wtorek, 27 września 2005

Samson (ten biblijny) miał włosy a ja papierosy

Już ósmy dzień na niczym nie mogę się, dłużej niż trzy minuty, skoncentrować. Bardzo mi to przeszkadza, ale póki co mój mózg uzależnia wznowienie dalszej współpracy od dostarczenia mu dziennej dawki nikotyny. Przez chwilę zastanawiałam się, czy go nie oszukać Tabexem lub Zybanem ale szybko skalkulowałam, że to na jedno wyjdzie - zamiast w kiosku, te same pieniądze wydam w aptece. I tak, ponieważ postęp w neurochirurgii nie zaszedł jeszcze tak daleko by wchodził w grę lokaut, nie pozostaje mi nic innego niż poczekać kto z kim wygra.

Z tego powodu, mimo wcześniejszych planów:

1. Nic nie zrobiłam ze stroną cioteczki.pl - poniżej pierwotna wersja strony:


i to co zrobił mój synek, gdy mu zwróciłam uwagę, że nie o to mi chodziło:

2. Skończyłam szalik, zrobiłam remanent we włóczkach (poniżej część mojej kolekcji) ale robienie na drutach, bez rutynowych przerw na papierosa, przerasta moje możliwości:

3. W ogrodzie nawet nie zaczęłam jesiennych porządków, w kuchni dalej nie ma światła, nie mam pomysłu jak i gdzie nareperować popsuty fotel a przez ostatni tydzień przeczytałam może 50 stron książki - o tym jak wszechstronny wpływ ma na moje życie nikotyna, można i dłużej ale na tym poprzestanę.

Ale dzieją się też i miłe rzeczy - od października poza witrażami, bawimy się w decopauge.

poniedziałek, 19 września 2005
Z powrotem w domu

Mam z powrotem w domu sprawny komputer!

Przedłużyłam umowę na neostradę i zaparkowałam domenę - www. cioteczki.pl. Podobno najważniejszy jest pierwszy krok - to potrafiłam, bo nie było trudne ale dalej już nie mam pojęcia co robić. Poprosiłam Tomka by umieścił na serwerze pod tym adresem napis: "Jak nauczymy się budować strony, albo zrobi to syn jednej z nas, który do cholery potrafi to robić, będzie tu nasza strona". A on umieścił zdjęcie rogowych mebli i tekst - polemikę. Teraz kilka razy dziennie powtarzam sobie wpojoną mi przez Janeczkę dewizę jak chcesz mieć coś zrobione to zrób sobie sam i motywuję się w ten sposób, że wmawiam sobie, że skoro mój syn, który ma tylko połowę moich genów, jest w tym taki dobry to tym bardziej ja powinnam sobie dać z tym radę. Ale każde podejście do html kończy się porażką - już sam widok zapisu w tym języku razi moje poczucie estetyki.


Weekend spędziłam na szkoleniu, nie było tam tak ładnie jak na Mazurach:



ale tu też znalazłam coś śmiesznego:



Na szkoleniu pracowałam jak mróweczka (przypomniały mi się szkolne lata) i przyjechałam do domu ze sporym kawałkiem szalika:



i zrobionymi rękawiczkami:


W tym tygodniu dostałam listem poleconym od Małgohy z forum robótki na drutach, wzory firanek na drutach. Na razie nie wiem na który wzór się zdecydować, ale mam na to czas bo póki co mam do zrobienia następne "kapuściane czapki".

wtorek, 13 września 2005

Przelotem w domu

Do połowy września latam na miotle. Do domu za bardzo mnie nie ciągnie - jest tam stanowczo za dużo rzeczy do zrobienia a w dodatku dalej nie ma w nim komputera.

Mój komputer, spalony podczas tornado, jest już zrobiony ale nie ma jak sprawdzić monitora. Okazało się że jest od Mac’ka i jego końcówka nie pasuje do nowej, czysto pecetowej, płyty. Dopiero jak kupię (lub załatwię) monitor i stabilizator będę myśleć o przetransportowaniu tego wszystkiego do domu.

Nie rozumiem też dlaczego padł, postawiony na nogi przez zaprzyjaźnionego z Mońkiem informatyka Franca, grat Leona. Jedynym logicznym wytłumaczeniem jest to, że ponieważ jeszcze przed naprawą miał kontakt z „wściekłym gniazdkiem”, wszczepiony mu przez to cholerne gniazdko gen śmierci po jakimś czasie go wykończył.

Sabat czarownic odbył się zgodnie z planem. Gośka serwowała pyszną kapustę z tym, że zabrakło w niej grzybów bo zapomnieli zabrać z Trzcianki. Jurek wreszcie miał kolegę, męża Betty i zaczął reperować ławkę. Postęp jest widoczny, ale do końca jeszcze daleko:

Powoli wracam do powakacyjnego rytmu i wtorkowe popołudnia spędzam w witrażowni. Póki co bałagan jest tam większy niż przed remontem:

Nie wiadomo kiedy zaczniemy znów robić witraże - w każdym razie na mnie, mimo wszechogarniającego bałaganu, stojąca tam kanapa działa rozleniwiająco:

A jak przyjdę, Gośka poddaje się temu nastrojowi i też nie za wiele robi:

Weekend spędziłam w bardzo ładnym miejscu:

Nie dokumentowałam piękna mazurskich krajobrazów ale warte uwiecznienia były dla mnie "rogowe meble" - czyż nie jest to kwintesencja kiczu?

Odnalazłam w necie pokrewny blog (http://amber.blox.pl/html). Podobnie jak autorka tego bloga, myślałam o stworzeniu ringu robótkowych blogów, tylko nie ma z kim. Dziewczyny z mojego forum nie zareagowały na mój apel - wystarczy im umieszczanie w necie zdjęć skończonych robótek.

Robię teraz szalik - nie wiem kiedy go skończę bo postanowiłam, że wielokolorowe szaliki będę robiła na cienkich drutach, tak by zszywając potem jego boki móc w środku schować końce włóczek:

Skończyłam już czapkę (na jednym zdjęciu czapka z Mońkiem, na drugim Moniek w czapce):

I już wiem co będę robiła tej jesieni - nie ogłaszałam zapisów na "kapuścianą czapkę" - lista sama się wydłuża.

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli