niedziela, 31 października 2010

Mam dość

Cofnęłam się pamięcią wstecz (w takich chwilach bardzo pomaga ten blog) i żadna edycja remontowa nie szła tak po grudzie jak ta.

Podłogi niby są:


Ale tak nie do końca - zabrakło 3,5 metra desek (kupowałam opierając się o plany budynku). Teraz muszę czekać do 15 listopada, bo dopiero wtedy w Hajnówce będą robić ten typ desek.


Łazienka ładna:

Ale pralka zupełnie tam nie pasuje i przenoszę ją do drugiej łazienki. Tyle, że nie można jej tak po prostu podłączyć do wyprowadzenia od bidetu, tylko trzeba przerabiać

Z kolei po położeniu brodzika, okazało się, że w jednym miejscu jest odłupany kawałek glazury (ostatnia płytka po lewej stronie).

Można to zafugować, można pomyśleć o wymianie płytki. Ja wolałabym to drugie, ale ostateczną decyzję podejmie pan glazurnik (podobno dobry, dostałam namiar od pana hydraulika). Przy okazji uzupełni też płytki pod drzwiami, gdzie myślałam że wjadą deski:

A jak już będzie, to może i wymieni fugę w łazience.

Za darmo mi tego wszystkiego nie zrobią. A to i tak nie wszystkie nieprzewidziane koszty. Na przykład dopiero teraz się okazało, że  muszę kupić dywanik pod fotel na kółkach, bo inaczej w kilka miesięcy zajeżdżę podłogę. Nie poszło też po mojej myśli z zaświadczeniem o szczelności instalacji gazowej - okazało się, że nie może tego wystawić, ktoś kto ma uprawnienia do  instalacji urządzeń gazowych (np. mój pan hydraulik), tylko inżynier gazownictwa. Będzie pewnie kosztować tyle ile mapka od geodety, albo i lepiej.

I tak w kółko.

Nie mam czasu na kino. Nie ma czasu na książki. Nie mam czasu na druty.

Mam prawo mieć dość.

Przez trzy dni (w piątek wzięłam urlop) doprowadzałam dom do ładu. Parę rzeczy jest już skończonych, np. kominek jest jak nowy.

Ale jeszcze sporo jest do zrobienia.

Jutro robię sobie zasłużony dzień wolny - ale po to by go mieć, tym razem ogród posprzątała mi ekipa.

Z miłych rzeczy. Na targu u pana u którego zawsze kupuję jabłka zobaczyłam trochę takich poplamionych:

Okazało się, że są to nie pryskane kosztele ze starego drzewa. Zagadałam z nim na ten temat, przystanęła jakaś bardzo wiekowa pani, chwilę posłuchała naszej rozmowy i z nadzieją zapytała - czy ja dobrze zrozumiałam, że można u pana kupić przedwojenne jabłka?

wtorek, 26 października 2010

Przyszli

Mam chyba fałszywy obraz samej siebie - wygląda na to, że tak jak inni, też tonę w rzeczach.



Ale za to podłogi wyrównane, polane żywicą i położenie desek zabierze  jeszcze tylko jeden dzień.

niedziela, 24 października 2010

Renault Blog Tour!

Weekend spędziłam w Hotelu Amax w Mikołajkach. I w dodatku (czysty przypadek), miałam do własnej  dyspozycji apartament studio.

Z Wwy wyjechaliśmy o siódemej rano, jak tylko dojechaliśmy, odbyła się sponsorowana przez Renault gra typu "korporacyjne podchody". Byłam pilotem, z takim skutkiem, że jako jedyni zamiast w Giżycku, wylądowaliśmy w Mrągowie.

Maraton polegał, tak  jak zawsze, na całonocnym wspólnym pisanie bloga. Większość uczestników przyjechała z własnymi laptopami, gazetowych było tylko kilka i dla mnie zabrakło. Byłoby szczytem hipokryzji twierdzenie, że było mi z tego powodu  jakoś strasznie smutno. Po kilkugodzinnym rajdzie z przyjemnością resztę wieczoru spędziłam już tylko w swoim towarzystwie.

Okna mojego pokoju wychodziły na Mikołajki.

 

W niedzielę rano poszłam powłóczyć sie po dawno nie odwiedzanych kątach. Bosz! A kiedyś było tam tak pięknie!  Rozczulały mnie drewniane pomosty, bo tylko one przypominały mi tamte klimaty.

Chyba powinien  być prowadzony stały konkurs na super  gargamela. Gdzie nie spojrzeć straszą i wygląda na to, że cały czas budują się nowe:

 

Nie chcę zapeszać, ale wszystko wskazuje na to, że następny odcinek będzie o remoncie.

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli