poniedziałek, 31 października 2011
Po przyjeżdzie

Ogarnęłam trochę rzeczywistość wokół mnie -  nagrodziłam się za to dniem pidżamy (moja mama nie śledzi netu, więc mogę bez lęku głośno powiedzieć, że uwielbiam spędzić dzień na "nic nie robieniu", czyli wylegiwaniu się w łóżku z laptopikiem, książką i drutami na stojącym obok stoliczku i grającym w tle radiem). Ale że nigdy nie może być za dobrze, to tym razem w laptopie padła karta sieciowa, a kabelek za krótki by sieć w łóżku przeglądać ... Ilość rzeczy przygniata ...  Dalej nie mam sprawnej telewizji, od dwóch miesięcy oddaję dekoder do wymiany i chociaż punkt Cyfry + jest niedaleko mojej pracy, jeszcze tam nie dotarłam, a teraz jeszcze laptop i serwis HP. Brr !!!

Zawiesiłam w kuchni kupiony w Londynie plakat - nie było większych, więc kupiłam taki jaki był. Ale nie przypuszczałam, że będzie aż tak za mały.

To nie jedyna zakupowa londyńska porażka. Jakiś czas temu urwał mi się guzik od mojego ulubionego jesiennego płaszczyka (prezent od Gumisia, znaleziony przez niego na szperach). Poszłam do pasmanterii w domu towarowym Lewis przekonana, że mój ukochany płaszczyk ma złote guziki. I mam teraz cztery złote guziki (kupiłam na zapas), kiedy potrzebny mi jest jeden, ale srebrny. 

No i klapa. Do Londynu sie w najbliższym czasie nie wybieram. A tu ... komu przeszkadzały pasmanterie z guzikami?  Dlaczego zlikwidowano sklep na Emilii Plater? Kiedy wreszcie zaczną plajtować oddziały bankowe i apteki, a w ich miejsce znów pojawią się sklepy?

Zrobiłam za to body szala - jak grubsza kolorowa chusta, to tylko z kauni (ale nie z kauni lace)

I korpus PoleGole.

Mam już też pomysł na kolejny kardigan (Vogue).

Ale nie wiem z jakiej go zrobić wełny. Cascade 220 mnie nie zachwyca (PoleGole to mój trzeci sweter z tej wełny). Myślę o tweedzie Zitrona, jest superwash, więc może się tak nie mechaci?

Miałabym pewnie dużo więcej osiągnięć, gdyby nie to, że dogoniło mnie gamelo.net - ponieważ zgodnie z podjętym zobowiązaniem, przestałam tam wchodzić, przysłali mi mail, zawiadamiający o kolejnych nowych planszach. I znowu wsiąkłam ...



Plansza 108 do łatwych nie należy, więc chwilowo utknęłam ...

W kinach sporo filmów do obejrzenia. W tym tygodniu zdążyłam tylko na jeden - Rozstanie.

Poprzedni film tego reżysera Co wiesz o Elly, był najlepszym filmem ubiegłego roku. Ten, to najlepszy film jaki widziałam w tym roku. Może do następnego roku Asghar Farhadi  zdąży nakręcić następny?

Film o tym o czym mówi tytuł, czyli o rozstaniu. Ona chce od niego odejść, bo on nie chce wyjechać z Iranu. On nie może wyjechać, bo opiekuje się chorym na Alzheimera ojcem i gdy ona się wyprowadza, musi wynająć opiekunkę. W ten sposób na scenę wchodzi druga rodzina i sytuacja, na skutek szeregu niedopowiedzeń, zaczyna się coraz bardziej komplikować. To co jest w tym filmie niesamowite, to wrażenie że obserwuje się sytuację, która się dzieje naprawdę - tak to jest zagrane. Też to co się dzieje, pozbawione jest dramatycznych, podkręcających akcję rozwiązań, ot życie. Rzecz się dzieje w Iranie, ale równie dobrze mogłaby wydarzyć się i w Europie. 

W tle ważny dla bohaterów tego filmu, zwłaszcza dla jednej z tych rodzin,  Islam i jego zasady (z tym, że pokazane jest to bez taniej egzotyki).  Porównanie tego co to dla nich znaczy z nadwiślańskim podejściem, w którym Bóg, pogodził się z tym, że człowiek jest grzeszny i  dziwnie łatwo mu to wybacza, skłania do nie najweselszych refleksji.    



niedziela, 23 października 2011
Londyn - ciąg dalszy

W wolnych chwilach od babciowania, postanowiłam odwiedzić sklep z włóczkami Loop Yarn Shop. Dawno, dawno temu, gdy nie było jeszcze Szarotek czy e-dziewiarki, raz czy dwa nawet u nich coś przez net kupiłam.



Coś się przez te lata zmieniło, nie czuję się odcięta od światowego rynku włóczek i pewnie dlatego wybór wełen mnie nie powalił. Więcej czasu poświęciłam na przeglądanie książek o robótkach - na piętrze są stoliki i fotele (pewnie odbywają się tam spotkania robótkowe). Ale i tu nic mnie nie uwiodło, tak że bez żalu wyszłam ze sklepu z pustymi rękami. 

Sklep odwiedziłam w sobotę  -  jest przy  Camden Passage, wąskim przesmyku, który w sobotę zamienia się w targ staroci

Z tym, że obok straganów są tu i śmieszne sklepy, czynne i w tygodniu


Niby ciuchlandy, ale z taka artystyczną nutą wyglądają dużo ciekawiej i zachęcają do wejścia

Ale sobotnich wrażeń z Camden Passage w żaden sposób nie można porównać, z niedzielą spędzoną w okolicach Liverpool Station.

Zaczęłam od Petticoat Lane Market, wprawdzie początki tego targu sięgają czasów Tudorów, ale dziś jest to targowisko chłamu. Zajrzałam w poszukiwaniu małej walizeczki na kółkach, ale niczego takiego nie znalazłam. Jedyną ciekawostką były przesłodkie sukieneczki dla małych dziewczynek

Chwilę potem przeniosłam się do Spitafields (jakiś czas temu bardzo ciekawie o tym miejscu napisała Chichiro).

Mnóstwo wszystkiego do pooglądania! Było i stoisko z wełną, ale niezbyt ciekawe, na kilku innych stoiskach sprzedawano też ręczne wyroby dziewiarskie. 

Mnie interesowały wełniane pledy w kratę. W "moim", czyli w dużym, rozmiarze nie było - były za to narzuty z futra, ale nawet nie spytałam o cenę

A potem to już było Brick Lane. Mieszkać przy takiej uliczce  bym nie  chciała, ale pospacerować po takiej uliczce sama frajda.

Do wyboru kuchnie świata


 

 

Młodzi mogą się awangardowo uczesać u ulicznego fryzjera


Kupić  odjechane ciuchy

Starsi wymasować sobie plecy

Czy kupić dla wnusia śpioszki z Che

 

I całe mnóstwo jeszcze innych dostępnych atrakcji.

Żeby nie było tak słodko. Zabrakło mi pieniędzy, na straganach z żarciem kart nie przyjmują, więc musiałam swoje odstać w takiej kolejce do bankomatu (w dodatku krzywda moja była jeszcze dłuższa niż ta kolejka, bo tu do wszystkich bankomatów są takie kolejki, a moją kartę zechciał obsłużyć dopiero trzeci z kolei).

 


piątek, 21 października 2011
Kryzys

Poszłam obejrzeć z bliska kryzys kapitalizmu:

Mają własne media:

Ale strona wizualna mało atrakcyjna:


Z aparatem w ręku, nie włączyłam się do akcji


Ale ci co chca się włączyć i przychodzą z namiotami, też odprawiani są z kwitkiem

 

Jest tam fajny klimat pikniku


Można załapać się na wykład:

No i ekonomia, ekonomią, ale i o coś dla ciała powalczyć jest sposobność

 

To już nie tak jak w kawale sprzed lat, gdy powracającego z Zachodu zapytano:

- I  jak tam, rzeczywiście gnije ten kapitalizm?

- Oj gnije, gnije, ale jak ta zgnilizna cudownie pachnie!

Mnie zapachniał dopiero gdy wracając wstąpiłam do St. Martin on the Fields i trafiłam na próbę orkiestry. Oj jak ładnie grali ... 

W  dawnym kościele zdjęto wszystkie symbole kultu, pozostał układ szkieł w witrażu ...


 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli