niedziela, 28 września 2014

Na przyszły weekend zaplanowałam zamknięcie sezonu. Ale już w  tym, ponieważ temperatura w domu spadła do 17 stopni, zamknęłam strych i mam nadzieję, że jeszcze kilka dni obejdzie się bez grzania.

  

Z szalem chwila przerwy, już wiem że muszę dokupić wełny, nie wiem tylko jakiej. na razie dziubię kolejna czapeczkę z resztek (planuje w ten sposób zmniejszyć stosik włóczkowych resztek). Ale czy będę w nich chodzić, nie wiem - zakochałam się w kapelutkach - dostałam kolejny od Gumisia.

Na chwilę do Warszawy wpadła kasia.eire. Wzięłam dzień urlopu, m.in. poszłam z nią do Decathlonu, gdzie ponad godzinę zabrało jej kupienie butów i kijków do marszu. To jakaś wiedza tajemna, konieczny był nawet profesjonalny doradca.

Mogę przyjąć, że rzeczywiście do każdego rodzaju biegu, potrzeba innych butów (przynajmniej producenci butów mają jakieś urozmaicenie). Ale dlaczego wszystkie buty są w aż tak walących po oczach kolorach?  Dopóki się to nie zmieni, nie będę uprawiać kijochodzenia. Inna sprawa, że jak jak zobaczyłam rozanieloną minę Kaśki, która twierdzi, że czuje się w tych butach jakby miała stopy otulone pianką, pozazdrościłam wrażeń.

Program wizyty obejmował wizytę w teatrze - poszłyśmy na sztukę, którą grają już kilkanaście lat (premiera była w maju 2001 roku).

Świetnie zagrana, milusia komedyjka. Popis aktorskiej gry Krzysztofa Tyńca i Piotra Fronczewskiego. W tle może już aż tak świetnie nie jest, ale dzięki temu ci dwaj jeszcze bardziej błyszczą. Niesamowite, że po tych kilkunastu latach, dalej dają z siebie wszystko. 

W ramach kultury zostałam wyprowadzona na Szalone dni Muzyki.

 

Zaliczyłam trzy koncerty w Teatrze Wielkim, bez niespodzianek, już idąc wiedziałam, że to, że się zagra w takim miejscu nie sprawi, by Gershwin wybrzmiał jak Bach. Fajnie się słucha koncertu w teatrze - muzyka płynie do uszu, a oczy cieszy możliwość obserwowania pracy orkiestry. Polecam!

Z pamiętnika wk ... konsumentki

Uwaga w Warszawie oszuści naciągają starych ludzi

Akwizytorzy spółki Polska Energetyka Pro przychodzą do starych ludzi, mówią że są pracownikami elektrowni i że z powodu zmiany taryfy, konieczne jest podpisanie aneksu do dotychczasowej umowy. Dają im do podpisania druk na którym widnieje nagłówek "Umowa sprzedaży energii elektrycznej", a w rubryce „operator systemy dystrybucyjnego” wielkimi literami wpisują dotychczasowego dostawcę energii - w przypadku mojej mamy: RWE STOEN. Na tej stronie, a tylko ona jest „podtykana” starszej osobie do podpisu, nigdzie nie jest napisane, że jest to blankiet spółki Polska Energetyka Pro. Tymczasem jest to rozwiązanie umowy z dotychczasowym odbiorcą. Jest jeszcze jeden papier  wręczany jest starszej osobie, która nie przywiązuje do niego żadnej wagi, podobnie jak w poprzednim logo firmy jest tylko na jednej stronie i tak jest wręczany starszej osobie, by tej strony nie zauważyła (ja od razu połączyłam oba druki w jedną umowę).

Po dwóch miesiącach przychodzi zawiadomienie z RWE STOEN, że w związku z zerwaniem z nimi bez wypowiedzenia umowy, trzeba zapłacić 700 zł tytułem przewidzianej w takim przypadku kary umownej. 

Napisałam mamie oświadczenie o uchyleniu się od skutków prawnych oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu, prawdopodobnie RWE po ponownym przytuleniu jej pod swoje skrzydła cofnie i kare, ale już wiem że taka kare, tyle że o 200 zł niższą będzie usiłowała wyegzekwować od niej Polska Energia Plus.

 

A na  kolei bez zmian:



Obecnemu Ministrowi Sprawiedliwości, wytknęli - z czasów gdy był Ministrem Infrastruktury, to:

To pasażerowie odpowiadają za tłok w pociągach (…) To oni podejmują decyzję o tym, jaki środek transportu wybrać i kiedy rozpocząć podróż. (…) muszą liczyć się z tym, że podejmując te decyzję w ostatniej chwili może się okazać, że w składach może brakować miejsc, które objęte są rezerwacją. A w składach w których nie ma tej rezerwacji może też miejsc brakować.

Chłopaki pracują jak mogą, by było lepiej. Od początku roku  Intercity odnotowało spadek pasażerów o 19%. Jestem pewna, że nie powiedzieli ostatniego słowa. Stać ich na więcej.  


sobota, 27 września 2014
Przeczytane

dobra książka

Anja Klabunde Magda Goebbels, Pierwsza dama Trzeciej Rzeszy

Dobra biografia, a temat do opisania trudny - nawet nie wiedziałam, że aż tak mało jest na ten temat źródeł.

Autora opowiada o Magdzie Goebbels, usiłując ją zrozumieć, ale ani jej, ani chyba i czytelnikom jej książki się to nie udaje. Większość pytań, które stawia pozostaje bez odpowiedzi.

Pierwszy ważny związek, wielka miłość, z syjonistą, w tle przyjaźń z jego żydowską rodziną. Drugi, uwieńczony małżeństwem, z dobrze sytuowanym niemieckim przemysłowcem, zapewnił jej bezpieczeństwo finansowe, tyle że ział nudą. Goebbels porwał rolą do odegrania w historii, szybko wtłoczył ją w rolę matki jego dzieci i jako kobietę unieszczęśliwił.  I nawet jeżeli uwiodła ją władza,  nie miała dużo czasu by z niej korzystać -  jak nie była w ciąży, lub połogu, leczyła nerwy w sanatorium. 

Dopiero gdy wojna chyliła się ku upadkowi i Goebbels przestał być królem życia, odzyskała go dla siebie i trwała z nim do końca. Może dlatego najprościej jeszcze zrozumieć samą końcówkę, bo niezależnie od tego, że samobójstwo rozszerzone zawsze robi wrażenie, w tym akurat przypadku można się doszukać jakiejś okrutnej logiki. Jest nawet taka możliwość, że rzeczywiście wierzyła w to, że zabiera siebie i dzieci do lepszego świata.

Dużo trudniej zrozumieć jej wcześniejsze wybory, przede wszystkim to, to że "taka" kobieta, związała się z Goebbelsem i stała się "jedną" z nich.

Z ciekawostek. w książce jest przytoczony  fragment książki Saul Friedländer Kicz i śmierć trafnie i celnie tłumaczący zaczadzony jakąś wizją tłum:

Większość narodu nie składa się z profesorów ani dyplomatów. Uboga wiedza abstrakcyjna, jaką dysponuje tłum, kieruje jego doznania do świata uczuć… Jego emocjonalne nastawienie pociąga za sobą nadzwyczajną stabilność. Wiarą trudniej zachwiać niż wiedzą. Miłość w mniejszym stopniu podlega zmianom niż szacunek, nienawiść jest trwalsza niż niechęć, a siła napędowa największych przewrotów na tej ziemi od niepamiętnych czasów w mniejszym stopniu tkwi w panującym nad ludźmi naukowym poznaniu niż w ogarniającym ich fanatyzmie, a niekiedy w popychającej do działań histerii

niedziela, 21 września 2014

Czuć jesień - powoli zakwita życie towarzyskie. Przybył nowy pies, tym razem u Gabrysi w Milanówku. 

Jadąc zobaczyłam na wjeździe do Milanówka Biedronkę - to już inwazja. 


Ja im Feminy nie zapomnę i obiecałam sobie omijać ich wielkim łukiem. Póki co mam wybór, mieszkańcy Muranowa za chwilę nie będą go mieli. Kto wytrzyma taka konkurencję? Pewnie Hala Mirowska też padnie. Miasto jest nasze zamieściło na fejsie taki szkic:

 

Zaklopsowałam się z wełnami.

Zaczęłam z tych wełen Collor Affection:


I sprułam brązowe paski (teraz myślę, ze może się za bardzo pospieszyłam). Brąz Baby Silk Alpaca Dropsa, jest zbyt "pastelowy" (czyli "gówniany"), za mało ziemisty i tworzył z tą błękitną szarością mdłe połączenie. Jak wycofam brąz i dam jako drugi granat (też dość jasny), jedynym ciemniejszym kolorem z tych wełen jest czerń. Nie budzi to mojego entuzjazmu. Z kolei pójście w połączenie: jasny błękit - szary- granat, oznacza kupienie kolejnych motków, tej wcale nie taniej wełny, W dodatku coraz mniej wierzę, że zrobię ten szal z 6 motków, bardziej wiarygodnie brzmią dla mnie wpisy na Raverly wpisy, które mówią, że trzeba na to 9.

Postanowiłam zrobić przerwę na czapeczkę. Chwile później pomyślałam, że skoro mam tyle tych brązowych wełen, to może patchworkowa kamizelkę z tego zrobić?


 

Z pamiętnika wk ... konsumentki

Na wallu grupy Łódź-Warszawa-Ciężka-Przeprawa napisałam taki post:

Fajna jest ta grupa, ale reguły gry są takie, że z czasem zgromadzona w niej energia się „wypstryka”, najbardziej aktywni zmienią pracę, lub miejsce zamieszkania, kupią samochody. Bezsilność zabija. Prasa współczuje, pochyla się z troską … dziwne, że mimo całego tego szumu prasowego, żaden dziennikarz nie stawia fundamentalnych pytań. W końcu udało im się rozwalić jedną z niewielu dochodowych linii - jeszcze kilka lat temu w godzinach szczytu Wwy był pociąg co 10 minut i nie było szans na siedzące miejsce. Dziś jadą trzy i wsiadając w Brwinowie, rzadko kiedy stoję. A przecież w tym czasie wybudowano kilka sporych osiedli mieszkaniowych. Rozumiem, że kolejarze powtarzają jak mantrę, że jeszcze chwilę i będzie dobrze. Ale dlaczego nikt im nie przerywa w pół zdania, że nie jest to prawda, bo na lata 2016-2020 planują następną „edycję remontową”? Jak to jest, że od 8 lat nie udało im się położyć 100 km torów i nikt nie oponuje, gdy na 2015 rok zaplanowali kolejny paraliż dojazdowy bo „zostało” im do położenia 10 km? Czy jest szansa na to, że zakupiony przez nich nowy system sterowania ruchem zacznie działać – czy te to pytanie zostanie postawione dopiero gdy dojdzie do katastrofy (przecież sytuacja sprzed kilku dni, to dzwonek alarmowy). Mówią o remontach peronów, a to co i jak „zrobili” w Brwinowie to nawet Barei nie przyszło by do głowy. O co chodzi z tym, że regularnie bankrutują firmy wykonujące remont (czy to czasem nie jest jakiś „myk”?). Długo by można ciągnąc tę listę. I chociaż codziennie dzieje się coś nowego, media nie wychodzą poza roztkliwianie się nad ciężkim losem pasażerów. Jest nad czym, ale moim zdaniem ten „dziennikarski lament” spływa po nich jak po woda po kaczce. Nie ma najmniejszych powodów by przypuszczać, że zaplanowany na lata 2016-2020 remont będzie lepiej przygotowany. Ne przeraża was to? Na dziś, jedyna nadzieja to Pendolino i bardzo prawdopodobna grudniowa klapa wizerunkowa. Jak nastąpi spektakularne "bum:, będą o tym pisać. Rozpisałam się, ale jestem wściekła. Nie mogę się jutro spóźnić – w takich sytuacjach nie mam wyjścia, muszę nocować w Wwie. 

Nawet wywołałam dyskusję. Stanęło na tym, ze warto się zastanowić nad tym, jak "wypłynąć" z tym tematem na mniej zatapialne wody. Powiedziałam, że się zastanowię, bycie psychofanką Mazowieckich Przewozów Regionalnych zobowiązuje.

Może po części zirytowało mnie to:

Dzień po tym, jak napuścili na siebie pociągi, tak że w ostatniej chwili uniknęli zderzenia (masakry by nie było, bo jeżdżą z prędkością 10 km/godz), kolejny dzień było wesoło. Trąbiły o tym dzienniki, więc nie mogli zamieść pod dywan tylko ogłosili, że:

Z przyczyn technicznych została całkowicie zablokowana możliwość prowadzenia ruchu pociągów podmiejskich przez stację Pruszków. Pociągi KM na odcinku Warszawa Zachodnia - Grodzisk Mazowiecki.

Już w następnym zdaniu minęli się z prawdą:  

Zarząd Transportu Miejskiego informował o "awarii systemu sterowania ruchem kolejowym", ale straż pożarna powiedziała o "wykolejeniu pociągu".

Tak jak napisałam w swoim poście: bezsilność zabija. Jedno mnie tylko dziwi: że oni się dziwią, że lud coraz mniej wierzy w demokrację, nie angażuje się w budowanie społeczeństwa obywatelskiego,  nie chce chodzić na wybory itp..  


Jest jeden jasny punkt - wzeszła trawa!

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli