze­strzeń, do ma­ga­zy­nu używa­nych części za­mien­nych.

Pa­trzyła przez szybę na młodą ko­bietę w dro­gim au­cie. Tam kli­ma­ty­za­cja na pew­no nie szwan­ko­wała.

Już po przeczytaniu tych zdań, czułam że będzie dobrze. Potem było jeszcze dużo lepiej - warto przeczytać dla języka: wartkiego, soczystego, pełnego skrótów myślowych i celnych skojarzeń. Chwilami nawet czułam potrzebę oddechu, zawiśnięcia na nudnym opisie przyrody, ale nic z tego – przerywnikami są iskrzące, świetnie napisane dialogi.

Obraz współczesnych "ości", miłości, złożoności, zależności, a może przede wszystkim "alternatywnej normalności"? 

Główni bohaterowie to: Andrzej, który jest z Krzysiem i który przyjaźni się z Mają. Z kolei Maja ma męża Szymona, a potem nabywa i kochanka Franka. Franek jest synem zbliżającej się do sześćdziesiątki feministki Ninel, która ma kochanka Norberta, który kiedyś kochał się w Krzysiu itd. itp. - jest to tylko jedna z pętli określających relacje pomiędzy bohaterami książki. I nie są to wszyscy bohaterowie, takich pomniejszych jest jeszcze cała galeria. 

Zakończenie opisu wizyty Mai u ojca:

Chy­ba czas na pożegnalną złośli­wość

– Świet­nie wyglądasz, ta­to

Rozpłakała się do­pie­ro na przy­stan­ku, a i to nie spa­zma­tycz­nie. Naj­wy­raźniej na­wet Zie­mia­nie prędzej czy później godzą się z fak­tem, że ich ro­dzi­ce przy­by­li z ob­cych światów. Po­nad­to za­wsze po­cie­szająco wy­pa­da myśl, że tak jak ro­dzi­ce nas nie ko­chają i nie ro­zu­mieją, tak ko­cha­li i ro­zu­mie­li na­szych ro­dziców ich ro­dzi­ce. Ta­ka świa­do­mość to ulga. Ta­ka ulga to tra­dy­cja. Ta­ka tra­dy­cja to równia po­chyła. Ta­ka równia po­chyła to ko­mu­ni­ka­cja zbio­ro­wa. O, przy­je­chał au­to­bus.

Z tym że na lekturę szkolną  to ta książka się nie nadaje, pomijając klimaty jak z Almodovara, mało wiarygodna jest lekkość, z jaką bohaterowie tej książki odnajdują się w pokręconych sytuacjach. Jeżeli miałabym podać słabe punkty tej książki, to chyba ten jest najważniejszy. Ale ponieważ jest to to powieść, nie reportaż to nie ma się co tego  czepiać. Podobnie jest z drugim dnem, książka chyba na pewno je ma i zarówno bohaterowie jak i opisywane sytuacje, prawie na pewno mają w realu  swoje odniesienia, tyle że  ta wiedza nie jest potrzebna do odbioru tej książki.

Słowem polecam.

piątek, 23 sierpnia 2013
Przeczytane

Wszyscy zachwycają się Papuszą Angeliny Kuźniak

To włożę łyżkę dziegciu w ten miód - przeczytałam z zainteresowaniem, bo opisuje bardzo ciekawą historię, ale już na sposób w jaki ta historia jest opisana, trochę pokręciłam nosem. 

Los cygańskiej poetki Papuszy i równolegle rozgrywający się w tle dramat cygańskiej społeczności siłą przymuszanej do osiadłego życia.  

Papusza już jako dziecko była trochę "inna", sama zadbała o to by płacąc kradzionymi kurami,  nauczyć się od gadziów liter. jej historia nabrała tempa, gdy J. Ficowski zobaczył w niej poetkę (zjawił się u Cyganów, by przeczekać zainteresowanie UB jego osobą). Klimat pierwszej połowy lat 50-tych i poparcie Tuwima sprawiło, że udało mu się ją "wylansować", a potem to już poszło. Papusza zapłaciła za przyjaźń z Ficowskim straszliwą cenę - oskarżona przez Cyganów o zdradę, odrzucona przez swoją społeczność, nie dała sobie rady z życiem  i "zachorowała na głowę".

Słowem uniwersalna, bardzo dziś w dobie multi-kulti aktualna, historia. Tyle, że ta historia jest ładniusia tylko do pewnego momentu, miałam wrażenie że gdy przestaje taką być, autorka nie wie co dalej z tym tematem ma począć i czytelnik zostaje sam, A pytania się mnożą. Np. co się takiego stało, że J. Ficowski, który stworzył tę sytuacje, potem z niej uciekł. Kto się od kogo odwrócił? Na ile to nie było tak, że Papusza nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań?  

Ale też żeby nie być zbyt czepliwą, to nie tak, że to jest zła książka. Tylko pozostawia niedosyt, a to nie to samo.


Za to następna przeczytana w tym tygodniu książka to sam miód, zero dziegciu. 


Zapis wywiadu - rzeki z Janem Karskim, jaki w latach 1995-97 przeprowadził Maciej Wierzyński. Czyta się to jak świetnie napisaną powieść, wciąga tak, że chciałam nawet wyjść z kina, bo uwierała mnie świadomość, że książka, którą mam w torebce jest dużo ciekawsza, niż film, na który poszłam.

Książka powinna być obowiązkową lekturą szkolną (zdaję sobie sprawę, że nie będzie, ale szkoda). Relacja naocznego świadka, który zamiast wykuwać kolejny mit ku pokrzepieniu serc, mówi o tym jak to zapamiętał. Dziś za taką wersję historii, pewnie by został wygwizdany. I nawet jeżeli czasami pomylił jakąś datę, czy nazwisko, nie jest to aż tak bardzo istotne. 

Bardzo spodobał mi się jego relacja z pobytu w Londynie. Przyjechał tam jako kurier wysłany przez krajowych polityków (nie przez jedno stronnictwo, tylko wiele, oczywiście ze sobą na maksa skłóconych). Każde z nich na osobności dyktowało mu swoje przesłanie, on je zapisywał w pamięci i po przyjeździe do Londynu, po kolei zdawał relacje wskazanym przez polityków w Warszawie osobom.

Każde stronnictwo mówiło o swo­jej potędze, sile, popularności (...)

Stronnictwo Narodowe: (...) „Następuje w Polsce, i to jest nie do podważenia, odrodzenie ducha narodowego i katolickiego. Nie ma żadnej wątpliwości, że większość społe­czeństwa nas popiera. W momencie zakończenia wojny powstanie koalicja wszystkich sił politycznych - z wyjątkiem socjalistów, komunistów, Żydów i masonerii - które wejdą w nurt narodowy, który my reprezentujemy. Nie ma żadnej wątpliwości (...) że po wojnie my weźmiemy odpowiedzialność za losy naszego kraju. Nie trzeba antagonizować innych partii politycznych. One nie mają przyszłości. Polski robotnik, polski chłop, polski inteligent choć może mu się zdawać, że jest przede wszystkim socjalistą czy ludowcem, jest przede wszystkim narodowcem. Przede wszystkim człowiekiem wierzącym w Boga, stojącym przy naszym Kościele katolickim. I my reprezentujemy te wartości. Po zakończeniu wojny (...) my weźmiemy odpowiedzialność za przyszłość Polski".

Stronnictwie Ludowe: (...) Chcemy współpracy ze wszystkimi, ale jest rzeczą oczywistą, że my reprezentujemy najsilniejsze elementy w społeczeństwie polskim. (...)  my mamy program na przyszłość, po zakończeniu wojny. (...) Popiera nas większość narodu, bo naród polski to jest przede wszystkim klasa pracująca, to są chłopi i ro­botnicy. My reprezentujemy klasę pracującą. Niech nasi reprezentanci, tam w Londynie, zdają sobie sprawę, że my jesteśmy pewni zwycięstwa".

I ja to wszystko wiernie powtarzałem. Z taką samą dumą. W jednym momencie byłem ludowcem, w innym socjalistą albo narodowcem. Ale to stwarzało też trudności. Pod koniec stycznia 1943 roku Sikorski wraca z podróży. Dzwoni do mnie Kułakowski, jego sekretarz. (...) W samochodzie od razu zauważyłem, że Sikorski jest jakiś zły (...)  Dowożą nas do domu. Generał mówi: Za dziesięć minut proszę przyjść do salonu. Idę. Pukam do drzwi, otwieram... a Sikorski na mnie: Co pan tu wyrabia?! Co pan sobie wyobraża?! Kim pan jest?! Ledwo wróciłem, drzwi od mojego gabinetu się nie zamykają! Te wszystkie politykiery przychodzą, każdy powołuje się na pana! Każdy mi mówi, że całe społeczeństwo go popiera, że jego partia przeżywa jakiś rozwój dynamicz­ny. Nawet Popiel mówił mi o jakimś dramatycznym rozroście jego partii. Wszyscy powołują się na pana. Przecież pan każdemu mówi to, co on chce usłyszeć! Co pan wyrabia?! Kim pan jest?Mnie serce pod gardło podeszło i wykrztusiłem: Panie generale, każdemu mówiłem to, co mi jego ludzie, pod przysięgą, kazali powiedzieć.

Coś mi się to wydaje znajome ...

Mam też za sobą kolejna pudelkową książkę. 

Jak wszystkie książki Kopra, tę też się miło czyta. Niedawno przeczytałam obszerne biografie Kaliny Jędrusik i Elżbiety Czyżewskiej, więc o nich nic nowego się nie dowiedziałam. Z kolei  Agnieszce Osieckiej cały czas coś  się czyta "przy okazji". Ale o pozostałych babach, czyli Annie German, Mirze Zimińskiej, Alinie Szapocznikow, Halinie Poświatowskiej i Grażynie Bacewicz  z przyjemnością przeczytałam.  Trochę faktów, trochę anegdot. Powoli gdzie się nie spojrzy, tam jakaś publikacja Kopra. Może imponować to, w jaki sposób umościł się na rynku wydawniczym

sobota, 17 sierpnia 2013
Przeczytane

Przeczytałam pierwszą (jestem pewna, że nie ostatnią) książkę Mariusza Urbanka.


Świetnie napisana biografia.

Autorowi udało się  przedstawić życie Broniewskiego w całym jego skomplikowaniu, bez roztrząsania na ile to historia się z nim źle obeszła, a na ile sam się o to postarał. Zamiast tego opowiedział tak po prostu o jego życiu,  o trudnych sprawach pisząc otwarcie i bez niedomówień, ale i bez przekraczania pewnych granic. Gotowy scenariusz na film, szkoda że raczej na pewno  taki film nigdy nie zostanie nakręcony.

Broniewski przedstawiał siebie jako Polak, katolik i alkoholik.  Legionista, który nigdy nie ukrywał, że nie przestał kochać Marszałka, ale który też nigdy nie wyparł się (i co ważniejsze nie widział powodu by przepraszać) poematu Słowo o Stalinie. Zgadzał się na bycie ikoną polskiego komunizmu, choć klapki z oczu nie spadły mu dopiero po referacie Chruszczowa, już przed wojna był sceptycznie nastawiony do ZSRR, a czas spędzony podczas wojny w sowieckich więzieniach tylko to utrwalił. Zachód też nie pokazał mu się z najlepszej strony - Anglicy cenzurowali jego wiersze o ZSRR, czy Katyniu, bo nie chcieli drażnić sojusznika. Życie osobiste miał jeszcze bardziej poplątane. Trzy żony. Pierwsza, Janina Broniewska z którą do końca życia się przyjaźnił. Druga, ta najbardziej znana, Maria którą opłakał dowiedziawszy się o jej śmierci w Oświęcimiu, a która jednak przeżyła i dla której wrócił do Polski. Niedługo potem umarła (wcześniej była leczona w Szwajcarii i by było to możliwe Broniewski zawarł pierwsze poddańcze układy z władzą, a potem to już poszło). Trzecia żona, Wanda, weszła  po jego śmierci w rolę "wdowy po poecie" i aby nikt nie podważył tej pozycji, zniszczyła część listów i notatek. Oprócz tych trzech żon całe mnóstwo innych kobiet, mniej lub bardziej ważnych. I ta najważniejsza, córka Anka, która zmarła tragicznie w nie do końca jasnych okolicznościach A to wszystko utopione w morzu alkoholu (podobno alkoholizm "wyniósł" z domu, gdy dorósł jego matka - chcąc by się nie szlajał i nie wychodził z domu - stawiała na stole wódkę).

Anegdot i ciekawych historii w tej książce całe mnóstwo. Trudno coś wybrać. Polecam przeczytanie książki.

Teraz mam nadzieję, że pozostałe książki M. Urbanka są równie ciekawie i dobrze napisane - na Kundlu mam jego książki  o Waldorfie, Brzechwie, Kisielewskich. Inna sprawa, że  kolekcjonuje się teraz książki, jak kiedyś znaczki pocztowe.

 

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli