niedziela, 31 sierpnia 2014

Babcia trendsetterka

Tym razem o babcinych stylizacjach

Nawet drobne drgnięcie wagowe w dół wystarczyło, by obudzić we mnie żywioł trendsettingu.

Natchnął mnie ten melonik, znaleziony w zwiezionych przez synka tobołkach:


Tak mi się ten kapelusik spodobał, że teraz szukam borsalino, homburga i jakiegoś tweedowego czapelutka.


Jestem z pokolenia, które jeszcze pamięta "tamte" materiały, więc jak wchodzę do sklepu ogrania mnie wielka żałość (w second-handach kupować nie umiem, inna sprawa, że coraz więcej osób mówi, ze ich czas minął). Ale są jeszcze druty, to dzięki nim "spasowałam" mój melonik. 


Miałam lepsze zdjęcie, ale chwilowo jest niedostępne - na tym nie widać, że mam pod spodem czarną kamizelkę i wystającą spod niej długą koszulę. Ale kapelusik-melonik widać i to jest najważniejsze!

Przemknęła mi też przez głowę myśl, czy czegoś takiego nie uszyć:

 

Z kamizelką nie wyszło i nie wiem czy wyjdzie, bo się przeliczyłam.

Ciasna okrutnie, dolny ściągacz "odstaje" a górne mi nie wychodzą (tzn. w tych co mi wychodzą, chodzić nie będę).

Dostałam na fejsie zdjęcie (więcej takich czapek tu).  Pomyślałam, że może odpuszczę sobie kamizelkę i pomyślę o zimowych czapkach. Przynajmniej wychodzą. 

Przez te kolejowe zawirowania niechętnie zostaję w Wwie, bo jak już zostanę, to nocuję u mamy. Kolej, jeżeli w ogóle chodzi, to tylko w godzinach szczytu. Grupa Łódź-Warszawa-Ciężka przeprawa jest cudowna, ale uczy pokory - ci co dojeżdżają z dalszych miejscowości mają dużo gorzej. Ale za chwilę będziemy ich gonić. Po prawie całkowity sparaliżowaniu linii łódzkiej, postanowiono rozebrać jeszcze tory kolejki WKD. Do tej pory, jak była awaria na linii skierniewickiej, za cenę 30 minut marszu do stacji, była możliwość dojechania WKD. Ale widocznie trzeba było rozstrzygnąć przetarg na remont jeszcze przed wyborami samorządowymi. 

Byłam na najnowszym Allenie


Milutka komedia romantyczna. O niczym, ale takie filmy na tym polegają. Rozczarowuje Colin Firth - chyba nie zauważył, że przestał grać króla Anglii. Piękne widoki, wnętrza, stroje. I to by było na tyle.

Już drugi tydzień z rzędu przyjeżdżają do mnie na weekend dzieci z psem.


Synek gotuje, ja jem, trochę to w poprzek moich planów. Ale pies przemiły. 


niedziela, 24 sierpnia 2014

Skończyłam Adamas Shawl. Patrząc na ten szal myślę, że ta wełna zasługiwała na coś lepszego. Mając przymus robienia na wyjeździe (zapomniałam o wełnie na szal kupionej u Marty w Zagrodzie), pobiegłam do Tup-tupa i kupiłam Malabrigo, które do tanich nie należy.

Nazwałam go Frakodygo (od fraka i indygo). Zdjęcie poniżej ilustruje o co mi chodzi - ten z tęczowego Kauni, można nosić jako szalik, a Frakodygo swoim kształtem nadaje się jedynie do zwiewnych toalet, których nie mam i nie noszę.


Wykorzystałam podpowiedź z komentarzy i dwa ostatnie rzędy zrobiłam na grubszych drutach, rzeczywiście blokuje się bez problemu.


Ząbki obramowania zastygają, tak jak się je o to szpilkami poprosiło.

Szal prezentuje się tak:

Wróciłam do kamizelki, może nawet ją w tym miesiącu skończę.


Pytanie, czy ją po skończeniu  założę - miała być L, wyszła XS. Wprawdzie dalej trzymam dietę, ale nie planuję dojścia do rozmiaru zero.

Jeżeli siejący defetyzm i zwątpienie  ludzie są w błędzie i moja waga wcale nie zaniża, to już tylko kilogram dzieli mnie od prawidłowego BMI. Jedyna niewesoła refleksja to taka że jedynym sposobem na starczą przemianę materii, to zmiana diety: rezygnacja z cukru, chleba, kolacji. I to co mnie chyba najbardziej zabolało, ograniczenia owoców na rzecz warzyw.  Nie ma co liczyć na wysiłek fizyczny: spacerując przez godzinę  z psem spala się  225 kcal, ćwicząc jogę 255. Na mam takiej kondycji, by przez godzinę biegać z prędkością 10 km/h - po 5 minutach dostaję "sapki". 

 

Na fejsie zostałam przyjęta do grupy Łódź-Warszawa Ciężka Przeprawa (o istnieniu tej grupy dowiedziałam się z prasy). Podpisałam petycję i trzymam za nich (za nas?) kciuki. Tyle, że nie ma szans na jakąkolwiek zmianę. Gdy zaczęło być głośno o tym co wyrabiają, w pierwszej chwili chyba się przerazili i coś drgnęło - zaczęli przynajmniej informować o opóźnieniach. Ale gdy okazało się, że są tak mocno przyspawani do stołków, że nie straszna im żadna prasowa awantura, dali sobie spokój. 

Ciekawe co będzie w grudniu, gdy ruszy Pedolino. Zapowiedzieli dziennie 11 pociągów do Krakowa i z przyczyn wizerunkowych, przynajmniej na początku, będą chcieli by jeździło ono w miarę zgodnie z planem. Moim zdaniem nie ma na to szans - trwa remont torów (kolejny termin jego zakończenia to grudzień 2015) i oni cały czas zamiennie puszczają pociągi albo po magistrali, albo po torach podmiejskiej kolejki. Teraz jeździ 5 czy 6 Intercity dziennie, moim zdaniem nie udźwigną logistycznie dwukrotnie większej liczby pociągów. Inna sprawa, że przynajmniej teoretycznie, Intercity jedzie do Krakowa 3 godziny 7 minut. Pendolino ma jechać 2 godziny 27 minut. Nie wiem czy to było warte tych pieniędzy.

piątek, 22 sierpnia 2014
Przeczytane

Przeczytane - ale tak nie do końca, albowiem bo ponieważ:


Starszy Pan A - Dariusz Michalski


Historia powstania tej książki pewnie jest taka, że po napisaniu książki o Kalinie Jędrusik, zostało Dariuszowi Michalskiemu sporo materiału o kabarecie Starszych Panów, z którym za bardzo nie wiedział co zrobić. Postanowił więc wziąć na warsztat Jerzego Wasowskiego, pozbierał fakty z jego życiorysu, poopisywał zdjęcia i powstała z tego książka. Mocno taka sobie, za mało anegdoty, za dużo wyliczanek: kto z kim co gdzie zagrał i gdzie kto i jak to zrecenzował.

Do postawienia na półce w dziale: słowniki, encyklopedie.

 

Dymna  - Elżbieta Baniewicz


Dariusz Michalski przeładował swoją książkę faktami, zlepiając je nudnym klejem, ale przynajmniej nie był infantylny. W książce Elżbiety Baniewicz o Annie Dymnej podobne zatrzęsienie faktów, ale zlepionych zdaniami z tak kiepskich panegiryków, że momentami aż budzi to zażenowanie. Lubię Annę Dymną, ale modlić się do niej nie będę. Autorce nie udało się mnie przekonać, że Dymna to współczesna święta, chociaż bardzo się starała.

 

Babcia 19 i sowiecki sekret - Onojaki

Ale i tak biografia Dymnej nie jest szczytem infantylizmu. Socjalistyczna Angola. radzieccy żołnierze budują w Luandzie mauzoleum dla zmarłego przywódcy. a mieszkańcy tego miasta żyją obok bardzo ubogim życiem.

Pewnie jakoś się ta opowieść kończy, ale nie zdzierżyłam i w połowie przerwałam.


Miedza Andrzej Muszyński

Opowiadania, a ja opowiadań nie lubię. Ale w tej książce tak były ułożone, że kilka pierwszych przeczytałam z dużą przyjemnością. 

Polska wieś, w tej odchodzącej, historycznej wersji. Z podwórkami na których gdaczą kury, koniem potrzebnym do orki, jedną krową w oborze i  spędzającymi na ławeczkach przed domem mieszkańcami. Fajny język. Ciekawe obserwacje.

Niestety w drugiej połowie książki autor odleciał, do wiejskich spostrzeżeń dodał obserwacje globtrotera, jeździmy po świecie, po tamtejszych wsiach i robi się to wszystko bez sensu i pozbawione wdzięku opowiadań z pierwszej części książki. Szkoda.

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli