niedziela, 28 października 2012
H2M

Dałam się nabrać.

Jack opowiedział mi o Hipotezie drugiego miejsca (w skrócie H2M): samolot porwano, pasażerów wzięto w niewolę, fotografie są upozorowane. No i oczywiście popiera to wszystko jakiś profesor. 

Przyznaję, uwierzyłam że i taka hipoteza ma swoich wyznawców. Po dojechaniu do domu wpisałam do wyszukiwarki H2M. Mam tylko jedno na swoje usprawiedliwienie: czym to się różni się od innych teorii?  Na przykład w tym tygodniu usłyszałam, że jest lek na raka i gdyby go dopuścili do produkcji, kosztowałby nie więcej niż 5 zł. Niestety politycy (Tusk, PO, Bruksela) blokują jego opatentowanie. Problem w tym, że w tej dyskusji brało udział kilka osób legitymujących się wyższym wykształceniem. I wszystkie te osoby były młodsze ode mnie.

W jednej sprawie czuję nawet potrzebę "walki". Wracając z Modlina popełniłam błąd i wsiadłam nie w bezpośredni autobus (za 33 zł), ale w taki co za 12 zł dowozi  do stacji PKP Modlin. Na pociąg czekałam 40 minut, wcześniej trzeba było dostać się na peron pokonując kładkę nad torami, co oznaczało tarabanienie się z walizką po wysokich schodach. Dworzec był udekorowany tablicą informującą, że jego przebudowa została sfinansowana ze środków UE Ale, ponieważ rzecz dzieje się w Polsce, czyli nigdzie, windy nie są tu po to, by działały, w dodatku jak są nieczynne,  to przynajmniej schludnie, po "europejsku"  wyglądają. Taki jest los większości kładek.  W dawnych zamierzchłych czasach wylewano na schodach betonowe podjazdy - komu to przeszkadzało?

Zdaję sobie sprawę, że powoli zaczynamy żyć w rzeczywistości budowanej przez ludzi,  nie potrafiących ze zrozumieniem czytać i pisać. Tyle, że według mnie ten eksperyment kiepsko się sprawdza. Może tak musi być, że upodabniamy się do barbarzyńców jeszcze przed ich nadejściem?  

Nie byłam gotowa na jesienny atak zimy, pod tym śniegiem jest góra liści:

Z drutami tez porażka. Jak już zrobiłam Sumka XXL i szykowałam się do blokowania, odkryłam że mniej więcej w połowie zrobiłam błąd. Chwilowo mam go na tyle dosyć, że zabieram się za szary sweter. Nie wiem dlaczego ciągle z tymi drutami,  zamiast szybko "dogonić króliczka", miesiącami go "gonię".

Nie rozumiem dlaczego ten film dostał w Co jest grane tyle gwiazdek.

Głupawa, miła bajeczka o młodych wykluczonych Szkotach. Gdy poznajemy głównego bohatera, jest bezrobotny, skazany na roboty społeczne, bez pomysłu na przyszłość. Pod koniec filmu, ma ciekawą pracę i gotówkę w kieszeni. Sporo fajnych dialogów i  scen, tyle że  wszystko to razem nie tworzy spójnej całości. Może przez te gwiazdki oczekiwałam czegoś więcej i wyszłam z kina zniesmaczona?  Najciekawsza jest w tym filmie możliwość posłuchania szkockiej wymowy - dopiero po chwili zorientowałam się, że mówią po angielsku.

Od kilku dni mam nowy pomysł - Weight Watchers. Bardzo mi się podoba to, że mogę bez ograniczeń jeść jabłka. Jak jestem tak pozytywnie do tego nastawiona, to może i efekty będą pozytywne? 

niedziela, 21 października 2012
ja jako babcia

Jakoś dałam radę.

Ale też jestem wdzięczna Iwonie, że przekonała mnie bym przynajmniej na część mojego babciowania wezwała dodatkowe posiłki z Wwy. Zdecydowanie pewniej się czułam nie będąc, przynajmniej na początku, sama.

Pomogło mi też i to, że Tomek jest wyjątkowo łatwy w obsłudze. Przede wszystkim sam je (co najwyżej trzeba go potem przebrać).





Zero problemu z usypianiem. O siódmej wieczorem kładzie się go do łóżka, czyta krótką bajeczkę, gasi światło i do ósmej rano następnego dnia dziecko śpi. W podobnie bezproblemowy sposób zasypia po obiedzie (wtedy nawet nie czyta mu się bajeczki).

Słowem nie jest to męczące dziecko - mogę tylko podziwiać Ankę, za to jak go wychowuje. Jest naprawdę niesamowity i o tym jaki jest wspaniały mogłabym jeszcze długo ...  



Wykańcza tylko poczucie odpowiedzialności i wyobraźnia, która mówi, że wszystkiego nie da się przewidzieć. Trzeba być młodym, by się umieć tym nie zadręczać.

Miałam też i inne plany, ale babciowanie przesłoniło mi wszystko. Tylko raz wybrałam się na miasto, robiłam nawet zdjęcia, ale dopiero po przyjściu do domu okazało się, że zapomniałam do aparatu włożyć karty. Tak, że jedyne czym się mogę pochwalić to tym, że skończyłam słuchać Haszka.

Akurat dzisiaj słuchałam w radiu Tokfm dyskusji, dlaczego nie czyta ponad połowa Polaków, gdy na przykład Czechów tylko 17 %. Dyskutanci w studiu zupełnie tego zrozumieć nie mogli, a tymczasem może to dlatego, że u nich w szkole przerabia się Szwejka, a u nas Sienkiewicza, albo Żeromskiego?

Z przyjemnością przypomniałam sobie książkę Haszka. To już nie tylko pogłębiony opis "inteligencji wojskowej", dziś można to rozszerzyć na opis "inteligencji klasy politycznej".

A sam audiobook jako przypomnienie mi pasuje, książki, której nie znam,  nie umiem w ten sposób "przeczytać". Tyle, że trzeba uważać. Nie zdawałam sobie sprawy do jakiego stopnia  audiobooki się "przykrawa". Poniżej próbka - porównanie pierwszej strony Folwarku zwierzęcego: książka a audiobook. 

Mr. Jones, of the Manor Farm, had locked the hen-houses for the night, but was too drunk to remember to shut the pop-holes. With the ring of light from his lantern dancing from side to side, he lurched across the yard, kicked off his boots at the back door, drew himself a last glass of beer from the barrel in the scullery, and made his way up to bed, where Mrs. Jones was already snoring. As soon as the light in the bedroom went out there was a stirring and a fluttering all through the farm buildings. Word had gone round during the day that old Major, the prize Middle White boar, had had a strange dream on the previous night and wished to communicate it to the other animals. It had been agreed that they should all meet in the big barn as soon as Mr. Jones was safely out of the way. Old Major (so he was always called, though the name under which he had been exhibited was Willingdon Beauty) was so highly regarded on the farm that everyone was quite ready to lose an hour's sleep in order to hear what he had to say. At one end of the big barn, on a sort of raised platform, Major was already ensconced on his bed of straw, under a lantern which hung from a beam. He was twelve years old and had lately grown rather stout, but he was still a majestic-looking pig, with a wise and benevolent appearance in spite of the fact that his tushes had never been cut. Before long the other animals began to arrive and make themselves comfortable after their different fashions. First came the three dogs, Bluebell, Jessie, and Pincher, and then the pigs, who settled down in the straw immediately in front of the platform. The hens perched themselves on the window-sills, the pigeons fluttered up to the rafters, the sheep and cows lay down behind the pigs and began to chew the cud. The two cart-horses, Boxer and Clover, came in together, walking very slowly and setting down their vast hairy hoofs with great care lest there should be some small animal concealed in the straw. Clover was a stout motherly mare approaching middle life who had never quite got her figure back after her fourth foal. Boxer was an enormous beast, nearly eighteen hands high, and as strong as any two ordinary horses put together. A white stripe down his nose gave him a somewhat stupid appearance, and in fact he was not of first-rate intelligence, but he was universally respected for his steadiness of character and tremendous powers of work. After the horses came Muriel, the white goat, and Benjamin, the donkey. Benjamin was the oldest animal on the farm, and the worst tempered. He seldom talked, and when he did, it was usually to make some cynical remark--for instance, he would say that God had given him a tail to keep the flies off, but that he would sooner have had no tail and no flies. Alone among the animals on the farm he never laughed. If asked why, he would say that he saw nothing to laugh at. Nevertheless, without openly admitting it, he was devoted to Boxer; the two of them usually spent their Sundays together in the small paddock beyond the orchard, grazing side by side and never speaking. The two horses had just lain down when a brood of ducklings, which had lost their mother, filed into the barn, cheeping feebly and wandering from side to side to find some place where they would not be trodden on. Clover made a sort of wall round them with her great foreleg, and the ducklings nestled down inside it and promptly fell asleep. At the last moment Mollie, the foolish, pretty white mare who drew Mr. Jones's trap, came mincing daintily in, chewing at a lump of sugar. She took a place near the front and began flirting her white mane, hoping to draw attention to the red ribbons it was plaited with. Last of all came the cat, who lookedround, as usual, for the warmest place, and finally squeezed herself in between Boxer and Clover; there she purred contentedly throughout Major's speech without listening to a word of what he was saying. All the animals were now present except Moses, the tame raven, who slept on a perch behind the back door.



Niby na okładce mojego Szwejka jest napisane "pełna wersja", ale czy jest to prawda?

niedziela, 14 października 2012
Po dwóch miesiącach

Znowu tu jestem. 

Z tym, że po raz pierwszy dotarłam tu aż z takimi przygodami.

Dawno nie leciałam tzw. "tanimi liniami". Samolot miał wylecieć o 17.40, wyleciał przed 23. W dodatku leciałam z Modlina, a to lotnisko w Modlinie na takie obsuwy zupełnie nie jest przygotowane. Krzeseł na lekarstwo, kilka sklepów, w których nic nie ma i jedna kawiarnia z mało urozmaiconą ofertą: kawa, herbata i buły po 15 zł.  Miałam laptopa, druty, Kindla, więc rozłożyłam się na podłodze, przy jednym z nielicznych kontaktów i  jakoś to przetrwałam. Tyle, że nawet do toalety nie miałam jak pójść, bo bałam się że "stracę" miejscówkę.  

Dziwne, że dostali pozwolenie na uruchomienie tego hangaru. Na ogólnodostępnej hali dwie toalety, każda z dwoma tzw. "oczkami", przy tym "obciążeniu" nie dziwne że "zapchanymi". Na hali odlotów, to samo. Coś musieli zachachmęcić w papierach, ze dostali na to zgodę.

A teraz czeka mnie w tym tygodniu nie lada wyzwanie: na cztery dni zostaję sama z wnukiem.



Termin tego wyzwania nie został najszczęśliwiej wybrany. Wszystko wskazuje na to, że Warszawski Festiwal Fillmowy to jedyny czas gdy jest coś w kinach do obejrzenia. Do tej pory przynajmniej jesienią coś "rzucano".

Bo ja kocham kino, tylko nie mam na co chodzić.

On jest duży w mięśniach (kulturysta) i nie za duży w głowie. A do tego jeszcze nieśmiały i mimo 38 lat, cały mamusi. Pozazdrościł koledze, że sobie z Tajlandii żonę przywiózł, wykupił tygodniową wycieczkę i zrobił to samo. Mamusia się wściekła, ale on jednak o dziwo, dojrzał do buntu i wybrał słodką Tajkę. Opowiedziałam cały film, ale i tak od pierwszego kadru wiadomo co bedzie dalej. Porażka.

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli