niedziela, 27 października 2013
Fiu .... Bzdziu... i jebudu

Bardzo mi się spodobał taki komentarz do wyniku ostatniego sondażu, nawiązujący do wiadomo której wypowiedzi. Jest z tych pasujących do wszystkiego. Do moich planów również. Po ubiegłotygodniowym spotkaniu u Tuptupa, ułożyłam w głowie plan nadrobienia zaległości, w tym tygodniu miałam zszyć kapę. Ale kolejny raz, kolejny plan nie wypalił.

Za to kupiłam kolejną wełnę. Tym razem na kocyk dla wnuczki Zosi, Marcelny, która już niedługo ma się urodzić. Michaśka dała mi do wyboru: czerwony, żółty, zielony lub niebieski. Spętana więzami stereotypów, nie umiałam sobie wyobrazić noworodka w czerwonym kocyku i kupiłam zieloną włóćzkę.


Dojazd do pracy to horror. Nie mam zwierząt, nie muszę codziennie wracać do domu. Ale co robią inni? Mazowieckie Przewozy Regionalne wystosowały do spółki zarządzającej torami taki list:

Pierwsze dni prowadzenia prac remontowo-modernizacyjnych wykazały niedostateczne przygotowanie infrastruktury kolejowej do prowadzenia ruchu pociągów w zmienionej organizacji. (…) Opóźnienia pociągów spowodowane wskazanymi wyżej awariami wywołały masowe protesty naszych pasażerów dojeżdżających do pracy, szkół, znaczny wzrost niezadowolenia z jakości świadczonych usług i pogorszenie postrzegania naszej spółki (...). 

I zadowolone, ze udało im się "zrzucić" winę na kolegę, puszczają tak mało pociągów, że ludzie mdleją, a to dopiero nieśmiała zapowiedź tego co będzie się działo. Niczym nie zrażeni (z niczego też nie rozliczani), swoich działań "teatr widzą ogromny" - m.in. planują rozebranie wiaduktów kolejowych, czy wyłączenie na kilka miesięcy jednego toru pomiędzy Grodziskiem i Pruszkowem. Remonty są o tyle dziwne, bo trwają już kilka lat, a ja jeszcze nie widziałam robotników kolejowych. Pewnie za kilka lat będzie wielki skandal, kiedy okaże się, że dotacje unijne nie zostały wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem. Tymczasem, gdyby ktoś poczytał strony internetowe naszej gminy, to mieszkańcy żyją takimi wydarzeniami jak:

- Jubileusz zespołu Mazowsze

- Wystawa ikon w sali parafialnej

- VI Festiwal myśli i słowa Jana Pawła II

O problemach dojazdowych ani słowa, bo to psuje "image".

Z drugiej strony, po przeczytaniu w ostatniej Polityce artykułu J. Podgórskiej o przemocy domowej, pomyślałam sobie, że trzeba przestać się wściekać. Mimo wszystko lepiej być bezsilną pasażerką Mazowieckich Przewozów Regionalnych, niż bezsilną ofiarą przemocy domowej:

Z ochroną ofiar przemocy w rodzinie nigdy nie było w Polsce najlepiej, ale po wprowadzeniu nowych przepisów w 2010 i 2011 r. jest tragicznie. Przerzucono to zadanie na samorządy, które powołują Zespoły Interdyscyplinarne (…). Problem w tym, że zespołom nie przyznano właściwych uprawnień ani żadnych dodatkowych środków finansowych. Dodatkowe zajęcia mają wykonywać w ramach obowiązków służbowych. Tegoroczny raport NIK nie pozostawił na nowym systemie suchej nitki. Nadmierne zbiurokratyzowanie struktur, zwiększenie ilości tworzonej dokumentacji, wręcz jej dublowanie, przewlekły tryb postępowania (bywa, że od zgłoszenia do podjęcia działań mijają miesiące). Nie jest to także system przyjazny dla ofiar, które czasem muszą opowiadać o swojej sytuacji w obecności nawet kilkunastoosobowej grupy roboczej. Efekt - spadek ujawnionych przypadków przemocy w rodzinie o 40 proc. Wniosek NIK - nowe przepisy w zasadzie wykluczają udzielenie ofierze szybkiej i fachowej pomocy. (…). Raport NIK został opublikowany trzy miesiące temu. I nic. Cisza. Ministerstwo szuka pieniędzy na szkolenia dla Zespołów Interdyscyplinarnych, ale nietrudno przewidzieć, że będą to stracone fundusze. Ten system jest po prostu niewydolny. Przemoc wobec kobiet będzie, jak dotychczas, wewnętrzną sprawą rodziny.

 

Poszłam na najnowszy film Machulskiego, bo dałam Ańćce, która aktualnie pokonuje ostry życiowy zakręt, prawo do wyboru filmu. A jak już zdobyłam się na taką wspaniałomyślność, to nie mogłam mieć potem pretensji. A powody ku temu były. 

 

W warszawskiej kamienicy na ulicy Pięknej na chwilę zamieszkuje młode małżeństwo, by zaopiekować się kotem właściciela. Przez przypadek odkrywa, że można się windą przenieść w czasie, do roku 1939, gdy w kamienicy mieściła się niemiecka ambasada. Wplątani w wydarzenia, które w sierpniu tego roku toczą się na terenie tej ambasady, postanawiają zmienić bieg historii.

Nie lubię slapstickowych komedii. W dodatku ani dialogi, ani aktorzy pierwszego planu jej nie bronią. Sytuacja Juliusza Machulskiego jest nie do pozazdroszczenia. Zrobił Seksmisję i Vabank, i teraz wszyscy oceniają go przez pryzmat tamtych filmów. A on im bardziej się stara, tym bardziej mu nie wychodzi.  

piątek, 25 października 2013

Dzieciństwo Jezusa J.M.Coetzee



J.M Coetzee zalicza się pisarzy, których „wypada” czytać – pewnie trochę i dlatego go czytam. Tyle że robię to bez większego zachwytu (ale i bez odrzutu).

Jego najnowsza książka - Dzieciństwo Jezusa (opublikowana w 2013 roku) ma coś z utopii. Rzecz dzieje się w leżącym nad morzem mieście Novilli, do którego cały czas przypływają imigranci by zacząć nowe życie. Zostawiają za sobą przeszłość, do której nigdy nie wracają, nawet we wspomnieniach i powoli, zgodnie z odgórnie przyjętym planem, przystosowują się do nowego życia. Jednym z nich jest Simon, dojrzały mężczyzna, który jeszcze na łodzi zaopiekował się pięcioletnim Davidem (chłopiec miał przy sobie kartkę, na której były zapisane dane rodziców, ale kartka utonęła). Poznajemy ich w dniu przybycia do Noville, następnie towarzyszymy im w powolnym budowaniu nowego życia. Ponieważ dla Simona zaopiekowanie się Dawidem było równoznaczne ze znalezieniem mu matki, pojawia się i kobieta, która podejmuje się tej roli.

Pierwsza część książki zdominowana jest przez Simona, w których objaśnia dziecku świat, ale ponieważ coraz trudniej mu ten nowy świat zrozumieć, coraz więcej jest w jego wywodach wątpliwości. W końcu zostaje zmuszony do działania, i tak w drugiej połowie książki akcja przyspiesza i zaczyna się dużo "dziać".

Jak każda utopia, tak i ta pełna jest filozoficznych rozważań i symbolicznych odniesień. Podane jest to w bardzo ascetycznej formie, a opisywany świat jest tak sterylny, że momentami aż „trzeszczy” (książka trochę mi przypominała Drogę McCarthy’ego). Dla wielbicieli Coetzee lektura obowiązkowa. Dla innych, niekoniecznie. Hańbie to ta książka do pięt nie dorasta.

Człowiek bez ojczyzny Kurt Vonegut


Start dobry Kurt Vonegut. Tym razem nie zabawia nas kolejną tragiczną humoreską, tylko opowiada o sobie. Ale w stylu swoich książek, więc wiele się o nim nie dowiadujemy. Tak naprawdę to  kolejny raz mówi jak bardzo nie podoba mu się sposób, w jaki człowiek zarządza planetą, na której żyje. Z tym że robi to tak, że przyjemnie się to czyta.

Fajny głos na temat kruchości współczesnych małżeństw:

Porozmawiajmy o seksie. Porozmawiajmy o kobietach. Freud powiedział, że nie wie, czego pragną kobiety. Ja wiem, czego pragną kobiety. One pragną mieć masę ludzi, z którymi mogą pogadać. O czym chcą gadać? Chcą gadać o wszystkim. Czego pragną mężczyźni? Pragną mieć dużo kumpli i aby ludzie się na nich tak bardzo nie wściekali.Dlaczego dziś tak wiele osób się rozwodzi? Ponieważ większość z nas już nie ma wielopokoleniowych rodzin. Kiedyś było tak, że jak kobieta i mężczyzna brali ślub, panna młoda zyskiwała mnóstwo ludzi do pogadania o wszystkim. Pan młody zyskiwał mnóstwo kumpli do opowiadania kretyńskich dowcipów. Lecz większość z nas, jeśli dziś bierze ślub, staje się tylko jedną osobą więcej dla jednej osoby. Pan młody zyskuje jednego więcej kumpla, ale jest on kobietą. Kobieta zyskuje jedną osobę więcej do pogadania o wszystkim, ale to jest mężczyzna Kiedy para się kłóci, mogą myśleć, że to o pieniądze czy władzę, czy seks lub jak wychowywać dzieci albo tak naprawdę o cokolwiek. Ale to, co naprawdę sobie mówią, bez zdawania sobie z tego sprawy, to: „Nie jesteś wystarczającą liczbą ludzi do pogadania”.

A i nie znałam tego cytatu z Szekspira: Diabeł pismo święte zna w potrzebie.

piątek, 18 października 2013
Przeczytane

dobra książka

Wszystko płynie Wasilij Grossman

Dawno, dawno temu nie czytało się o Holocauście, tylko o Gułagach (Sołżenicyn, Herling-Grudziński itd). Wtedy Grossmana nie przeczytałam, pewnie był w drugim obiegu, ale nie wpadł mi w ręce. Aż do teraz. Za jakiś czas na pewno sięgnę i po jego drugą książkę Życie i los, ale dopiero gdy przetrawię tę. Podobno maszynopis tej książki cudem przetrwał całodzienną rewizję (1961 rok) w mieszkaniu Grossmana. Dobrze się stało, ale ile takich arcydzieł przepadło?

Bohaterem jest zesłaniec, który po 30 latach łagrów odzyskuje po śmierci Stalina wolność. Towarzyszymy mu, gdy idzie zobaczyć stare kąty i spotkać tych, których znał w "tamtym życiu". Książka z tych przeszywających do szpiku kości, wrażenie potęguje to, że nie jest przegadana i jeżeli, to zostawia to niedosyt, nie przesyt. Obok losów Iwana Griegoriewicza są też w niej rozważania autora o dyktaturze, terrorze, Stalin a Hitler itp. Z tym, że te fragmenty książki, już tak do mnie nie przemawiały. 


dobra książka

Pensjonat Miramar - Nadżib Mahfuz


Nie zaskoczyła mnie kolejna książka Mahfuza – bardzo podobna do poprzednich, ale mi nie przeszkadzało - przyjemnie jest co jakiś czas zanurzyć się w mistrzowsko tworzonym przez niego nastroju. Tym razem wyjątkowo miejscem akcji nie jest Kair, a Aleksandria. Ale tak naprawdę to wszystko kręci się wokół jednego domu, który równie dobrze mógłby stać na jednej z ulic Kairu - tytułowego pensjonatu Miramar. Czas to Egipt tuż po rewolucji, czyli lata pięćdziesiąte XX wieku

Pensjonat prowadzi wdowa, niegdyś olśniewająca piękność, dziś żyjąca wspomnieniami. Pomaga jej młoda, niewykształcona chłopka, której uroda nie pozwala mężczyznom przejść obok niej obojętnie. W pensjonacie mieszka pięciu mężczyzn - dwóch starszych: 80-letni dziennikarz i trochę od niego młodszy dawny zwolennik ancien regime, dziś wróg ludu oraz trójka młodych. W kolejnych rozdziałach lokatorzy Miramar po kolei opowiadają swoją wersję wydarzeń. Jak dla mnie najciekawsze było lekko sarkastyczne spojrzenie starego dziennikarza, którego już nic nie potrafi zaskoczyć, czy zdziwić. Kobiety milczą, z tym że młoda i piękna jest katalizatorem wielu wydarzeń, a stara właścicielka tylko przygląda się temu z boku.

Wieje wiatr historii, wywiani ze starych miejsc ludzie, muszą sobie znaleźć nowe, nie wiedzą jak znaleźć się w nowej sytuacji, którą słabo rozumieją, przerastają ich  problemy, dylematy, itd. Ale tak jak napisałam w pierwszym zdaniu, Mahfuz uwodzi klimatem i jeżeli ktoś go za to lubi, to i tym razem się nie zawiedzie. Snuta opowieść jest ciekawa, ale stanowi tylko dodatkowy bonus. Najważniejszy jest klimat.  


Wytwórnia wód gazowanych – Dorota Combrzyńska-Nogala


Książka z modnego ostatnio nurtu literatury dla pokrzepienia serc, grafomańska saga historyczna o losach rodziny z małego miasteczka od drugiej wojny, do dnia dzisiejszego. Taki współczesny Sienkiewicz: podobna schematyczność, głębia postaci, czy stworzona na potrzeby książki, wersja historii.

Jednym słowem bełkot . Może by się i to obroniło, gdyby było dobrze i dowcipnie napisane. Ale nie jest.

Niech żyje postmodernistyczny Karpowicz, strzelająca słowami z kałasznikowa Chutik, a pani Dorocie Combrzyńskiej-Nogali mówię nie!

ps. następny eksperyment z polską literaturą kobiecą nie wcześniej niż za rok.

 

W sobotniej Gazecie z poprzedniego tygodnia był wywiad z Juliuszem Machulskim. Nie do końca się z nim zgadzam, ale całkiem ciekawie podchodzi do podróżowania:

Czytanie oszczędza bardzo wiele czasu. Nie muszę np. jechać do Indii. Wystarczy, że przeczytałem „Syna cyrku" Johna Irvinga, i jakbym był w Bombaju. Tak samo z powieściami z Ameryki Południowej. Oczywiście upraszczam sobie świat w ten sposób i usprawiedliwiam lenistwo czy też tchórzostwo - niektóre kierunki po prostu mnie nie ciągnie. Jednak czasem przekonuję się, że mam rację. Byłem w Chinach, zwiedzałem Zaka­zane Miasto. Padał deszcz, było zimno, no i - nie aż tak fascynującego tam nie ma. W filmie „Ostatni cesarz" wygląda to dużo lepiej. Jestem pewien, że książka daje więcej niż podróż. Nie ruszając się z domu, przenosimy się w inne światy. Jak ze stacjonarnym ro­werem - przejeżdżamy 30 łon, ale potem zsia­damy z niego w mieszkaniu i nie trzeba wra­cać w upale do domu. Oczywiście traci się krajobrazy, ale też unika potrącenia przez ciężarówkę.

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Moje druty
Spis moli