niedziela, 28 września 2014

Na przyszły weekend zaplanowałam zamknięcie sezonu. Ale już w  tym, ponieważ temperatura w domu spadła do 17 stopni, zamknęłam strych i mam nadzieję, że jeszcze kilka dni obejdzie się bez grzania.

  

Z szalem chwila przerwy, już wiem że muszę dokupić wełny, nie wiem tylko jakiej. na razie dziubię kolejna czapeczkę z resztek (planuje w ten sposób zmniejszyć stosik włóczkowych resztek). Ale czy będę w nich chodzić, nie wiem - zakochałam się w kapelutkach - dostałam kolejny od Gumisia.

Na chwilę do Warszawy wpadła kasia.eire. Wzięłam dzień urlopu, m.in. poszłam z nią do Decathlonu, gdzie ponad godzinę zabrało jej kupienie butów i kijków do marszu. To jakaś wiedza tajemna, konieczny był nawet profesjonalny doradca.

Mogę przyjąć, że rzeczywiście do każdego rodzaju biegu, potrzeba innych butów (przynajmniej producenci butów mają jakieś urozmaicenie). Ale dlaczego wszystkie buty są w aż tak walących po oczach kolorach?  Dopóki się to nie zmieni, nie będę uprawiać kijochodzenia. Inna sprawa, że jak jak zobaczyłam rozanieloną minę Kaśki, która twierdzi, że czuje się w tych butach jakby miała stopy otulone pianką, pozazdrościłam wrażeń.

Program wizyty obejmował wizytę w teatrze - poszłyśmy na sztukę, którą grają już kilkanaście lat (premiera była w maju 2001 roku).

Świetnie zagrana, milusia komedyjka. Popis aktorskiej gry Krzysztofa Tyńca i Piotra Fronczewskiego. W tle może już aż tak świetnie nie jest, ale dzięki temu ci dwaj jeszcze bardziej błyszczą. Niesamowite, że po tych kilkunastu latach, dalej dają z siebie wszystko. 

W ramach kultury zostałam wyprowadzona na Szalone dni Muzyki.

 

Zaliczyłam trzy koncerty w Teatrze Wielkim, bez niespodzianek, już idąc wiedziałam, że to, że się zagra w takim miejscu nie sprawi, by Gershwin wybrzmiał jak Bach. Fajnie się słucha koncertu w teatrze - muzyka płynie do uszu, a oczy cieszy możliwość obserwowania pracy orkiestry. Polecam!

Z pamiętnika wk ... konsumentki

Uwaga w Warszawie oszuści naciągają starych ludzi

Akwizytorzy spółki Polska Energetyka Pro przychodzą do starych ludzi, mówią że są pracownikami elektrowni i że z powodu zmiany taryfy, konieczne jest podpisanie aneksu do dotychczasowej umowy. Dają im do podpisania druk na którym widnieje nagłówek "Umowa sprzedaży energii elektrycznej", a w rubryce „operator systemy dystrybucyjnego” wielkimi literami wpisują dotychczasowego dostawcę energii - w przypadku mojej mamy: RWE STOEN. Na tej stronie, a tylko ona jest „podtykana” starszej osobie do podpisu, nigdzie nie jest napisane, że jest to blankiet spółki Polska Energetyka Pro. Tymczasem jest to rozwiązanie umowy z dotychczasowym odbiorcą. Jest jeszcze jeden papier  wręczany jest starszej osobie, która nie przywiązuje do niego żadnej wagi, podobnie jak w poprzednim logo firmy jest tylko na jednej stronie i tak jest wręczany starszej osobie, by tej strony nie zauważyła (ja od razu połączyłam oba druki w jedną umowę).

Po dwóch miesiącach przychodzi zawiadomienie z RWE STOEN, że w związku z zerwaniem z nimi bez wypowiedzenia umowy, trzeba zapłacić 700 zł tytułem przewidzianej w takim przypadku kary umownej. 

Napisałam mamie oświadczenie o uchyleniu się od skutków prawnych oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu, prawdopodobnie RWE po ponownym przytuleniu jej pod swoje skrzydła cofnie i kare, ale już wiem że taka kare, tyle że o 200 zł niższą będzie usiłowała wyegzekwować od niej Polska Energia Plus.

 

A na  kolei bez zmian:



Obecnemu Ministrowi Sprawiedliwości, wytknęli - z czasów gdy był Ministrem Infrastruktury, to:

To pasażerowie odpowiadają za tłok w pociągach (…) To oni podejmują decyzję o tym, jaki środek transportu wybrać i kiedy rozpocząć podróż. (…) muszą liczyć się z tym, że podejmując te decyzję w ostatniej chwili może się okazać, że w składach może brakować miejsc, które objęte są rezerwacją. A w składach w których nie ma tej rezerwacji może też miejsc brakować.

Chłopaki pracują jak mogą, by było lepiej. Od początku roku  Intercity odnotowało spadek pasażerów o 19%. Jestem pewna, że nie powiedzieli ostatniego słowa. Stać ich na więcej.  


sobota, 27 września 2014
Przeczytane

dobra książka

Anja Klabunde Magda Goebbels, Pierwsza dama Trzeciej Rzeszy

Dobra biografia, a temat do opisania trudny - nawet nie wiedziałam, że aż tak mało jest na ten temat źródeł.

Autora opowiada o Magdzie Goebbels, usiłując ją zrozumieć, ale ani jej, ani chyba i czytelnikom jej książki się to nie udaje. Większość pytań, które stawia pozostaje bez odpowiedzi.

Pierwszy ważny związek, wielka miłość, z syjonistą, w tle przyjaźń z jego żydowską rodziną. Drugi, uwieńczony małżeństwem, z dobrze sytuowanym niemieckim przemysłowcem, zapewnił jej bezpieczeństwo finansowe, tyle że ział nudą. Goebbels porwał rolą do odegrania w historii, szybko wtłoczył ją w rolę matki jego dzieci i jako kobietę unieszczęśliwił.  I nawet jeżeli uwiodła ją władza,  nie miała dużo czasu by z niej korzystać -  jak nie była w ciąży, lub połogu, leczyła nerwy w sanatorium. 

Dopiero gdy wojna chyliła się ku upadkowi i Goebbels przestał być królem życia, odzyskała go dla siebie i trwała z nim do końca. Może dlatego najprościej jeszcze zrozumieć samą końcówkę, bo niezależnie od tego, że samobójstwo rozszerzone zawsze robi wrażenie, w tym akurat przypadku można się doszukać jakiejś okrutnej logiki. Jest nawet taka możliwość, że rzeczywiście wierzyła w to, że zabiera siebie i dzieci do lepszego świata.

Dużo trudniej zrozumieć jej wcześniejsze wybory, przede wszystkim to, to że "taka" kobieta, związała się z Goebbelsem i stała się "jedną" z nich.

Z ciekawostek. w książce jest przytoczony  fragment książki Saul Friedländer Kicz i śmierć trafnie i celnie tłumaczący zaczadzony jakąś wizją tłum:

Większość narodu nie składa się z profesorów ani dyplomatów. Uboga wiedza abstrakcyjna, jaką dysponuje tłum, kieruje jego doznania do świata uczuć… Jego emocjonalne nastawienie pociąga za sobą nadzwyczajną stabilność. Wiarą trudniej zachwiać niż wiedzą. Miłość w mniejszym stopniu podlega zmianom niż szacunek, nienawiść jest trwalsza niż niechęć, a siła napędowa największych przewrotów na tej ziemi od niepamiętnych czasów w mniejszym stopniu tkwi w panującym nad ludźmi naukowym poznaniu niż w ogarniającym ich fanatyzmie, a niekiedy w popychającej do działań histerii

niedziela, 21 września 2014

Czuć jesień - powoli zakwita życie towarzyskie. Przybył nowy pies, tym razem u Gabrysi w Milanówku. 

Jadąc zobaczyłam na wjeździe do Milanówka Biedronkę - to już inwazja. 


Ja im Feminy nie zapomnę i obiecałam sobie omijać ich wielkim łukiem. Póki co mam wybór, mieszkańcy Muranowa za chwilę nie będą go mieli. Kto wytrzyma taka konkurencję? Pewnie Hala Mirowska też padnie. Miasto jest nasze zamieściło na fejsie taki szkic:

 

Zaklopsowałam się z wełnami.

Zaczęłam z tych wełen Collor Affection:


I sprułam brązowe paski (teraz myślę, ze może się za bardzo pospieszyłam). Brąz Baby Silk Alpaca Dropsa, jest zbyt "pastelowy" (czyli "gówniany"), za mało ziemisty i tworzył z tą błękitną szarością mdłe połączenie. Jak wycofam brąz i dam jako drugi granat (też dość jasny), jedynym ciemniejszym kolorem z tych wełen jest czerń. Nie budzi to mojego entuzjazmu. Z kolei pójście w połączenie: jasny błękit - szary- granat, oznacza kupienie kolejnych motków, tej wcale nie taniej wełny, W dodatku coraz mniej wierzę, że zrobię ten szal z 6 motków, bardziej wiarygodnie brzmią dla mnie wpisy na Raverly wpisy, które mówią, że trzeba na to 9.

Postanowiłam zrobić przerwę na czapeczkę. Chwile później pomyślałam, że skoro mam tyle tych brązowych wełen, to może patchworkowa kamizelkę z tego zrobić?


 

Z pamiętnika wk ... konsumentki

Na wallu grupy Łódź-Warszawa-Ciężka-Przeprawa napisałam taki post:

Fajna jest ta grupa, ale reguły gry są takie, że z czasem zgromadzona w niej energia się „wypstryka”, najbardziej aktywni zmienią pracę, lub miejsce zamieszkania, kupią samochody. Bezsilność zabija. Prasa współczuje, pochyla się z troską … dziwne, że mimo całego tego szumu prasowego, żaden dziennikarz nie stawia fundamentalnych pytań. W końcu udało im się rozwalić jedną z niewielu dochodowych linii - jeszcze kilka lat temu w godzinach szczytu Wwy był pociąg co 10 minut i nie było szans na siedzące miejsce. Dziś jadą trzy i wsiadając w Brwinowie, rzadko kiedy stoję. A przecież w tym czasie wybudowano kilka sporych osiedli mieszkaniowych. Rozumiem, że kolejarze powtarzają jak mantrę, że jeszcze chwilę i będzie dobrze. Ale dlaczego nikt im nie przerywa w pół zdania, że nie jest to prawda, bo na lata 2016-2020 planują następną „edycję remontową”? Jak to jest, że od 8 lat nie udało im się położyć 100 km torów i nikt nie oponuje, gdy na 2015 rok zaplanowali kolejny paraliż dojazdowy bo „zostało” im do położenia 10 km? Czy jest szansa na to, że zakupiony przez nich nowy system sterowania ruchem zacznie działać – czy te to pytanie zostanie postawione dopiero gdy dojdzie do katastrofy (przecież sytuacja sprzed kilku dni, to dzwonek alarmowy). Mówią o remontach peronów, a to co i jak „zrobili” w Brwinowie to nawet Barei nie przyszło by do głowy. O co chodzi z tym, że regularnie bankrutują firmy wykonujące remont (czy to czasem nie jest jakiś „myk”?). Długo by można ciągnąc tę listę. I chociaż codziennie dzieje się coś nowego, media nie wychodzą poza roztkliwianie się nad ciężkim losem pasażerów. Jest nad czym, ale moim zdaniem ten „dziennikarski lament” spływa po nich jak po woda po kaczce. Nie ma najmniejszych powodów by przypuszczać, że zaplanowany na lata 2016-2020 remont będzie lepiej przygotowany. Ne przeraża was to? Na dziś, jedyna nadzieja to Pendolino i bardzo prawdopodobna grudniowa klapa wizerunkowa. Jak nastąpi spektakularne "bum:, będą o tym pisać. Rozpisałam się, ale jestem wściekła. Nie mogę się jutro spóźnić – w takich sytuacjach nie mam wyjścia, muszę nocować w Wwie. 

Nawet wywołałam dyskusję. Stanęło na tym, ze warto się zastanowić nad tym, jak "wypłynąć" z tym tematem na mniej zatapialne wody. Powiedziałam, że się zastanowię, bycie psychofanką Mazowieckich Przewozów Regionalnych zobowiązuje.

Może po części zirytowało mnie to:

Dzień po tym, jak napuścili na siebie pociągi, tak że w ostatniej chwili uniknęli zderzenia (masakry by nie było, bo jeżdżą z prędkością 10 km/godz), kolejny dzień było wesoło. Trąbiły o tym dzienniki, więc nie mogli zamieść pod dywan tylko ogłosili, że:

Z przyczyn technicznych została całkowicie zablokowana możliwość prowadzenia ruchu pociągów podmiejskich przez stację Pruszków. Pociągi KM na odcinku Warszawa Zachodnia - Grodzisk Mazowiecki.

Już w następnym zdaniu minęli się z prawdą:  

Zarząd Transportu Miejskiego informował o "awarii systemu sterowania ruchem kolejowym", ale straż pożarna powiedziała o "wykolejeniu pociągu".

Tak jak napisałam w swoim poście: bezsilność zabija. Jedno mnie tylko dziwi: że oni się dziwią, że lud coraz mniej wierzy w demokrację, nie angażuje się w budowanie społeczeństwa obywatelskiego,  nie chce chodzić na wybory itp..  


Jest jeden jasny punkt - wzeszła trawa!

piątek, 19 września 2014
Przeczytane

dobra książka

Jutro przypłynie królowa Maciej Wasielewski

Reportaż o małej wysepce na dalekim Pacyfiku, wyspie Pitcarn, na której nadal żyją potomkowie buntowników z Bounty. Przez 200 lat tworzyli zamkniętą,  wrogo nastawioną do obcych społeczność, w której obowiązywały zasady, którym daleko było do  zachodnich standardów. Dziś powoli ta społeczność się rozpada (demografia, globalizacja itd), biorąc pod uwagę jakimi rządziła się prawami, nie ma za bardzo czego żałować.

Warto przeczytać. Tym bardziej, że książka jest napisana w skondensowany, esencjonalny, dobrze się czytający sposób.  Skłania do refleksji, nie tylko o wyspie Pitcarn i tym jak sobie na niej "pościelili" jej mieszkańcy.  Można w tej książce zobaczyć też opis jakiejś koszmarnej utopii. Pokusić się o uogólnienia, o tym jak to "ludzie ludziom"... Zobaczyć młotek zachodniej demokracji, który stając po stronie ofiar, nie umie przekonać milczącej większości, by stanęła po ich stronie.  I snuć inne, równie niewesołe rozważania o ludzkiej naturze.

  

Szał Philip Norman 

Więcej książek o Beatlesach Philipa Normana czytać nie będę. Wcześniej przeczytałam biografię Lennona, (biografia McCartneya była najciekawsza, ale sprawdziłam, była napisana przez innego autora). Z tych trzech Szał jest najnudniejszy - za dużo wyliczania, za mało anegdot.

Najciekawsze były fragmenty o koczujących przy bramach ich domów gruppie. Te dziewczyny stały tam miesiącami i były w jakimś sensie, częścią ich otoczenia. czasami, niejako w nagrodę, dopuszczano je bliżej, pozwalano zabrać sobie coś na pamiątkę. 

Nie zmienia to faktu, że książka jedynie dla miłośników Beatlesów.

 

 

Po 15-20% dałam sobie spokój:

Michał Witkowski Zbrodniarz i Dziewczyna - jego poprzednie książki: Lubiewo i Drwal są do bólu obsceniczne, w stopniu dla wielu pewnie nie do przełknięcia, ale świetne. Ta książka, to żałosne popłuczyny po tamtych. Nie dawało się tego czytać. 

Steffen Moller Berlin-Warszawa express - ze wstępu dowiedziałam się, że książka została napisana z myślą o Niemcach zainteresowanych zamieszkaniem w Polsce. Może ich ta książka zainteresuje? - gdyby się tak stało, byłby to dowód na to, że różnią się od nas dużo bardziej, niż to na pierwszy rzut oka wygląda. 

Jan Nowicki Mężczyzna i One - żałosny pisk samca, któremu się wydaje, że ryczy jak lew. 

niedziela, 14 września 2014
Ogród swój widzę ogromny

Niesamowita ta jesień. Jest tak pięknie, że nawet na Ursynowie jest ładnie.

Tymczasem ja szaleję w ogrodzie.

Na początek wybrałam zbierany latami kompost, pouzupełniałam nim koleiny porobione przez pana od drewna, który swoim wozem wielkości tira usiłowal wjechać za dom. Potem na wierzch nasypałam ziemię, posiałam trawę i przykryłam torfem.

Regularnie podlewam ...


Jednego tylko nie przewidziałam: Lolek, kot sąsiadów, uznał że dostał ode mnie cudowną nową kuwetę i zawzięcie wierci dziury.

Z drutami flauta. Przejrzałam mój magazyn włóczek, żadna mnie nie zainspirowała. Doszłam do wniosku, że moje 6 motków szarej Baby alpaca silk jest tylko cudne w dotyku i postanowiłam "rozbić" je na dwa szale. Jeden to Dreambird KAL, nie wiem czy Drops Delight się dobrze się połączy z Baby alpaca silk (miałam w ręku, nitka wyraźnie cieńsza), ale nawet na we wzorach Drops Granstudio to połączenie jest polecane. 

Z pozostałych motków mam zamiar zrobić Color Affection. Tu przynajmniej prostszy wybów - dokupię tę samą wełnę. Tylko jeszcze nie wiem, które dwa kolory z trzech (ecru, granatowy, brązowy) do tego szarego dobrać.

Szukając pomysłu na mój szary Rowan Felted Tweed  (dopiero w robocie okazało się, że motki pochodzą z innych serii i w robocie widocznie się różnią) popatrzyłam na ciekawe żakardy. I tak łażąc po necie znalazłam tę niesamowitą stronę z żakardami. Nie podoba mi się to, że nie można kupić samych wzorów, tylko w pakiecie z wełną. Spróbuję rozrysować, ale te domki to wyższa szkoła jazdy. 

 

Mój synek przypomniał na fejsie piosenkę mojej młodości Źródło, Kleyfa. Zadziwajaco aktualna. Dalej płyną punkty odniesienia.


W takich na przykład w Indiach pociąg zaginął na całe 17 dni. Mazowieckie Przewozy Regionalne muszą się jeszcze dużo nauczyć. 

piątek, 12 września 2014
Przeczytane

W krainie czarów Sylwia Chutnik

Bardzo lubię język Sylwii Chutnik, więc do każdej jej ksiażki podchodzę z mega pozytywnym nastawieniem. Siłą rzeczy wpływa to na mój odbiór. Nawet to, że nie przepadam za opowiadaniami nie grało tu żadnej tu roli, no bo to Sylwia Chutni.

Ale chociaż przeczytałam W krainie czarów z przyjemnością, to jest to kolejna książka, która nie dorasta do pięt jej debiutanckiemu Kieszonkowemu atlasowi kobiet. Opowiadania są stylizowane trochę na "zaangażowane" reportaże społeczne. Ta sama tematyka, ci sami bohaterowie: wykluczeni, nieszczęśliwi, nieporadni. W opisie ich losów momentami można się natknąć na  znany z Kieszonkowego atlasu kobiet, urzekający słowną strzelaniną język, ale już tylko momentami. Dużą część tekstu przygniata ciężar losów bohaterów.   

Mam wrażenie, że im dalej w las, tym bardziej Sylwia Chutik ze swoim feminizmem mości się na lewicowej grzędzie i ten jest cudowny, zdrowy wściek na sytuację kobiet zaczyna mieć politycznie nostalgiczny wydźwięk. Wolałam gdy była równo wściekła na wszystkich.   


Wyznaję  Jaume Cabré

 

Na Kundlu już mam jego kolejną książkę, Głosy Panamo, postanowiłam więc przeczytać pierwszą. Nie wiem jak Gumiś mógł tę książkę przeczytać w dwa dni, mnie to zajęło dwa tygodnie. Może zaoszczędziłabym trochę czasu gdybym od razu zajrzała na koniec, gdzie jest umieszczona pełna lista postaci z krótkim wyjaśnieniem, kim były i w jakiej epoce żyły. To ważne, bo to co w tej książce niezwykłe, to "przechodzenie" między epokami, nawet nie w jednym akapicie, ale w zdaniu. Np. jesteśmy w obozie w Auschwitz, czytamy co tam jeden z nazi-bohaterów myśli, czy zamierza i w następnym wyrazie (nawet bez przecinka) lądujemy w Hiszpanii czasów inkwizycji. To przechodzenie jest tak płynne, że na początku się gubiłam i sięgałam wstecz, by się upewnić "na czym to ja skończyłam".

Następne  bum - trochę zdań w obcych językach, których nie znam: łacinie, francuskim, niemieckim. A przypisów tłumacza brak ... Nie jestem moją mamą, to jej pokolenie zna te języki, ale z kolei zazwyczaj nie czyta powieści, tylko literaturę faktu.  

Kolejne bum - rozdęta reklama. Ta książka to nie żaden milowy krok w europejskiej literaturze, żadne arcydzieło, przełomowy utwór itp.  Jest w tej książce trochę filozoficznych rozważań, głównie o naturze zła, ale jak dla mnie nie czyni to z niej jakiejś niesamowitej pozycji.

Solidna dobra powieść, co też nie jest mało.

Losy Adriana Ardevola, syna barcelońskiego antykwariusza. Jego ojciec dużą część swoich zbiorów skompletował podczas II wojny światowej. Między innymi zdobył wówczas cenne skrzypce. To poznając ich losy przenosimy się pomiędzy epokami.

A tak na koniec, myśl Heléne Cixous Wszystko, czego się obawiamy, kiedyś nas spotka (motto VI rozdziału).

niedziela, 07 września 2014

Pogoda taka, że łatwo zapomnieć, że to już jesień  - powoli, bardzo powoli porządkuję ogród. Sentymentalnie spojrzałam na mój dąb - wyrósł na moich oczach. W tym roku niesamowicie obsypało go żołędziami, z daleka wyglada jakby zakwitły na nim kwiatki.

Skończyłam Tłistle. 



Ładna, ale za ciasna. 

Polecam bawełnę Salsa Cheval Blank - jest dobrze skręcona, co z nie merceryzowaną bawełną za często się nie zdarza.

Nie wiem co teraz wezmę na druty. Myślałam o czapeczce, wzięłam do ręki Rovan Felted  Tweed (zostały mi dwa motki po Ruloniku) i jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że wełna "zwietrzała", dosłownie rozłazi się w ręku. Mam piękne kolory anilan, ale od tych cudnych wełen, jakie teraz są dostępne, w głowie mi się przewróciło. Zrobiłam z tej anilany próbkę i stwierdziłam że taka włóczka nadaje się tylko na poduszki, dywaniki itp. 

Dziwny ten Boyhood. 

Opowieść o dojrzewaniu Mansona. Poznajemy go gdy ma 6 lat i mieszka z matką i starszą siostrą. To co odróżnia ten film od innych, to to, że Manson dorasta na naszych oczach - film był kręcony przez 12 lat  i wszyscy aktorzy w tym filmie starzeli się razem z nim.  Rozstajemy się gdy Manson zaczyna studia. 

Sama historia jest bardzo zwyczajna, tyle, że opowiadana od strony dziecka opowieść o dojrzewaniu w dość przejmujący sposób pokazuje, jakie rachunki płaci za nieudane życie dorosłych. Przy czym nie ma w tym żadnych ekstremalnych sytuacji - zwyczajna patchworkowa rodzina, taka jakich setki wokół.

 

Hotel miał być o czymś innym niż się okazał.  

Miała być to opowieść o dziewczynie z depresją porodową.

Była o dziewczynie, która gdy w chaotycznie odebranym porodzie rodzi głęboko upośledzone dziecko, odmawia podjęcia roli matki. To, że  jest japiszonką który zaplanowała cesarskie cięcie i nie był przygotowana na poród siłami, jest moim zdaniem nie tak ważne - każda matka może tak zareagować, a że zrobiła to akurat taka osoba, pozwoliło ładnie to pokazać.  Niestety obok Eriki, poznajemy i jej znajomych z grupy terapeutycznej. A ja mam dosyć poprawnie politycznych filmów, w których wykluczeni są dobrzy, szlachetni itp., a "normalsi" już tak sympatyczni nie są.  

 

Przeczytałam, że Rock the Casbah to  film podobny do Ziemi niczyjej - nieprawda, ma tylko tę samą, antywojenną wymowę. 

Młodzi izraelscy poborowi pełnią służbę wojskową w Gazie. Nawet jak zaczynają bez nienawiści, szybko ją nasiąkają. Sączy się z każdego miejsca. Nie można od niej uciec.

Nie jest to film obiektywny, ale w miarę uczciwie przedstawia rację dwóch stron. Tyle, że o ile tragizm Ziemi niczyjej osładzał absurd rodem z Paragrafu 22, tu jest tylko wojenna beznadzieja wojennego okrucieństwa. Niestety, chociaż sama historia jest bardzo ciekawa,  jest niestarannie opowiedziana. 

Z pamiętnika wk ... konsumentki

Jak już jest coś do obejrzenia w telewizji, to bardzo późno, na przykład teraz w Ale kino puszczają we wtorki po dwa odcinki Masters of sex, ale zaczyna się to o 22, kończy po północy. 


Postanowiłam więc nagrywać. Przeczytałam na stronie NC", o dekoderze BOX+, popatrzyłam na zdjęcie, założyłam że taki mam, kupiłam za 200 zł przenośny dysk, podłączyłam przez USB ... ale dekoder dysku nie "zobaczył". 

Postanowiłam więc zasięgnąć rady na Infolinii. Po dwóch godzinach się poddałam i wybrałam opcję "przedłużam umowę", jak łatwo można się domyślić, połączyłam się prawie natychmiast - tyle, że dowiedziałam się, że mój dekoder tylko wygląda jak BOX+, ale nim nie jest i żadnego dysku do niego nie podłączę. Zapytałam czy nie mogę dostać dekodera, do którego taki dysk będę mogła podłączyć i dowiedziałam się, że nie, bo taki przysługuje tylko nowym klientom. Ja mogę dostać dekoder z nagrywarką, niby tylko za dodatkowe 5zł/miesięcznie. Ale wk ... sama idea, że o mnie już nie trzeba zabiegać, bo już jestem ich klientką. Mnie "przysługują" zalegające w magazynie graty.  

Za to rozczuliły mnie Mazowieckie Przewozy Regionalne, zastanawiam się, czy to głupota, czy bezczelność?


Inna sprawa, że przynajmniej tej obietnicy dotrzymali. Ani w wakacje z nimi nie było nudno, ani teraz nie jest.

W Niedzieli filozofów w RDC posłuchałam o zaletach "kultury dezynwoltury", spojrzałam krytycznie na siebie, jako pasażer uprawiam "kulturę spinki" - chciałabym umieć przestać. Może kiedyś się nauczę. Będę miała okazję. Już zapowiadają, że zaraz jak tylko w 2015 roku zakończą to co teraz robią, w 2016 roku planują następne kilka lat edycji remontowej. 

W każdym razie na całej trasie Brwinów- Warszawa (prawdopodobnie ta trasa jest dużo dłuższa, ale tam nie jeżdżę, więc nie wiem) tor po którym w grudniu ma jechać Pendolino, wygląda tak:

I też nie jest tak, że robota im się pali w rękach. Czasami gdzieś tam kogoś widać, ale czasami i tylko pojedyncze osoby.

Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli